mariadelmar
17.06.08, 15:39
Kilka dni temu dostawałam od Was gratulacje, a dzisiaj mam
doła.Smolistego.
W skrócie. M się dowiedział, ze Mala wyjeżdża szybciej niz to było
zaplanowane. Niby róznica dwóch miesiecy, ale jakoś bardzo go to
przygnębiło. I własciwie można z nim rozmawiać tylko na ten temat.
Jak mu smutno, jak odlicza, ze po raz ostatni ją zawiezie do szkoły,
jak kupuje najnowocześniejszy komputer z kamerami, zeby mogli
rozmawiać, jak bardzo bedzie tęsknił etc, etc..
Mam na tyle empatii, żeby sobie wyobrazić jakie to dla niego trudne,
tylko ze traf chciał, ze jestem w piątym miesiącu, na razie wciąż
sama i obserwująca jak mi się rozsypują marzenia o radosnym WSPÓLNYM
oczekiwaniu na malucha. Bo oprócz mam warzenie mechanicznych "jak
się czujesz" niewiele moge usłyszeć. Ewentulnie o ich planach
wspólnych wakacji (beze mnie - chwilowo nie mogę latać samolotem.
Mam się dopominac o uwagę? Przeczekać? Ale ile, bo jak Młoda
naprawdę wyjedzie to bedzie pewnie jeszcze gorzej, a ja zdążę się
znaleźć na porodówce. Zapewniać że rozumiem? Tak robię. TYlko co
dalej?
Nie zwykłam się rozklejac nad sobą i sytuacją. PO lekarzach biegam
sama, zakupy robię sama, gdzie rodzić w Polsce szukam sama etc,
etc...Ostatnio usłyszałam, że nie mam przesadzać, bo wkrótce na dwa
tygodnie prztyjeżdża do mnie mama...Niby tak, ale nie do konca chyba
o to chodzi.
Napiszcie jak to sobie wszystko poukładać.