Dodaj do ulubionych

smutno mi :(

19.06.09, 10:27
Witam was.
Mialam ostre spiecie...sado to ze wedlug nm wcale nie interesuje/malo
intersesuje sie jego dzieckiem i mam dosyc rzadki kontakt(mimo co weekendowych
wizyt)..
powod; moj brak czasu nieregularny tryb pracy, wieczorowe studia, kursy,do
tego sprawy zycia codziennego, czasem towarzyskiego.
i mieszkamy od siebie dobre 1,5 h drogi.oboje z rodzicami.

wg niego nie pomagam mu.nie odciazam?
druga osoba w zwiazku powinna wspomoc, ulatwic, uzupelnic....
stad troche zgryzliwy ton mojej wypowiedzi w watku annjen (za co cie
przepraszam anjenn)
uslyszalam stwierdzenie ze za malo sie dostosowuje i powinnam bardziej...

mimo uprzedniego wzglednego dogadania rozdzwieki sa..
smutno mi dzis.......sad((

moje pytanie brzmi czy ma racje?powinnam zrezygnowac z aktywnego trybu zycia i
roznych aspektow rozwoju ktore mnie pochlaniaja?na rzecz wiekszgo
zainteresowania dzieckiem..tak ogolnie..


Obserwuj wątek
    • mamba30 Re: smutno mi :( 19.06.09, 10:33
      Myslę Rybko, że sama znasz odpowiedź...

      To nie jest Twoje dziecko, Ty masz swoje prywatne życie i sprawy.
      Akceptujesz to dziecko, nie utrudniasz, więc z Twojerj strony
      wszystko jest ok. Nm nie ma prawa wymagać więcej od Ciebie i takie
      jest moje zdanie.

      A tak w ogóle to pozdrawiam wszystkie macoszki i nie tylko. Dawno
      nic tu nie pisałam, bo i nie miałam o czym od zeszłych wakacji.
    • braktalentu Re: smutno mi :( 19.06.09, 11:06
      Rozmowa o mojej wizji obowiązków wobec pasierbicy była najbardziej
      przykrą i najtrudniejszą w naszym związku. Poraniliśmy się głęboko i
      powiedzieliśmy rzeczy, do których nigdy i w żadnych okolicznościach
      nie przyznalibyśmy się. Głownie raniłam ja, ale bolało nas oboje.
      Mojemu mężowi trudno było zrozumieć, że szczęśliwie zrekonstruowana
      (sama z takiej pochodzę) rodzina, rządzi się zupełnie innymi prawami
      niż rodzina nuklearna. Nie mieściło Mu się w głowie, że ja mogę NIE
      CHCIEĆ spędzać całego swojego wolnego czasu na opiece nad CUDZYM
      (tak to słowo w końcu padło) dzieckiem.
      Wiele się od tamtej pory zmieniło. Przede wszystkim sama zostałam
      matką, a poprzez to bardziej dojrzałą kobietą i lepszą macochą.
      Bardzo lubię moją pasierbicę. Lubię spędzać z Nią czas. Jestem dumna
      z Jej osiągnięć (sukces ma wielu ojców, ale macochę tylko jedną).
      Dbam, żeby nie czuła się przytłoczona młodszymi braćmi. Ale wszystko
      to wypływa z MOJEJ POTRZEBY, a nie z konwenansu, czy oczekiwań męża.
      Gdyby nie ta POTWORNA rozmowa, nigdy pewnie nie osiągnęlibyśmy
      takiego komfortu wspólnego życia. Nigdy nie stalibyśmy się rodziną
      szczęśliwie zrekonstruowaną.


      PS: W czasie tamtej rozmowy nie osiągnęłismy kompromisu, nie
      spotkaliśmy się w żadnym punkcie, ale każde z nas odeszło od stołu
      mając świadomość uczuć i emocji tej drugiej osoby. I choć nie
      zrozumieliśmy się nawet trochę, to zaakceptowaliśmy swoje różne
      spojrzenie na sprawę. M. już nigdy nie zostawił Młodej pod moją
      opieką bez wcześniejszego ustalenia tego ze mną (z prawem do
      odmowy!!!), a ja już nigdy nie czułam potrzeby używania określenia
      CUDZE DZIECKO w odniesieniu do NASZEJ-smile)) Młodej.

      • konstancja16 Re: smutno mi :( 19.06.09, 11:32

        odwieczny motyw. panowie sobie czesto wyobrazaja, ze WSZYSTKIE
        KOBIETY UWIELBIAJA DZIECI. a jesli mowia, ze nie uwielbiaja to
        pewnie z czytej przekory. albo jeszcze same nie wiedza, ze
        uwielbiaja i trzeba je o tym przekonac. najlepiej umozliwiajac im
        opieke nad jakims dzieckiem. co wczesniej czy pozniej powinno je
        zachwycic.

        coz, u mnie podobnie jak u Braktalentu rozmowy o Malym byly (i sa,
        bo motyw falami powraca) tymi najtrudniejszymi i najbolesniejszymi w
        zwiazku. mojemu NM tez sie wyrwalo cos w rodzaju 'masz szczescie ze
        masz takie odchowane dziecko od razu' co skutkowalo z mojej strony
        mocnym walnieciem go w glowe (slowami oczywiscie) i odarciem z
        iluzji, ze jego dziecko mnie zachwyca bo musi zachwycac. tez padly
        slowa rozne, malo dyplomatyczne, ale uswiadamiajace mocno, ze
        wielkiej milosci do dziecka po mojej stronie nie ma i nie bedzie.
        jest serdecznosc, troska, odrobina sympatii, ale to wszystko nawet
        nie zbliza sie do milosci rodzicielskiej.

        niby zrozumial, ale motyw powraca. NM chce zebysmy byli szczesliwa
        rodzinka, a ja tylko nie chce mu przeszkadzac w wypelnianiu
        obowiazkow rodzinnych. z reguly wypracowujemy kompromis, ale jak
        sie doloza inne czynniki (klopoty w pracy, klotnia z Ex, kiepskie
        samopoczucie) to iskrzy. i chyba tak juz zostanie.
    • 333a13 Re: smutno mi :( 19.06.09, 11:51
      Rybko, jak najbardziej masz prawo do odmowy. Co więcej masz prawo do
      własnego życia i nikt nie może wymagać od Ciebie rezygnacji z pracy,
      nauki, pasji na rzecz "nie Twojego" dziecka... Wiele kobiet
      rezygnuje z siebie a nawet własnych dzieci (np. Weronika Marczuk -
      Pazurasmile dla "dobra" zrekonstruowanej rodziny a później pozostaje z
      niczym... Tobie jest smutno, z powodu oczekiwań NM, a jemu z powodu
      Twojego zachowania... więc pewnie nie obędzie się bez rozmowy o
      Waszych uczuciach i stosunku do pewnych spraw. Mój NM też miał
      podobne zapędy, nie mógł zrozumieć dlaczego wolę spędzić sama
      weekend niż przyjechać do niego i spędzić ten czas wspólnie z
      Młodym, wściekał się na wspólnych wakacjach, że czasem po prostu
      zostawiam ich samych i sobie idę w siną dal po to by odpocząć od
      dziecka i go przez przypadkiem nie zabić za marudzenie itd...
      Wyjaśniłam mu, że Młody jest dzieckiem innej kobiety, jest przez nią
      wychowywany i nie może oczekiwać, że na zawołanie go pokocham, bo
      sama akceptacja jego istnienia jest dla mnie trudna. Poza tym nie
      mam do dzieci anielskiej cierpliwości (może dlatego, że nie mam
      jeszcze swoich), nie kocham Młodego miłością bezwarunkową jaką mają
      rodzice i dlatego dla naszego wspólnego dobra nie mogę z Młodym
      przebywać tak długo jak on. Dodatkowo musi mi i Młodemu dać chwilę
      wytchnienia od siebie bo z uwagi na to, że nie jesteśmy rodziną,
      mamy inne wzorce zachowania, bycia itd. co dla obu stron może być
      drażniące... Nie była to ani łatwa ani miła rozmowa, bo trzeba
      uświadomić tatusiowi, że jego dzieckiem nie jest pępkiem świata i
      jest ono dla innych mniej ważne i kochane niż dla niego... Mój NM
      jakoś to przyjął i chyba zrozumiał, bo od tej rozmowy nie ma już
      podobnych wyskoków. Ale z drugiej strony wie też, że nigdy Młodego
      nie skrzywdzę, jeśli coś planuję to biorę go pod uwagę, no i nie
      szczędzę rad na temat tego że powinien z dzieckiem spędzać aktywnie
      więcej czasu (kosztem naszych spotkań czy planów). Nikt nie
      powiedział, że będzie łatwo, do tego zaczynają się wakacje sad
      pozdrawiam
    • blondgirl Re: smutno mi :( 19.06.09, 12:05
      Mój NM na początku też snuł plany i marzenia, że będziemy jedną, wielką
      kochającą się rodziną. Dla niego było prawie oczywiste, że miłością taką jak
      jego obdarzę również jego syna. Nie raz przytulając się do mnie pytał, czy tak
      będę przytulać jego syna. Na ogół starałam się odpowiadać dyplomatycznie,
      aczkolwiek dając mu do zrozumienia, że to raczej niemożliwe. Zresztą sama
      jeszcze nie wiedziałam jak to będzie.

      Teraz po roku wspólnego mieszkania i co weekendowych odwiedzinach sytuacja
      znacznie odbiega od wyobrażeń mojego NM (ja raczej starałam się nie wyobrażać
      sobie jak to będzie). Niemniej jednak syn NM nadal stanowi między nami punkt
      zapalny.
      Długo też znosiłam niektóre "wybryki" mojego NM. Czasami bolało...
      Swego czasu NM miał zwyczaj zapraszania Młodego do spania razem z nami w łóżku.
      Młody 12 lat. Na początku jeszcze pytał, czy Młody może spać z nami, czy mi nie
      będzie to przeszkadzać, bo on ojciec stęsknił się i chciałby mieć nas oboje przy
      sobie. Godziłam się. Dość szybko jednak to wspólne spanie stało się normą. NM
      nawet przestał mnie pytać o zdanie. Aż pewnego wieczoru, kiedy mój NM znów nie
      pytając mnie o zdanie zaproponował Młodemu spanie w naszym łóżku, powiedziałam
      mu, że nie życzę sobie więcej takich sytuacji. Że ja czuję się skrępowana i nie
      komfortowo śpiąc z 12 latkiem w jednym łóżku. Wtedy też po raz pierwszy
      powiedziałam mu, że jego Syn jest mimo wszystko dla mnie obcym człowiekiem i ja
      nie muszę czuć do jego dziecka tego samego co on jako jego ojciec. Zwłaszcza, że
      postępując w ten sposób powoduje, że ja czuję się nie ważna. Pomogło, bo teraz
      nie jestem zaskakiwana takimi sytuacjami. Co najwyżej proszona i uprzedzana.
      Wspólne spanie zdarza się incydentalnie.

      Inna rzecz, że nadal przy próbie jakiejkolwiek krytyki zachowania Młodego mój NM
      reaguje drażliwie. Na ogół nie chce rozmawiać o tym, a mi zarzuca czepliwość i
      uprzedzenie względem Młodego. Czasami boli, bo jakoś nigdy nie widzi, że nie
      bronię mu kontaktów, że staram się ich do siebie zbliżyć, że gdy młody nie
      dzwoni namawiam go, żeby on jako ojciec pierwszy się odezwał i nie zniechęcał
      wyłączonym tel. NM nie rozumie, że ja jako osoba postronna, nie zaangażowana
      emocjonalnie, co najwyżej życzliwie obojętna widzę więcej niż on jako ojciec.
      A wtedy powtarzam sobie jak mantrę, że to nie moje dziecko i nie mój problem. Ma
      oboje rodziców.

      Ja nie rezygnuję z siebie, nie dopasowuję się, chyba że mi to pasuje. Pretensji
      o to już nie słyszę. Myślę, że NM po tamtej rozmowie o wspólnym spaniu też
      zrewidował swoje wyobrażenia o naszej rodzinie.

      czasami wydaje mi się jednak, że w tym temacie rozdźwięki będą niestety zawsze...
      • sta.ri Re: smutno mi :( 29.06.09, 14:52
        blondgirl napisala: 'ojciec stęsknił się i chciałby mieć nas oboje prz
        > y
        > sobie.'

        Moj N tez miewa takie pomysly. Cudownie, z jednej strony 12letnia corka, z
        drugiej ja, a d gore wskakuje 9latek. Dla niego raj, dla mnie droga przez meke
        (zrobilam dobra mine do zlej gry pare razy "dla dobra Ukochanego"). Z reguly
        uciekam z roznym wytlumaczeniem, bo nie czuje sie konfortowo z "obcymi ludzmi" w
        moich pieleszach (slysze kapiaca wode w kuchni, mam ochote na kawe,
        natychmiastowy spacer z psem, bardzo chce mi sie siusiu).
        Po takich porannych wyglupach dzieci z tatusiem zmieniam posciel co doprowadza
        mojego N do szalu, ale mam juz taka fobie i jakos nie chce mi sie z niej
        uleczac. Posciel jest dla mnie jak bielizna i recznik. Na moj uzytek!

        Chociaz jak wspomnialam w poprzednim mailu, czasem dostaje to czego swiadomie
        nie chce (moze podswiadomie jest odwrotnie). BYlismy w poprzedni weekend nad
        morzem i spalismy w przyczepie kempingowej. Ja z moim N, a dzieci w osobnych
        lozkach. Nad ranem N powiadzial, ze idzie sie przytulic do dzieci. Nie ma
        problemu!!! Nie minela minuta, a przylatuje do mojego lozka jego corka, pytajac
        czy moze sie ze mna troche polozyc, bo tata ja obudzil smile. Wziela i sie
        przytulila. Przeciez dziecka nie wyrzuce. Cieplo mi sie na sercu zrobilo, ale
        nie czulam sie 100% konfortowo.

        Z drugiej strony to naturalne, ze nie dzielisz intymnych spraw z obcymi. Ja mam
        jeszcze na dokladke roznice kulturowa. Nie toleruje takich drobiazgow ze strony
        dzeci jak: niezamykania drzwi jak sa w toalecie,glosnego bekania przy stole i
        poza, zatruwania powietrza w towarzystwie....no ale moze jstem zrzedzaca 30latka
        przed miesiaczka.

        pozdr
        ewa
    • elakuz Re: smutno mi :( 19.06.09, 13:49
      masz pelne prawo miec swoje zycie, twoj swiat nie kreci sie wokol
      dziecka twojego partnera bo nie jestes jego matka.
      Pomijajac wszystko inne nie warto sie angazowac, bo wczesniej czy
      pozniej i tak macocha dostanie przyslowiowego kopa od pasierba.
      Moj M tez nie rozumie, ze czasem wole spedzic czas z kolezanka na
      pogaduchach czy isc do kina niz z cala "rodzinka".
      Tlumacze mu, ze to dla zdrowia psychicznego calej trojki.
      Moze kiedys dotrze, czego i tobie zycze.
    • jayin Re: smutno mi :( 19.06.09, 14:13
      Nigdy nie rezygnuj z siebie. Bo to się zemści prędzej czy później na tobie.

      A twojego NM spytaj, czy on potrzebuje partnerki, czy dostosowanej matki dla swojego dziecka. Bo wychodzi na to, że to drugie. A to marna fucha, naprawdę smile Szczególnie w temacie "dostosowywania się".
    • kicia031 Re: smutno mi :( 19.06.09, 16:56
      Zwroc uwage na slowo "odciazam"

      Dlaczego ty masz odciazac faceta, z ktorym nawet nie m=prowadzisz
      wspolnego domu w jego obowiazkach? Czy on wpada do twoich rodzicow,
      by cie odciazyc w sprzataniu twojego pokoju? Albo w praniu?

      Jako zdecydowana, 100% zwolenniczke rownego podzialu obowiazkow
      takie slowo zapaliloby w mojej glowie wielka, czerwona zarowke
      ostrzegawcza!

      Abstarhujac od innych kwestii macochowo-tacierzynskich, omowionych
      przez inne wypowiadajace sie.
      bardzo sie ciesze, ze mojej rodzinie takich oczekiwan nie bylo z
      zadnej strony, bo byloby chyba bardzo trudno sobie z nimi poradzic.
    • rybkka24 Re: smutno mi :( 19.06.09, 17:46
      hmm.uncertain
      każda z was opisywała tez po części moja sytuację..jakie to wszystko podobne...
      to zdziwienie i zawód że nie umieram z radości, szczęścia i zachwytu nad jego
      dzieckiem że czekam z utęsknieniem cały tydzień kiedy wreszcie będzie
      weekend..pośród pardonu cioć i babci piejących nad wnukiem wyglądam jak nieczuła
      osoba...czuję się jak wyrzutek ...zaczęłam omijać towarzystwo..

      w weekendy byłam często w biegu żyjąc swoim życiem a nm "uziemiony" a raczej
      ograniczony możliwościami 3-latka, skarżył się że czuje się jakby był sam/jakby
      w weekendy był samotnym ojcem...

      tak i on chyba szuka drugiej mamy kogoś kto będzie spełniał jej rolę jak mały
      będzie u niego...
      fakt że po ciężkim tygodniu jego dziecko mnie męczy i np.jadę do domu
      odpocząć.....uuu.krucho...bo przecież dziecko się stęskniło za mną też...


      mam w sobie tyle frustracji i niechęci że zaczęłam mu strasznie agresywnie
      pokazywać że mnie zmusza i ostentacyjnie czasem zaczynam zajmować się swoimi
      sprawami....

      dla niego moja postawa jest wręcz odchyleniem od normy...myślał że zacznę
      odczuwać instynkty macierzyńskie a tutaj w drugą stronę...

      doszło do tego że mam ochotę krzyczeć mu w twarz że nie jesteśmy piprz.....
      rodziną..chyba jakbym się podarła z godz.to by mi emocje zeszły...

      jeszcze coś ..mnie nie ma..w tygodniu ciężka praca...w weekendy dziecko...ja w
      międzyczasie...żeby pomóc...i warunki pójdziemy gdzieś we dwójkę w weekend jak
      ty potem zajmiesz się małym...

      chociaż siewypiszęuncertain
      • braktalentu Re: smutno mi :( 29.06.09, 14:04
        " skarżył się że czuje się jakby był sam/jakby w weekendy był
        samotnym ojcem..."

        Ależ JEST SAMOTNYM OJCEM. Może nie być samotnym mężczyzną, ale jeśli
        chodzi o TO dziecko, to jest samotnym ojcem i już zawsze nim będzie
        (chyba, że wróci do mamusi tegoż dziecka).
        • rybkka24 Re: smutno mi :( 29.06.09, 18:33
          hmmm.no tak.troche szkoda go bo ile on pobył w rodzinnym gronie
          ok.roku.

          sam..tzn.sam go kąpie, sam go kładzie, sam karmi, martwi się czy
          jest odpowiednio ubrany..ja nie biorę zbyt czynnego udziału w
          tym..sam kupuje rzeczy które są mu potrzebne..głównie sami na plac
          zabaw..sami na spacer zwykle..bo ja albo w pracy albo w szkole..albo
          jade do siebie...albo mam plan na weekend w którym dziecko nie
          bardzo może, jade gdzieś a że mam b.mało wolnych weekendów to zwykle
          kupe zaległych spraw albo relax, a jak pisała jedna z dziewczyn nie
          do końca jestem wyluzowana jak jesteśmy w trójkę.itp.
          nm nie może bo obowiązki dziecko małe itp.
          po imprezie ja np. zostaję on musi wracać do siebie...średnio
          odeśpi..ja jak mam ochotę spać to dziecko mnie budziuncertain
          a nm jest w skowronkach że tak mnie lubi.

          moi rodzice nie akceptują sytuacji więc nie bardzo może do mnie
          przyjeżdżać....
          ja u niego z jego rodziną nie chce zamieszkać...
          pracuje czsem na noce również w weekendy...po nocy chce spać a
          słyszę wiesz jak jest dziecka do krzesła nie przywiążę, jak chcesz
          się wyspać to trzeba było jechać do domu, to co powie jak będziemy
          razem mieszkać??


          to wszystko sie kupy nie trzyma.
          nie mam obiektywizmu, gubię dystans..
          mamy dwa oddzielne życia nie oszukujmy się...dwa tryby...dwa
          podejścia...różne oczekiwania od drugiej strony które w tym wypadku
          nie znajdą wspólnego punktu...i rozwiązania..cóż.
          • edw-ina Re: smutno mi :( 29.06.09, 20:46
            Nie lubię lekko rzucanych słów "zostaw go" i tego nie powiem, ale
            wydaje mi się, że powinnaś przeanalizować sytuację. Nie mieszkacie
            razem, nie znacie się w sposób, w jaki powinna znać się poważnie
            patrząca w przyszłość para. Nie macie dla siebie czasu, ponieważ
            prowadzicie dwa różne rodzaje życia. W dodatku on jest ojcem mocno
            zaangażowanym w sprawy dziecka, a ty osobą, która o ile dobrze
            zrozumiałam, dopiero uczy się, imprezuje i wchodzi w dorosłe życie.
            Jeśli mogę cokolwiek zasugerować to jakiś wyraźny ruch, krok, który
            pokaże wam jaką parę tworzycie. Być może czasami nie warto próbować
            się dopasować, na pocieszaniu i pomocy związku się nie zbuduje.
            • rybkka24 Re: smutno mi :( 02.07.09, 22:48
              masz rację edw-ina:::
              najlepsze rozwiązanie to zamieszkać razem.
              tylko że ja już wiem że on będzie wymagał czynnej pomocy i udziału w zajmowaniu
              się dzieckiem,
              czuje jakby narzucał mi obowiązek więc odrazu jestem na "nie"
              jak to zwykle bywa jak człowiek się czuje zmuszany....
              poza tym żal, bo gdyby dziecka nie było i związanych z nim cotygodniowych
              obowiązków to bylibyśmy całkiem zgrana i dobraną parą....
              żal, jestem obecnie sfrustrowanauncertain
              grr.grr.
    • koni42 Re: smutno mi :( 19.06.09, 18:07
      NIE
      • rybkka24 Re: smutno mi :( 19.06.09, 18:23
        co nie??nie rozumiem kontekstu?
        • koni42 Re: smutno mi :( 21.06.09, 18:06
          ..."moje pytanie brzmi czy ma racje?powinnam zrezygnowac z aktywnego
          trybu zycia i
          roznych aspektow rozwoju ktore mnie pochlaniaja?na rzecz wiekszgo
          zainteresowania dzieckiem"...NIE
    • annjen Re: smutno mi :( 19.06.09, 19:45
      dzięki za pamięćwink każda z nas ma czasem gorszy dzień (lub dni). co do Twojego
      pytania, to uważam, ze nie powinnaś rezygnować ze swoich aspiracji, poświęcać
      ich dla małej. ale to nigdy nie będzie Twoje dziecko, w życiu bywa różnie,
      lepiej, żebyś nie musiała żałować, że poświęciłaś karierę i zostałaś z niczym...
      może to się wydawać niespójne z moimi wczorajszymi deklaracjami, ale ja mogę
      sobie pozwolić na taki układ, w jakim jestem, nie cierpią na tym moje ambicje i
      praca. natomiast życie mnie nauczyło, że zawsze należy mieć plan B, gdyby
      związek się nie udał lub gdybyś to ty musiała utrzymać rodzinę. gdybym kiedyś
      nie wykazała się resztkami zdrowego rozsądku, dziś pewnie nie miałabym nic...
    • nsc23 Re: smutno mi :( 20.06.09, 00:10
      Rybko,
      moim zdaniem to nic nie musisz. Dlugi czas mielismy podobny uklad jak Wy - dwa osobne mieszkania, mloda na weekendy. Jak wypadala mi impreza, to trudno, Gruby nie szedl, ale ja szlam (jezeli mialam ochote oczywiscie smile). Podobnie z wyjazdami (na przyklad na snowboard w zimie) i innymi zajeciami.
      Gdyby Twoj NM mial pretensje, ze zaniedbujesz JEGO, to pewnie - trzeba by sie zastanowic co jest nie halo, ale z jego dzieckiem nie musisz sie widywac wcale, chyba ze masz taka potrzebe, ochote i jest zgoda ze strony rodzicow dziecka. Ja osobiscie po ok. 4 tygodniach zaczynam za mala tesknic i sama sie dopraszam, zeby mi ja Gruby przywiozl wink, ale nie kazdy tak ma smile (swoja droga - jutro zostaje z nia pierwszy raz sama na noc - okazalo sie, ze zapytanie Grubego czy bierze mala w ten weekend jest rownoznaczne ze zgloszeniem sie na ochotnika na opiekunke nocna, bo Gruby pracuje).
      Porozmawiajcie z Twoim NM jak ktore z Was widzi Twoje zaangazowanie i wyloz mu wszystko, co jestes gotowa zrobic, a czego nie chcesz.
    • edw-ina Re: smutno mi :( 21.06.09, 16:14
      Zdaje się, że dzieci powinny być wychowywane przez swoich rodziców,
      a nie przez partnerów tych rodziców. Ci mogą pomóc, ale tylko jeśli
      sami mają na to chęć i w zakresie, w jakim mają na to chęć.
      Z drugiej strony, czy fakt, że np. twój facet ma w szafie
      wyprasowane koszule, a kiedy wraca do domu to ma co zjeść nie jest
      pomocą? W końcu nie musi się o to martwić, tylko ten czas może
      poświecić np. swojemu dziecku.
      Nie daj się wmanewrować, większość facetów w takiej sytuacji(nie
      wszyscy, ale wielu) najchętniej wyręczyłaby się kobietą, "bo w końcu
      mamy to w genach". Ale skoro sama jeszcze nie masz dzieci, to nie ma
      najmniejszego powodu byś rezygnowała z własnego życia "dla dobra
      dzieci". Jeśli ktokolwiek miałby to zrobić, to rodzice tych dzieci.
      • rybkka24 Re: smutno mi :( 22.06.09, 14:13
        smilez tymi koszulami wyprasowanymi i gotowym jedzeniem to tak do końca
        nie jest bo nie mieszkamy razem...czasem coś się trafi przy
        okazji....

        w takim razie mogę średnio spędzić z nimi jeden weekend w
        miesiącu..czasem kawałek...nm czuje się samotny jakby nie miał
        dziewczyny w weekendy...wychodzi na to że mamy dwie oddzielne
        ścieżki życiowe i dwa odrębne życia...
        on życie ojca..
        ja życie osoby bezdzietnej spontaniczne czasem....
        on już na to nie może sobie pozwolić...jak twierdzi

        w tym momencie pokazuje mu dobitnie że dzieci nie posiadam.i
        wymuszaniem nic nie osoągnie tylko odwrotny skutek...

        to dla niego bolesne...nie przepada za ex a będzie musiał nawiązać
        współpracę pod kątem dziecka...dla niego każdy kontakt z nią to
        złość...zobaczymy.

        • edw-ina Re: smutno mi :( 22.06.09, 17:37
          tak, to mało fajna sytuacja, znam z autopsji. Z drugiej strony
          zapytaj się jak twój NM wyobraża sobie dalsze życie? Jak chciałby,
          żeby wyglądało za rok, dwa, pięć lat. Jeśli masz w nim pełnić ważną
          rolę i w dodatku Tobie to odpowiada, to może ustalcie wspólnie jak
          powinno wyglądać wasze życie. Nie wyobrażam sobie spędzania z
          własnym mężczyzną jednego weekendu w miesiącu. Myślę, że Tobie to
          również nie odpowiada. Trudno jest zbudować związek na czymś takim.
          Możesz mu pokazywać, że nie masz dzieci, bo ich faktycznie nie masz.
          Tak jak on pokazuje ci, że je ma i jego życie wygląda tak a nie
          inaczej. Tylko tak nie dojdziecie do niczego składnego. Każde musi
          trochę zrezygnować.
          Tylko nie rezygnuj za bardzo. Raz straconej pozycji nie da się już
          odzyskać.
          trzymaj się!
    • luna67 Re: a mi teraz wesolo:-) 22.06.09, 19:46
      Rybko, nie daj sie zapedzic w slepy rog, rob tak zeby tobie bylo dobrze, bo on
      od ciebie wymaga zeby jemu bylo dobrze tego samego (a gdzie twoje potrzeby?).

      Niestety to z jego strony sa "ograniczenia" nie z twojej, wiec to on powinien
      zaakceptowac stan rzeczy i nie marudzic (nie zaniedbujac przy tym dziecka).

      Moj maz probowal, marudzil, wypominal, az miarka sie przelala, wygarnelam mu
      wszystko, co mi na sercu lerzalo. Padly slowa, ktore nigdy nie mialy prawa pasc
      (bo lubie byle pasierbiatka); "podrzutek", "jajo kukulcze" itd.(az mi wstydsad).

      Napewno go bardzo zranilam, ale ja bylam jeszcze bardziej pocharatana przez jego
      roszczenia, zaklamanie, utajenie kilku rzeczy.

      Powiedzialam koniec! moglam to wszystko przelknac i zyc do nastepnych wymowek,
      ale nie chcialam, nie chcialam zyc pod dyktando kogos rezygnujac z moich hobby,
      przyjaciol, wolnego czasu na rzecz obcych mi dzieci (a i tak sie duzo, bardzo
      duzo udzielalam, co nie bylo doceniane).

      I wiesz co????? on zrozumial swoj blad....... Wyslal nawet swoja corke do mnie,
      zeby mnie przeprosila....., przeprosiny przyjelam, uczestowalam pysznym
      obiadkiem, przez ktory kiedys podobno wymiotowala (tak mi jej matka mowila),
      ale.....

      ....teraz obsypywana kwiatami i prezetami przez mojego meza, jest mi jakos tak
      "samej" dobrzesmile(chociaz jest tyyyyluuu kandydatow, jeszcze nie skonsumowanych,
      bom mezatkasmile))), no i nie chce zrezygnowac z tego "statusu", dopoki dopoty mi
      sie nie znudzi (albo jemusmile), i nie bedzie przez przynajmniej 8 lat TAK JAK
      CHCE! Bo przez 8 lat bylo tak jak on chcial. BASTAsmile

      Ps.
      Dom narazie zostawilam jemu (zeby mial gdzie przyjmowac "polswoje" dzieci (czyz
      nie jest to piekny gest z mojej strony? A sama wynalelam piekne mieszkanie z
      moja cora, i rozkoszuje sie narazie wolnoscia przed podjeciem ostatecznej decyzjismile

    • sta.ri Re: smutno mi :( 29.06.09, 13:24
      W zasadzie moglabym sie podpisac pod listem Konstancji. Ja dzieci lubie od czasu
      do czasu i w nie za duzych dawkach. Moje 'niemojki' sie do mnie przyzwyczaily i
      z tego co wiem bardzo mnie lubia (bylam nawet ostatnio na liscie obdarwanych jak
      wygraja milion funtow na loterii smile). Czasem mam wrazenie, ze im bardziej je
      odsuwam tym bardziej do mnie lgna.

      Mielismy z N kilka spiec na ten temat. Pierwsze bylo na jakiej imprezie
      wyjazdowej z dzieciakami (przepraszam :niemojkami) jak N stwierdzil: no, to
      jestesmy jak prawdziwa rodzina (czyt. ja zakochana w jego dzieciach, dbajaca i
      piejaca nad nimi jak prawdziwa matka). Uswiadomilam mu wtedy , ze ja jego dzieci
      owszem lubie, czasem sie powydurniamy, nakarmie, czasem upiore, czasem odbiore
      za szkoly i podrzuce na jakies zajecia pozalekcyjne, doradze jak pytaja,
      przytule jak maja taka potrzebe, ale nie jestem w stanie obdarzyc ich
      bezwarunkowa miloscia rodzicielska. Ja moje baterie przy dzieciach rozladowuje a
      nie laduje (jak moj N).

      Kazdy jest inny i ma inne potrzeby. Ja lubie czasem moja samotnosc, joge,
      samotny spacer i psy (od 2 miesiecy mamy dwa malamuty)a obecnosc dziecka CZASEM
      mi przeszkadza.

      Dla mnie model czasem razem czasem osobno bardzo sie sprawdza. smile
      Wlasnych dzieci nie planujemy, za to psie zaprzegi owszem (w co dzieciaki
      zaczynaja sie po troszke wkrecac).

      Pozdawiam cieplo
      ewa
      • smuga1.2 Re: smutno mi :( 10.07.09, 12:39
        trudne to wszystko do pogodzenia. Chyba jednak nie ma co wiązać się z
        dzieciatymi facetami bo wcześniej czy później będą problemy
        • konstancja16 Re: smutno mi :( 10.07.09, 14:31

          w ogole nie ma sie po co wiazac z kimkolwiek bo ZAWSZE wczesniej czy
          pozniej sa problemy. wink

          oj, Smuga, strasznie na nie dzisiaj jestes. jestesmy dorosli, a
          problemy sa od tego zeby je rtozwiazywac, a nie po to zeby od nich
          uciekac. trzymaj sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka