Witam was.
Mialam ostre spiecie...

o to ze wedlug nm wcale nie interesuje/malo
intersesuje sie jego dzieckiem i mam dosyc rzadki kontakt(mimo co weekendowych
wizyt)..
powod; moj brak czasu nieregularny tryb pracy, wieczorowe studia, kursy,do
tego sprawy zycia codziennego, czasem towarzyskiego.
i mieszkamy od siebie dobre 1,5 h drogi.oboje z rodzicami.
wg niego nie pomagam mu.nie odciazam?
druga osoba w zwiazku powinna wspomoc, ulatwic, uzupelnic....
stad troche zgryzliwy ton mojej wypowiedzi w watku annjen (za co cie
przepraszam anjenn)
uslyszalam stwierdzenie ze za malo sie dostosowuje i powinnam bardziej...
mimo uprzedniego wzglednego dogadania rozdzwieki sa..
smutno mi dzis.......

((
moje pytanie brzmi czy ma racje?powinnam zrezygnowac z aktywnego trybu zycia i
roznych aspektow rozwoju ktore mnie pochlaniaja?na rzecz wiekszgo
zainteresowania dzieckiem..tak ogolnie..