kicia031
22.11.06, 08:56
Wczoraj bylam jak wiecie juz u kresu wytrzymalosci wiec korzystajac z wolnej
chwili w drodze na sluzbowa kolacje i z powrotem zaczelam sobie planowac
zycie bez chlopa. Policzyłam w mysli koszty utrzymania, dochody, potencjalne
alimenty, odwiedziny u Groszkowca, organizacje opieki itp.
Wróciłam do domu, kontunuujac planowanie podczas mycia i pomyślałam o zyciu
jakie chłop będzie wiodl w takiej sytuacji: Zostaje w Warszawie?, czy będzie
chciał wrociclc do Gdanska – ale w sumie nie za bardzo ma jak, wiec co, ma
wynająć mieszkanie w Warszawie? W takiej sytuacji, placac alimenty na 2
dzieci, wynajmując mieszkanie nigdy się niczego nie dorobi, no i w ogóle. Po
poprzednim rozwodzie dochodzil do siebie 6 lat zanim zaczął się za kims
rozglądać. Slabo widze by znalazla się chetna ma faceta z 2 dzieci do
alimentowanie, z 2 rożnych związków.
No jednym słowem makabra. Poczulam, ze nie mogę wziasc na siebie
odpowiedzialności za cos takiego. Po prostu chcialo mi się plakac.
Obudziłam chłopa i powiedziałam mu, ze go nie zostawie, i powiem wam, ze
bardzo się ucieszyl.