Jak potraktować nową żonę?

03.02.08, 22:05
Przyjaciela męża.Bo ja przyjaźnię się z żoną byłą.Ta nowa w dodatku
mi nie pasuje,bo kilka lat była kochanką - abstrachując od winy
pana - pomogła rozwalić związek swój i jego.
Układ jest dziwny - nam to nie robi - mąż bywa u nowożeńców
czasami,ja nie.Ale nowa pani ma żale...
I wciąż mnie zaprasza.Co z tym fantem czynić?To znaczy jak grzecznie
zaproszenia przerwać?Nie mam ochoty jej odwiedzić,a komórka się
grzeje.Inteligentna baba zrozumiałaby dawno moje liczne wykręty...
    • weronka77 Re: Jak potraktować nową żonę? 03.02.08, 22:10
      Idż raz,na krótką wizytę.Jakoś się wykręcisz( lekarz, chore
      dzieci,teściowie,itp.)A potem podziękuj i tyle.Ja w sumie od razu
      odebrałabym telefon i powiedziała wprost, że nie planuję
      przyjażni,wizyt, herbatek bo..po prostu nie chcę, nie odpowiada mi
      taka znajomośc itp.Zawsze tak robię bo wolę"prosto z mostu" niż
      pokątnie.I zawsze "dociera".Tylko, że ja jestem wredna i się nie
      przejmuję co inni na towink) Ale nie każdy jest taki.
      • bemari Re: Jak potraktować nową żonę? 03.02.08, 22:28
        Pewnie masz rację,Weronko.
        W sumie telepie mnie to,bo nigdy w takiej sytuacji nie byłam.
        Jedna stronka - ulubiony człowiek,prawie brat męża- lata przyjaźni.
        Z drugiej strony - lubię żonę byłą.
        Z trzeciej - nowa nijak nie pasuje.
        • weronka77 Re: Jak potraktować nową żonę? 03.02.08, 22:30
          To powiedz to co napisałąś zarówno nowej jak i jej mężowi.Jeśli ona
          jest normalna- zrozumie,jeśli nie- nie przejmuje się. I już.
          • ajmj Re: Jak potraktować nową żonę? 04.02.08, 07:49
            Nic na siłe. Nie masz ochoty -to nie. Zrozumie po czasie i
            przestanie do Ciebie dzownić. Chyba, ze nie ma honoru i dumy
            • adela38 Re: Jak potraktować nową żonę? 04.02.08, 08:06
              To twoj wybor...Licz sie jednak z tym, ze wtedy twoj maz bedzie sie spotykal z
              przyjacielem bez ciebie... I moze nawet bedzie mial inne zdanie na jej temat...
              Moze tam beda tez inne osoby...Moze twoj maz je tam pozna... Moze znajdzie sie
              jakas mila jej kolezanka i zaprzyjazni sie z nim...
              To taki troche zart... ale zycie robi niespodzianki...
              W sumie powinnas spytac sie twojego meza jak on sprawe widzi... w sumie mozesz
              sie poswiecic i czasem odwiedzic ich na krotka wizyte i po prostu zachowywac sie
              neutralnie i przyzwoicie...Korona ci z glowy nie spadnie, a moze maz sie ucieszy...
              • braktalentu Re: Jak potraktować nową żonę? 04.02.08, 08:12
                A i do pracy z mężem bym chodziła. Tam też są różne osoby. I do
                kiosku po gazetkę lepiej Mu towarzyszyć, bo ta kioskarka taka młoda.
                Pewnie ma koleżanki. -smile))))))Przepraszam adela, wiem, że
                żartowałaś, ale moja wyobraźnia zaczęła galopować i wizja żony
                odwołującej prenumeratę Polityki, bo dostarcza ją kobieta, opanowała
                mnie całkowicie-smile))))))

              • kicia031 Re: Jak potraktować nową żonę? 04.02.08, 09:41
                Absolutnie. Do meza nalezy sie przyspawac na stale i nie puszczac do
                samemu nigdzie na krok, bo a nuz?

                Straszne musi byc twoje zycie, skoro podporzadkowane jest strachowi
                przed tym, ze twoj maz kogos spotka i cie porzuci.

                Na szczescie u nas jest odwrotnie - to chlop boi sie, ze go porzuce
                i zabiega o mnie, a ja mowie - jesli nie potrafi byc wierny - to -
                nastepny prosze!!!
                • jayin Re: Jak potraktować nową żonę? 05.02.08, 20:00
                  > Straszne musi byc twoje zycie, skoro podporzadkowane jest strachowi przed tym, ze twoj maz kogos spotka i cie porzuci.

                  Kiciu, czy ty tam zauważyłaś takie małe słówko "żart"?...smile
                  Niepotrzebny był zupełnie taki tekst pod adresem Adeli.
                  • kicia031 Re: Jak potraktować nową żonę? 05.02.08, 23:06
                    Zauwazylam - "taki TROCHE zart, ale zycia plata niespodzianki"
    • braktalentu Re: Jak potraktować nową żonę? 04.02.08, 08:09
      Jakby mnie już solidnie wkurzyła, to przy kolejnym zaproszeniu
      spojrzałabym łaskawie w kalendarz i powiedziała powolutku do
      słuchawki (uwielbiam przeciągać takie chwile-smile) "tak, w środę o
      13:00, mówisz? Słuchaj, no bardzo Cię przepraszam, ale właśnie wtedy
      mam cotygodniowe spotkanie z - tu wstawić imię byłej żony.



      • 13monique_n Off-topic - brak talentu 04.02.08, 10:14
        ja już się co prawda zdeklarowałam, ale dołączam do licznego grona
        Twoich wielbicielek wink
        Pozdrawiam. A sposób rewelacyjny. Sama bym tak zrobiła, gdyby ktoś
        nie rozumiał uprzejmych wymówek big_grin
        • mrs_ka Re: Off-topic 04.02.08, 20:44

          a ja odpowiem przewrotnie.
          Kiedy ktoś latami ciagnie podwojne zycie i w końcu żeni sie z
          obiektem swych pozamałżeńskich westchnien, skąd oczekiwanie, że
          przyjaciele pójdą z nim w to nowe zycie jak w dym? Zwłaszcza, jeśli
          znają byłą zonę.
          Równie dobrze przecież mogą opowiedzieć się po stronie eks żony.
          Wydaje mi się, że jesli się naprawdę przyjaźnisz z eks zoną to nie
          powinnaś mieć żadnego problemu w kwestii dobitnej asertywności.
          Włącznie z jasnym określeniem, dlaczego nie masz ochoty pijać kawy z
          nową zoną.
          Jesli jednak się nei przyjaźnisz, a tylko utrzymujecie znajomość to
          tym bardziej nie ma problemu z pijaniem kawy z byłą kochanką- w
          koncu nie obowiązuje Cię w tym przypadku lojalność względem nikogo.

          a.
          • jayin Re: Off-topic 05.02.08, 20:05
            > Kiedy ktoś latami ciagnie podwojne zycie i w końcu żeni sie z
            > obiektem swych pozamałżeńskich westchnien, skąd oczekiwanie, że
            > przyjaciele pójdą z nim w to nowe zycie jak w dym? Zwłaszcza, jeśli znają byłą zonę.

            też mnie to zastanawia.
            oczekiwanie, że towarzystwo będzie bezwzględnie akceptować wszystkie wybory i postępowanie jednego spośród "swoich".

            ja ze swoim przyjacielem kontakt utrzymuję.
            z jego byłą żoną też.
            z jego nową żoną nie smile

            bo to był klasyczny przypadek "zamienił model na młodszy". w dodatku model ostro się starał o to, żeby zostać wziętą w leasing smile i jakoś nie mam chęci na spotkania z tym dziewczęciem.

            przyjaciel rozumie i nie wymusza wspólnych spotkań. model miał focha i próbował wymóc na mężu "akceptację przez jego środowisko". na szczęście przyjaciel to nie pantoflarz i jakoś wytłumaczył modelowi, że to nie ma sensu, bo nagabywania i zaproszenia na spotkanie i kawę już się nie powtarzają. albo też przyjaciel już mnie nimi nie nęka, zachowując je dla siebie smile
            • adela38 Re: Off-topic 05.02.08, 20:36
              > też mnie to zastanawia.
              > oczekiwanie, że towarzystwo będzie bezwzględnie akceptować wszystkie wybory i p
              > ostępowanie jednego spośród "swoich".

              Jak sie z kims przyjaznimy i ten ktos ma nowego partnera, to zwykla
              niegrzecznoscia wobec niego jest okazywanie dezaprobaty i izolowanie jego polowki.
              Bo ta polowka moze byc z nim blizej niz np dziecko...
              Spotkalam sie z pewnym brakiem akceptacji mojego partnera przez moja
              przyjaciolke i efektem jest, ze zwyczajnie nie mam juz dla niej czasu...Nawet
              nie specjalnie- po prostu jak mam wybrac miedzy nia i nim wybralam jego...
              Wydaje mi sie, ze nie ma sensu mieszac sie i bawic w sedziego oceniajac kto kogo
              zdradzil i dlaczego. I tak jako osoby z zewnatrz nigdy do konca nie bedziemy
              wiedzieli calej prawdy. Jesli przyjaciel sie rozwiodl to widocznie mial powod.
              Jesli ma nawa partnerke to cieszmy sie jego szczesciem i dajmy mu szanse na
              normalnosc. A jesli chcemy wesprzec te zostawiona, to lepiej by dac sie jej
              wyzalic, a potem starac sie wciagnac ja z powrotem w wir zycia. Jak ochlonie byc
              moze bedzie w stanie jeszcze znalezc w bylym przyjaciela...
              • adela38 Re: Off-topic 05.02.08, 20:40
                Dodam, ze utrzymywanie kontaktow nie znaczy od razu przyjazni, a jedynie
                neutralnosc. Np jak przyjaciel przychodzi z nowa partnerka na impreze to sie
                jest dla niej zwyczajnie milym wlasnie przez wzglad na przyjaciela.
                • jayin Re: Off-topic 05.02.08, 20:46
                  jeśli jest to NOWA partnerka, to być może tak to może działać właśnie. ktoś z "czystą kartą towarzyską", poznaje nowych ludzi - kultura, neutralność conajmniej, ok. ale akurat w moim przypadku, to ona NOWA nie jest smile dla mnie. niewygodnie jest być miłym dla kogoś, kogo się przed OFICJALNYM nowym związkiem przyjaciela/znajomego już nie tolerowało. przecież sam fakt zawarcia małżeństwa z kimś, kogo się lubi, nie nobilituje owej żony (męża) do zyskania nagłej sympatii otoczenia. to nie majątek, że się staje współwłasnością.

                  łatwo jest być miłym dla obcej osoby, niełatwo - dla kogoś, kogo się poznało, powiedzmy, ze nie od tej jasnej strony mocy.
              • jayin Re: Off-topic 05.02.08, 20:41
                sęk w tym, że aprobata to pochwalenie wyboru.
                nie zmuszam się nigdy do aprobowania i uśmiechania się do tego, czego nie akceptuję, bo mam jakieś tam własne zasady i ich nie ukrywam - może dlatego wszyscy wkoło wiedzą o nich i albo je akceptują, albo nie. ich wolny wybór.

                akceptuję, ale nie aprobuję. i nie muszę na szczęście wybierać między przyjaźnią-powiązaną-z-aprobatą-nowej-żony, a brakiem-przyjaźni-nie-aprobując-nowej-żony. mam i przyjaźń (jednej osoby, nie pary), i możliwość wlasnych decyzji co do mojej osoby w tym, nazwijmy to: układzie.

                bo chłop, chociaż szuja, to mądry jest na tyle, że i nie stawia nikogo z naszego towarzystwa przed takimi wyborami. albo on i żona, albo nic.
                • mrs_ka Re: Off-topic 05.02.08, 21:00
                  no więc właśnie: aprobata to coś więcej niż tolerancja. O ile mogę
                  tolerować przerózne wybory zyciowe znajomych, o tyle w przypadku
                  przyjaciół to już tak nie działa.
                  Czułam się wysoce niekomfortowo, kiedy osoba, którą uwazałam za
                  swoją przyjaciółkę, otwarcie (acz za plecami męża) opowiadała o
                  swoich romansach wraz ze szczegółami kto komu i gdzie. Co gorsze
                  męza znałam i lubiłam, ale co jeszcze gorsze: ona z nim u nas
                  bywała, a podczas tych spotkań musieliśmy wysłuchiwać peanów na
                  cześć jej lojalności, wierności i bycia dobrą żoną. Oczywiście z ust
                  rogatego męża.
                  Ta znajomość Bogu dzieki sie rozleciała, akurat nie z powodu jej
                  łażenia na boki, ale z powodów całkiem innych. Jednak nawet gdyby
                  nie to krótkie cięcie, i tak mieliśmy z męzem po dziurki w nosie tej
                  hipokrytycznej sytuacji i dązylibyśmy do całkowitego wygaszenia
                  kontaktu.
                  Ja myślę, że to akurat nie ma nic wspólnego z dobrym wychowaniem, a
                  z indywidualną hierarchią wartości.
                  O ile mozna pracować z szują, pijać z nim okazjonalnie kawę czy
                  wyjeżdżać na weekendy integracyjne- i cały czas obowiązuje nas
                  uprzejmość, bo sytuacja jest przeciez narzucona odgórnie, o tyle z
                  przyjaciólmi sprawa ma się inaczej, bo ich jednak wybieramy z
                  własnej woli i według pewnego klucza.
                  Pół biedy, jesli przyjaciel to wie i tak jak u Jayin nie wymaga
                  akceptowania swoich wyborów zyciowych, jak i nie przymusza do
                  aprobowania całego inwentarza względnie do zabawy w teatrzyk. Wtedy
                  mozna w miarę zgrabnie godzić rozmaite interesy i nie czuc się
                  wykorzystywanym.
                  Gorzej, jesli ta przyjaźń wymaga od nas sprzeniewierzania sie
                  własnym zasadom. Wtedy najczęsciej trzeba dokonać wyboru między
                  rybkami, a akwarium.


                  aha, a Bemari pisała o przyjaźni z eks zoną i o przyjaźni swojego
                  męża z tamtym panem, a nie o luźnych znajomościach. Przynajmniej tak
                  to zrozumiałam

                  a.
            • braktalentu Re: Off-topic 05.02.08, 20:37
              A mnie jeszcze nurtuje (i to bez cienia złośliwości, czy ironii, bo
              naprawdę się nad tym zastanawiam) kwestia samego "Misia". Oczywiście
              Nexia, w przeciwieństwie do Exi jest zła, be i fu i przyczyniła się
              do rozpadu małżeństwa. A Misiu to co? Niewiniątko? Sprawa jest
              jasna, kiedy Nexia, młodsza o kilkanaście lat, z racji wieku
              chociażby jest nieatrakcyjna towarzysko (o czym rozmawiać z
              nastolatką-smile). Ale niechęć wynikająca tylko z faktu rozbicia przez
              Nią małżeństwa wydaje mi się trochę niesprawiedliwa. I nie mam na
              myśli TEGO konkretnie przypadku. To takie ogólne rozważania-smile
              • zonka77 czytam i czytam 05.02.08, 21:00
                i rozmyślam. Mam nadzieję bemari że masz pewność co do tej next.
                Bo widzisz - bywa różnie. Weźmy moją sytuację
                Ex mojego m swój romans trzymała w dużej tajemnicy - chodziło o jej szefa. Do
                dziś mało kto wie. Również długo nie mówili że się rozwodzą, dopiero ja m poznał
                mnie to powiedział np swojej mamie że rozwód w toku. o tym że ex miała kogoś i
                zażądała rozwodu pewnie nie wie połowa znajomych. Mój m z tych co tłumaczył nie
                będzie jeśli ktoś nie pyta, ja tym bardziej nie będę. Do dzisiaj nie mam
                pewności kto wie jak było a kto nie. Nawet nie wiem czy była teściowa męża wie -
                chociaż traktuje mnie tak miło i ciepło że chyba musi wiedzieć.
                Ale zdażyło mi się usłyszeć zarzuty że "rozbiłam małżeństwo" Zdażyło mi się
                usłyszeć historię jakobym znała m o wiele dłużej i jakoby m w ramach kryzysu
                wieku średniego (chociaż za młody chyba wtedy był) wymienił żonę na młodszą
                (całe oszałamiające 5 lat) I usłyszałam to od osoby która się z ex przyjaxniła
                przynajmniej kiedyś - więc, różnie to bywa z tymi przekazami...
    • luna67 Re: Jak potraktować nową żonę? 06.02.08, 00:06
      Uprzedzam, ze nie czytalam co "macoszki" tutaj napisalysmile i pisze od sercasmile

      tyle razy bylo o rozwalaniu zwiazkow, i doszlismy (ja, scisle mowiac) do wniosu,
      ze do tanga trzeba dwojga.

      Zadaj sobie pytanie dlaczego twoj M spotyka sie ze swoim przyjacielem? napwno bo
      go zawsze lubial (znali sie napewno kupe czasu), ale czy on byl/jest swiety?
      napewno nieeee!!! czy ta "druga" go obezwladnila? nasypala jakiejs mikstury i
      otumanila Misia? nieee! wiec dlaczego wine zwala sie tylko na ta druga? ma sie
      do niej niechec..... dlaczego ona jest zla w waszych oczach, a nie facet, ktory
      moze zapoczatkowal ten zwiazek swoim biadoleniem, jaki on to nieszczesliwy,
      checia odmiany...itd.
      Nie lubisz ja, gdyz ja nie znasz, masz wyzuty sumienia w stosunku do tej
      "pierwszej" , co rozumie, ale daj jej szanse. Szwagierka mojego Exa ma bardzo
      dobry kontakt z Nexia mojego Exa (czwarta) i ze mna rownoczesnie.

      Wez ty prosze ta cala wine podziel na polowe i otrzymasz odpowiecsmile)) Jak ty
      tego przyjaciela lubisz, pomino zdrady zony (twojej kolezanki), to dlaczego nie
      moglabys polucic jego "nowej"? wina lezy po obu stronach.
      Dodam, ze spierniczylam z mojego malzenstwa (podalam o rozwod), gdyz moj maz sie
      lajdaczyl, ale nigdy nie obarczalam wina tylko i wylacznie kochanke.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja