O odejściach...

22.11.06, 17:16
Przeczytałam jeden wątek, jednej autorki, na jednym forum, że odeszła od męża
do innego, bo nie kochała męża, ale czekała, bo nie chciała być sama, na tzw.
okazję, i koleżanki wszystkie odpowiedziały, że dobrze zrobiła.. ciekawe jak
to jest, bo gdy mężczyzna odejdzie z w/w powodów to jest "wieeeeelka świnia"
mówiąc delikatnie...
    • e_r_i_n Re: O odejściach... 22.11.06, 17:49
      No bo kobieta na pewno była nieszczęśliwa i miała prawo, a facetowi 'dupa' w
      głowie zawróciła.
      • tropicana Re: O odejściach... 22.11.06, 18:09
        Głupio mówić, ale bardzo często tak bywa...
        • e_r_i_n Re: O odejściach... 22.11.06, 18:22
          Tak samo czesto, jak zafascynowanie kobiet innym facetem. Tyle, ze u kobiet
          doszukuje sie przyczyn w nieudanym zwiazku, facet na pewno sciemnia mowiac, ze
          nie byl szczesliwy.
          • tropicana Re: O odejściach... 22.11.06, 18:29
            Mimo wszystko myślę, że panie bardziej przejmują się rodziną.
            M. in. dlatego czekałam, aż los się do mnie uśmiechnie, ale nie sądziłam, że
            wcześniej z Tamtej tak okrutnie zadrwi.
            • e_r_i_n Re: O odejściach... 22.11.06, 18:40
              tropicana napisała:

              > Mimo wszystko myślę, że panie bardziej przejmują się rodziną.

              Widziałam gdzies statystyki, z ktorych wynika, ze kobiety tak samo czesto, jak
              mezczyzni zdradzaja, tyle, ze rzadziej konczy sie to rozstaniem. Podejrzewam,
              ze nie tylko dlatego, ze kobiety bardziej sie przejmuja rodziną, ale rowniez
              dlatego, ze czesto sa mniej samodzielne, przede wszystkim finansowe i po prostu
              niewielkie maja szanse na poradzenie sobie bez meza.
              • jayin Re: O odejściach... 23.11.06, 08:23
                I to jest chyba jedna z głównych przyczyn.
                Kobieta zaradna-samodzielna-mogąca poradzić sobie sama finansowo - łatwiej i szybciej podejmuje decyzję o rozstaniu/rozwodzie/odejściu ze związku, w którym jest jej źle, który ją męczy czy też po prostu znudził. We wszystkich znanych MI przypadkach, kiedy małżenstwo jest "fikcyjne" w sensie wspólnego życia i szczęście - najważniejszym powodem "nie rozstawania się" ze strony kobiet są finanse, nawet jeśli chodzi o tzw. "dobro dziecka" - często pomijając fakt kontaktu z ojcem - bo ten ojciec jest wg kobiety i tak nie wystarczająco dobry. Przyziemne, ale tak bywa. Mężczyźni w większosci nie mają takiego problemu. Zwykle są samowystarczalni finansowo (ZWYKLEsmile. I jeśli mają się decydować definitywnie na rozstanie, to nie wahają się ze względu na $, tylko na jakieś inne sprawy. Są w wygodniejszej sytuacji, po prostu.

                Do tego - jak już tu tropicana (chyba) napisała - kobiety bardziej się przejmują rodziną jako taką (są oczywiście wyjątki, jak w każdej regule) - czy to z potrzeby własnej psychiki, czy też wręcz altruistycznie, albo "bo tak trzeba", ale się przejmują. Martwią się, zastanawiają, roztrząsają różne wersje zdarzeń. No i ta narzucana od wieków społecznie (i z natury też, jakby nie patrzeć) rola matki-opiekunki, której odegrania oczekuje się od kobiet, więc one w tej roli występują. U mężczyzn to chyba rzadziej występuje. Poświęcanie się takie, kiedy coś im nie odpowiada. Prywatny egoizm i przekonanie o racji własnego postępowania w większości wypadków biorą górę nad wątpliwościami.

                I dlatego panom jest łatwiej i wygodniej smile Inna konstrukcja psychiczna.


                pozdr.

                J.

                P.S. A z tym, że kobietę rzadziej się potępia - jak "czeka na okazję do odejscia" - to też prawda. Chyba bierze się podswiadomie wlasnie pod uwagę to, ze TEORETYCZNIE kobiety słabsze są, mniej samowystarczalne i potrzebują "opiekuna". A facet - jak czeka na okazje - to jest swinia. No, bo ma warunki do nie bycia swinią - czyli moze odejsc od razu. Wot, szufladkowanie.
                • m-m-m Re: O odejściach... 23.11.06, 08:32
                  Kobieta zaradna-samodzielna-mogąca poradzić sobie sama finansowo - łatwiej i
                  szybciej podejmuje decyzję o
                  rozstaniu/rozwodzie/odejściu ze związku, w którym jest jej źle


                  Prawda.
                  Moja mam kiedyś mi powedziała, że jej rozwód z moim ojcem nie pogorszył nam
                  warunków materialnych - wręcz przeciwnie, bo to ona wtedy świetnie zarabiała,
                  zmienając powiedzenie: chłop z wozu, koniom lżej. Nagle ubyła jej jedna osoba
                  do utrzymania.
                  Ale w rodzinie mojej koleżanki jej rodzice po rozwodzie dalej mieszkali razem
                  (i mieszkają nadal), bo żadne z nich nie było w stanie spłacić drugiego z i tak
                  małego mieszkania.
            • kleo1 Re: O odejściach... 23.11.06, 07:19
              ciekawe, bo znam przypadek, gdzie babeczka poszła sobie w sina dal zostawiając
              meżczyżnie dzieciaka, ale aktualnie mężczyzna nie żyje, dziecko też i chyba ta
              kobieta również, to było daaaaaaawno temu. Mężczyzna był cudowny, znalazł sobie
              cudowną drugą żonę, która nawet by muchy nie skrzywdziła, mieli jeszcze 4 synów
              (tylu bo chcieli mieć dziewczynkę) oczywiście druga żona dbała najbardziej o
              tzw.pasierba żeby nie wyszła na wredną zołzę i oczywiście co? nico! zero
              wdzięczności!... nie warto było... trzeba było wszystkich tak samo traktować,
              jak w dupe to w dupe..


              um.. odbiegłam o tematu przepraszam...

              pozdrawiam z rana i na kawkę zapraszam kapuccino z pianką takie prawdziwe big_grin
              • kara_b Re: O odejściach... 23.11.06, 08:30
                gdzieś czytałam,że kobieta tak długo nie odejdzie ,póki za drzwiami nie czeka
                drugi mężczyzna- coś w tym jest,babki zdradzą,ale do odejścia długa
                droga,trzyma je przywiązanie do rodziny i chyba też boją się co ludzie powiedzą


                kleo- ja mam rozpuszczalną smile
                pozdro k
              • m-m-m Re: O odejściach... 23.11.06, 08:38
                druga żona dbała najbardziej o
                tzw.pasierba żeby nie wyszła na wredną zołzę i oczywiście co? nico! zero
                wdzięczności!... nie warto było...


                No oczywiście, zawsze to jak mantrę powtarzam: macocha/ojczym nie ma zwrotki za
                swoje poświęcenie wiec naprawdę nie warto dawać jak własnemu dziecku.
                Tyle, że jak własne dziecko jest niewdzięczne to mu się to z reguły wybacza, a
                cudzemu już nie tak łatwo.
              • jayin Re: O odejściach... 23.11.06, 08:43
                to ja do kawy - pełen talerz ptasiego mleczka na osłodzenie od rana wink
                smacznego.
    • lilith76 Re: O odejściach... 23.11.06, 09:54
      że odeszła od męża
      > do innego, bo nie kochała męża, ale czekała, bo nie chciała być sama

      W takim oczekiwaniu jest moja koleżanka - tłumaczę jej, że to nie fair, ale ona wie swoje. Jeszcze lepiej - ma nadzieję, że mąż także wreszcie kogoś sobie znajdzie na boku i uwolni ją od siebie, ale wstydzi mu się to otwarcie powiedzieć...
    • lilith76 Re: O odejściach... 23.11.06, 09:56
      Myślę, że kobiety do końca wierzą, że stanie się cud i mąż zacznie strasznie kochać spowrotem, ona też znowu zacznie go kochać i będzie pięknie. Tymczasem cud nadchodzi z innej strony.
      • madalenka25 Re: O odejściach... 23.11.06, 10:53
        Tymczasem cud
        > nadchodzi z innej strony.
        >

        Lilith dziekujesmile dzis tego bardzo potrzebowałam smile))
    • kicia031 Re: O odejściach... 23.11.06, 22:28
      Tez czytalam ten watek i tez mnie poruszyl Najbardziej to, ze autorka wyszla za
      maz z powodu ciazy, nie kochajac ojca dziecka, pod presja rodziny. I to jest
      chyba najbardziej nieodpowiedzialne. \Wydaje mi sie, ze to wyjatkowo paskudne
      oszustwo: kiedy ktos decyduje sie na malzenstwo, partner ma prawo spodziewac
      sie, ze to decyzja powazna, na cale zycie i wynikajaca z milosci.
      To, co ta dziewczyna wykonala potem, to tylko dalsze konsekwencje tego
      pierwszego bledu. Wspolczuje jej Exowi, nawet jesli teraz, jak rozumiem,
      zachowuje sie jak palant.
      • natasza39 Re: O odejściach... 24.11.06, 00:18
        kicia031 napisała:

        > Tez czytalam ten watek i tez mnie poruszyl Najbardziej to, ze autorka wyszla
        za
        > maz z powodu ciazy, nie kochajac ojca dziecka, pod presja rodziny

        Dziwne...
        Natomiast facet, który zrobi dziecko dziewczynie przed slubem i nie chce sie
        ożenić tez jest nieodpowiedzialny.
        Natomiast jak facet robi to pod presją rodziny i się żeni, mówi mu
        się "widziały gały co brały"

        Podsumujmy...
        Kobieta-ciaża-małżeństwo choc brak miłosci = Egoistka
        facet-ciaża-małżeństwo choć brak miłości = niemożliwe, wiedział co robi
        facet - ciąża - ucieczka faceta = nieodpowiedzialny gnój i egosta.

        Chyba różną miarą mierzy się facetów i kobiety.
        Do takich samych zachowań w zależności od płci przypisujesz kicia rózne
        intencje
        • kicia031 Re: O odejściach... 24.11.06, 09:19
          Natasza, widze ze musze dokladnie opowiedziec, dlaczego mnie to poruszylo i ze
          nie określam podwojnych standardow dla obu plci: jak ja zaszlam w nieplanowana
          ciaze, to mój obecny Ex zapewnial o swojej miłości i pragnieniu małżeństwa.
          Mialam sporo wątpliwości, bo znalam już jego numery, ale ponieważ tak bardzo
          zapewnial, ze mnie kocha i snul plany na reszte zycia, to się zdecydowałam…
          3 lata pozniej, kiedy podejmowaliśmy decyzje o rozwodzie, Ex powiedział ze
          nigdy mnie nie kochal i ozenil się z poczucia obowiązku.
          W tym momencie nie jest już ważne, która wersja była prawdziwa, bo głównym
          problemem jest bledna informacja, jaka otrzymałam – gdybym wiedziała ze mnie
          nie kocha i robi to z obowiązku, to bym nie przyjęła jego „oświadczyn” i życie
          nas wszystkich byłoby prostsze.
          Ponieważ sama się w podobny sposób sparzyłam, to wiem jak bardzo boli i uważam
          takie postepowanie za nieodpowiedzialne – u obu plci.
          • natasza39 Re: O odejściach... 24.11.06, 12:52
            Widzisz kicia, napisałaś tak przez pryzmat własnych przezyć.
            W tamtym przypadku wcale nie musiało być tak jak u Ciebie. A moze od poczatku
            ona nie kochała tego faceta i mu o tym powiedział, a moze wyszło szydło z wora
            dopiero po slubie.
            Jestem przeciwnikiem i zawsze nim byłam zeniaczek z powodu ciazy.
            Pewnie, ze sa równiez bardzo szczęśliwe małzeństwa z tego powodu zawarte, ale
            to dotyczy par, które i tak wcześniej czy później by sie pozenili, a nie tych
            par, które wczesniej czy póxniej gdyby nie to odeszliby od siebie modlac sie w
            duchu aby nie spotklać tego kogos juz nigdy na ulicy nawet.

            a ponadto, kicia, nie znam Twojego exa, ale pewnie był młody jak się z Toba
            żenił. I całkiem mozliwe, ze wydawało mu się wtedy ze Cię kocha, a po tych 3-ch
            latach jednak uznał, że to miłosc nie była.
            Taka "szczerosc" boli cholernie, ja to wiem, ale nie mozna zakładać, że wszyscy
            postąpili kiedys dokładnie tak jak Twój kicia ex.
            • kicia031 Re: O odejściach... 24.11.06, 13:30
              Natasza, ale ta dziewczyna wlasnie opisala, ze tak bylo. To nie sa moje
              domniemania.
              A co do mojego Exa, to ja nie bronie mu zmienic zdania. Mogl przestac mnie
              kochac. Po co tylko tak sie platac w zeznaniach?
          • lilith76 Re: O odejściach... 24.11.06, 12:59
            Niektórzy mężczyźni, kiedy kochają myślą, że kochali od zawsze, a kiedy przestają kochać myślą, że tak na prawdę nigdy nie kochali.
            • natasza39 Re: O odejściach... 24.11.06, 13:03
              lilith76 napisała:

              > Niektórzy mężczyźni, kiedy kochają myślą, że kochali od zawsze, a kiedy
              przesta
              > ją kochać myślą, że tak na prawdę nigdy nie kochali.


              Ładne! I cholernie prawdziwesmile
            • jowita771 Re: O odejściach... 24.11.06, 13:24
              ja myslę, że kobiet też to dotyczy.
              poza tym, wydaje mi się, że jesli się kogoś niecierpi i źle się mu życzy, to
              miłości nigdy nie było. zauroczenie tak, ale nie miłość.
              • lilith76 Re: O odejściach... 24.11.06, 14:57
                > ja myslę, że kobiet też to dotyczy.

                Nie wszystkich smile
                Ja mam poczucie, że kochałam i przestałam (dzięki Bogu!). Odkąd przestałam szukać winy w tamtych facetach za moje "nieszczęścia", moje życie się poukładało.

                jesli się kogoś niecierpi i źle się mu życzy, to
                > miłości nigdy nie było. zauroczenie tak, ale nie miłość.

                Tu się mylisz.
                On miłości, do nienawiści krótka droga. Właśnie słaba miłość pozwala niecierpianą osoba wrzucić szybko do pudełka "było-minęło".
    • neinka Re: O odejściach... 24.11.06, 14:42
      kobieta odchodzi ,gdy jest jej źle ;
      męzczyzna , gdy sam nie wie czego chce.
      • lilith76 Re: O odejściach... 24.11.06, 14:44
        To mój M jest kobietą.
        On odchodząc DOKŁADNIE wiedział czego chce.
        • neinka Re: O odejściach... 24.11.06, 14:48
          watpię,
          to raczej ty dorobiłas legendę do jego odejścia.
          • natasza39 Re: O odejściach... 24.11.06, 14:51
            neinka napisała:

            > watpię,
            > to raczej ty dorobiłas legendę do jego odejścia.

            A może to ty ulegasz stereotypom?
          • lilith76 Re: O odejściach... 24.11.06, 14:59
            > watpię,
            > to raczej ty dorobiłas legendę do jego odejścia.

            Wątpię.
            Dorabiać legendy nie musiałam.

            Jako, że mniej bystry musi zazwyczaj napisać ostatni post w przepychance słowenej, zostawiam ci ten przywilej.
      • natasza39 Re: O odejściach... 24.11.06, 14:49
        neinka napisała:

        > kobieta odchodzi ,gdy jest jej źle ;
        > męzczyzna , gdy sam nie wie czego chce.

        I w tym miejscu przypomniał mi się kawwł o kobiecie przed okresem (tzw. PMS)
        "Dlaczego kobieta tuz przed okresem gotuje cztery gary wrzatku?
        Odp - BO TAAAAAAAAAAAK!!!!!"

        Tak, tak, my baby zawsze wiemy czego chcemy. ROFTL!
Pełna wersja