jestem przedmiotem

23.06.08, 15:32
pisałam tu kiedyś, że mój partner nie uzgadnia ze mną terminów wizyt
swojego dziecka... dzis to juz przeszlosc, bo jest on u nas
poczawszy od wczesnego popołudnia w piątek a skończywszy na nocy w
poniedziałek. Caly czas robi co chce i mowi co chce. Jest
nastolatkiem wiec wiele wypowiedzi i działań wymaga korekty ze
strony dorosłych. Mój partner jednak nic nie widzi i nic nie słyszy.
Ja nie mogę się odezwać, bo jak raz zwróciłam mu uwagę (użyłam
wówczas określeń typu egoista i samolub) to mój partner groził mi
rozstaniem i nie odzywał się ok. dwóch tygodni.
Jedynym moim pomysłem na uniknięcie skutków bezsteresowego
wychowania była ucieczka, tzn głównie wyjazdy do rodziny, do innego
województwa. Wyjechałam też na tydzień wakacji tylko z moją córką.
Ten przebiegły plan ucieczki został jednak zdemaskowany w ostatni
weekend gdy bylismy umówieni na jeden dzień (sobotę) na wyjazd do
mojej rodziny. Mój partner zaproponował, ten wyjazd swojemu dziecku
o czym dowiedzialam się w piątek w nocy. Moje schronienie przepadło
a ja nie potrafiłam się z tym pogodzić. Pojechałam pociągiem.
Po powrocie dowiedziałam się, że niszcze strukturę naszej rodziny.
Ze sprawiłam dziecku zawód i krzywdę. Ze on tak za mną przepada i
traktuje jak matkę a ja niewdzięczna jestem. Oponowałam, że jest
wobec mnie niegrzeczny, że stale apsorbuje całkowitą uwagę ojca a ja
nawet za bardzo nie mam jak się odezwać podczas jego wizyt bo
komentuje każdą moją wypowiedź. Te pożal się boże tłumaczenia
przyniosły odwrotny skutek, tylko w oczach mojego partnera się
pogrążyłam. Na koniec poprosiłam o jedną wolną od pociechy sobotę w
ciągu miesiąca. Usłyszałam, że każę mu wybierać między sobą a jego
dzieckiem i on wobec tego wybiera dziecko. Nijak nie mogłam
zrozumiec dlaczego jeden jedyny dzień stawia go przed takim wyborem.
Ale już nie było dyskusji... miedzy nami koniec a ja mam szukać
sobie mieszkania.
Szczerze mówiąc mam już dość... oglądania tych samych stacji co tata
i syn, słuchania tej samej muzyki, itp, itd. Każdy mój protest i
każda prośba kończy się moją porażką, bo oni już to słuchanie
zaczęli, a program zaplanowali.
Nie wiem tylko co robić, jak zacząć wszystko od nowa w mieście gdzie
nie mam żadej rodziny i przyjaciół. Mam tu tylko pracę.
    • kolina74 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 15:55
      Szkoda, ze to nie ty powiedzialas, ze odchodzisz, bo ja bym tak zrobila. Ten
      facet to egoista! Czytalam juz twoje wczesniejsze posty i jasno bylo widac ze to
      on dyktuje warunki i musza byc dobre dla niego i jego syna. Z facetami z odzysku
      tak juz jest ze z jakiegos powodu sa z odzysku. Masz prace w tym miescie, wiec
      nie jest tak zle. Moze udaloby ci sie przenisc do swojego miasta? Jesli to
      definitywne rozstanie to wygarnelabym mu co o nim mysle i walnelabym tak
      drzwiami zeby go glowa zabolala.
      • pola.cocci Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 17:38
        kolina74 napisała:
        > Z facetami z odzysk
        > u
        > tak juz jest ze z jakiegos powodu sa z odzysku.

        To troche prowokujace stwierdzenie na tym forum.... Rozne sa powody
        dla ktorych faceci (i sila rzeczy takze kobiety) sa "z odzysku". Jak
        rozumiem, twoj mezczyzna tez zle cie traktuje i nie jest dobrym
        partnerem skoro jestes z "facetem z odzysku" i w dodatku z
        dzieckiem?
        Mojego na przyklad zona zostawila, za co jestem jej b. wdzieczna, bo
        mam wspanialego i kochajacego M.
        • kolina74 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 18:02
          Moj facet nie traktuje mnie zle bo nie pozwolilabym mu na to. Mieszkamy daleko
          od pasierbicy i nie mamy z tym problemow. Jednak partner clarence1 jest egoista,
          zachowuje sie jak gowniarz, traktuje ja okropnie. Rozstal sie z poprzenia
          partnerka i z nastepna tez nie potrafi stworzyc udanego zwiazku. Problemy kobiet
          z pasierbami (chodzi mi o caloksztalt) sa spowodowane w duzej mierze przez ich
          partnerow. To ich cechy charakteru, postepowanie wywoluje u ich partnerek
          negatywne zachowania. Wiele postow na tym forum to potwierdza.Osobiscie nie
          zwiazalabym sie juz nigdy z mezczyzna ktory ma dzieci i mysle, ze wiele macoszek
          mysli podobnie.
          • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 09:50
            kolina74 napisała:

            > Moj facet nie traktuje mnie zle bo nie pozwolilabym mu na to.
            Mieszkamy daleko
            > od pasierbicy i nie mamy z tym problemow. Jednak partner clarence1
            jest egoista
            > ,
            > zachowuje sie jak gowniarz, traktuje ja okropnie. Rozstal sie z
            poprzenia
            > partnerka i z nastepna tez nie potrafi stworzyc udanego zwiazku.
            Problemy kobie
            > t
            > z pasierbami (chodzi mi o caloksztalt) sa spowodowane w duzej
            mierze przez ich
            > partnerow. To ich cechy charakteru, postepowanie wywoluje u ich
            partnerek
            > negatywne zachowania. Wiele postow na tym forum to
            potwierdza.Osobiscie nie
            > zwiazalabym sie juz nigdy z mezczyzna ktory ma dzieci i mysle, ze
            wiele macosze
            > k
            > mysli podobnie.

            a ja np uważam całe Twoje powyższe stwierdzenie za bzdurne i mocno
            naciągane i nawet już nie chce mi się tego komentować wink
    • adela38 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 20:56
      Ten ktos z kim mieszkasz nie zasluguje na nazwe partner. Jesli ci powiedzial,ze
      zmuszaszgo do wyboru w pewnym sensie ma racje. I on wybral... a jak wybral to
      ciesz sie z tego, bo przynajmniej masz jasna sytuacje...
      Czesc facetow myli pozycje dzieci z pozycja partnera zyciowego.W normalnym
      zdrowym zwiazku jest jasne, ze te sprawy maja swoje odzielne komorki w sercach i
      w zaden sposob ze soba nie konkuruja.Wtedy dzieci sa dziecmi, a ukochany partner
      ukochanym i zaden nie ma powodu do zazdrosci.Dopiero gdy jednemu z partnerow
      kielbasza sie te sprawy zaczynaja sie problemy.
      Niedawno z moim lubym mialam akcje "natychmiastowe zerwanie"... poszlo o
      dziecko...bo my sie staramy o swoje i w wyznaczonym czasie mial byc na
      miejscu...okazalo sie, ze wyszla mala przeszkoda- bierzmowanie jego
      corki...dokladnie w TYM terminie... poniewaz odleglosc dzieli nas ponad 1000km
      (samolot i auto) nie bylo mozliwosci obskoczyc obu...a ten glab nawet nie mial
      odwagi mi sie przyznac, ze chcialby zobaczyc to bierzmowanie (nie jest
      katolikiem i nigdy nie widzial)Jak uslyszalam, ze cos kreci z przylotem dostalam
      globusa i natychmist z nim zerwalam... stwierdzilam, ze jak tak to moge byc z
      kim innym (a mam chetnego do slubu i dzieci i nawet mi sie podoba)...a do tego
      weszlam na sympatie i zalozylam sobie profil...Reakcja byl jego szok, wizyta
      pogotowia i szpital... placz, histeria, przeprosiny... w ciagu doby byla
      rezerwacja i misio w terminie na miejscu...Na koniec historii... wyglada na to
      ze UDALO SIE !!!Bede powtornie mama...
      Facet wiec wybral- a ja nawet nie wiedzialam, ze chodzilo o corke i
      bierzmowanie- to dowiedzialam sie potem... i wcale nie czuje satysfakcji, bo
      moim zdaniem nie powinno sie dopuszczac do takich sytuacji...
      A na sympatii uzbieralo mi sie ponad 100 postow... czyli chetnych facetow nie
      brakuje... ;o)

      • ava62 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 21:42
        Parafrazując znane powiedzenie "Uchroń nas Panie Boże ot takich ojców bo z
        wrogami sama sobie poradzę.
        • adela38 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 21:50
          Czego od niego chcesz?... Wybral rozsadnie... Kto bedzie o niego dbal na
          starosc?- Ta corka napewno nie... Ma charakter po mamusi...Nawet w szkole jest
          najbardziej nielubiana osoba z klasy, bo taka zlosliwa...
          Wybral milosc i przyszlosc...Ale do faktu wyboru sam sie doprowadzil...
          • ava62 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 22:07
            Może i dobrze sytuacja jest jasna szczególnie dla tej jego córki.Oj chyba ciecie
            córka będzie musiała dokonać.
            Im szybciej człowiek się dowie co jest granę tym krócej będzie żył w fikcji.Nie
            ma tego złego co my na dobre nie wyszło....Pozdro,
            • adela38 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 22:44
              Nie wiem o jakim cieciu piszesz...jesli o odizolowaniu sie od nas to mnie to
              naprawde zwisa...Ja jej do niczego nie potrzebuje... misio- jak sobie chce, ale
              w moim domu nigdy bez mojej akceptacji...
              Na szczescie mam na tyle komfortowa sytuacje, ze jestem niezalezna...i jak cos
              to umiem z tego korzystac.
              Dziwi mnie jednak, ze piszesz o sytuacji corki- czy jej sie jakas krzywda
              dzieje? Moze powinna sie cieszyc, ze bedzie miala siostre lub brata? I o jakiej
              fikcji mowisz?

              • ava62 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 22:54
                Rodzeństwo przyrodnie a szczególnie od strony ojca to rzadne rodzeństwo. A co do
                fikcji .Dobrze jest wiedzieć na czym się stoi w przypadku tej córki mała pewnie
                juz wie nie jest ważna dla swojego ojca skoro nie przyjechał na bierzmowanie a
                im szybciej się o takich rzeczach dowie tym szybciej stawi się człowiek w
                pewnej pozycji tzn zostaje jeden ruch tej córki walka o kasę.
                • adela38 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 23:05
                  ava62 napisała:

                  > Rodzeństwo przyrodnie a szczególnie od strony ojca to rzadne rodzeństwo.

                  Bardzo ciekawy punkt widzenia... jak zadne rodzenstwo to o przepraszam kim sa te
                  dzieci dla ojca?
                  Jasne, ze ja jej nie bede finansowac- ma swoich rodzicow.Ja finansuje moje
                  dzieci.Jesli chodzi o kase tatusia to chyba powinien dzieci traktowac
                  sprawiedliwie? Czyz nie tak? Wiec o jaka walke ci chodzi?
                  • adela38 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 23:07
                    Aha... i jeszcze powiedz mi czemu bierzmowanie prawie dorolej pannicy ma byc
                    wazniejsze niz zycie nowego dziecka?
                    • ava62 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 23:19
                      Bo to jest uroczystość rodzinna a jeżeli jednego z rodziców nie ma tzn ze coś
                      jest nie tak.Widocznie ojcu nie zależy na tym aby w tym ważnym dniu być razem z
                      córka.(chociaż nie jestem religijna tak uważam)
                      Dla jego córki twoja córka czy syn to nie jest rodzina to miałam na myśli pisząc
                      że rodzeństwo przyrodnie po wspólnym ojcu nie jest rodziną.Juz bardziej po matce.
                    • ava62 Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 23:21
                      Ja zadam pytanie odwrotne czy nowe dziecko ma być ważniejsze od starego dziecka?
                    • chalsia Re: jestem przedmiotem 23.06.08, 23:41
                      adela38 napisała:

                      > Aha... i jeszcze powiedz mi czemu bierzmowanie prawie dorolej
                      pannicy ma byc
                      > wazniejsze niz zycie nowego dziecka?

                      no weź mnie nie rozśmieszaj - nigdy nie sądziłam, że jajeczko to
                      dziecko i ze owulację ma się raz w życiu (w przeciwieństwie do
                      bierzmowania).

                      Goopi chłop i tyle.
                    • nsc23 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 02:10
                      Glownie pewnie dlatego, ze temu 'nowemu dziecku' (a tak naprawde to plemnikowi i
                      komorce jajowej, skoro nawet nie jestes pewna, czy jestes w ciazy) kompletnie
                      zwisa i powiewa kto sie na niego patrzy i kto przy nim jest. Natomiast 'starej'
                      corce moze zalezec i wcale obojetne nie byc.
                      Gdyby moj ojciec (nota bene ateista) zamiast przyjsc na moje Bierzmowanie
                      polecial do jakiejs kobiety sprawdzac, czy czasem w ciazy nie jest, to by mi
                      bylo bardzo, ale to bardzo przykro. Rownie przykro by mi pewnie bylo, gdyby W
                      musial stanac przed wyborem 'byc z nsc w waznym dla niej dniu, albo byc z mala w
                      waznym dla niej dniu' ale jako osoba dorosla zrozumialabym, jezeli wybralby
                      mloda. Pewnie wrecz zachecalabym go do tego, ale ja nie naleze do osob, ktore
                      koniecznie musza za reke Misia sciskac w waznych chwilach - pewnie, milo by
                      bylo, jakby byl, ale od tego jestem dorosla, zeby zrozumiec, ze mala tez go
                      potrzebuje. Moim zdaniem przy wyborze mala-ja jestem z gory na przegranej
                      pozycji i wcale sie z tym zle nie czuje - wrecz przeciwnie smile
                      • adela38 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 06:14
                        Jesli to oddzielnieplemnik i komorka, to nie ma mowy o dziecku.Jesli zas jest
                        poczecie to zaczyna sie w tym momencie jego zycie.Dla niego to najwazniejsza
                        chwila-poczatek zycia.Bez niej nie ma nic potem.
                        Co do wyboru- jak mialabym wybierac- kogos kogo kocham i chce przy nim byc do
                        konca swojego zycia i kogos, kto jest wazny, ale zyje swoim zyciem to napewno
                        wybralabym ukochanego.
                        Ja w swoim zwiazku i malzenstwie chce czuc, ze jestem na pierwszym miejscu dla
                        mojego malzonka.Wszystkie dzieci- takze nasze sa zaraz po.Dzieci sa wielka
                        radoscia, ale one zyja z nami i odchodza do innych ludzi.To wiez na innym poziomie.
                        W tym wypadku wybor byl czy sprawic chwilowa przyjemnosc swojej corce czy tez
                        dac zycie naszemu wspolnemu dziecku.Do tego sprawa byla uzgodniona wczesniej, a
                        corka zaprosila do kosciola w ostatniej chwili, wiec byl tez problem slownosci i
                        dotrzymania obietnicy zlozonej dla mnie...
                        • lilith76 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 11:21
                          Sorry adela38, ale robić takie histerie i szopki (z obu stron), bo w terminie owulacji facet nie stawił się na miejscu, to trzeba mieć nieźle nagrzane pod kopułą. Inseminacja inseminacją, ale złożenie nasienia - tak potraktowałałaś ten akt, może być i za miesiąc.
                          Wybacz kolokwializmy, ale poziom infantylizacji procesu poczęcia został zabawnie przekroczony. To miło patrzeć jak dzieci mają dzieci.
                          Zapewne to była jedyna owulacja w ciągu najbliższych lat, która mogła udać się.
                          • geos Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 18:06
                            Jakos to dziwnie niedojrzałe to "uganianie" sie za jajeczkiem.
                            Sorki ale to mi się w głowie nie mieści.
                            Córka zaprosiła i bym kazała jechać. Sa takie chwile kiedy czyjaś nieobecność
                            jest niewybaczalna.
                            • ava62 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 16:24
                              Całkowicie się z tobą zgadzam.
                          • nangaparbat3 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 00:12
                            lilith76 napisała:

                            > Sorry adela38, ale robić takie histerie i szopki (z obu stron), bo w terminie o
                            > wulacji facet nie stawił się na miejscu, to trzeba mieć nieźle nagrzane pod kop
                            > ułą. Inseminacja inseminacją, ale złożenie nasienia - tak potraktowałałaś ten a
                            > kt, może być i za miesiąc.
                            > Wybacz kolokwializmy, ale poziom infantylizacji procesu poczęcia został zabawni
                            > e przekroczony. To miło patrzeć jak dzieci mają dzieci.
                            > Zapewne to była jedyna owulacja w ciągu najbliższych lat, która mogła udać się.
                            >
                            >
                            >
                            owulacja moze jeszcze kiedy sie uda, za to misio zachęcany w ten sposob do
                            poczynania moze skończyc jako impotent, nie zdziwilabym sie.
                    • nangaparbat3 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 00:09
                      adela38 napisała:

                      > Aha... i jeszcze powiedz mi czemu bierzmowanie prawie dorolej pannicy ma byc
                      > wazniejsze niz zycie nowego dziecka?
                      Oczywiscie ze zycie dziecka nienarodzonego jest ważniejsze od zycia dziecka
                      poddawanego bierzmowaniu, a od zycia nienarodzonego wazniejsze jest zycie
                      niepoczętego. Że juz nie wspomne o wadze zycia nienapoczętych.
                      • lilith76 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 10:02
                        Licząc, że w tym roku będzie jeszcze z sześć owulacji, daje to sześcioro nowych dzieci, co jest druzgoczącą przewagą nad jakąś tam pasierbicą.
                      • nsc23 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 16:30
                        Nanga - dobre smile
                        Bedac tepolem dopiero teraz zajarzylam o co chodzi i czemu Misio mial sie na
                        gwizdek pojawic przy swojej kobiecie - wszystko mi opadlo - gdyby moj ojciec nie
                        byl na moim bierzmowaniu, bo akurat jego kobieta owuluje, wiec nalezy to
                        wykorzystac, to chyba bym mu nie wybaczyla.
                        I tymbardziej sie dziwie, ze tak niedojrzala osoba decyduje sie na dziecko z
                        kims, z kim moze 'zerwac' ot tak, bo sie na gwizdek w lozku nie stawil.
                        • nangaparbat3 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 01:40
                          A mnie o wiele bardziej dziwi, ze ktos moze się decydowac na zwiazek z taka
                          osobą. Chyba ze masochista, co bardzo prawdopodobne, jak sie zwazy jego reakcje
                          na groźbę porzucenia - jesli to w ogóle prawda, cała ta opowiesc.
                • nangaparbat3 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 01:50
                  ava62 napisała:

                  > Rodzeństwo przyrodnie a szczególnie od strony ojca to rzadne rodzeństwo.


                  Tu sie nie zgodzę. Rodzenstwo przyrodnie moze byc jak najbardziej rodzeństwem,
                  jesli ze strony ojca, to wiele zalezy od obydwu matek.
                  "Nasza" macocha byla ostatnio w szpitalu z mlodszym dzieckiem, zadzwonila do
                  mnie, zebyśmy się zajęly troche małą, bo ex nie bardzo sie wyrabia - obsługa
                  jest, ale nie ma czasu na zabawę etc. Wzięłysmy mała do zoo, przyjemnośc dla nas
                  wszystkich.
                  Potem ja wyjeżdżalam na dwa dni, next, ktora mieszka stosunkowo niedaleko,
                  wpadla do corki przy okazji spaceru, z obojgiem dzieci. Mowiła jej, ze mała
                  przez trzy dni opowiadala o wizycie w zoo.
                  Jak wrociłam, miło mi bylo słyszec o tych odwiedzinach (niezapowiedzianych, ci
                  dobrze chyba obrazuje stan naszych relacji).
                  Ale: exa bierzemy w nawias, tzn, ja na przyklad unikam spotkań "we troje", bo
                  czuję się przy tym nie do końca zręcznie ("niezręcznie" byloby za duzo
                  powiedziane). Moze gdybym nie byla sama, byłoby jeszcze łatwiej i prosciej, ale
                  jest jak jest.
                  I jeszcze: uważam te male dzieci za najprawdziwsze rodzeństwo mojej córki,
                  siostrzyczkę poznali moi rodzice i spotkała sie u nich z naprawdę dobrym i
                  ciepłym przyjeciem, moja córka byla u rodzicow Next i badrzo sie u nich dobrze
                  czuła (zdecydowanie tez lepiej niz u rodzonych dziadków ze strony ojca).
                  • nangaparbat3 Ava 26.06.08, 01:50
                    to powyzej jest do Ciebie, jakos źle się wstawilosmile
                    • jayin OT :-) 26.06.08, 10:02
                      Nangaparbat,

                      Cytat z twojej stopki...wink)
                      Ciekawy artykuł to był.
      • nsc23 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 02:05
        Rozumiem, ze na nazwe partner(ka) zasluguje osoba, ktora strzela focha i
        'zrywa', bo druga osoba nie moze sie stawic na jej gwizdek z przyczyn
        niezaleznych? Hm.
        Swoja droga to ciekawe, ze starasz sie o dziecko z facetem, a jednoczesnie
        szukasz jakby go tu zastapic i nie masz zadnych oporow przed 'zerwaniem'. Ja tam
        jednak wolalabym miec dziecko z facetem, o ktorego jestem gotowa zawalczyc i
        ukladac sobie zycie, a nie 'zrywac' nie wysluchawszy nawet wyjasnien czemu nie
        moze ze mna w tym momencie byc.
        • kowalka33 Do Adeli 24.06.08, 09:53
          Głupota twoja jest porażajaca-masz rację obrażaj sie i znajdż sobie misia w necie a ze tam głupków i kretynów nie brakuje to zaraz znajdziesz partnera do zapłodnienia , istnieje tylko duże prawdobieństwo że facet będzie niedojrzały tak jak ty i za pare lat twoje dziecko będzie czekac na ojca w jakimś waznym dniu ale znowu okaże się sex z kolejna kretynka jest wazniejszy no ale to lekko przełkniesz.
          • adela38 Re: Do Adeli 25.06.08, 01:00
            To twoje zdanie... Ale ja nie mam lat 20, on tez nie ma wiec nie mamy duzo
            czasu.Owulacje masz ewentualnie 12 razy w roku, ale nie zawsze.W pewnym wieku
            jest juz wieksze ryzyko, ze sie nie uda.
            Nie mam nic przeciwko tej dziewczynie. Uwazam, ze to on tu dal plame bo mozna
            bylo tez zorganizowac sprawe inaczej tzn ja bym przyjechala.I napewno bym to
            zaproponowala gdybym wiedziala o sytuacji.
            W tym wszystkim chodzi mi o to, ze facetom myla sie uczucie do kobiety z
            uczuciami do dzieci, ktore nie powinny ze soba konkurowac.
            Ja nie wymagam by on wyrzekl sie corki.Wymagam natomiast bezwzglednego
            poszanowania mojej osoby.Jesli postawi nas obok siebie jako rywalki, ktoras
            bedzie musiala przegrac.W innej sytuacji- normalnej-jego corka zyska druga
            rodzine...
            U Clarence 1 jest wlasnie taka sytuacja, gdzie facet widzi ja jako konkurencje
            syna.Clarence 1 w sumie jednak ma szczescie, ze ulatwil jej uwolnienie sie od
            niego.Bo w takiej sytuacji nie ma co sie zastanawiac...Ja po spakowaniu walizek
            i odejsciu byc moze zostawilabym przez nieuwage odkrecony kran z woda...A jakby
            mial o to pretensje to bym powiedziala, ze to pewnie zostaly lzy przeze mnie
            przelane... No tak...chyba potrafie byc wredna... ;o)
            • nangaparbat3 Re: Do Adeli 25.06.08, 10:41
              >>>Ja nie wymagam by on wyrzekl sie corki.Wymagam natomiast bezwzglednego
              poszanowania mojej osoby.Jesli postawi nas obok siebie jako rywalki, ktoras
              bedzie musiala przegrac.W innej sytuacji- normalnej-jego corka zyska druga
              rodzine...


              "Bezwzgledne poszanowanie"??? A co to takiego??? Bo zwiazek fraz. rzuca na kolana.
              I to Ty stawiasz siebie obok córki jako rywalkę. Nie on.
      • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 09:59
        adela38 napisała:
        >Jak uslyszalam, ze cos kreci z przylotem dostala
        > m
        > globusa i natychmist z nim zerwalam... stwierdzilam, ze jak tak to
        moge byc z
        > kim innym (a mam chetnego do slubu i dzieci i nawet mi sie
        podoba)...a do tego
        > weszlam na sympatie i zalozylam sobie profil...Reakcja byl jego
        szok, wizyta
        > pogotowia i szpital... placz, histeria, przeprosiny... w ciagu
        doby byla
        > rezerwacja i misio w terminie na miejscu

        ...jednak ludzie są bardzo różni smile))))) ja bym na takiego PAPUTA
        nawet nie spojrzałasmile)))))))
        Nie gniewaj sie , ale nie potrafiłabym go szanować ni cenić.
      • kicia031 Misio adeli jest przemiotem 25.06.08, 11:52
        Skoro rozwazasz zerwanie z facetem, bo nie jest gotowy przyjechac i
        ci wsadzic na gwizdek, to faktycznie czeka was swietlana przyszlosc.
        Wiesz, mezczyzna to tez czlowiek?
        • adela38 Re: Misio adeli jest przemiotem 25.06.08, 20:43
          Rozwazam zerwanie w sytuacji ktora mnie nie zadawala.Nie zamierzam tez
          podporzadkowywac swojego zycia pod dyktando jego corki.Tak samo nie oczekuje by
          on sie podporzadkowywal zachciankom mojego syna.Natomiast biore pod uwage jego
          zachcianki na tyle o ile nie kloca sie z naszymi wspolnie ustalonymi
          planami.Plan pod tytulem "nasze dziecko" jest na numerze pierwszym...Natomiast
          jesli okazaloby sie, ze nie mamy wspolnych planow na przyszlosc to nie ma sensu
          byc razem...Ja go na sile nie trzymam... bab wokol pelno...on jest atrakcyjny i
          zamozny wiec chetne sa...ale bycie ze mna duzo kosztuje...najwyrazniej jednak
          jego to satysfakcjonuje...moze gwizdek gwizdkowi nie rowny?..
          • jayin Re: Misio adeli jest przemiotem 25.06.08, 22:13
            W tym sęk. Żeby WSPÓLNIE planować i się nawzajem informować o nowych sytuacjach/zdarzeniach/pomysłach na spędzenie czasu. I razem planować co z tym zrobić. Inaczej nie ma sensu, żeby żyć obok siebie i się na siłe podporządkowywać ZAISTNIAŁYM już sytuacjom.

            Zawsze jest tak, że jak tylko jedna osoba w związku "sobie coś zaplanuje", a od drugiej oczekuje wyłącznie akceptacji tego i nie wtrącania się, a czasem i poświęcenia wspólnych planów - to coś zgrzyta.
          • kicia031 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 12:37
            moze gwizdek gwizdkowi nie rowny?..

            Byc moze. Mi trudno to ocenic, bo nigdy nie musialam uzywac gwizdka.
          • nsc23 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 12:50
            No coz, jezeli ktos traktuje obecnosc na Bierzmowaniu corki jako 'zachcianke' to
            ja w zasadzie nie mam nic wiecej do powiedzenia, bo dla mnie to byl bardzo wazny
            dzien i chcialam miec przy sobie i tate i mame. Na szczescie nie planowali wtedy
            dziecka, wiec nie stalo to na drodze do ich szczescia, ale dam sobie reke uciac,
            ze poczekali by jeden cykl, zeby byc ze mna w waznym dla mnie momencie.
            • marusia1 bierzmowanie 26.06.08, 14:27
              Co prawda do bierzmowania Młodego mamy jeszcze chwilę, ale
              zastanawiamy się jak TO zorganizować, jak powinien ten dzień
              wyglądać. Nawet Młody nas podpytywał kto bedzie jego świadkiem, co z
              dziadkami (duża odległość), co z matką. Pamietam, że u mnie była na
              mszy tylko chrzestna, która była też świadkiem tego sakramentu.
              Jakie są zwyczaje, a jak TO wygląda w praktyce w patchworkowych
              rodzinach?
            • adela38 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 18:05
              Gdyby to bierzmowanie bylo takie wazne to by wspomniala o nim wczesniej. On
              wyznaje inna wiare.Mialby postac godzine w kosciele, bo juz na przyjecie sie nie
              kwalifikowal...
              Zas co jest wazne i dla kogo- o to wlasnie byla cala sprawa. Jesli on chce
              budowac zycie ze mna to ja musze byc ta najwazniejsza.Ja i nasza wspolna
              rodzina, ktora budujemy...moze byc patchworkowa... i w niej dzieci sa bardzo
              kochane, ale nigdy kosztem milosci do partnera.I te relacje musza byc wzajemne
              tzn moj partner moze oczekiwac tego samego ode mnie...
              • nangaparbat3 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 18:36
                w niej dzieci sa bardzo
                > kochane, ale nigdy kosztem milosci do partnera.I te relacje musza byc wzajemne
                > tzn moj partner moze oczekiwac tego samego ode mnie.

                Wiesz, czego Twoj partner moze oczekiwac od Ciebie? Stawiania żądań według Twego
                widzimisie i rozliczania z zapspokajania ich, tudziez przymuszania do
                podporządkowania się pod groźbą porzucenia.
                Twój partner zapewne umysł ma przycmiony substancjami wydzielajacymi sie w
                ostrym stadium zakochania. Ale to stadium nie trwa wiecznie.
              • nsc23 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 22:04
                No to sie kompletnie w niczym nie zgadzamy. Moj tato jest ateista i w kosciele
                nie bywa. Na moje Bierzmowanie jednak przyszedl, ba, za obiad zaplacil.
                Jezeli chodzi o wybor mala-ja to uwazam, ze nienaturalne jest, jezeli facet
                rzuca swoje dziecko i leci za baba i nie jest to dobry prognostyk. W mial takie
                pomysly, ale szybko mu je z glowy wybilam wink
                • adela38 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 22:21
                  Nie masz racji... nie leci za baba tylko za miloscia swojego zycia.To nie tylko
                  seks... i to cos wiecej niz dziecko.I nie kazdy ma szanse taka milosc przezyc. A
                  dziecko milosci nie przeszkadza...wrecz dopelnia ja... musi tylko byc na swoim
                  miejscu.
                  Widze czesto malzenstwa ktorych jedynym sensem istnienia sa dzieci... Ja nie
                  chce takiego.Dzieci sa cudowne... jeszcze wiecej do kochania, ale one maja swoje
                  zycie do ktorego my mamy zadanie przygotowac i wypuscic w swiat.Natomiast nasz
                  wspolmalzonek daje nam cos najcenniejszego- swoje zycie.To z nim dzielimy i
                  budujemy nasze zycie, to on powinien byc naszym najlepszym przyjacielem, nasza
                  miloscia.I to on powinien byc zawsze na pierwszym miejscu.

                  W moim wypadku zadna krzywda sie dziecku nie dziala. Natomiast moj ukochany
                  zrozumial to co wyzej napisalam.
                  • ava62 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 22:50
                    Trochę racji masz ,ale w tym wypadku to było przegięcie. Chociaż faktem jest
                    facet sie określił na dziecku mu nie zależy a im szybciej się o tym jego córka
                    dowie tym lepiej(już się dowiedziała pewnie) Tak jak pisałam zostaję małej jedno
                    wyjście walka o kasę nic więcej,na resztę strata czasu.A co do twojego faceta
                    facet bez jaj finito.
                  • nangaparbat3 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 23:09
                    adela38 napisała:

                    > Nie masz racji... nie leci za baba tylko za miloscia swojego zycia.To nie tylko
                    > seks... i to cos wiecej niz dziecko.I nie kazdy ma szanse taka milosc przezyc.


                    Błogoslawieni, którym nie dane jest doswiadczyc tak wielkiego szczęscia:
                    >>>..a ten glab nawet nie mial
                    odwagi mi sie przyznac, ze chcialby zobaczyc to bierzmowanie (nie jest
                    katolikiem i nigdy nie widzial)Jak uslyszalam, ze cos kreci z przylotem dostalam
                    globusa i natychmist z nim zerwalam... stwierdzilam, ze jak tak to moge byc z
                    kim innym (a mam chetnego do slubu i dzieci i nawet mi sie podoba)...a do tego
                    weszlam na sympatie i zalozylam sobie profil...Reakcja byl jego szok, wizyta
                    pogotowia i szpital... placz, histeria, przeprosiny... w ciagu doby byla
                    rezerwacja i misio w terminie na miejscu...
                    • adela38 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 23:45
                      To nie bylo jego szczescie... tylko reakcja na mozliwosc utraty tego szczescia...

                      Jasne ... wg was lepiej jak "facet z jajami" (pewnie zamiast czego innego)
                      olalby ukochana i poszedl na piwo... czy bierzmowanie... Bo gdziezby mial sie
                      przejmowac tym co ona czuje i po co mialby pamietac co razem ustalili i do czego
                      daza...
                      Jeden taki z jajami powiedzial wlasnie autorce tematu, po latach bycia w
                      zwiazku, gdzie jej miejsce...Jaka to super sprawa taki facet z jajami...Tylko
                      jakby mi tak facet zaczal takie jaja prezentowac to mialby szanse sie dowiedziec
                      co znaczy kastracja... a juz napewno standardowo mialby te jaja z mojego nadania
                      dokladnie skopane (niekoniecznie doslownie...)
                      Na szczescie nie jest to raczej mozliwe, bo od takich typow trzymam sie z daleka...

                      • luna67 Re: Misio adeli jest przemiotem 27.06.08, 00:13
                        Adela, rob wszystko, zeby wasze marzenie sie spelnilo, czego wam z calego serca
                        zycze (a moze juz sie spelnilo? nie bywam ostatnio na forum, z braku czasu i
                        nawalu pracy, ale obiecuje, ze wszystko nadrobiesmile)

                      • chalsia Re: Misio adeli jest przemiotem 27.06.08, 10:33
                        > Jeden taki z jajami powiedzial wlasnie autorce tematu, po latach
                        bycia w
                        > zwiazku, gdzie jej miejsce...Jaka to super sprawa taki facet z
                        jajami...Tylko
                        > jakby mi tak facet zaczal takie jaja prezentowac to mialby szanse
                        sie dowiedzie
                        > c
                        > co znaczy kastracja... a juz napewno standardowo mialby te jaja z
                        mojego nadani
                        > a
                        > dokladnie skopane (niekoniecznie doslownie...)

                        po zachowaniu Twojego faceta to widać, żeś go już wykastrowała.
                      • nsc23 Re: Misio adeli jest przemiotem 27.06.08, 12:06
                        Adela, jezeli dla Ciebie pojscie na piwo i na Bierzmowanie dziecka to to samo,
                        to rzeczywiscie macie problem.
                        Nie rozumiem kompletnie kobiet, ktore wymagaja wiecznego stawiania na piedestale
                        i wiecznego bycia nr 1. Nie wiem, moze to ja jestem nienormalna, ale ja bym
                        poczekala kolejny cykl i sie zabrala za dziecko miesiac pozniej. Owszem, jestem
                        dla mojego W na pierwszym miejscu, ale potrafie sie dostosowac do innych numerkow smile
                        • reksia Re: Misio adeli jest przemiotem 27.06.08, 12:27
                          Ojciec moich dzieci zjawił się po latach smile, zaliczył z dzieciakami
                          2-3 spotkania i ponownie od kilku miesięcy nie utrzymuje
                          kontaktu,trafiłam na wiersz mojej córki:

                          "mój ojciec zmarł wiele lat temu,
                          miał jakieś imię, ale nie miał twarzy"

                          Cytuje w całości, bo to juz niechodzi chyba o to że rodzic mija
                          bierzmowanie, komunie czy pierwsze obite kolana na rolkach...chodzi
                          o to, że mija się kompletnie z dzieckiem.

                          Fajnie by było, gdyby kiedyś na siebie trafi, może młodej jest to
                          potrzebne...albo już niekoniecznie

                          Tak czy inacze: zaspokojone owulacje, to bardzo ważna
                          sprawa smile))))))
                          • konstancja16 wiersz corki 28.06.08, 10:52
                            Reksiu - mooocny. ja twardzielek jestem, ale cos mnie scisnelo w
                            srodku, ze hej.

                            moj Tato zmarl kilka lat temu. byl fajnym gosciem, obecnym,
                            serdecznym. nauczyl mnie wielu rzeczy. nie wiem kim bym byla bez
                            niego, ale chyba czulabym sie taka niedokonczona. duza dziewucha
                            juz jestem, a brakuje mi go czasem...
        • nangaparbat3 Re: Misio adeli jest przemiotem 26.06.08, 18:00
          kicia031 napisała:

          > Skoro rozwazasz zerwanie z facetem, bo nie jest gotowy przyjechac i
          > ci wsadzic na gwizdek, to faktycznie czeka was swietlana przyszlosc.
          Oj Kiciu, czy Ty naprawdę idealistka jesteś???? smile))))))))
          >
    • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 09:47
      clarence1 napisała:
      >Mój partner jednak nic nie widzi i nic nie słyszy.
      > Ja nie mogę się odezwać, bo jak raz zwróciłam mu uwagę (użyłam
      > wówczas określeń typu egoista i samolub) to mój partner groził mi
      > rozstaniem i nie odzywał się ok. dwóch tygodni.

      Myślę, że twój patner mimo wszystko wcale taki ślepawy nie jestwink

      Nigdy nie odważyłabym się wyzwać pasierbów.Nie przez wzgląd na ich
      ojca smile)), ale przez fakt że:
      - są to jeszcze dzieci,
      - jak każdemu człowiekowi należy im się szacunek.

      Dla mnie wyzywanie kogokolwiek jest niedopuszczalne i świadczy nie
      tylko o braku kultury.

      ...gdyby mój partner wyzwał którekolwiek z moich dzieci - miałby
      minutę na spakowanie się i opuszczenie domu.
      • kowalka33 a do clarense 24.06.08, 09:58
        Rozumiem że ta sytuacja jest jest nieprzyjemna i facet potraktował cię kiepsko. Rozumiem też że zycie dzieckiem m jest trudne -ale to już wina m , bo to w jego rekach lezy kształtowanie wzajemnych relacji.Nie jestem zwolennikiem wszczynania kłotni ale w sytuacji gdy nastolatek byłby dla mnie niegrzeczny tudzież nie liczyłby się ze mna tez bym wygarneła i tyle. jestem zwolennikiem ciepłych przyjacielskich stosunków z dziecmi (nie żadnego matkowania bo dzieci maja matkę)ale traktowanie z szacunkiem powinny byc wszystkie osoby w domu!!!
      • clarence1 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 14:22
        spodziewałam się różnych zarzutów, ale brak kultury mnie jednak
        zaskoczył. Nie przypuszczałam że słowo "egoista" jest tak
        niekulturalnym określeniem. Teraz wszystko rozumiem... bo i tym
        ostatnim razem nazwałam ich obu (ale odbiorcą tej wypowiedzi był
        tylko mój partner) egoistami. Kwalifikuję się wobec tego ze swojej
        winy do pakowania manatków. Tyle, że ja bez emocji nadal uważam ich
        za egoistów... jaki kulturalny eufemizm proponujesz wzamian?
        • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 14:32
          clarence1 napisała:

          > spodziewałam się różnych zarzutów, ale brak kultury mnie jednak
          > zaskoczył. Nie przypuszczałam że słowo "egoista" jest tak
          > niekulturalnym określeniem. Teraz wszystko rozumiem... bo i tym
          > ostatnim razem nazwałam ich obu (ale odbiorcą tej wypowiedzi był
          > tylko mój partner) egoistami. Kwalifikuję się wobec tego ze swojej
          > winy do pakowania manatków. Tyle, że ja bez emocji nadal uważam
          ich
          > za egoistów... jaki kulturalny eufemizm proponujesz wzamian?


          To nie zarzutsmile
          Clarens tu nie chodzi o termin "egoista", chodzi o wyzywanie, formę
          wypowiedzi. Ja nie wiem jaka jest całościowa sytuacja u Ciebie.
          Wybacz ,nie czytam wszystkich Twoich postów, odnoszę się tylko do
          powyższego. Uważam że zwyzywanie dziecka (niezależnie od sytuacji)
          jest przesadą, na którą żaden z partnerów nie powinien sobie
          pozwolić , a jeśli to robi musi się liczyć z konsekwencjami.

          Myślę sobie jednak że pewnie problem Twojego związku jest bardziej
          skomplikowany.
          • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 14:37
            a i jeszcze jedno smile powyżej opisałaś iż użyłaś dwóch okresleń w
            stosunku do dziecka "egoista i samolub", a to brzmi zupełnie
            inaczej, niż użycie samego zwrotu "egoista" użytego jako uwaga na
            temat dziecka w kierunku do dorosłej osoby,

            wiec albo ja czegoś nie zrozumiałam , albo obracasz kota ogonemwink
            • kolina74 Re:do clarence1 24.06.08, 15:14
              Wedlug mnie masz absolutna racje, masz prawo byc wsciekla!!!! Pewnie masz jakies
              pozytywne uczucia do swojego partnera, ale wobec jego zachowania nie warto ich
              pielegnowac. Nielatwo zaczynac od poczatku, ale czasem warto! Dziwi mnie, ze
              najwiecej przemyslen nie jest tu odnosnie twojego postu ale adeli procesu
              zachodzenia w ciaze! Nazwalas egoista 16-letniego chlopaka, a nie
              DZIECKO!!!!!!!!! Niektorzy zostaja juz ojcami w tym wieku!!!! Moja rada -
              wycofaj sie z tego ukladu, bo twoj partner i jego "dzieciatko" beda ranic cie
              jeszcze bardziej. Syn jest dla niego bardzo wazny, ale ty powinnas byc tak samo
              wazna, skoro zwiazal sie z toba, MUSI uzgadniac z toba wszystkie wazane decyzje,
              skoro tegonie potrafi to coz.... nie martw sie nie ma tego zlego....
            • clarence1 Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 15:42
              to zwrócenie uwagi dotyczy sytuacji sprzed roku... po prostu niezbyt
              dobrze to pamiętam. Chodziło o to, że ja poprosiłam go o pewne
              altruisyczne działanie a on to zlekceważył i zrobił swoje. Nie
              powiem, doprowadził mnie wówczas do wściekłości, bo moim zdaniem
              zrobił to sprecjalnie żeby pokazać jak bardzo poważa moje prośby. I
              jeszcze z miną niewiniątka wmawiał wszystkim, że zapomniał, chociaż
              od mojej prośby do jego działania minęło 5-10 min. A jego tata, w
              rozmowie ze mną, uznał to tłumaczenie za całkowicie przekonywujące.
        • liz-beauty Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 17:41
          Lepiej krytykowac konkretne zachowania, nie calego czlowieka. Nie mowic
          "samolub", tylko "zachowales sie nieladnie, nie po kolezensku" (nie wiem o co
          chodzilo). A najlepiej chwalic wtedy, gdy dzieciak, nawet najtrudniejszy, zrobi
          cos dobrze czy fajnie. Ja to stosuje w szkole i... dziala.
    • reksia Re: jestem przedmiotem 24.06.08, 10:23
      clarence1 napisała:

      > pisałam tu kiedyś, że mój partner nie uzgadnia ze mną terminów
      wizyt
      > swojego dziecka...

      takie rzeczy też o szacunku do partnerki nie świadczą sad

      nie dziwię się więc, że negatywnie na nie reagujesz
    • kicia031 Clarence 25.06.08, 11:59
      Wiesz, przede wszystkim musze napisac, ze bardzo ci wspolczuje. To
      naprawde straszne, kiedy ojciec nie potrafi zarzadzic sprawami w
      domu tak, by dziecko okazywalo szacunek jego partnerce. Nie musza
      sie lubic, ale jakies granice musza byc.

      Ale wiesz, ty tez dalas ciala - niepotrzebnie nazywalas dziecko
      egoista - bo krytykuje sie zachowania, nie osobe, to od dawna uznana
      prawda w pedagogice, Coc rozumiem, ze moglo cie poniesc. Natomiast
      nie rozumiem, jak mozesz wymagac od ojca, by zapewnial ci weekend
      wolny od dziecka. gdyby moj chlop postawil takie rzadanie, tez bym
      mu kazala spadac, bo to, ze moje dziecko moze przebywac ze mna w
      sposob nielimitowany jest dla mnie sprawa zasadnicza. A gdyby twoj
      chlop kazal ci pozbyc sie twojej corki, to jakbys sie czula?
      • jayin Re: Clarence 25.06.08, 17:23
        > nie rozumiem, jak mozesz wymagac od ojca, by zapewnial ci weekend
        > wolny od dziecka.

        ja rozumiem.

        każdy weekend nie. ale tak co drugi... trzeci...smile
        nie wyobrażam sobie spędzania całego wolnego czasu wyłącznie z dziećmi. czasem potrzeba tylko czasu wolnego dla siebie, albo dla dwojga. niezależnie od wieku, w jakim są dzieci.

        ale piszę to ze swojego "punktu potrzeb". być może niektóre osoby wolą spędzać czas rodzinnie zawsze i źle się czują bez dzieci obok. każdy ma inne potrzeby.
        • clarence1 Re: Clarence 26.06.08, 12:16
          o to właśnie mi chodzi w całej tej sprawie. Chciałabym chociaż jeden
          wieczór w weekend, raz na jakiś czas, spędzić tylko we dwoje.
          Wcześniej taka sytuacja nie była stała, bo matka spędzała
          przynajmniej część weekendu z dzieckiem. Nie miałam nawet pojęcia,
          że mój patner bezwzględnie chce spędzać całe weekendy w towarzystwie
          dziecka i że zawsze tak robił. Twarde "nie" wobec spotkań ze
          znajomymi tylko we dwoje, wyjść do kina, czy choćby wspólnej kolacji
          jest dla mnie nie do przyjęcia. Myślę, że każdy ma prawo przebywać
          ze swoimi rówieśnikami bez konieczności dostosowywania tematów do
          potrzeb dziecka.
          Ciężko pracuję przez cały tydzień, mam daleko do pracy. Jestem w
          domu ok. 19.00 i nie bardzo mam czas na jakikolwiek relaks. Każdy
          weekend natomiast mam 100% czasu spędzać zajmując się nastolatkiem.
          Sama jestem matką i nigdy wcześniej nie uważałam, że jako osoba
          dorosła nie mam prawa do "dorosłego" sylwestra, "dorosłego" kina
          itd. Może inni tak żyją ale ja nie potrafię.
          • nangaparbat3 Re: Clarence 26.06.08, 17:56
            Wiesz co - ja mam bardzo duzą potrzebe niezaleznosci i swobody i samotnosci też,
            a mimo to nie rozumiem Cie. Co to znaczy 100% czasu weekendowego przeznaczac na
            zajmowanie sie nastolatkiem? Toz taki stuprocentowo zaopiekowany nastolatek
            powinien natychmiast wyladowac w wariatkowie. Normalny nastolatek opedza sie od
            doroslych jak od "uprzykrzonych much". Wiec mysle, ze przede wszystkim warto
            troche zaczekac, lada moment facet sam da dyla, i zdecydowanie lepiej dla Ciebie
            byc tą, ktora dba o więzy ojca z synem niz tą, której one przeszkadzają.
            Poza tym zastanawiam sie, czy Twoja postawa - a ewidentnie rywalizujesz z
            pasierbem o wzgledy (no - uwage i zainteresowanie M) nie działa przypadkiem
            "dosrodkowo" - zamiast zwrocic sie w strone rowiesników, co w jego wieku jest
            norma, siedzi w domu i gra w grę, w którą Ty - bardziej czy mniej świadomie - go
            wciagnelaś.

            Potrzebujesz relaksu - to sie relaksuj, idź na spacer, na basen, do teatru,
            dokadkwolwiek - sama. Przestan sie nimi zajmowac, walczyc - z tego nigdy nic
            dobrego nie wynika. Odpusc im, a mlody pewnie odpusci Wam i zajmie sie wreszcie
            własnym zyciem.

            I jeszcze jedno - ma swietą racje Kicia kiedy pisze, ze nazywanie młodego
            "egoistą i samolubem" było bez sensu. Zwłaszcza jesli nigdy wczesniej nie
            zwrocilaś mu uwagi. Ja uważam, ze jk najbardziej wolno - i trzeba - zwracac
            uwagę na konkrety, byle zyczliwie i nie za czesto i na takie konkrety, które
            podlegaja zmianie. A milczenie i wybuch oceniajacy, czy osadzajacy raczej, kiedy
            juz nie mozesz zdzierzyc - fatalny pomysł.
            • clarence1 Re: Clarence 27.06.08, 11:30
              nie wiem jaki mechanizm zadziałał ale wiem jedno, że konsekwencje są
              właśnie takie - zero kontaktu z rówieśnikami i zero potrzeby
              przebywania z nimi. Za to chęć przebywania z dorosłymi i rozmów z
              nimi na każdy temat. Nie wiem czy rywalizuję z nim... chcę czasami
              móc się zwrócić z jakąś sprawą do mojego faceta bez konieczności
              wdawania z się przy okazji w dyskusje z jego synem.
    • ava62 Re: jestem przedmiotem 25.06.08, 16:21
      Facet z jajami a nie jakaś ciota. Gdyby większość takich było nie byłoby
      problemów ,zaimponował mi. Dotyczy to zarówno kobiet gdyby i kobiety tak się
      zachowywały i ustawiały swoich facetów to wiele krzywd nie byłoby wyrządzonych.
    • weronka77 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 15:48
      współczuję;-((((ja bym chyba "poszła na wojnę", do ostatniej
      armatniej kuli.
      • ava62 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 20:51
        weronka tu już po wojnie on z niej zrezygnował finito.
        • adela38 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 22:04
          Eeetam...po wojnie... Jak znam zycie to troche sie poszerpia... Ale facet nie
          jest wart zachodu...Tak to jest jak sie jest dla faceta za dobra... Lepiej byc
          zolza ...
          • ava62 Re: jestem przedmiotem 26.06.08, 22:43
            Była taka książka Dlaczego mężczyźni kochają zołzy? Coś w tym jest.
            • weronka77 ;-))) 27.06.08, 12:41
              Potwierdzamwink Zołzy mogą więcejwink
              • reksia Re: ;-))) 27.06.08, 13:00
                tylko z owulacjami u nich kiepskosmile))
                • weronka77 Re: ;-))) 27.06.08, 14:20
                  ja nie narzekamwink
                  • aldonakatarzyna Re: ;-))) 28.06.08, 09:16
                    no wlasnie ja tez sie bardzo dziwie dlaczego chlopak w tym wieku klei sie do
                    doroslych, kiedy powinien chcec przebywac z rowiesnikami.
                    to jakies zaburzenie
                    ja tez bym sie odsunela na jakis dluzszy czas, zajela soba i swoim dzieckiem,
                    przestala rywalizowac i zobaczyla co z tego wyniknie

                    ja jak przychodza dzieci to pragne zeby przebywaly jak najwiecej z ojcem,
                    odsuwam sie wrecz zupelnie a im wiecej sie odsuwam tym bardziej maz dazy do
                    mojego towarzystwa, rozmowy itp
                    • kicia031 aldonakatarzyna 29.06.08, 19:04
                      a im wiecej sie odsuwam tym bardziej maz dazy do
                      > mojego towarzystwa, rozmowy itp

                      Swiete slowa. Domaganie sie czegokolwiek to metoda by dostac cos wrecz odwrotnego...
    • gazdziikowa Re: jestem przedmiotem 28.06.08, 17:44
      clarence1 napisała:
      Jedynym moim pomysłem na uniknięcie skutków bezsteresowego
      > wychowania była ucieczka, tzn głównie wyjazdy do rodziny, do innego
      > województwa. Wyjechałam też na tydzień wakacji tylko z moją córką.

      Na koniec poprosiłam o jedną wolną od pociechy sobotę w
      > ciągu miesiąca. Usłyszałam, że każę mu wybierać między sobą a jego
      > dzieckiem i on wobec tego wybiera dziecko.

      dobrze, ze się z nim rozstajesz, bo redakcja twojego męża jest dość histeryczna
      i najwyraźniej nie rozumie co oznacza, dokonywać wyboru pomiędzy dwiema osobami.
      Nie każesz mu zerwać całkowicie stosunków z synem, chłopak może spędzać parę
      weekendów u was w domu, a jedynie o c prosisz to jedna sobota i niedziela bez
      pasierba. Gdzie tu jest dokonywanie wybory pomiędzy dwiema osobami?

      Żadne z rozwiązań przez ciebie proponowanych mu nie pasuje, jeśli już nie może
      zrezygnować z żadnego weekednu z synem, to twoje ucieczki sa sensowe. A gdzie tu
      zdanie żony?

      • nangaparbat3 Re: jestem przedmiotem 01.07.08, 09:50
        dobrze, ze się z nim rozstajesz, bo redakcja twojego męża jest dość histeryczna
        > i najwyraźniej nie rozumie co oznacza, dokonywać wyboru pomiędzy dwiema osobami
        >

        Najwyraźniej nie rozumiesz, czym jest relacja miedzy rodzicami a dziecmi.
        • balladynka Re: jestem przedmiotem 01.07.08, 18:24
          > Najwyraźniej nie rozumiesz, czym jest relacja miedzy rodzicami a
          dziecmi.

          Relacje dziecko-rodzic są różne i relacje te są szczególnie ważne i
          silne ale z tego co pisze Clarence1 (nie tylko w tym wątku) jej
          partner ma je dość chore ze swoim synem.

          Pamiętam Twój wątek Clarence o różnym traktowaniu swoich dzieci
          przez Twojego partnera i kochaniu jednego dziecka bardziej. Mój M ma
          bardzo podobną relację ze swoim synem, pełną zaborczości, szantaży
          emocjonalnych, poczucia winy, obrażania się przez syna, uzależnienia
          emocjonalnego od akceptacji syna lub jej braku i wynikającej z tego
          ślepoty na wszystko i pragnienia i potrzeby wszystkich wokół.
          Doprowadziło to do tego, że jego własna córka, a rodzona siostra
          tegoż syna, nie chce już do niego przyjeżdżać bo się po prostu czuje
          odrzucona i nie czuje się dobrze w takim towarzystwie wzajemnej
          adoracji i z tatusiem tak bałwochwalczo wpatrzonym w syna i w ogóle
          nie zwracającym na nią uwagi, a ona niestety nie ma takich łokci jak
          młody, żeby się rozepchać, a jak ją rodzice wypchną do M to siedzi
          biedna i nie wie co ma ze sobą zrobić, bo tatuś ma być tylko jego.
          Jej ojciec się tak zapędził w zabieganiu o uczucia i akceptację
          syna, że zapomniał, że ma jeszcze córkę, nie mówiąc już o partnerce.
          Bardzo mi szkoda tej dziewczynki, bo wiem dokładnie jak ona się
          czuje, gdyż ja czułam się dokładnie tak samo jak ona, i jak pewnie
          czujesz się Ty, z tego co czytałam w Twoich postach. Niejedną noc
          przepłakałam. Też się czułam niekochana, odrzucona, lekceważona, na
          drugim miejscu, zbędna itd. Nanga słusznie pisze, że jakakolwiek
          próba "wywalczenia" uwagi nic nie da a tylko zadziała dośrodkowo i
          jeszcze zintensyfikuje tę symbiozę, można się odsuwać i zająć swoim
          życiem, co właśnie zrobiła córka M, tylko to chyba nie o to chodzi?

          Twój partner ma tak chore emocje w tej kwestii, że faktycznie wydaje
          mu się, że gdyby miał w ten przysłowiowy jeden weekend powiedzieć
          synowi, że się nie spotkają, to by prędzej umarł. Gdy zachorowała na
          ospę mojego partnera córka przyjął to normalnie jako wiadomość,
          zapytał czy coś nie pomóc bo była w tym czasie u matki, normalna
          reakcja, nic przyjemnego ale też bez jakiejś traumy, porozmawiał z
          małą chwilę przez telefon. Gdy dwa tygodnie potem zachorował na ospę
          syn, mój M niczym pies Pawłowa na brzęknięcie dzwonka tak on na
          dyskomfort syna nagle płakał jak bóbr, złorzeczył na przedszkole, że
          zarażają się tam dzieci, na nasz system zdrowotny, że dlaczego mu
          syna nie zaszczepili, na mnie i naszą koleżankę się obraził, jak mu
          mówiłyśmy, że to właściwie dobrze dla młodego że teraz się zaraził
          od młodej i zachorował jak jest mały bo będzie ją lżej przechodził,
          autentycznie płakał rzewnymi łzami po rozmowie z synem przez
          telefon, że syna swędzi! a on nic nie może temu zaradzić.

          Mi pewna pani psycholog powiedziała, ze to nie ma nic wspólnego z
          miłością do syna a za to bardzo dużo z zaspokajaniem własnych (nie
          synowych) potrzeb emocjonalnych, z których nawet sobie nie zdaje
          sprawy i zbudowaniem przez eMa chorej relacji z jednym swoim
          dzieckiem. U mojego M wynika to z różnych jego zawirowań życiowych i
          ewidentnie w swoim synie widzi siebie sprzed czterdziestu lat:
          małego chłopca, który nie czuł się kochany, stąd ta jego potrzeba,
          żeby ten chłopiec nareszcie był szczęśliwy. Ludzie mają czasem takie
          chore relacje czy to z rodzicami, czy rodzeństwem, partnerami, a tu
          się zdarzyło z dzieckiem. Nie zmienisz tego bo to się kwalifikuje na
          kozetkę do psychoanalityka. Jedyne co można zrobić to zmienić siebie
          i inaczej na to reagować żeby Cię tak nie dotykało, jeśli chcesz być
          z tym człowiekiem, musisz tylko zdecydować czy warto.
          • kicia031 tak sobie mysle 01.07.08, 21:54
            jak strasznie zranione dziecko trzeba miec w sobie, zeby urzadzac taki cyrk?
            jakie rzeczy musialy sie wydarzyc, by stracic kontakt z rzeczywistoscia do tego
            stopnia, by wierzyc, ze mozna odmienic przeszlosc poprzez przezycie jej jeszcze
            poprzez zastepstwo wlasnego syna...
            • adela38 Re: tak sobie mysle 02.07.08, 08:04
              Wcale nie trzeba miec STRASZNIE zranionego dziecka w sobie... wystarczy miec
              "odpowiedni" charakter... koncentrowac sie glownie na swoich przezyciach i byc
              sobkiem... Doznane krzywdy moga byc rzeczywiste badz zupelnie wydumane...A
              kontakt z rzeczywistoscia nie jest utracony-on po prostu widzi te rzeczywistosc
              w tzw skrzywionym zwierciadle...
              Nie zmienia to faktu ze postepuje wrednie i nie nadaje sie na partnera...
            • elf28 Re: tak sobie mysle 02.07.08, 10:15
              Wbrew pozorom, nic takiego nie musi się dziać. Nie musi to być "patologiczna"
              rodzina. Ot, takie historie dzieją się w domach każdej z nas.
            • nangaparbat3 Re: tak sobie mysle 03.07.08, 00:36
              ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/kw,1748,ksiazka.html
            • balladynka Re: tak sobie mysle 03.07.08, 03:06
              Różne.
              Elf ma rację, że nic aż takiego nie musi się dziać.
              Ja miałam na pierwszy rzut oka szczęśliwe dzieciństwo a im jestem
              starsza tym się czuję i widzę, że jestem bardziej pokręcona i
              przeraża mnie ewentualne macierzyństwo i to jaką będę matką dla
              moich dzieci. Przecież większość rodziców chce dobrze dla swoich
              dzieci, tylko im czasem nie wychodzi, mój M też, młody krzyczy, to M
              działa, młoda nie krzyczy, to uważa się, że wszystko jest ok.
              Wszyscy chcą dobrze, a potem się okazuje, że wdrukowano nam nie to
              co trzeba, bo mamę rzucił pierwszy chłopak a tata był wcześnie
              osierocony czy coś takiego i już problem gotowy. Masakra. To jest
              taka odpowiedzialność.
              • kicia031 Re: tak sobie mysle 03.07.08, 10:01
                IMHO, dziecko nie musi zyc w patologii, by wysc z domu rodzinnego
                okaleczone, Moi rodzice - generalnie byli bardzo dobrymi rodzicami,
                ale w paru sferach niestety nie staneli na wysokosci zadania -
                nieswiadomie, nie ze zlej woli - ale widze, ze to sa te dziedziny, w
                ktorych ja sobie nie do konca radze w doroslym zyciu.

                Dlatego tak wielka wage przywiazuje do dziecinstwa mocih dzieci,
                tego jak je wychowuje, jakie wzorce przekjazuje, bo wiem, ze
                niewiele pot5rzeba by skrzywdzic malego czlowieczka raz na zawsze.
              • clarence1 Re: tak sobie mysle 03.07.08, 23:57
                Balladynka... spotkalam wreszcie kogos, czyli Ciebie, kto dokladnie
                wie jak taki mechanizm dziala. Co czuje się w takiej relacji.
                Moj partner kiedys przyznal, ze mial bardzo utrudniane kontakty ze
                swoim ojcem w dziecinstwie i dlatego nie dopuści do tego by jego syn
                czul cos podobnego. Nie wiem tylko dlaczego skupia sie na jednym
                dziecku a drugiemu daje zimny chów... tym bardziej ze obaj to
                chlopcy. Moze czesto tak jest ze rodzic badziej lub mniej swiadomie
                faworyzuje jedno z dzieci? A niektorzy widocznie nie kontroluja, jak
                bardzo sie w tym faworyzowaniu zapędzili. Ostatecznie kobiety
                uzależniają się emojonalnie od swoich facetów, synowie od matek wiec
                można się też uzależnić od dziecka i teraz nie da się tego naprawić,
                chociażby się wiedziało, że drugiemu dziecku jest z tego powodu
                źle...
                Ponieważ ten problem tak bardzo mnie dotyczy, wyławiam takie
                przypadki z mediów i dużo o nich myślę. Naszła mnie taka kiedyś
                refleksja, ,że to jest zjawisko nowe, ze wcześniej ojcowie owszem
                kochali, faworyzowali ale teraz doszło coś więcej... oni
                prześcigneli matki. Bardziej rozpieszczają, bardziej się rozczulają,
                dbają, dają itd. I wymyśliłam, że może przyczyna tkwi w rodzinnych
                porodach, które jeszcze nie tak dawno były nie do pomyślenia a teraz
                stają się oczywistością.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja