Dodaj do ulubionych

w obronie ojca

01.10.08, 19:41
napisałam list do redakcji Claudi i jej pani psycholog. W ostatnim numerze był artykuł nt. rozwodu. Może czytałyście? Oczywiście tendencyjny! Może czytałyście? Przykłady typu tata odszedł, tu jest twój prawdziwy dom (u mamy) rozwaliły mnie. Może dlatego, że mój Młody prawdziwy (?) dom ma u tatusia i macochy, a u matki na swoje rzeczy dostawł szafkę na buty (typową), którą ex wyrwała z podziału. Takie stereotypy powodują, że Młody w nowej szkole przyznał się, że rodzice są po rozwodzie (w takiej sytuacji jest dzieci kilkoro dzieci - prawie norma), ale nie pisnął słówkiem, że jest z tatą. Wszyscy interpretują, że po rozwodzie dziecko mieszka z matką. I jak on ma traktować swoją sytuację jako coś normalnego, jeśli wszyscy wokół uważają to za NIENORMALNE? I tak dla bezpieczeństwa i jego wygody jestem MAMĄ w miejscach publicznych. Dziś lekarz, u którego byliśmy zastanawiał się jak ja urodziłam tak dużego syna (jestem przy nim bardzo drobna, a to dopiero 13-latek) - Młody nie sprostował.
PS. Pod wpływem artykułu weszłam na "w stronę ojca". Tam też jakaś panna podała nasze forum ku przestrodze ojcom - by wiedzieli jak ewentualne przyszłe partnerki będą traktowały ich dzieci (czyt. źle).
Obserwuj wątek
    • konstancja16 Re: w obronie ojca 02.10.08, 00:01
      luzik Marusiu. co to jest Claudia?
      taka gazetka z tych co leza w poczekalni u dentysty albo u
      kosmetyczki?

      no, nie rozsmieszaj mnie, tam mozna przeczytac kto z kim ostatnio
      sypia i w co ubrany chodzi, ale przeciez to nie sa czasopisma
      opiniotworcze. a jesli nawet tworza jakies opinie to nie w sferach,
      ktore moga nas interesowac... LUUZIK. nie pisz do nich, nie
      warto.

      ja nie czytalam tej Claudii i nie tylko dlatego, ze mnie nie ma w
      Polsce chwilowo. czytalam cos podobnego u fryzjera lokalnego i az
      podszedl zapytac z czego tak chichocze. bo tam wlasnie podobna
      filozofia byla, troche o rozstaniach i rozwodach, a na dodatek opis
      tego jak sie ubrala jakas babka na slub jakis i jak poszlo dziecko
      ksieznej pani do szkoly (szara spodniczka, biala bluzeczka i
      granatowy sweterek albo cos w tym rodzaju).
    • ajmj Re: w obronie ojca 02.10.08, 08:04
      Mnie tez stereotypy bardzo wqurzaja mówiąc delikatnie. I ide
      poczytać bzdury jakies nawiedzonej w strone ojca.
    • khaldum stereotyp jest nie do obalenia .... 02.10.08, 08:49
      po decyzji exiary, że dzieci mają mieszkać z nami, udaliśmy się do szkoły żeby
      zapisać chłopaków. Było to pod koniec sierpnia, dość późno jak na wybór gimnazjum.

      Pierwsze pytanie dyrektorki, po tym, jak powiedzieliśmy, że chłop po rozwodzie i
      dzieci mieszkały z matką, a teraz będą mieszkać z nami było:
      - była żona zmarła? odp. nie
      drugie:
      - Choruje ciężko ? odp. nie
      trzecie:
      - ma problemy i odebrano jej prawa rodzicielskie? odp. nie

      po takim zestawie zapadła dziwna cisza, i pani dyrektor patrząc w biurko
      zmieniła temat...

      bo to przecież nienormalne, żeby dzieci nie mieszkały z matką...

      exiara udziela się na stronie "w stronie ojca" jej posty to istna martyrologia
      uciemiężonej matki polki z krwawiącym sercem której k***a męża ukradła i dzieci
      krzywdzi...


      wracając do stereotypu, po ostatniej wywiadówce w szkole dowiedziałam, się iż
      grono pedagogiczne i rada rodziców są zaniepokojone tym, iż zaniedbuję dziecko ...
      powód:
      nie stoję rano pod klasą z innymi matkami i nie udzielam się w szkole jak inni
      rodzice.
      Poza tym dziecię moje bywa do zajęć nieprzygotowane co świadczy o tym, że mam je
      w d. /dziecię przypomina sobie np. o konieczności przyniesienia do szkoły na
      zajęcia 20 cm wstążki w kolorze zielonym, żółtym i czerwonym o godzinie 7,25
      rano - robótki ręczne nie są moją mocną stroną posiadam tylko nici, igły i
      guziki - tasiemek brak/

      co więcej z radosnej opowieści mojej córki buchającej dumą, że ugotowała obiad (
      w dzień matki jako prezent, przy pomocy chłopa) wywnioskowano, że dziecko jest
      wykorzystywane, no ale tak to jest w konkubinacie wink

      dobrze, że nadgorliwe mamusie do opieki społecznej nas JESZCZE nie zgłosiły
      biorąc pod uwagę, że młodszy który chodzi do tej samej szkoły jest takim samym
      indywidualistą jak młoda bujającym w obłokach niepamiętającym o niczym prędzej
      czy później znajdzie się jakaś nadgorliwa która donosik złoży.
      Aż strach lampkę wina sobie wieczorem nalać po ciężkim dniu... zaraz wyjdzie, że
      alkoholicy...

      nie czujecie się czasami jak pod lupą ? (pytanie do tych żyjących na kocią łapę)

      ****************************
      • ajmj Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 02.10.08, 09:35
        Ja raczej nie afiszuje sie tym , ze "zyje na kocią łapę". O M -
        (skrót od imienia nie od męża) mówię mąż, nie wiem co kto sobie
        mysli... choc w pzredszkolu pewnie wiedza, ze naszej Młodej rodzice
        nie maja slubu...
        I własnie ostatnio M mial wczesniej Młoda odebrac to zadzwonili do
        mnie na komórke, czy mogą Ojcu dziecko wydac?!Chyba karty
        pzreglądali i zobaczyli inne nazwiska, nie wiem - bo wczesniej
        przeciez nigdy pzrze niego z odbiorem Małej nie było problemów...
        Jest wpisany jako Ojciec do karty...
        • khaldum Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 02.10.08, 11:53
          szkoła jest mała, zaledwie 200 uczniów, ciężko jest ukryć to, że żyjemy w
          konkubinacie, skoro większość dzieci chodziła do tego samego przedszkola co
          Rurka i wiedzą, że chłop się pojawił w naszym życiu 4 lata temu.
          Do tego dzieci pytane jasno określają sytuację: Khaldum nie jest naszą mamą,
          mama nie jest żoną Jureczka, itd....
      • marusia1 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 02.10.08, 22:16
        My jak byliśmy zapisać Młodego do szkoły (5 klasa) to też ani dyrektor była
        zaskoczona, ale już nie tak bardzo. Stwierdziła tylko, że to już dugi przypadek
        jaki zna. Ten pierwszy, to był chyba mój sąsiad - walczył z b. żoną przez 5 lat
        o kontakty z dziećmi, później o opiekę. Ile tu bylo Policji, Straży Miejskiej!
        No i ex z jakimiś koleżankami - świadkami niby znęcania sie nad dziećmi (podczas
        widzeń). opero, gdy starszy syn skończył 13 lat, to napisał list do sądu za
        pośrednictwem Rzecznika Praw Dziecka. Najpierw sędzia wewał tatusia na dywanik,
        że niby bzury każe dziecku wypisywać. W efekcie starszy trafił o ojca (widzenia
        z matką wtedy, kiedy on będzie chciał), a młodszy został z matką (wyznaczone
        widzenia z ojcem i bratem). Starszy stwierdził, że jak skończy 18 lat, to założy
        matce sprawę za znęcanie się psychiczne i fizyczne.Juz jest pełnoletni, ale
        chyba nie zrobił tego. Oczywiście ojciec i brat nie widziel młodszego do tej
        pory. Młodszy ma już chyba z 15 lat, ale jest tak "wyprany", że nie chce
        kontaktu. Smutne. Jaką on może mieć szanę na normalność w przyszłości? Chociaż
        starszy doznał miłości i nrmalności. Podobno sąsiad poznał jakąś miłą panią i
        mają nawet dzidziusia. smile No i wielki żal o młodszego syna.

        A ja biegałam wciąż do podstawówki, tłumaczyłam, prosiłam, uprzedzałam, że może
        się pojawić atak agresji, bo mamuśka to czy tamto. Dzięki temu, że nauczyciele
        znali sytuację - udało się (a bałam się, że zawali 6 klasę!) Teraz jestem w
        Radzie Rodziców - taka ze mnie aktywistka. smile Dobrze, że nie w "3", to nie będę
        w klasie się udzielać. A Młodemu zapowiedziałam - uało Ci się, miałeś pioruńskie
        szczęście. Ja pokazałam ci jak się uczyć, a Twoja sprawa co teraz z tym zrobisz.
        Nie uwierzycie - najgorsza ocena póki co to 4, a Młody co chwila nad zeszytami
        ślęczy, bo wydaje mu się, że niedouczony jest. W końcu w tym wieku może
        dziewczynom (25 w klasie) tylko wiedzą zaimponować. Dobrze mu chyba
        powiedziałam? Hi, hi...
      • ataner30 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 03.10.08, 19:42

        > nie czujecie się czasami jak pod lupą ? (pytanie do tych żyjących na kocią łapę
        > )
        >

        zupelnie sie nie czuje. W tym roku urodzilam dziecko, w szpitalu zero problemow, pozniej z rejestracja w usc, becikowym itd rowniez zero problemow.
        Teraz w przychodni, szpitalu w ktorym ostatnio bylam z dzieckiem nikt sie nie dziwi ze dziecko ma inne nazwisko. Nigdy nikt nie spytal dlaczego. Czasami zastanawia mnie dlaczego rozwiedzione kobiety tak namietnie tlumacza ze nie wrocily do rodowego nazwiska po porodzie z obawy o to ze beda mialy inne nazwisko niz dziecko.

        Zobaczymy co bedzie jak moje dziecko pojdzie do szkoly ale nie przewiduje zadnych problemow. Mysle ze ten relikt przeszlosci zwany "zwiazkiem malzenskim" coraz czesciej bedzie odchodzil do lamusa i coraz wiecej osob bedzie wybieralo zycie bez slubu co spowoduje bardziej normalne postrzeganie ludzi ktorzy zdecydowali sie zyc na kocia lape. Z tym ze ja mieszkam w duzym miescie moze tutaj stereotypy nie sa tak silnie zakorzenione.
        • chalsia Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 04.10.08, 12:50
          > ziwi ze dziecko ma inne nazwisko. Nigdy nikt nie spytal dlaczego.
          Czasami zasta
          > nawia mnie dlaczego rozwiedzione kobiety tak namietnie tlumacza
          ze nie wrocily
          > do rodowego nazwiska po porodzie z obawy o to ze beda mialy inne
          nazwisko niz d
          > ziecko.

          bo całkowicie inna jest sytuacja emocjonalna dziecka rodziców nie
          będących razem, które ma ZUPEŁNIE inne nazwisko niż jedno z jego
          rodziców, zwłaszcza jesli do rozstania doszło jak miało ono już
          kilka lat.
          Dla mojego dziecka akurat jest ważne to, że drugi człon mojego
          nazwiska jest taki sam jak jego nazwisko (które ma po ojcu) - ja
          się z przyzwyczajenia zawsze przedstawiam panieńskim - dziecko mnie
          poprawia i podaje moje pełne nazwisko. Mimo, iż rozstanie miało
          mijesce, gdy dziecko było zupełnie malutkie.
          • ataner30 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 05.10.08, 19:37
            hmm... a jak wyjdziesz powtornie za maz i urodzisz dziecko to dodasz sobie
            trzeci czlon do nazwiska?
            • chalsia Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 05.10.08, 23:10
              > hmm... a jak wyjdziesz powtornie za maz i urodzisz dziecko to
              dodasz sobie
              > trzeci czlon do nazwiska?

              opcja jest bardzo prosta (dziwne, że jej nie widzisz)- wtedy
              rezygnuję z panieńskiego, pozostaję przy nazwisku eka (bo pierwsze
              dziecko), do którego dodaję nazwisko nowego męża (bo drugie
              dziecko).

              Dodam, że przecież mogę żyć w związku nieformalnym. Ale to nie
              ważne - bo dla dziecka żyjącego we wspólnym domu z obojgiem swoich
              rodziców nazwisko nie ma takiego znaczenia, czego z mojego
              poprzedniego postu nie zrozumiałas.
              • ataner30 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 07.10.08, 09:03
                zrozumialam, zrozumialam. Tylko wybieglam do przodu nieco...

                Jak bedziesz zyla w zwiazku nieformalnym to przeciez rozstac sie tez mozesz
                prawda? I wtedy dziecko zostaje z nazwiskiem swojego ojca, ma inne nazwisko niz
                ty a rodzice nie zyja we "wspolnym domu" i trauma dla dziecka gotowa wink

                Ze nie wspomne o tym ze po wyjsciu za maz (przy kombinacji nazwisk
                exowo-nextowej) tez mozesz sie rozwiesc i wyjsc za maz po raz trzeci i miec
                trzecie dziecko wink ...
                • chalsia Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 07.10.08, 09:27
                  > Ze nie wspomne o tym ze po wyjsciu za maz (przy kombinacji nazwisk
                  > exowo-nextowej) tez mozesz sie rozwiesc i wyjsc za maz po raz
                  trzeci i miec
                  > trzecie dziecko wink ...

                  to mi już na oewno nie grozi smile)
                  • ataner30 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 08.10.08, 09:56
                    a ja mysle ze nie wazne czy dziecko nazywa sie tak jak matka czy nie. To dorosli stwarzaja czesto problemy ktorych dzieci same nigdy by nie dostrzegly. Zauwazylam ze z dziecka rozwiedzonych rodzicow czesto na sile robi sie ofiare. Jezeli rodzice takie podejscie beda mieli to z kazdego nawet banalnego problemu zrobia tragedie, ktora da sie wytlumaczyc jednym zdaniem "no bo on taki biedny bo rodzice po rozwodzie, bo brak pelnej rodziny, itd, itp". Przykladem wlasnie jest taka glupia i banalna sprawa jak nazwisko. Naprawde nie sadze zeby kilkuletnie dziecko samo z siebie widzialo jakikolwiek problem, jestem zdania ze to dorosli bardziej lub mniej swiadomie mu ten problem "zaszczepili". I jestem zdania ze nawet jezeli dziecko juz starsze kumate zacznie dostrzegac ze u rowiesnikow jest inaczej albo mu kolega w szkole zasugeruje ze to jest cos zlego to madry rodzic potrafi to dziecku wytlumaczyc bez wzbudzania w nim emocji ze jest skrzywdzone, nieszczesliwe z tego powodu ze mamusia inaczej sie nazywa. To tyle moje zdanie w tym temacie.

                    BTW: zaczynajac pisac o "problemie" zwiazanym z nazwiskiem ani przez moment mi nie przyszlo do glowy ze problem ten moze dotyczyc dziecka i jego psychiki. Mialalam na mysli wylacznie problemy formalne tzn. w urzedach, przychodniach, szpitalach, przedzkolu, szkole itd... Tzn. problemy czysto urzedowe wynikajace z tego ze dzieciak nazywa sie inaczej niz matka.
                    • chalsia Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 08.10.08, 10:40
                      > BTW: zaczynajac pisac o "problemie" zwiazanym z nazwiskiem ani
                      przez moment mi
                      > nie przyszlo do glowy ze problem ten moze dotyczyc dziecka i jego
                      psychiki.

                      no ale dotyczy także sfery emocji i psychiki dziecka i jest to o
                      wiele istotniejsze niż jakiekolwiek niedogodności formalno-
                      biurokratyczne. które w ten czy inny sposób można
                      obejść/zminimalizowac

                      > taka glupia i banalna sprawa jak nazwisko. Naprawde nie sadze
                      zeby kilkuletnie
                      > dziecko samo z siebie widzialo jakikolwiek problem, jestem zdania
                      ze to dorosli
                      > bardziej lub mniej swiadomie mu ten problem "zaszczepili".

                      Możesz sądzić sobie co chcesz, ja znam fakty.
                      W moim przypadku nikt tego dziecku nie zaszczepiał, nawet
                      nieświadomie (bo dla mnie to także nie jest problemem, że mam dwa
                      nazwiska), dziecko samo kiedyś przy jakiejś właśnie formalnej
                      okazji zauważyło, że mam drugi człon nazwiska - taki jak ono i od
                      tego momentu z uporem maniaka "poprawia" mnie jak się przedstawiam,
                      bo "jesteś moją mamą".
                    • chalsia Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 19.10.08, 22:27
                      > a ja mysle ze nie wazne czy dziecko nazywa sie tak jak matka czy
                      > nie. To dorosli stwarzaja czesto problemy ktorych dzieci same
                      > nigdy by nie dostrzegly.

                      Re: pytania Waszych dzieci ktore Was rozwaliły na
                      prologica 19.10.08, 18:28 Odpowiedz

                      takie po ktorym sie poryczalam:

                      'Mamo skoro ja mam inne nazwisko, a ty inne to znaczy ze my nie
                      jestesmy juz rodzina?'
                      • nsc23 Re: stereotyp jest nie do obalenia .... 20.10.08, 00:15
                        Myslisz, ze to dziecko samo na to wpadlo?
                        Dzieci bardzo duzo wynosza z domu, od doroslych. Widze to po tym, co koledzy
                        mojego brata mowia do niego, albo jak mloda, W i mnie traktuja dorosli ludzie
                        przy dzieciach (ostatnio zdarzylo nam sie cos tak niemilego, ze az nie
                        wiedzialam co zrobic/powiedziec, co generalnie zdarza mi sie rzadko, a potem nie
                        moglam sie pozbierac bardzo dluogo, ze strony doroslego faceta, ktorego wnuczka
                        stala obok i brala jego zachowanie za wzorzec, chociaz sama by pewnie nie wpadla
                        na to, ze mozna trzyletnie dziecko probowac ponizac w tak perfidny sposob).
    • cleopa Re: w obronie ojca 02.10.08, 10:10
      no i co ja mam Ci napisac.....??? sama wiesz ...mój facet tez
      opiekuje sie synem bo mamusia go oddala na sprawiw rozwodowej...
      Ciekawi mnie kiedy w koncu wezma pod lupę i opisza matki ktore
      oddaja dzieci ojcom,lub porzucaja i jada "za chlebem i lepszym
      zyciem" za granice...
      • khaldum cleopa 02.10.08, 10:21
        obawiam się, że nigdy...
        w tym kraju każdy rozwiedziony facet to bydlę, każdy konkubent/ojczym to dewiant
        seksualny i alkoholik (czasowo w ukryciu), każda samotna matka to uciemiężona
        kobieta, każda nexia to k****, a my tu jesteśmy wyjątkami potwierdzającymi regułę...

        chociaż zaraz się jakiś troll znajdzie, który nam udowodni, że tak naprawdę
        wyjątków żadnych nie ma...

        mam dziś wyjątkowo pesymistyczne podejście do życia...
        • marioladabr Re: cleopa 02.10.08, 11:24
          khaldum napisała:

          > obawiam się, że nigdy...
          > w tym kraju każdy rozwiedziony facet to bydlę, każdy
          konkubent/ojczym to dewiant seksualny i alkoholik (czasowo w
          ukryciu), każda samotna matka to uciemiężona kobieta, każda nexia to
          k****, a my tu jesteśmy wyjątkami potwierdzającymi regułę... chociaż
          zaraz się jakiś troll znajdzie, który nam udowodni, że tak naprawdę
          wyjątków żadnych nie ma...

          Uwielbiam to forum!
          • cleopa Re: cleopa 02.10.08, 12:12
            ale faktem jest ze niasi faceci wychowuja dzieci (a nie mamusie) a
            my im w tym pomagamy (a nie mamusie) big_grin
            • betti_domino hehe 02.10.08, 14:17
              nie miałaś jeszcze do czynienia z opieką?no wiesz,myślałam,że
              wszystkie"złe i wstrętne"macochy są nagabywane przez te
              oświecone,wszystkowiedzące paniusie,
              ja mam z nimi styczność od początku naszej znajomosci z m,co jakiś
              czas nawiedzają nasz dom(za sprawą donosów"życzliwych"nam -tzn.byłej
              rodzinki m),po rozmowie z nami,dziećmi,zebraniu informacji i opini
              ze szkół zostawiają nas w spokoju(do następnego "poinformowania"
              opieki przez rodzinkę nieboszczki,że biedne dzieci są katowane przez
              macochę,zaniedbywane,głodne,brudne,wyzywane,itd)
              brrr,teraz nawet dzwonek do drzwi wywołuje u mnie drgawki,bo może to
              znowu opieka na nas nalot robi sad
              • kamiliannaonline Re: hehe 02.10.08, 14:34
                współczuję - mnie jakoś nikt nie nagabywał ... masakra - ale
                odczułam to na swojej skórze jak poszłam do szkoły jako jeszcze
                macocha konkubina jak mnie pani nauczycielka potraktowała z góry
                jako nic nie wiedzącą gówniarę .. która trzeba pouczyć .
                jedynie miałam problemy z teściową .. ale poradziłam sobie ...
    • marusia1 Wrócę do tematu alimentów 02.10.08, 22:26
      Kiedyś mnie zrugałyście (alimenty na niepełnosprawną córkę). Niby racja - trzeba
      płacić. I oby exiara jak najdłużęj żyła! Ale przecież ona też ma obowiązki
      względem syna! Dlaczego ja mam wciąż pakować w niego (wraz z jego wzrostem i
      edukacją rosną wydatki), a sobie odmawiać? Zastanawiam się, czy M. nie powinien
      ją poprosić, aby zwolniła go z obwiązku alimentacyjnego (ugodowo)? Przeciez ona
      na niepełnosprawne dziecko ma dodatki, ulgi -z każdej strony. Na zdrowe dziecko
      nikt nie daje. Dobijają mnie koszty związane z codziennym życiem, szkołą, itd.
      Ostatnio jesteśmy wciąż na debecie, a ja nienawidzę nie mieć. Źle się czuję z
      tym, że nie mogę sobie na coś pozwolić - tak jak kiedyś.
      • cleopa Re: Wrócę do tematu alimentów 20.10.08, 09:12
        Wczoraj mój NM zwrócil sie do mnie (raczej nie oczekujac
        odpowiedzi):
        "Dlaczego zawsze matka ,chocby najgorsza,chocby robiła najgorsze
        rzeczy jest uwazana przez dzieci za boga prawie? A ociec zawsze
        dostaje kopa w d**.."
        I co ja mam mu powiedziec,jak jego rodzone dziecko zachowuje sie
        jakby w ogole uczuc ani serca nie mialo..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka