w niedzielę była komunia młodego bardzo bałam się jej nie byliśmy na nią zaproszeni ale oboje wiedzieliśmy że musimy na mszy byc nie jesteśmy akceptowani przez rodzinę mojego faceta z wyjatkiem brata mojego M choc mieszkamy już rok razem(zapłonem jest ex robi wszystko by nam uprzykrzyc życie)w sobote podaliśmy prezent mlodemu w kościele stałam z boku by nie wzbudzac sensacji ale i tak gdy mój M poszedł przywitac się z rodziną jego mama spytala czy nie mogłam zostac w domu a ja nie mogłam kocham tego chłopca i uważałam że powinnam tam byc nie chcę by kiedyś chłopiec spytał sie mnie gdzie byłam gdy było jego święto? dobra jestem tylko wtedy gdy opiekuję sie chłopcami mojemu M należy się nie złoty a platynowy medal dba o mnie i o swoich synów ale nie jest on sam na tym świecie czsami czuję sie jak podgatunek chcę wspomniec że jako macocha chyba

się sprawdzam chłopcy mnie lubią na mszy chłopiec odpowiadał uśmiechem na mój uśmiechem był zadowolony że nas widzi my tez bylismy sczęśliwi że tam jestesmy ale niestety dzien po komunii mój M jak zwylke dostał głupiego sms od ex ona wyłącznie traktuje go jak bankomat boję się każdego jej sms pełnego ironii mój facet jest aż i tylko człowiekiem i może kiedys nie wytrzymac i wtedy mogę już mu nie umiec pomoc innym radzę by olali złe słowa innych ale jesli to dotyczy mnie to tak nie potrafie naszemu związkowi ciągle towarzyszy złośc i pretensje innych my postępujemy tak by chłopcom było dobrze a inni którzy niby kierują się ich dobrem posyepują wbrew wszelkim zasadom czasami już nie wiem kto ma rację czuję sie zagubiona chłopcy czują sie u nas dobrze a i tak wciąż są pretensje
Beata