Dodaj do ulubionych

patchwork się nie sprawdza

06.06.09, 13:30
Pewnie piszę to bo jest mi źle i może w innej sytuacji miałabym
więcej wiary, ale dzisiaj mam same wątpliwości. Wczoraj umarła moja
schorowana babcia. W sumie, strasznie się męczyła, pewnie jest jej
teraz lepiej. Niby zdążyłam się z nią pożegnać,niby byłam na to
przygotowana. Wszystko niby. Mój M pojechał na bierzmowanie syna,
500 km od domu. Zostałam sama, szukam butów, sukienek, płaszcza.
Rano mam pociąg i 500 km w innym kierunku. I jego nie ma. To nie
tak, że sądzę, iż powinien zostawić syna i trzymać mnie za rękę.
Tylko z dość dużą siłą dotarło do mnie to, że w takiej patchworkowej
rodzinie, szczególnie takiej na odległość, zawsze ktoś zostanie sam.
W tym wypadku ja, w innym oni. Zawsze komuś będzie źle i będzie miał
żal, że ojca/męża nie ma obok.
chyba nie wierzę, że to wyjdzie
Obserwuj wątek
    • rybkka24 Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 16:26
      cześć.może masz chwilowy kryzys związany ze smiercią babci, to dla
      ciebie bolesne i przykre uczucie i napadły cię czarne myśli..
      przypadek chciał że dwie sprawy zeszły się w jednym terminie...dla
      ciebie ważniejsza babcia, dla partnera dziecko,czyli tak jak powinno
      być.....

      a jak sytuacja wyglądała wcześniej?jak funkcjonowaliśicie do tej
      pory?

      pewie ci przejdzie.jak opadna trochę emocjesmile
      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 17:11
        czasami myślę, że funkcjonowaliśmy trochę na zasadzie jedno nie
        mówi, drugie nie pyta. Nie przeczę, że powinien był pojechać na
        bierzmowanie, z drugiej strony ja zostałam całkiem sama, bez
        jakiegoklowiek oparcia. Tak się życie poukładało, że poza nim
        niestety nikogo nie mam. I zaczynam się zastanawiać, jak będzie
        dalej?
        Wierzę, że ludzie są ze sobą m.in. po to, by być ze sobą w trudnych
        chwilach. Ja mogę być dla niego w całości, on dla mnie w sposób
        ograniczony. Do tej pory mnie to nie zastanawiało, jestem dość
        samodzielną osobą. Z drugiej strony od kogo jak nie od własnego
        wybranka mam oczekiwać pomocy? A przecież takie sytuacje będą się
        zdarzały.
        Pewnie masz rację, za jakiś czas zacznę na to patrzeć inaczej. W tej
        chwili po prostu nie wiem jak się pozbierać i przytłacza mnie
        pozostawienie z problemami.
        • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 17:30
          Po pierwsze - wyrazy wspolczucia z powodu smierci babci. Po drugie - wydaje mi
          sie, ze kazdy jest w zyciu czasami sam i to niekoniecznie jest zwiazane z
          posiadaniem patchworkowej rodziny. Ja np nie mam dzieci, a na pogrzeb babci M
          nie pojechalam, bo pracuje, nie moge wziac wolnego kiedy mi sie podoba, a jego
          babcia nie byla dla mnie rodzina i urlop okolicznosciowy sie nie nalezal.
          Niedawno z tego samego powodu nie moglam zobaczyc wystepu w szkole Mlodego, choc
          mnie serdecznie zapraszal i bylo nam obojgu przykro, ze nie moglam sie zjawic...
          Takie zycie. Bardziej mnie martwi to, ze jak piszesz, oprocz meza nikogo nie
          masz. To chyba jest prawdziwy problem, tak?
          • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 17:44
            Fakt, to nie pomaga. W sensie rodzinnym (szeroko pojętym) niewiele
            mi zostało i to w dodatku w dość znacznej odległości, często kilku
            tysiecy kilometrów. W dodatku kilka lat temu ze względu na pracę
            męża przeprowadziliśmy się do innego miasta, więc chcąc nie chcąc
            kontakty koleżeńsko/przyjacielskie również z czasem uległy
            rozluźnieniu.
            • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 18:09
              Nie wiem, co napisac, sytuacja rzeczywiscie dosc trudna - nowe miasto,
              przyjaciele i znajomi daleko, rodzina tez. Ale pewnie z czasem bedzie lepiej,
              poznasz nowych ludzi (w pracy, w okolicy). Trzymaj sie!
              • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 18:53
                Wiesz, może to nieodpowiedni moment, żeby się nad tym zastanawiać,
                ale myślę, że popełniłam błąd. Nie byłam przygotowana na związek z
                mężczyzną z przeszłością, choć wydawało mi się inaczej. Nie chciałam
                się przeprowadzać i pewnie niepotrzebnie się na to zgodziłam. Miałam
                naiwne przekonanie, że wystarczy kogoś bardzo mocno kochać i
                wszystko się jakoś ułoży. Teraz zgadzam się ze stwierdzeniem, że
                niestety miłość to czasami za mało.
                Boję się, co będzie dalej. A jeśli pojawi się jakieś dziecko? I tak
                nie ma kto nam pomóc w czymkolwiek, mąż często wyjeżdża, do tego
                zobowiązania rodzinne. Boję się zostać sama ze wszystkim, jak w tej
                sytuacji.
                • 333a13 Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 19:24
                  Współczuję... życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy chcieli... mówisz, że
                  miłość nie wystarcza, że chciałabyś żeby było inaczej... by mąż był przy Tobie,
                  rodzina, przyjaciele, na miejscu też powinna być super praca itd... Każdy
                  chciałby mieć idealne, wymarzone życie jak z obrazka... Kochający mąż przy
                  żonie, zawsze kiedy tego potrzebuje, grzeczne dzieci (broń Boże nie nieślubne
                  itd). Ale rozejrzyj się wkoło czy wszędzie jest tak idealnie??? Ostatnio znajoma
                  opowiadała mi, że zmarł jej sąsiad, który 20 lat był sparaliżowany bo pół roku
                  po ślubie dostał wylewu... Co na to jego żona i dziecko??? Wokół nas jest masa
                  chorych, niepełnosprawnych, biednych i bardzo nieszczęśliwych ludzi a my zamiast
                  doceniać to co mamy zwracamy uwagę na "nieszczęścia" typu "nie ma mojego męża
                  wtedy kiedy jest mi potrzebny"... ale czy po dłuższym zastanowieniu do tych
                  negatywnych emocji nie dochodzi rozum, który mówi: mogę na mojego męża liczyć i
                  gdyby nie to, że jest tak daleko napewno byłby dla mnie wsparciem... dobrze, że
                  mam męża i nie jestem taka sama na tym świecie, dobrze,że mąż wyjechał tylko do
                  dziecka a nie do jakiejś innej kobiety albo na wypad z kuplami... i wiele wiele
                  innych... Przepraszam za te słowa... rozumiem co czujesz, bo często mam
                  podobnie, ale nie pozwól nawet w takiej trudnej sytuacji jak Twoja ponosić się
                  zbytnio emocjom...
                  • 333a13 Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 19:26
                    Co stoi na przeszkodzie żebyście zamieszkali bliżej Twoich bliskich lub bliżej
                    dziecka??? Może to byłoby jakieś ułatwienie i rozwiązanie???
                    • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 19:32
                      Fakt, że bliżej moich bliskich znaczyłoby na innym kontynencie, a
                      bliżej jego dzieci w innym kraju. proponowałam mu, żeby wrócił do
                      nich, zamieszkał przynajmniej gdzieś bliżej, ale nie chciał. Powrót
                      do Polski był jego wyborem i nie zamierza tego zmieniać. Ja już nie
                      mam bliskiej rodziny, ta, która mi została, jest dalsza i nie mam z
                      nimi jakiegoś wiążącego kontaktu. Nie wyprowadzę się z Polski. nie
                      zrobiłam tego naście lat temu i nie zrobię teraz.
                      • adela38 Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 19:46
                        Napisalas, ze pojechal na bierzmowanie...To znaczy ze to dziecko juz nie
                        dziecko, a prawie dorosly.Nie musisz sie nim przejmowac.Zadbaj o siebie i o
                        wlasne potrzeby.Co do babci...to bardzo przykre, ale mimo wszystko moze powinnas
                        porozmawiac z mezem o swoich potrzebach i o tym, ze brak ich zaspokojenia czyni
                        cie nieszczesliwa? Byc moze wspolnie wypracujecie takie rozwiazania ktore cie
                        zaspokoja....
                        • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 20:00
                          Wiesz, ja zazwyczaj sobie dość dobrze radzę. Twarda baba ze mnie, że
                          tak się wyrażę. I chyba ta moja hardość mi w takich chwilach
                          doskwiera. Bo jak się ma z taką do czynienia, to chcąc nie chcąc
                          przyjmuje się postawę - i tak sobie poradzi. tak mi się przynajmniej
                          wydaje. I wszelkie zachowania typu "nie daję rady" są brane jako...,
                          w sumie nie wiem jako co. Gra? Chęć wymuszenia? Ustawienia według
                          swego "widzimisię"?
                          Dzisiaj miałam faktycznie mocne podłamanie. Nie mogłam się wziąć w
                          garść, chyba potrzebowałam kogoś, kto mnie wyciągnie za uszy do
                          góry. To pisanie z wami trochę pomogło. Jest lepiej. Ale wątpliwości
                          pozostają.
                          Odnośnie rozmowy - on o tym wszystkim wie, już to usłyszał kilka
                          razy, tylko wychodzi z założenia, że jakoś to będzie. Pewnie, że
                          jakoś to będzie, zawsze jakoś to będzie. Ale chodzi o tę jakość
                          tego "jakoś". A mi co jakiś czas przechodzi przez głowę myśl, że
                          mogę go kiedyś znienawidzić. I ta ukratkowa myśl naprawdę mnie
                          paraliżuje.
                          • chalsia Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 22:51
                            > Wiesz, ja zazwyczaj sobie dość dobrze radzę. Twarda baba ze mnie, że
                            > tak się wyrażę. I chyba ta moja hardość mi w takich chwilach
                            > doskwiera. Bo jak się ma z taką do czynienia, to chcąc nie chcąc
                            > przyjmuje się postawę - i tak sobie poradzi. tak mi się przynajmniej
                            > wydaje. I wszelkie zachowania typu "nie daję rady" są brane jako...,
                            > w sumie nie wiem jako co. Gra? Chęć wymuszenia? Ustawienia według
                            > swego "widzimisię"?

                            albo jako "przesadę".
                            Współczuję, znam z autopsji.

                            > razy, tylko wychodzi z założenia, że jakoś to będzie. Pewnie, że
                            > jakoś to będzie, zawsze jakoś to będzie. Ale chodzi o tę jakość
                            > tego "jakoś".

                            no własnie. Liczy się jakość a nie jakoś.
                        • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 20:08
                          Acha - i to nie jest jedno dziecko tylko dwoje. Młodsze ma 10 lat.
                          Kłopot jest tym większy, że jakiś czas temu ich matka zginęła w
                          wypadku, a oni mieszkają z dziadkami. Więc tak czy siak wszelkie
                          moje potrzeby są tymi mniej ważnymi.
                          • 333a13 Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 20:50
                            Wiesz... nie rozumiem postępowania Twojego męża... Dlaczego nie zajął się
                            dziećmi??? i dlaczego nie chce być blisko nich??? dlaczego w jakimś też sensie i
                            Ciebie skazuje na "opuszczenie"?
                            • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 21:03
                              ja też wielu spraw nie rozumiem. Często sądzę, że jakaś wina leży po
                              mojej stronie. Nie mam dzieci, nie jestem matczynym typem, chociaż
                              ponoć łapię szybki kontakt z dzieciakami i z młodzieżą. Tylko kłopot
                              w tym, że w przypadku jego dzieci nie porozumiewam się z nimi żadnym
                              wspólnym językiem, więc trudno jest nawiązać jakąś relację.
                              Po śmierci eks M miał pomysł, by zabrać ich do siebie, ale kłopotem
                              był przede wszystkim język - nie są już przedszkolakami, a fakt nie
                              posługiwania się językiem polskim nawet w minimalnym zakesie dość
                              skutecznie uniemożliwał im pójście do polskiej szkoły. W dodatku po
                              traumie związanej ze śmiercią matki miałyby kolejną traumę.
                              Nie będę oszukiwała mówiąc, że pomysł by zamieszkali z nami mnie nie
                              przeraził. Dość szybko uświadomiłam sobie, że znając M pewnie za
                              jakiś czas wszystko spadnie na moją głowę. Bo będzie miał wyjazd
                              służbowy, bo musi to, tamto, poza tym on przecież nie lubi gotować i
                              wiele, wiele innych. Powiedziałam, że jeśli chce ich wziąć ok, ale
                              zanim to zrobi niech spędzi z nimi miesiąc całkowicie zdany na
                              siebie. Tak, by musiał chodzić do pracy, po niej pamiętać o zakupach
                              ugotować obiad, poprać, poprasować, zapewnić rozrywki i znaleźć czas
                              dla siebie. Naturalnie moje ultimatum nie wywołało niczego
                              przyjemnego. tekst, że nie chcę mu pomóc usłyszałam dziesiątki razy.
                              naturalnie pomysł upadł. Jak już wspominałam proonowałam również,
                              żeby wyprowowadził się do nich, też nie chciał.
                              • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 23:01
                                Dzieci maja ojca Polaka i nie posluguja sie jezykiem nawet w minimalnym stopniu?
                                Moglo sie zdarzyc, rozumiem, ze dziadkowie tez obcojezyczni. Nie zrozumiem
                                jednak, jak ojciec po smierci matki mogl nie zajac sie wlasnymi dziecmi???
                                • nsc23 Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 01:30
                                  Ale edw-ina chyba nigdzie nie napisala, ze on jest Polakiem, tylko,
                                  ze mieszkaja teraz w Polsce.
                                  • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 08:08
                                    Nie, ale napisala, ze powrot do Polski byl jego wyborem i ze ona i dzieci nie
                                    mowia zadnym wspolnym jezykiem, wiec nie potrafie wymyslic takiej kombinacji, by
                                    bylo mozliwe porozumiewanie sie z mezem, a z dziecmi nie, chociaz...
                                    • adela38 Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 08:21
                                      Bardzo wielu panow zeniac sie z kobieta nie-polka i mieszkajac poza Polska nie
                                      uczy swoich dzieci jezyka polskiego...
                                      Tutaj jednak mialabym jedna uwage.Nie powinno sie tego zwiazku nazywac rodzina
                                      patchworkowa, bo nia nie jest.Facet ma zobowiazania poza domem - tym razem to sa
                                      dzieci mieszkajace u tesciow, ale rownie dobrze moglaby to byc chora matka czy
                                      ojciec potrzebujacy opieki.On rownie dobrze mogl miec obowiazki np zwiazane z
                                      praca zmuszajace go np do podrozy...Problemem jest poczucie osamotnienia i braku
                                      czucia wspolnoty w zwiazku w zderzeniu z problemami w zyciu , a nie rodzina
                                      patchworkowa, ktorej tu zwyczajnie nie ma.(bylaby gdybyscie mieszkali z tymi
                                      dziecmi razem i gdybyscie mieli tez wlasne badz twoje dzieci razem pod jednym
                                      dachem- stale lub czasowo)
                                      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 08:36
                                        Pisząc patchwork miałam na myśli, że kiedy coś jest pozszywane ze
                                        strzępek, to zdarza się, że puszcza na szwach, bo materiały są
                                        niekompatybilne.
                                    • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 08:24
                                      Jest Polakiem, ale mama po rozwodzie tak bardzo zapragnęła
                                      zapomnieć, że również jest Polką, że w ogóle przestała się
                                      porozumiewać tym jezykiem i mówienie po polsku było w domu niemile
                                      widziane. Kolejni "tatusiowie" również sobie tego nie życzyli i
                                      skończyło się tym, że starszy jest w stanie po dłuższym
                                      zastanowieniu wydukać pojedyncze zdanie w style "chcę herbatę", a
                                      młodsze co najwyżej powie "dziękuję".
                                • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 08:19
                                  Wiesz, z tym "nie zajęciem się" różnie bywa. Też jestem z rozbitej
                                  rodziny i pamiętam kilkukrotne przeprowadzki między tatą a mamą i
                                  jestem zdania, że w pewnym wieku, kiedy dziecko jest już
                                  nastolatkiem, to ma własny świat i to również należy wziąć pod
                                  uwagę. Sądzę, że dodatkowa trauma, jaką byłaby całkowita zmiana
                                  otoczenia, nie jest niczym dobrym w takiej sytuacji, a nawet dla
                                  dorosłego człowieka bez szczególnych przejść wyprowadzenie się
                                  kilkaset kilometrów od domu, do innego kraju nie jest sprawą prostą.
                                  I fakt bycia z tatusiem może być tu za małym pocieszeniem. A żyjąc z
                                  dziadkami mają wszystko to, co daje im oparcie - tę samą szkołę,
                                  znajomych, to samo osiedle. Może czasami nie warto kogoś
                                  uszczęśliwiać na siłę.
                                  Nie ukrywam, iż możliwość, że z nami zamieszkają wywoływała we mnie
                                  lęk. Kiedy jakieś małżeństwo chce zostac rodziną zastępczą dla
                                  dzieciaków po przejściach to muszę pójść na kilkumiesięczny kurs do
                                  specjalnego ośrodka, gdzie psycholodzy, socjolodzy i różni inni
                                  specjaliści oraz rodziny w podobnej sytuacji starają się nauczyć ich
                                  jak postępować. Nie każdy ten kurs kończy z wynikiem pozytywnym i
                                  może wziąć dzieci. Ja bym to dostała bez doświadczenia
                                  rodzicielskiego, bez wsparcia, w dodatku ze świadomością różnych nie
                                  załatwionych problemów z M. Jeśli dołoży się do tego brak wspólnego
                                  języka i fakt, że mam dość absorbującą i wymagającą dużej
                                  elastyczności pracę, to dostałam mieszankę, która mnie naprawdę
                                  zwaliła z nóg.Jestem wystarczająco odpowiedzialna by wiedzieć, że
                                  takim dzieciom należy zapwenić coś stałego, stosunkowo niezmiennego
                                  i nie wydaje mi się, że poradzilibyśmy sobie z tym. Za to dziadkowie
                                  byli przy nich zawsze blisko, często bliżej niż rodzice. Więc ja
                                  wcale tej decyzji nie oceniam jednoznacznie negatywnie.
                                  • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 09:33
                                    Ja tez nie oceniam, napisalam, ze nie rozumiem. Teraz rozumiem wiecej - rodzice
                                    dzieci sie rozstali, a dopiero pozniej byl wypadek. Dzieci zdaje sie wychowuja
                                    sie z dala od ojca juz od dawna i dziadkowie sa im blizsi. Rzeczywiscie, trudny
                                    to uklad, dzieci daleko od ojca, ojciec pewnie targany wyrzutami sumienia, Ty
                                    tez nie do konca szczesliwa...
                • capa_negra Re: patchwork się nie sprawdza 13.06.09, 18:46
                  Boję się zostać sama ze wszystkim, jak w tej
                  > sytuacji.
                  To chyba nie do końca tak.
                  I raczej ta sytuacja nie identyfikuje problemu.
                  Pomyśl sama - gdyby syn męza był waszym dzieckiem to TEZ by miał
                  biezmowanie i TEZ by twoja babcia umarła i TEZ by się te daty
                  zbiegły.
                  TEŻ bylibyscie oddzielnie bo zadnego wydarzenie nie dało by sie
                  przesunąć.
                  Widzisz zycie w czarnych kolorach bo taka jest śmierć - przynajmniej
                  w naszej kulturze.
                  ---
                  A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa
                  czopek
                  https://www.odliczamy.pl/lech/468/obraz.png
                  • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 10:36
                    Ale to nie jest mój syn, więc to nie było również moje bierzmowanie.
                    Dyskusja jak by było, gdyby moje dziecko miało bierzmowanie, a
                    babcia by mi umarła jest bezzasadna, choćby dlatego, że żadna już
                    nie została, nie wspominając o tym, że raczej nie doszłoby do
                    sytuacji, w której rodzina się dzieli i każde zajmuje się swoimi
                    sprawami, ponieważ byłaby to również babcia (prababcia) tego dziecka
                    i pewnie byłoby zainteresowane pogrzebem.
                    Natomiast w całej dyskusji przeszkadza mi jedna rzecz, nieustannie
                    podkreślałam, że nie mam obiekcji do męża za to jak postąpił,
                    zastanawia mnie fakt, że w sytuacji gdy rodzina nie jest razem, gdy
                    tatuś ma nową żonę, mamusia nowego męża, kobieta faceta ze
                    zobowiązaniami a mężczyzna kobietę z takimi, zawsze będzie się
                    zdarzało, że ktoś zostanie sam. I to jest myśl, która była w tym
                    najważniejsza oraz to, że boję się o przyszłość.
                    • rybkka24 Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 13:09
                      na początek, czasem nawet własne dziecko nie jest zbytnio
                      zainteresowane pogrzebam prababci, bo np.nie jest z nią zbytnio
                      związene emocjonalne to 3 pokolenie itd.i bardziej mysli i się nawet
                      cieszy z bierzmowania, prezentów, imprezy rodzinnej itp.
                      trochę niefortunny zbieg okoliczności.....
                      zawsze będzie się
                      > zawsze będzie sięzdarzało, że ktoś zostanie sam. I to jest myśl,
                      która była w tym
                      > najważniejsza oraz to, że boję się o przyszłość.

                      to jest niezaprzeczalny fakt i nie tylko dla ludzi wiązących się z
                      kimś z obciążeniami ale DLA WSZYSTKICH,
                      może zdarzyć sie 100 innych rzeczy że zostaniesz sama...nie
                      odwiedziny u dzieci twojego mąża..

                      faktem jest że taki związek niesie pewne konsekwencje nie dla
                      każdego do przełknięcia..ludzie na szczęscie mają wolną wolę..

                      a sam lęk przed samotnością i strach przed przyszłością niezbyt
                      kalifikuje się na forum macoszki...
                      bardziej do przepracowania ze sobą u dobrego psychoterapeuty...

                      dodatkowo tak się zastnawiam nie wiem czy dobrze kojarze, jesteście
                      małżeństwem ok.30, nie macie problemów finansowych, czemu nie
                      zdecydujecie się na dziecko???

                      jeżeli pomyliłam dane to z góry przepraszam...

                      pozdr.
                      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 14:28
                        Być może dzieci wolą bierzmowanie i prezenty od rodziny. Sprawą
                        rodziców jest pokazanie właściwych proporcji. Dzieci nie mamy
                        ponieważ przez kilka lat nie pozwalały na to zobowiązania mojego M,
                        a kiedy sprawa się zmieniła okazało się, że zostanie rodzicem nie
                        zawsze jest łatwe i bezproblemowe.
                        Odnośnie mojego lęku, nie sądzę by był to przypadek kliniczny,
                        wymagający leczenia. Wspominałam w którymś poście, że sama pochodzę
                        z rozbitej rodziny i na własnej skórze poznałam pewne konsekwencje
                        tego. Teraz poznaję kolejne z drugiej strony barykady.
                        Nie znam nikogo z, mówiąc dość pobieżnie, tak urozmaiconą sytuacją
                        rodzinną. Dlatego trudno jest mi znaleźć kogokolwiek, z kim mogłabym
                        przedyskutować swoje wątpliwości. Wydawało mi się, że to miejsce
                        jest właściwe. Może mój osąd był zbyt pochopny. Mimo wszystko
                        dziękuję za wcześniejsze porady i życzę powodzenia.
                      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 15:22
                        Chciałam tylko dodać, że mówiąc o lęku starałam się być
                        odpowiedzialna. Jeśli załóżmy mój mąż nie będzie ze mną na
                        porodówce, ponieważ będzie w tym czasie w pracy, to będę miała pełne
                        prawo się na niego wkurzyć, zrobić mu karczemną awanturę, której
                        skutkiem może być zastanowienie się nad podejściem do pracy i
                        rodziny. Natomiast jeśli w tym samym czasie będzie na umówionym od
                        długiego czasu wyjeździe z dziećmi, w dodatku takim, którego nie
                        można przełożyć, to będę musiała być cicho, rozumieć, szanować. I
                        tylko boję się, że z tego zrozumienia i szacunku w którejś chwili
                        znienawidziłabym albo jego, albo jego dzieci, choć nie twierdzę, że
                        są czemukolwiek winne.
                        O tego typu lęku mówię. Nie obawiam się, że złamę sobie obcas w
                        bucie i nie będzie nikogo, kto zaniesie je do szewca.
                        • capa_negra Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 15:58
                          Teraz to wymyśliłaś karkolomna sytuację.

                          Nie sądzę żeby normalny facet umowił się na wyjazd z dziecmi/do
                          dzieci w okolicach porodu żony.
                          Jeśli dopuszczasz ze mógłby tak postapic to zmień faceta.

                          Może się natomiast zdarzyć ( bo to zawsze może się zadarzyć) ze
                          zaczniesz rodzic przed terminem gdy on akurat będzie u dzieci.
                          Przypadek taki sam jak ze zbiegiem daty śmierci babci i biezmowania.
                          Jeśli nie byłabyś sie w stanie z tym pogodzić rada taka sama - zmień
                          faceta
                          Zważ tylko na to , ze zycie jest nieprzewidywalne - nawet jeśli ma
                          się faceta z pierwszej ręki to tez rózne rzeczy moga się zdarzyć i
                          rózne sprawy zbiec w czasie nie w porę.

                          Idąc tym tropem to chyba najlepiej wcale się nie wiązać i oszczędzić
                          sobie paru karkołomnych i hipotetycznych sytuacji.

                          Ale co wtedy z robic z perspektywą samotność???

                          Lęk goni lęk ..to kiedy czas na życie??

                          Druga żona swojego męza.
                          • capa_negra Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 16:10
                            no i przywaliłam z "biezmowaniem"
                          • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 17:03
                            komentarz do tego jest zbędny. Zastanawia mnie jedynie, czy aż tak
                            trudno jest wyabstrahować z przykładu swego rodzaju myśli ogólnej,
                            szerszej? Czy musimy dyskutować na poziomie rozważania jedynie
                            konkretnych przykładów, zamiast próby wyciągnięcia głębszych
                            wniosków? Chyba stać nas na znacznie więcej.
                            • capa_negra Re: patchwork się nie sprawdza 15.06.09, 13:01
                              Nie nie jest trudno, ale łatwiej jest rozważac na przykładach tym
                              bardziej ze jest to tylko post, a nie esej.

                              Kontynuując rozważania to generalnie zamiast wymyślać kolejne,
                              mozliwe kleski/niedogodności/zbiegi okoliczności etc. proponuje
                              żebyś porozmawiała sama ze soba jak dalej widzisz swoje zycie .
                              Swoje nie wasze - i albo je widzisz przy boku tego faceta w tym
                              konkretnym układzie, albo nie.

                              I tym zakończe ten post bo na esej raczej nie mam ochoty, a
                              rozważanie na przykładach jest nie mile widziane.
                    • rybkka24 Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 17:04
                      Zawsze będzie się zdarzało, że ktoś zostanie sam. I to jest myśl,
                      która była w tym
                      najważniejsza oraz to, że boję się o przyszłość”.— to zabrzmiało
                      jakby przesłanie postu i problemu z którym się borykasz, więc
                      poniekąd nie jest on związany z faktem macochowania, tylko ogólnie z
                      egzystencja człowieka bo nawet biorąc ślub i żyjąc w szczęśliwym
                      małżeństwie nie możesz powiedzieć że na 100% ten ktoś zawsze będzie,
                      zawsze kiedy akurat będziesz go potrzebować więc to jest ogólnie
                      temat na oddzielny wątek, bardziej życiowy a nie macochowy.

                      Pyzatym można ci niemalże zazdrościć, że dzieci w ogóle u was nie
                      bywają nie masz ich np. każdy weekend praktycznie nie musisz się
                      nimi zajmować i w minimalnym stopniu wpływają na twoje codzienne
                      życie…

                      Jeżeli chodzi o porodówkę to nie prawda, są różne sytuacje i różne
                      priorytety. W normalnej rodzinie nie zostawia się rodzącej żony i
                      nie leci się do pierwszego dziecka.
                      Są wydarzenia które spokojnie można przedłożyć nad zwykłe odwiedziny
                      dzieci…właśnie takie jak poród sytuacje nagłe.
                      Jeżeli sądzisz, że nie potrzebujesz nikogo typu psycholog,
                      psychoterapeuta to ok. to była tylko sugestia, nie prorokuje ani nie
                      wyrokuje
                      „Dlatego trudno jest mi znaleźć kogokolwiek, z kim mogłabym
                      przedyskutować swoje wątpliwości”—ale twoje wątpliwości nie tyczą
                      się tych dzieci tylko twoich lęków z tego co piszesz…

                      Może masz problem typu, o co możesz poprosić a czego nie powinnaś
                      wymagać?? ale sama wyraźnie napisałaś o co chodzi, co przytoczyłam
                      teraz na początku mojej wypowiedzi

                      Nie miałam na myśli abstrakcyjnych mało istotnych lęków typu obcas.
                      tylko szeroko pojęty lęk.

                      nie wiem czemu ale poprostu mam wrażenie ze masz problem z tym że
                      twój mąż ma dzieci wogóle, że w jakimś tam strategicznym momencie
                      wybierze je nie ciebie że patrząc na czyjeś dobro, dobro dzieci
                      będzie wyżej niż twoje, czyli problem z ogólno pojętym 2 a nawet 3
                      miejscem w jego świadomości..

                      może jakiś ukryty żal że nie macie dzieci bo odkładaliście, bo jego
                      ojcostwo i zobowiązania z nim związane....


                      i chyba istotą problemu jest że jakby co to ty nie jesteś
                      najważniejsza bo niby zdajesz sobie sprawę że człowiek nie raz
                      będzie samotny i zdany na siebie ale ty akurat będziesz bo dzieci i
                      to nie twoje...coś tam w podświadomości ci uwiera....

                      niestety takie zycie z facetem z dziecmi.
                      musisz przyjąć do wiadomości że jak te dzieci dla ciebie nic nie
                      znaczą i nie masz z nim kontaktu emocjonalnego i żadnego i sa ci
                      obojętne..tak dla twojego męża oprócz ciebie najbliżsi ludzie na
                      świecie...

                      nie na darmo nektórzy ludzi dobrze piszą żeby panny nie wiązały się
                      z dzieciatymi.ty dajesz mu 100% on ci połowe bo 100% on ci nie da bo
                      nie może.....
                      pozatym łatwiej jak dzieci się zna i łączy cie choć sympatia wtedy
                      troche inaczej się na to patrzy.

                      pozatym niektórzy nie są stworzeni do takich układów.
                      wychowałaś się w podobnej rodzinie więc powinnaś wiedziec nawet
                      więcej od macoszek.bo wiesz jak to jest od drugiej strony i wiesz
                      jak czuja się dzieci, kiedy lepiej kiedy gorzej, jakie im postwić
                      granice.wiesz czego oczekiwałaś od rodziców, macochy, ojczyma więć
                      to chya ułatwia....

                      przemyślenia popołudniowo-niedzielne.
                      ale sie naprodukowałam.
                      jakbym cię uraziła to niechcący.

                      pzdr.
                      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 14.06.09, 18:19
                        Nie uraziłaś mnie, przeciwnie - jeden z najmądrzejszych postów jakie
                        przeczytałam. Dziękuję
    • annjen Re: patchwork się nie sprawdza 06.06.09, 22:45
      wiesz, w każdym związku może się tak zdarzyć, że partnera nie ma wtedy, kiedy
      jest naprawdę potrzebny. jasne, że gdy ma obowiązki wobec dzieci, jest to dużo
      bardziej prawdopodobne. ale jesli masz jego wsparcie na odległość, to jest
      najważniejsze. pojedziesz do swojej rodziny, nie będziesz sama i może poczujesz
      się inaczej. w ogóle jest taka obiegowa prawda, że aby zbudować dojrzały
      związek, powinniśmy umieć być sami i radzić sobie samodzielnie w trudnych
      sytuacjach. to jest jedna z takich prób, jestem pewna, że jeśli to co was łączy
      jest naprawdę silne, to dacie sobie radę.
    • nsc23 Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 01:34
      Edw-ina,
      chyba troche Cie rozumiem. Ja na Wyspach w zasadzie mam tez tylko W
      z takich bardzo bliskich i zaufanych mi osob. Nie mam zadnej
      przyjaciolki tu na miejscu, bo i ja i moi znajomi czesto sie
      przeprowadzamy, a to przyjazniom nie sprzyja. Przez internet/telefon
      mam doslownie garsc ludzi, ale to nie to samo.
      Nie wiem, czy bycie rodzina patchworkowa cos tu zmienia, w koncu
      mogla to byc jakas sprawa sluzbowa, ktora uniemozliwilaby mu
      pojechanie z Toba czy wsparcie Cie w tej trudnej chwili.
      Tez miewam takie dni, kiedy czuje sie cholernia samotna (chociaz
      smierci w rodzinie jeszcze nie przezywalam, moje problemy sa
      mniejsze), ale trzeba sie zebrac w sobie, jakos to przezyc i isc
      dalej. O ile to nie jest tak, ze nigdy nie mozesz na niego liczyc,
      to chyba normalne jest, ze czasem sytuacja zyciowa nie pozwala nam
      na wsparcie naszych najblizszych - smutne to, ale nic nie poradzisz.
      Trzymaj sie.
      • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 14:23
        Wielkie dzięki kobiety za wsparcie. Trochę rzeczy udało mi się
        przemyśleć, przyszedł kolejny dzień i jakieś nowe siły się pojawiły.
        NIedługo dotrę na pogrzeb i chyba powinnam skupić się na innych
        sprawach. Życie jest jakie jest, sama dokonałam pewnych wyborów,
        pewnie trochę nieświadomie, trochę na wyrost, ale jak to któraś z
        Was zauważyła - nie często bywa idealnie.
        Jeszcze raz dzięki za wsparcie
        • liz-beauty Re: patchwork się nie sprawdza 07.06.09, 17:57
          Trzymaj sie i wpadaj na forum. Mnie pomaga czytanie i analizowanie tego, jak
          inne kobiety/rodziny radza sobie z roznymi problemami, albo dziela sie radosciami.
          • smuga1.2 Re: patchwork się nie sprawdza 09.06.09, 15:44
            wiesz on jednak pojechał na bierzmowanie syna a to nie jest comiesięczna
            impreza. Gdyby zostawił cię sama w takiej sytuacji bo miał umówioną cotygodniowa
            wizytę u synem, albo pojechał z synem na wycieczkę, no bo chłopak nie może 1
            weekendu spędzić sam bez ojca , to byłoby dla mnie chore. W tej sytuacji
            natomiast jest to dla mnie zrozumiałe.
            • edw-ina Re: patchwork się nie sprawdza 09.06.09, 18:53
              Ja w żadnym miejscu nie napisałam, że mu to wyrzucam, czy nie
              rozumiem powodu dla którego jechał, ponieważ powinien zostać ze mną.
              Bardziej zastanawiałam się nad tym, że takie wypadki mogą się
              powtarzać, że z różnych względów będą pokrywały się terminy,
              zobowiązania i przez to może się zdarzyć, że będę sama w chwilach,
              których natura wymagałaby bycia z kimś. Ewentualnie, jeśli by w
              takich momentach wybierał mnie, komuś innemu będzie brakowało
              wsparcia.
              • konstancja16 to nie patchwork to caloksztalt. 10.06.09, 13:04
                Edwina. jak napisaly dziewczyny powyzej: w kazdym zwiazku czlowiek
                czasem bywa sam. i bez zwiazku tez, niekoniecznie bardziej. nigdy
                nie jest tak, ze w kazdej sytuacji ktos Cie bedzie trzymal za reke.
                jest praca, koszykowka, inne obowiazki, kolko parafialne, wujek z
                leborka, niespodziewane przypadki najlepszego przyjaciela albo
                dlugonogiej sasiadki. czesto trzeba wybierac miedzy praca a
                towarzyszeniem najblizszej osobie w szpitalu tudziez miedzy
                odebraniem mlodszego dziecka z przedszkola a ogladaniem Krola Lwa w
                interpretacji teatralnej starszego. tak juz jest, nikt nie moze sie
                rozdwoic.

                wiec Twoj zal o bycie sama w sytuacji smierci babci nie jest chyba
                spowodowany bierzmowaniem i obecnoscia dzieciakow w zyciu Twojego
                faceta. a przynajmniej nie tylko tym. obstawiam dwie opcje:

                OPCJA PIERWSZA to poruszony juz temat braku przyjaciol, rodziny,
                bliskich czyli szerzej pojeta samotnosc, ktorej nie rozgoni jedna
                ukochana osoba. bo facet to nie caly swiat. funkcjonujemy w
                spoleczenstwie i w naszym malym swiecie mamy zazwyczaj lubiane i
                nielubiane kolezanki z pracy, znienawidzonego szefa, ukochana
                psiapsiole, wesola ciocie co nas sprowadza z chmur na ziemie,
                marudnego zgezialego wuja, kumpla do wodki i partnera do szachow.
                sam facet nikomu nie wystarczy. moze Ci brakuje innych relacji z
                ludzmi?

                OPCJA DRUGA to ogolne poczucie niedopieszczenia przez faceta. i nie
                chodzi o te konkretna sytuacja tylko o caloksztalt. moze on w ogole
                ziewa jak Ty sie skarzysz na cokolwiek? czujesz ze niedostatecznie
                przejmuje sie Twoim zyciem i wiekszymi i mniejszymi smutkami? nie
                potrafi sie domyslec kiedy sobie mozesz dac rade sama a kiedy
                naprawde potrzebujesz jego ramienia do plakania i przytulania? on
                sie nie domysli, musisz mu to mowic. bo jak uwaza, ze zawsze sobie
                radzisz sama i nie trzeba Cie wspierac to zawsze bedzie mial inny
                priorytet niz towarzyszenie Tobie. czy to bedzie bierzmowanie,
                imieniny kumpla czy delegacja.

                wiec gdzie wlasciwie tkwi problem? wiesz czy jeszcze nie? bo to
                bierzmowanie to temat zastepczy. prawdziwe przyczyny Twojego
                niekomfortowego samopoczucia sa gdzies indziej. moim zdaniem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka