edw-ina
06.06.09, 13:30
Pewnie piszę to bo jest mi źle i może w innej sytuacji miałabym
więcej wiary, ale dzisiaj mam same wątpliwości. Wczoraj umarła moja
schorowana babcia. W sumie, strasznie się męczyła, pewnie jest jej
teraz lepiej. Niby zdążyłam się z nią pożegnać,niby byłam na to
przygotowana. Wszystko niby. Mój M pojechał na bierzmowanie syna,
500 km od domu. Zostałam sama, szukam butów, sukienek, płaszcza.
Rano mam pociąg i 500 km w innym kierunku. I jego nie ma. To nie
tak, że sądzę, iż powinien zostawić syna i trzymać mnie za rękę.
Tylko z dość dużą siłą dotarło do mnie to, że w takiej patchworkowej
rodzinie, szczególnie takiej na odległość, zawsze ktoś zostanie sam.
W tym wypadku ja, w innym oni. Zawsze komuś będzie źle i będzie miał
żal, że ojca/męża nie ma obok.
chyba nie wierzę, że to wyjdzie