19.07.07, 09:02
------------------------------------------------------------------------------
--
...nie wierzyla ze to ja spotkalo.W piewrszej chwili poczula ze ktos lub cos
rozpruwa jej serce.Peklo.Glos lekarza wydawal sie echem,poza nim juz nic nie
slyszala.Nie poplynela nawet jedna lza.Niedowierzanie a moze juz rozpacz.Pani
dziecko zmarlo przykro mi...przykro mi...Nie!!!
Wrocila do domu,wykrecony numer meza.Lzy,potok lez.Bedzie jutro.Jutro mnie
przytuli,bedzie obok,ale...Moje dziecko...juz go nie ma.Kladzie reke na
brzuchu-malenstwo daj jakis znak....
Poranek jakby nie jej.Kaza jej sie ubrac,wypic herbate.Szpitalne lozko ktore
juz tak dobrze znala przyprawia ja o mdlosci.Dlaczego???!!!!!!
Twarz lekarza ktory zdaje sie pocieszac ze bedzie dobrze...i sen.
Budzi sie jakby nie w tym swiecie.To nie swiat ktory zaczela sobie
budowac.Boli ja dusza,nawet nie ma juz sily plakac.Jest jak robot.
Jada do domu,wszyscy sa mili,otaczaja miloscia,mowia ze dobrze ze ona jest
zdrowa.Ale to nie prawda,to juz nie ona,nie ta sama.Jej wlasnie wyrwano
serce.........
Mama Aniolka 13.04.06
Obserwuj wątek
    • elfi Re: Ech 19.07.07, 10:31
      Jest taki wątek na poronieniach: słowa które nie powinny paść. Czytałam to pare
      miesiecy temu i płakałam.
      Wlasciwie to chcialam zalozyc osobny watek bo serce mi krwawi, ale temat jest
      bardzo podobny.
      Staramy sie z moim NM o wlasnego bobasa od ponad 2 lat. On jest zdrowy, ja niby
      tez ale nic z tego nie wychodzi. Wczoraj znowu dostalam @ i znowu okazalo sie
      ze sie nie udalo. Zaczelam sie nawet zastanawiac czy to nie jest kara boska, za
      to ze on zostawil eks i dziecko. Albo czy ktos na nas klatwy nie rzucil. Na
      przyklad jego matka, ktora mowi ze eksia jest super a ja to nawet podstawowych
      funkcji kobiety nie umiem spelnic.
      Coraz trudniej przez to znosze pasierbice. Wczesniej bylo ok, myslalam ze
      jezeli sie w koncu zdecyduje to zajde w ciaze i wszystko odbedzie sie zgodnie z
      planem. Pasierbica bedzie starsza siostra i bedziemy wielka kochajaca sie
      rodzinka. Czuje sie jakbym byla odstawiona na boczny tor.
      Moj NM coraz mniej mnie w tej walce wspiera. Mysle ze nie ma cisnienia bo ma
      juz dziecko. A mnie dopada coraz silniejszy instynkt macierzynski. Chodze do
      psychologa, ale niewiele mi juz jest w stanie pomoc.
      • diabladko Re: Ech 19.07.07, 10:47
        Czytam i nie wierze.Opisujesz dokladnie moje zycie.Moj M tez ma juz dziecko i
        cholercia tylko mi czegos tak bardzo bardzo brakuje
      • m-jak-magi Re: Ech 19.07.07, 10:48
        jesli prowadzisz zdrowy tryb zycia i dbasz o siebie to nie ma sensu szukac w
        sobie winy. ja poronilam swoja pierwsza ciaze i myslenie o tym, zamartwianie
        sie i szukanie w sobie winy przyplacilam ciezka i wielomiesieczna depresja.
        teraz jestem szczesliwa mama cudownego 5cio miesieczniaka, moj stosunek do
        siostry malego - mojej pasierbicy tez sie nie zmienil - dalej jest bardzo
        pozytywny.
        nie wiem dlaczego tak sie stalo, bol po stracie bedzie mi towarzyszyl do konca
        zycia ( zdarza mi sie plakac jak najdzie mnie smutna refleksja ) ale nie
        przyslania mi to reszty. zycie toczy sie dalej.
        • diabladko Re: Ech 19.07.07, 10:50
          Staramy sie o kolejne dziecko od 10 miesiecy i wydaje mi sie ze to bardzo
          bardzo dlugo.Staram sie nie myslec o tym wszystkim.Odkad poronilam zmienil sie
          moj stosunek do syna M.Przestalam go lubic,drazni mnie tym ze poprostu
          jest.Wiem ze to nienormalne ale zaczal mi przeszkadzac
          • m-jak-magi Re: Ech 19.07.07, 11:03
            ja szukalam winy w m. wydawalo mi sie ze on nie cierpi po stracie naszego
            dziecka. uwazalam ze dla niego byloby to kolejne dziecko wiec nie przezywa tego
            tak jak ja ktora utracilam swoje jedyne dziecko.
            czesto mowilam mu ze skoro ma juz swoje dziecko to MOJE go nie obchodzi. bylam
            naparwde okrutna w swoim cierpieniu.
            to byl dla mnie bardzo trudny okres.
            szczesliwie dla nas kolejna ciaza pojawila sie rowno pol roku po poronieniu.
            nie bylo lekko bo przezywalam zarowno miesiac w ktorym stracilam 1sza ciaze jak
            i dzien w ktorym mialo sie urodzic 1sze dziecko.
            bardzo pomogl mi moj ginekolog ktory nie pierwszy raz zetknal sie z tym
            problemem.
            teraz ciesze sie moim synkiem i ciesze sie ze ma taka fajna siostre.

            10 miesiecy to nie jest dlugo ale skoro sie niepokoisz moze pownnias zasiegnac
            porady innego lekarza.
            mysle ponadto ze skutecznosc w zajsciu w ciaze jest rowniez uzalezniona od
            stanu psychicznego. musisz popracowac nad soba i starac sie pozbyc negatywnych
            mysli jakie zwiazane sa z tym przykrym doswiadczeniem, musisz sie od tego
            uwolnic. zapomnij o niecheci do pasierba, skup sie na mysleniu o swoim
            przyszlym dziecku.

            dla mnie podatnym gruntem okazal sie wyjazd do mojego ukochanego londynu. potem
            jeszcze w ciazy kilka razy wracalam do londynu bo bylam pewna ze to miasto
            przynosi mi szczescie.
            niedlugo znowu tam lece i zabieram syna smile
          • elfi Re: Ech 19.07.07, 11:08
            Mam podobne uczucia wzgledem pasierbicy, drazni mnie ze jest. Irytuje kiedy
            widze jak im w dwojke razem dobrze, jak ona jest podobna do niego. Chcialabym
            miec swoje... Powoli trace nadzieje ze to sie kiedys zdarzy.

            Moze lepiej zrezygnowac z tego zwiazku i poszukac faceta, ktory bedzie gotowy
            przejsc ze mna przez trudne i bolesne metody wspomagania zajscia w ciaze. I nie
            mowie tylko o wsparciu psychicznym ale i finansowym. Za wszystko place sama na
            razie. Kredyt musze wziac, zeby oplacic leczenie , ktore nawet nie wiem czy cos
            pomaga.

            Moj NM nie bedzie na to placil, bo przeciez on ma dziecko i musi na nie
            placic!! a jak ja chce dziecko to powinnam sobie sama kupic
            • natasza39 Poczytajcie archiwalną ciemnanockę! 19.07.07, 11:17
              Jej też się to przytrafiło kiedyś.
              Nie przypominam sobie jednak, aby ból przysłonił jej rzeczywistość, żeby
              zaczęła nienawidzieć z tego powodu kogokolwiek.
              A teraz?
              Teraz raczy nas prześlicznymi widokami cudnego dzidziora!
              Po takich wydarzeniach trzeba się skuoić na pozytywnych myślach i nic na siłę.
              NAjlepszym przykładem tego, że po poronieniu nie można się załamywać jest moja
              koleżanka, która poroniła chyba z 5 razy, a w wieku lat 35 została mamą
              chłopaczka a w wieku 40 cudnej dziewczynki.
              A na naszym forum takim pozytywnym przykładem jest ciemnanocka.
            • mamaika Re: Ech 19.07.07, 11:57
              Ja straciłam w końcówce ciąży drugiego synka, na początku tego roku poronilam
              wczesną ciążę . Wiem jak jest tr udno ...cholernie trudno. Ściskam Cię mocno .
              cholernie przykre to co piszesz, najgorszy jest brak wsparcia od partnera .
              Trzymaj się
              • dominika303 Re: Ech 19.07.07, 12:57
                Hej, nie smuć się tak bardzo smile
                Ja mam za sobą 2 poronienia sad i teraz zagrożoną ciążę sad - chyba nie musze
                pisać jakie emocje mną targają co 2 tyg jak mam wizytę u gina sad
                ale doskonale pamiętam jak podle się czułam zaraz po utracie ciąż sad
                Przez 5 lat nawet nie chciałam słyszec o ciąży czy dziecku sad
                Rozwaliłam świadomie i nieświadomie kilka związków właśnie z obawy przed
                kolejną tragiczną możliwością poronienia sad - to było strasznie głupie, ale za
                razem silniejsze ode mnie .

                Nie smuć się wink
                Zobaczysz, ze jak ty znajdziesz równowagę psychiczną to dzidziuś szybko zagości
                w twym brzusiu smile
                Może zasiegnij rady innego lekarza , no i chyba powinnaś być pod specjana
                opieką i moniotringiem az do rozwiązania wink

                I dobra rada - ogranicz i u siebie i swojemu picie kawy + papierosy wink
                Niekoniecznie to musi być twój problem , często się zdarza, ze mężczyzni
                mają "chwilowe" okresy niepłodności .
                Ale nie popadaj w obsesję - w końcu sie uda smile
                Trochę wiary w siebie jako mamę smile , więcej luzu (wiem łatwo mówić gorzej
                wykonać) a za jakiś czas założysz topik "Bede mamą "

                Smutne jest to co piszesz o swoim partnerze, ze on nie angażuje sie ani
                psychicznie ani finasowo w dziecko z tobą sad
                Pogadaj z nim na spokojnie, wyjasnij swój stan i pragnienie wink

                Ściskam mocno smile
            • kicia031 Re: Ech 20.07.07, 12:38
              > Moj NM nie bedzie na to placil, bo przeciez on ma dziecko i musi na nie
              > placic!! a jak ja chce dziecko to powinnam sobie sama kupic

              i naprawde chcesz miec dziecko z tym czlowiekiem? zastanow sie, szkoda was
              obojga (tzn ciebie i przyszlego maluszka, ktorego na pewno w koncu doczekasz,
              zobaczysz!)
    • ewunia92 Re: Ech 19.07.07, 21:23
      Myslę, ze każda z nas cos takiego przeszła w swoim życiu.Ja też. czas robi swoje, nie mozna poddawać się. Z perspektywy czasu ból będzie mniejszy. Trzymaj sie i myśl, że nie jestes z tym sama jedna, to troche pociesza.
    • olga721 Re: Ech 19.07.07, 21:57
      Dziewczyny, takich przypadków są tysiące. Już kiedyś podawałam na tym forum
      super stronę www.nasz-bocian.pl
      Na bocianie spotykają się wszyscy z problemami właśnie ciążowymi. Są tam grupy
      wsparcia i pomoce lekarskie. Można się wiele dowiedzieć i wybrać odpowiedniego
      lekarza.
      Ja powiem o sobie - jestem mamą dwójki wspaniałych dzieciaczków. Synek jest
      biologiczny, córeczka adoptowana. Kocham ich oboje niesamowitą miłoscią.
    • coccolona Re: Ech 20.07.07, 09:18
      Kiedys w jakiejs zartobliwej sytuacji powiedzialam do mojego NM, ze ja nie chce
      miec dzieci, chce miec swiety spokoj (chodzilo mi, ze na dzien dzisiejszy nie
      chce). A on na to, ze on juz ma dwojke dzieci, wiec nie bedzie mnie naciskal. Od
      tamtej pory moj stosunek do pasierbow pogorszyl sie znacznie...
      • elfi Re: Ech 20.07.07, 09:43
        wiecie czego sie najbardziej boje? mam w pracy taka kolezanke, ktora zbliza sie
        do 40. Z jakiegos powodu nie moze miec dzieci. I kobiecie odbilo, wytrzymac sie
        z nia nie da. Drze sie na wszystkich, wyglada okropnie. Wszyscy tyraktuja ja
        jak nienormalna. A ja wiem ze ona bardzo cierpi. Nie chcialabym tak skonczyc.
        Jak stara zgorzkniala baba.
        A przy moim NM adopcja nie wchodzi w gre. On mowi ze nieswoich dzieci nie
        bedzie wychowywal.
        • coccolona Re: Ech 20.07.07, 11:08
          elfi napisała:
          > A przy moim NM adopcja nie wchodzi w gre. On mowi ze nieswoich dzieci nie
          > bedzie wychowywal.

          To w sumie fajnie, bo rozumie Ciebie jako macoche...
          • olga721 Elfi 20.07.07, 11:29
            Z jednej strony właśnie, dobrze napisała coccolona - Twój NM rozumie Ciebie
            jako macochę, więc masz prawo olewać jego dzieci (oczywiście tylko tak, żeby
            dzieci na tym nie ucierpiały, bo co one winne, że mają takiego p.... ojca).
            Sorry, że tak myślę o Twoim facecie, nawet nie chodzi mi o to, że uważa, że
            adoptowane dziecko nie będzie swoje, ale chodzi mi o to, że nie wspiera Cię w
            staraniach i w leczeniu. Dla mnie to dupek, który zrobił już swoje dzieci i na
            tym zakończył. A Twoje zdanie i chęci się nie liczą? A jak Ciebie sobie wybrał,
            to po co?, po to żeby mieć przytulankę i kogoś do posprzątania i ugotowania?
            Przecież jesteś kobietą, to logiczne, że chcesz mieć dzieci. Jego zasranym
            obowiązkiem jest Ciebie wspierać w każdej chwili i tej dobrej i tej złej.
            Mój mąż, chociaż ma z pierwszego małżeństwa 18 letnią córkę i nie chce się już
            jemu pakować w małe dzieci, bez mrugnięcia oka zgodził się na maluszka. Mamy 6
            letniego synka, jest już duży i samodzielny, po co znowu wpieprzać sie w
            pieluchy i wstawanie po nocach? Ale ja nie chciałam mieć jedynaka. Siostra
            przyrodnia, to nie to samo co rodzona, poza tym, ona jest juz dorosła. Mąz
            wspierał mnie w staraniach o drugie dziecko. Niestety choroba uniemożliwiła mi
            ponownie zajść w ciażę. Przeszłam wiele operacji, ale mąż zawsze był przy mnie
            i woził mnie po szpitalach po całej Polsce. Gdy po operacji nie mogłam się
            podnieść, to mąż podkładał mi basen, to mąż mnie podmywał i mnie mył. To on
            zapieprzał do mnie na drugi kraniec Polski, żeby stać pod drzwiami podczas
            operacji. To on podjął ze mną decyzję o adopcji i przeszedł całą żmudną i
            niejednokrotnie bezsensowną procedurę. To on teraz pomaga mi zajmować się
            NASZYM!!! dzieckiem. To jest nasza córeczka - nie jakaś obca!!!
            Jeżeli Ty nie możesz liczyć na swojego faceta w takich sprawach, to odpuść go
            sobie. Znajdzie Cię taki, co będzie Cię wspierał, tulił, podtrzymywał na duchu
            i nosił na rękach w każdej chwili.
            • m-m-m Re: Elfi 20.07.07, 11:38
              >>>To on teraz pomaga mi zajmować się
              NASZYM!!! dzieckiem. To jest nasza córeczka - nie jakaś obca!!!



              I ok. Oby adopcja za kilkanście lat faktycznie była adpocją udaną, czego Ci
              naprawdę życzę.



              >>>>nie możesz liczyć na swojego faceta w takich sprawach, to odpuść go
              > sobie. Znajdzie Cię taki, co będzie Cię wspierał, tulił, podtrzymywał na
              duchu
              > i nosił na rękach w każdej chwili.



              Ujmijmy to tak: życie pokazuje, że miałś szczęście, że na takiego trafiłaś.
              Takie egzemplarze mężczyzn są w mniejszości.
              Z reguły facet z dzieckiem na karku czym straszy tym mniej chetnie bierze na
              siebie odpowiedzialnośc i to za dziecko adoptowane.
        • m-m-m Re: Ech 20.07.07, 11:23
          >>> A ja wiem ze ona bardzo cierpi. Nie chcialabym tak skonczyc.
          Jak stara zgorzkniala baba.
          A przy moim NM adopcja nie wchodzi w gre. On mowi ze nieswoich dzieci nie
          bedzie wychowywal.


          To, że ona jest zgorzkniała, boe nie ma, ne moze mieć dzieci nie oznacza, że Ty
          też taka bedziesz. jeśli jedynym celem w zyciu jest posiadanie dziecka i
          wychowanie go to faktycznie można sie załamać nie moga tego celu zrealizować,
          ale jeśli celów wżyciu jest więcej i są one równoważne owemu dziecku to nie
          sądze by taka depresja kiedykolwiek Cię dopadła.
          To, że M. nie chce wychowywać cudzego dziecka to nie dziwne: to nie to samo co
          własne (na marginesie: taki jego pogląd jest dla Ciebie jako macochy pozytywny -
          Ty też nie musisz wychowywać jego dziecka biologicznego i w związku z tym on
          nie powinien mieć względem Ciebie w tym temacie jakichkolwiek roszczeń).
          Mnóstow adpocji zawartych nawet w wieku niemowlęym dziecka jest adopcjami
          nieudanymi, bo wychowanie dziecka to ciężki kawałej chleba jeszcze cudzego to
          już w ogóle sporadycznie komu taka sztuka się udaje. Te adopcje są przez sąd
          rozwiązywane w wieku nastoletnim dzieci, kiedy to ich prawdziwy, związany z
          genami charakter dochodzi do głosu i przybrani rodzice tego nie wytrzymują.
          • nsc23 Re: Ech 20.07.07, 11:53
            Te adopcje są przez sąd rozwiązywane w wieku nastoletnim dzieci, kiedy to ich
            prawdziwy, związany z genami charakter dochodzi do głosu i przybrani rodzice
            tego nie wytrzymują

            mmm, mozesz rozwinac te mysl? Bo chyba nie chcesz powiedziec, ze dzieci, ktore
            laduja w domu dziecka maja genetycznie zakodowany inny charakter niz te
            wychowywane, przez rodzicow biologicznych?
            • m-m-m Re: Ech 20.07.07, 12:26
              Dziecko z domu dziecka ma geny rodziców, to jasne. Nie zawsze są to geny
              pozytywne. Do własnego dziecka i jego negatywnych genów po samym sobie ma się z
              reguły więcej cierpliwości.
              Poza tym nie chce mi się pisać jak trudno wychować dziecko z domu dziecka,
              które spędziło tam choćby kilka lat życia.
      • m-m-m Re: Ech 20.07.07, 11:16
        >>>A on na to, ze on juz ma dwojke dzieci, wiec nie bedzie mnie naciskal



        Wbrew pozorom nie jest to takie złe: sama zdecydujesz czy chcesz mieć dziecko,
        czy nie, on nie będzie już się "sprawdzał". Nie odmówił Ci posiadania dziecka,
        tylko dał wolną rękę. To naprawdę nie jest złe.
    • olga721 Re: Ech 20.07.07, 12:12
      "....Mnóstow adpocji zawartych nawet w wieku niemowlęym dziecka jest adopcjami
      nieudanymi, bo wychowanie dziecka to ciężki kawałej chleba jeszcze cudzego to
      już w ogóle sporadycznie komu taka sztuka się udaje. Te adopcje są przez sąd
      rozwiązywane w wieku nastoletnim dzieci, kiedy to ich prawdziwy, związany z
      genami charakter dochodzi do głosu i przybrani rodzice tego nie wytrzymują."

      No cóż, moja teściowa, na wieść że adoptowaliśmy dziecko powiedziała, że w
      przyszłości nas zabije i okradnie..... Nie wiedziałam, że w XX wieku jeszcze
      ktoś może tak mysleć.
      Jeżeli piszesz, ze mnóstwo adopcji jest rozwiazywanych, to podaj źródło tej
      informacji. Powiem Ci jedno - w Polsce co 4 para ma problemy z zajściem w
      ciążę. Na adopcję dziecka w wiekszych miastach (Łódź, Wrocław, Warszawa) czeka
      się 2,3 lata. My czekaliśmy 1,5 roku. A wiesz dlaczego tak długo się czeka? -
      bo tyle ludzi chce adoptować. Jakoś nikt z nich nie boi się genów.
      Z resztą, to nie temat poświęcony adopcji.
      • m-m-m Re: Ech 20.07.07, 12:34
        >>>My czekaliśmy 1,5 roku. A wiesz dlaczego tak długo się czeka? -
        > bo tyle ludzi chce adoptować. Jakoś nikt z nich nie boi się genów.


        Bo każdy zakłąda, ze adopcja będzie udaną adopcja. Inaczej w ogóle by sobie
        tego nie wyobrażał.
        Źródłem jest kilanście artykułów z prasy psychologicznej, w tym wywiadów z
        kierownikami ośrodków adopcyjnych i sędziami sadów rodzinnych oraz moja
        koleżanka - obecnie dyrektor jednego z domów dziecka w Warszawie.
        Czytałam to jakiś czas temu z ciekawości. Tak naprawdę to obecnie temat adopcji
        w ogóle mnie już nie intersuje i musiałabym w sprawie tych źródeł pisanych
        zwrócić się do ww. koleżanki dyrektor domu dziecka, by podala i szczegółówą
        bibliografię.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka