Od kilku dni jestem naprawde chora, goraczka, opryszczki, rumieńce na twarzy
i głosik ....jak po kilkudniowej śpiewance. M wysłany daleko daleko w
sprawach służbowych na kilka dni a ja mam w perspektywie mimo ogólnego ledwo
życia do ogarnięcia potężny bałagan w mieszkaniu i wreszcie miły relaks w
swoim własnym towarzystwie gdzie nic nie trzeba. Nawet rodzice na groby jutro
nie chcieli mnie zabrać bo bali się zarazić (proponowałam nawet odwiedziny na
obiadek ale jak posłuchali kaszlu to się elegancko wymówili

). I.... dzwoni
telefon, od eks, czy nie wzięłabym małej na dziś i jutro bo trafił się jej
wyjazd. Na to ja mówie, że M nie ma, przecież wie, wyjechał, na to ona że wie
ale ten wyjazd, i mała tak bardzo by chciała (a przypomniec muszę, ze ja
normalnie to jestem wróg, panienka tatusia, i obca osoba - były to cytaty).
No to dodaję, ze chora jestem okrutnie, co słychać, i nie wydaje mi się
dobrym pomysłem moja opieka na dzieckiem, które w czwartek ma się stawić w
szkole w pełni sił. Na to eks, skoro tak, to czy może mogłabym zadzwonić do
matki M (a mej ulubionej tesciowej) i czy mogłabym załatwić pobyt dziecka u
niej. Ja na to, że zna telefon do babci i może o to sama zapytać. Wtedy eks
podziękowała mi serdecznie za rozmowę i odkładając słuchawkę mówi do dziecka:
A widzisz, Barbara nie chce cię wziąć. Głupo mi się zrobiło, ale jak słowo
daję, nie jestem w stanie zajmować się dzieckiem będac chora, dlaczego mam
wydzwaniac i szukac pobytu małej bo się eks tak miło odnosi do mojej
tesciowej , że teraz kiedy ma problem wstyd jej zadzwonić? Dziecku całe
szczęscie wszystko da się wytłuamczyć, że nie ja jej nie chcę tylko nie mogę
i w zasadzie nie powinnam nawet. No i mimo wszystko zadzwoniłam do tesciowej
i powiedziałm żeby zadzwoniła do małej tak niby co tam słychac i wtedy może
jednak wzięłaby ją. I jak sie okazało eks znalazła już miejsce dla dziecka ,
u swojej mamy, przed która część swoich wyjazdów ukrywa, i pewnie i tym razem
chciała wymknąc się na dwa dni, i żeby jej matka nie gadała, o ironio
postanowiła zwrócic się do mnie?! Jest mi głupio bo jakoś bym dała radę z
dzieckiem, rzecz jasna, ale potem jak bym ją zaraziła, to byłoby i tak na
mnie, bo wyszystko jest przeze mnie (nawet te wszy jak sie okazuje to przez
mój szampon), a poza tym skoro jestem traktowana przez eks jak byle kto, to
czy wtedy kiedy ona ma potrzebę i wysila się na słodycz, bo ma w tym interes,
to ja powinnam też w uśmiechachi pląsach , że ach tak, oczywiście, kiedy
tylko będziesz potrzebowała? Wydaje mi się że nie. Zresztą jestem poruszona
tym telefonem, bo nie mamy okazji rozmawiać zbyt często, a jeśli juz to
raczej w mało przyjaznym tonie i wnerwiłam się słyszac te cukiereczki w
słuchawce i ten tekst na koniec (wyjęty z przedstawienia o którym kiedys
pisałam- tatus z Barbarka nie przyszli ale mamusia jest- siedzielismy w
dalszym rzędzie). Chyba zaraz wyzdrowieje i pójdę jej nakłaść po głowie za te
gierki słowne

Całe szczescie mała jest przeszcześliwa że jedzie do drugiej babci bo dawno
się z nią nie widziała