khaldum
28.05.07, 08:34
2 lata temu gdyby ktoś mi powiedział, że napiszę taki post umarłabym ze
śmiechu, lub wydrapałabym oczy, nawet pół roku temu bym temu zaprzeczyła..
a jednak
po prostu mi smutno, tak po macoszemu smutno
wczoraj była komunia syna NM, exiara zabroniła mi nawet w kościele się
pojawić, więc spędziłam dzień w domu
i smutno mi, ze nie widziałam się z Młodym, że mu nie złożyłam życzeń
osobiście, że prezent musiałam przekazać przez NM.
wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że "za chwilę" będę macochą
całodobową, i nawet mnie to nie przeraża, może to dziwne, ale czuję jakiś
spokój związany z tym, że sytuacja się "układa".
Oswoiłam się z tą myślą, można powiedzieć, że emocje mi nie buzują, układam na
razie "plan działania" jeśli takie zmiany w ogóle można zaplanować.
Pomysł "przekazania" dzieci NM wypłynął od exiary, ona chce do stolicy,
karierę robić, dzieci jej przeszkadzają.
czuję sie tak jakby zbliżał się termin porodu... głupie porównanie, wiem, ale
jest to jakieś oczekiwanie na TEN dzień.
i mając świadomość tego, co ma się wytłumaczyć, nie rozumiem, może nie chcę
zrozumieć, po prostu nie wiem jak to wyrazić, ale smutno mi, że wczoraj mnie z
młodym nie było.
czy któraś z Was ma podobne uczucia/odczucia?
że jest Wam smutno z powodu nie uczestniczenia w ważnych chwilach życia
waszych pasierbów?