Dodaj do ulubionych

Czego to ludzie nie wymyślą...

25.06.09, 11:13
Matka Polka złożyła kolejny wniosek o podwyższenie alimentów. W
tymże wniosku zwróciła się do sądu o moją nieobecność na rozprawie.
Nie ważne że w tym samym piśmie znowu podnosi kwestię moich dochodów
i własności, JA NIGDY NA ŻADNEJ ROZPRAWIE, W SPRAWIE ALIMENTÓW ICH
DZIECI, NIE BYŁAM! I nawet nie przyszło mi to do głowy...

Hihihihi... chyba kobieta całkiem odlatuje.
Obserwuj wątek
    • jayin Re: Czego to ludzie nie wymyślą... 25.06.09, 11:34
      Nie przepadam za bieganiem po sądach - ale jeśli coś, gdzieś, ktoś - na temat MOICH pieniędzy - to "nic o mnie, beze mnie". Wolę wiedzieć "u źródła", co robi ktoś, np. sędzia, ex, czy M - z wiedzą na temat moich dochodów.

      Ale tak swoją drogą - można tak, ot tak sobie, wnioskować o nieobecność kogoś na sprawie? smile Czy tylko jeśli są jakieś argumenty mocne?
    • 13monique_n Re: Czego to ludzie nie wymyślą... 25.06.09, 13:41
      Hmmm, jak przeżywałam "ciąganie" po sądach ostatnimi miesiącami,
      jako eksia, to żadnych wniosków nie składałam. Oprócz tego jednego,
      o podniesienie alimentów. Zresztą, ostatecznie next była
      przesłuchiwana w charakterze świadka, ale to się pojawiło po
      chamskich łgarstwach eksa na temat jej istnienia, jej roli i ich
      planów życiowych (wyjątkowo obrzydliwe te łgarstwa były)
    • dyderko Re: Czego to ludzie nie wymyślą... 25.06.09, 14:55
      Wiadomość z ostatniej chwili! Dzieci nic nie wiedzą że złożyły
      wniosek o podwyższenie alimentów od ojca (oboje są już pełnoletni).
      Żeby było weselej mamusia ma pełnomocnictwo tylko od jednego. Tak
      więc, to że nie wiedzą dlaczego moja osoba tym razem ma im na sali
      będzie przeszkadzać to już drobiazg.

      Ja chyba ksiażkę zacznę pisać... O! Będzie mogła żądać wyższych
      alimentów z powodu tantiem!!!
      • tricolour To może być interesująca książka... 25.06.09, 19:46
        ... i pouczająca dla rodziców, dzieci i "nowych" partnerów.

        Dawno już zauważyłem, że kobiety będą w związkach z facetami płacącymi alimenty,
        dostają pewnego rodzaju olśnienia: płacący alimenty jest OBCIĄŻONY finansowo! Jeju!

        Dopóki kobiety są same i samotnie wychowują dziecko nie interesują się realnymi
        ograniczeniami w zarobkach ojca. Ma on zarabiać tyle, by sprostać rosnącym
        wymaganiom, a wymagania te są wręcz proporcjonalne do wzrostu dziecka. Każdy
        sposób jest dobry, by dziecko miało zapewnione alimenty.

        Czasem jednak życie płata figle i kobieta poznaje rozwodnika, który płaci, a
        wtedy alimenty nagle stają się obciążeniem nowego domowego budżetu. Jeszcze
        przed chwilką były czymś, co nie podlegało żadnej dyskusji, a facet miał
        przynosić pieniądze w pysku z podkulonym ogonem.

        Najzabawniej jest jednak wtedy, gdy wojnę o alimenty zaczynają toczyć dwie
        kobiety: nowa i stara żona. Te same pieniądze jednej się należą, bo dziecko, a
        drugiej się należą, bo mąż...

        Chętnie przeczytam Twoją książkę, pisz.
        • 13monique_n Re: To może być interesująca książka... 25.06.09, 21:15
          Tri, to nie do końca tak. Zasada, że dzieci potrzebują pieniędzy nie jest
          naprawdę niczym nowym. Ojca obowiązkiem jest dbać o poziom życia dzieci
          porównywalny do tego, jaki ma on sam. I normalnie nie przeszkadza to normalnej
          kobiecie, z którą taki ojciec się wiąże po rozwodzie.
          Kiedy zaczniemy pisać i czytać o tym, jak nie powinno być, to akurat przypadek
          dyderko pokazuje, jak mamusi, a nie dzieciom, wali w dekiel. PS Kobiety z
          dziećmi najczęściej szukają faceta z dziećmi i jeśli są normalne, to MAJĄ
          świadomość tego, że płaci on (a na pewno powinien) alimenty na swoje dzieci.
          Gdyby nie płacił, albo żałował, to ja bym spieprzała w podskokach od takiego!
        • krowa_laciata Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 01:27
          Książki pisać nie zamierzam wink ale przyznam, że postawa i pomysły
          eks mojego M też przyprawiły mnie o lekki zawrót głowy. Może właśnie
          dlatego, że spory kontrast jest między nami i całkiem innym typem
          jestem smile Ze zobowiązaniami chłopa jak najbardziej się liczyłam i
          gdyby sie wykręcał, bądź traktował je jako kasę na waciki dla eksi,
          podobnie jak przedmówczyni wiałabym byle dalej, a już na pewno nie
          zostałby ojcem moich dzieci. Co prawda podwyżki alimentów jeszcze
          nie przerabialiśmy, ale eks domagała się dużo większego,
          pozaalimentacyjnego wkładu. No... w porządku, czemu nie? Dodatkowej
          kasy na wakacje, komunię itp. się nie czepiałam, wszak to dodatkowy
          wydatek i czemu tylko matka ma to odczuć, gdyby byli razem też chłop
          musiałby się tym martwić. Tylko jak wymaga kasy na leki, które ponoć
          dzieci stale i nieprzerwanie biorą, tymczasem kiedy są u nas nagle
          następuje cudowne ozdrowienie i dzieci nawet będąc miesiąc leków
          brać nie muszą, to coś nie halo. Jak chce kasy na podręczniki, po
          tym jak koleżankom doradza jak mają załatwić sobie darmowe, bo ona
          tak załatwiła, też nie halo. Jak ciągnie kasę na okulary, aparat na
          zęby, których dziecko nigdy nie miało i nie ma po dzień dzisiejszy
          mimo, że M opłacił... to kolejne nie halo big_grin Jak chwali się na prawo
          i lewo, że po otrzymaniu alimentów wyśle swojego nowego faceta na
          prawo jazdy, a chwilę później wymyśla kolejne potrzeby dzieci, które
          M ma sponsorować, a które pewnie nigdy światła dziennego nie ujrzą,
          to nie halo po raz n-ty. I nie drażni mnie to dlatego, że obciąża
          mój budżet, ale dlatego, że sama nigdy na taki pomysł nie wpadłam (i
          nie zazdrość to boże broń wink) Mój eks ma zasądzone śmieszne alimenty
          (nigdy ich nie podnosiłam), nie dokładał się do dodatkowych potrzeb
          (nigdy o to nie poprosiłam). Nawet kiedy sytuacja znacznie mu się
          poprawiła i wiedziałam o tym. Sam sie poczuł i w porządku, kiedy sam
          zapyta czy coś potrzeba lub dzieci mu powiedzą, nie wzbraniam się i
          korzystam, jeśli nie... radzę sobie sama. W żadnym wypadku nie
          twierdzę, że M ma dać minimum (alimenty) i resztę mieć gdzieś. Ma
          dać starszym dzieciom tyle ile daje naszym wspólnym, ewentualnie
          odwrotnie. Eks natomiast wymagała sypania kasą i całkowitego
          utrzymania dzieci (tak jak M to robił kiedy był sam po rozstaniu)
          bez uwzględnienia, że ma teraz rodzinę i dodatkowe zobowiązania.
          Odmowa skończyła się obrazą, groźbami odebrania praw rodzicielskich,
          uniemożliwianiem kontaktów... a na koniec stwierdzeniem, że skoro M
          kontaktów nie utrzymuje z dziećmi to grozi mu za to kara i ona
          wszystko do sądu zgłasza big_grin
          • braktalentu DYGRESJA O TACIE BANKOMACIE 26.06.09, 08:08
            "Jak ciągnie kasę na okulary, aparat na zęby, których dziecko nigdy
            nie miało i nie ma po dzień dzisiejszy mimo, że M opłacił."

            Abstrahując od Twojej sytuacji Krowo (to chyba nie brzmi dobrze-smile),
            chciałabym zwrócić uwagę szanownych forumek na podstawy zjawiska
            tata- bankomat. Dziecko ma wadę zgryzu, wadę postawy, wadę wzroku.
            Co robią rozwiedzeni rodzice? Mamusi uczy, że w takim wypadku dzwoni
            się do bankomatu, coby przysłał pieniążki. Tatuś uczy, że od
            ZAJMOWANIA się dziećmi jest mamusia, on ma tylko te obowiązki, które
            nałożył na jego konto sąd + finansowe extrasy będące dowodem jego
            troski o potomstwo.
            A dlaczego tatuś nie poszedł SAM z dziećmi w sprawie aparatu,
            okularów, czy leków? Dlaczego nie wie jakie podręczniki są dzieciom
            potrzebne i ile kosztują? Dlaczego bez konsultacji lekarskiej
            ośmiela się przerwać kurację farmakologiczną? Bo dzieci dobrze się
            czują. Mnie też rezygnacja z pigułki antykoncepcyjnej nie szkodzi od
            razu. Mogę nie brac nawet przez miesiąc-smile))
            Raz jeszcze Krowo, to nie jest analiza Twojej sytuacji. Ja wiem, że
            zdarzają się różne sytuacji. Że odległość, że praca, że wszytkie
            inne wymówki świata. Ot tak, ogólnie mi się napisało, bo gdyby mój
            mąż nie zauważył, że nasze dziecko potrzebuje okularów, lub co
            gorsza moje spostrzeżenie skwitował sięgnięciem do portfela, to
            chyba bym Mu łeb przy samej dupie urwała.
            • 13monique_n Re: DYGRESJA O TACIE BANKOMACIE 26.06.09, 15:30
              Braktalentu,
              co robię, kiedy dziecko ma dostać lekarstwa, okulary, aparat na zęby
              (akurat nie mają), narty... Zbieram kasę i sobie radzę. Tatus nawet
              bankomatem nie jest i nie zamierza być, bowiem każdy wydatek ekstra
              jest "nieobowiązkowy", jak to był łaskaw nazwać.
            • krowa_laciata Re: DYGRESJA O TACIE BANKOMACIE 28.06.09, 01:06
              Ech... mój chłop to temat na osobny wątek wink Jeśli chodzi o nasze
              dzieci dostrzega (niby) wszystko. Czyli wszystko co sam zauważy
              obcując z dziećmi, a obcuje sporo. Jak jest w domu (nie jest tylko
              kiedy pracuje, koledzy i inne rozrywki w gre nie wchodzą) zajmuje
              się dziećmi, bawi z nimi, wie kiedy mają jeść, spać, jaka kaszka,
              pieluchy, lekarstwa... co nie zmienia faktu, że od biegania po
              lekarzach jestem ja, bo on pracuje. Nawet jak idziemy na wizytę
              razem (bo ciężko mi samej z rocznymi bliźniakami) to do gabinetu
              wchodzę pojedynczo ja sama z każdym dzieckiem. W związku z tym
              gdybym mu wmówiła, że zmiany grzybicze na zadku dziecka będące
              wynikiem alergii i leczone maścią za 3,40 to ciężka choroba
              wymagająca skomplikowanego, kosztownego leczenia, chłop by łyknął uncertain
              Podłapała to eks i za czasów kiedy byli razem i był na bieżąco,
              dzieci ciężko i przewlekle nie chorowały smile Bo zdarzało się jej
              znikać na kilka dni lub tygodni i wtedy był zmuszony sam gonić po
              lekarzach i wiedział co i jak. Po rozstaniu dzieci zostały pod jej
              opieką i M ślepo słuchał co dzieciom dolega. On swoim zwyczajem nie
              wnikał za bardzo, a eks nie wymagała za bardzo żeby wnikał big_grin W
              efekcie przywiózł dziecię na święta i stwierdził, że ma brać jeden
              lek na nadpobudliwość i nerwowość (ponoć kosztowny bardzo i
              niezbędny, do którego fajnie by było gdyby się dołożył), drugi na
              astmę. Farmaceutką nie jestem, ale zadziwiło mnie, że lek na
              nerwowość jest wziewny... i nazwę z opakowania wrzuciłam w google i
              okazał się również lekiem na astmę uncertain Ogólnie rodzicielstwo eks i
              mojego małża to jedna wielka spychoterapia, jedno i drugie potrafi
              tylko wzajemnie się obwiniać o porażki dzieci. Starałam się z tym
              walczyć (w przypadku chłopa, nie eks), ale próżny trud sad
        • adela38 Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 07:43
          Hm... a mnie bardzo by interesowalo w owej ksiazce na jakiej to podstawie eksia
          mialaby czepiac sie moich dochodow w aspekcie finansowania jej dzieci, ktore
          moimi nie sa...
          Decydujac sie na bycie z facetem z przeszlocia i zobowiazaniami jestem swiadoma,
          ze on ma zobowiazania, ale nie znaczy ze mam zamiar wziac te zobowiazania na
          siebie.Jak sama chce cos komus sprezentowac to to robie z wlasnej i
          nieprzymuszonej woli, ale jakim prawem ex mialaby siegac do mojej kieszeni??
          Moze mi to ktos wytlumaczy, bo ja najwyrazniej "niekumata" jestem...
          • braktalentu Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 07:56
            Bo prowadzicie WSPÓLNE gospodarstwo domowe i w związku z powyższym
            wysokie dochody Next wpływają na standard życia ojca dzieci. To nie
            jest tak, że Next utrzymuje dzieci swojego partnera. Ona utrzymuje
            JEGO, dzieki czemu On ma możliwość łożenia więcej na dzieci-smile.
            Gdyby sprawa dotyczyła Next - konkubiny, broniłabym się przed sądem
            osobnymi rozliczeniami z US. W przypadku Next - małżonki niebędna
            jest rozdzielność z zachowaniem całego ceremoniału informacyjnego.
            • dyderko Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 08:55
              A ja posiadam jeszcze mieszkanie, w którym nie mieszkamy. To
              mieszkanie winnam wynająć, co zwiększyłoby nasz comiesięczny dochód
              i pozwoliłoby ojcu płacić większe alimenty. Tak więc Exia wykazuje
              że zaniedbujemy posiadane możliwości po to by jak najmniejsze
              alimenty płacić.
              Czyli w ewidencji urzędu, w którym Exia pracuje nie ma nic na temat
              tego że to mieszkanie obciążone jest dożywociem darczyńców, (czyli
              moich rodziców), a wynajem z lokatorami dwupokojowego mieszkanka
              chyba się nie będzie opłacał...
              • edw-ina Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 09:07
                Dziewczy, jak to czytam to mi ręce opadają. Alimenty jedno, zrobił
                niech płaci, w końcu dzieci musze mieć co jeść. Dodatkowa pomoc-
                zrozumiałe. Ale cholera chyba wolałąbym się rozwieść albo przejsć
                całą "ceremonię" doprowadzenia do rozdzielności majątkowej niż
                zgodzić się, by moje dochody zostały wliczone w poczet sumy, na
                podstawie której określa się alimenty. I tak dopłacam do wszystkiego
                i mam świadomośc, że jeśli pojawi się moje dziecko to będzie w 90
                proc. na moim utrzymaniu, ale na nie swoje dzieci pracować nie
                zamierzam.
                Cholera, może to i wredne, ale nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy
                pomyślę o takiej ewentualności. W taki oto sposób można doprowadzić
                do tego, że ludzie z przeszłością nie będą mieli szansy ułożyć sobie
                przyłości, bo jaka babka weźmie faceta, by go utrzymywać?
                • dyderko Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 09:20
                  Kochana, rozdzielność nie pomoże. Dochody wchodzą do wspólnej kasy i
                  są podstawą żądania i zasądzania alimentów. Exia się właśnie
                  zorientowała że moje mieszkanie jest moje i pozostanie moje, nic jej
                  do niego. Natomiast według niej ja, tak jak ojciec, powinnam dołożyć
                  należytego starania by jak najwięcej zarobić (ojciec już jest na
                  dwóch etatach, więc wysłanie go jeszcze do roboty nie wchodzi w grę).
                  • edw-ina Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 09:29
                    To mnie załamałaś. Naprawdę sądziłam, że wystarczy rozdzielność
                    majątkowa. Swoja drogą nie zazdroszczę Ci sytuacji. A może tak dla
                    odmiany to ty zacznij kobiecie wyliczać? A ta bluzezka to pewnie
                    przynajmniej 200 zł ją kosztowała, te buciki widziałam w takim
                    drogim sklepie itd. Może coś się w jej mózgu odblokuje i pozwoli
                    impulsom między neuronami na swobodne przepływanie? Diabli wiedzą,
                    co z taką zrobić
                  • adela38 Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 10:47
                    dyderko napisała:

                    > Kochana, rozdzielność nie pomoże. Dochody wchodzą do wspólnej kasy i
                    > są podstawą żądania i zasądzania alimentów. Exia się właśnie
                    > zorientowała że moje mieszkanie jest moje i pozostanie moje, nic jej
                    > do niego. Natomiast według niej ja, tak jak ojciec, powinnam dołożyć
                    > należytego starania by jak najwięcej zarobić (ojciec już jest na
                    > dwóch etatach, więc wysłanie go jeszcze do roboty nie wchodzi w grę).
                    >

                    Nie rozumiem tego- jak jest rozdzielnosc to wlasnie dochody sa rozdzielone i
                    malzonek nie ma prawa do dochodow drugiego malzonka, czyz nie tak? Majatek
                    sprzed malzenstwa i tak nie wchodzi do wspolnoty majatkowej.Jezeli jest
                    rozdzielnosc to znaczy, ze rozdziela sie czyli nie ma wspolnoty majatkowej i to
                    obejmuje wlasnie dochody i majatek uzyskany juz po zawarciu malzenstwa, ktory
                    inaczej bylby objety wspolnota.Rozdzielnosc bierze sie w wiekszosci po to by
                    zobowiazania wspolmalzonka nie dotyczyly drugiego malzonka...a zobowiazania to
                    nie tylko kredytyale i alimenty...czyz nie tak?
                    • dyderko Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 11:54
                      Majątek odrębny nie wchodzi we wspólnotę. Natomiast dochody, a więc
                      i pożytki z tego majątku, wchodzą „do wspólnego garnka”, z którego
                      małżeństwo się utrzymuje. Więc jeśli z majątku mam większe dochody
                      to to co ma na utrzymanie nasza rodzina jest większe, więc ojciec
                      może płacić większe alimenty (przynajmniej teoretycznie). Tzw.
                      intercyza rozdziela majątek, tak więc jak nie można zaspakajać
                      zaległości kredytowej jednego małżonka z majątku drugiego tak też
                      zaległości alimentacyjnej z majątku drugiego małżonka zaspakajać też
                      nie można (przynajmniej na razie). Natomiast przy obliczaniu
                      alimentów brana jest pod uwagę sytuacja materialna w jakiej żyje
                      ojciec (nie to ile zarabia, choć czasem to ile może zarabiać), a na
                      to ma wpływ także to jakie dochody ma partner, niezależnie od
                      rozdzielności (chyba ze nie mieszkają razem).
                      • adela38 Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 12:30
                        Natomiast przy obliczaniu
                        > alimentów brana jest pod uwagę sytuacja materialna w jakiej żyje
                        > ojciec (nie to ile zarabia, choć czasem to ile może zarabiać), a na
                        > to ma wpływ także to jakie dochody ma partner, niezależnie od
                        > rozdzielności (chyba ze nie mieszkają razem).
                        >

                        Hm... czyli u was twoj maz powinien byc zameldowany w twoim drugim mieszkaniu i
                        wtedy ta pani moze sie odw... od twojego portfela? A za to mieszkanie maz moze
                        ci co miesiac czynsz placic... No a odwiedzac mozecie sie kiedy chcecie...
                        • dyderko Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 12:42
                          Ta pani, podejrzewam, że żądałaby wzięcia pod uwagę kwot emerytuy
                          wypłacanych jego teściom a wchodzących do wspólnego gospodarstwa z
                          M. ;P
                          • edw-ina Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 17:46
                            Rany, ex mojego M jest już świętej pamięci, ale zanim tak się stało,
                            bardzo staraliśmy się nie wspominać o naszych wyjazdach, moich
                            dochodach itp. Zawsze słyszeliśmy tekst, że inni to dają więcej.
                            Może i są tacy, którzy dają więcej, choć mi się wcale nie wydaje, że
                            mój M daje mało. Z drugiej strony nikt nie rozliczał o ile łatwiej
                            jej było w życiu, kiedy brała sobie kolejnych kolesi. Więc może to
                            powinno byc raczej tak, że skoro brane są pod uwagę dochody next, to
                            może również powinny być brane pod uwagę dochody nexta. Każda sobie
                            kogoś znajduje, tylko jakoś dziwne jest to, że to ten ex i ta
                            nextowa powinni płacić. A wiecie co jest w tym najzabawniejsze? Że
                            to zwykle kobitki, którym i tak jest całkiem dobrze w życiu domagają
                            się więcej. Te, którym faktycznie jest potrzebna pomoc zwykle nie
                            dopominają się o tę pomoc w ten sposób.
                  • annjen Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 18:24
                    z tego co mi wiadomo, to rozdzielność jest rozdzielnością i nie ma mowy, aby
                    Twoje dochody wliczały się do wspólnoty. jedynie fakt, że intercyza nie działa
                    wstecz, może tu stanowić problem, bo skoro wniosek został już złożony, to sąd
                    weźmie pod uwagę wasze dotychczasowe dochody. mając tak skomplikowaną sytuację
                    dawno już zawarłabym intercyzę (góra 30 min. u notariusza). sama zresztą z moim
                    mam zawartą przed ślubem.
            • adela38 Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 09:16
              > Bo prowadzicie WSPÓLNE gospodarstwo domowe i w związku z powyższym
              > wysokie dochody Next wpływają na standard życia ojca dzieci

              Tego to jakos niezbyt rozumiem...jesli nexia ma duze dochody i wysoki standard
              zycia, ale ma wspolne gospodarstwo domowe z mezem to dziala to tez w druga
              strone, bo ten maz musi wiecej wydawac na utrzymanie nowej rodziny/ dokladac sie
              do wspolego garnka, wiec jego dochody musza byc dzielone na wiecej osob i stad
              wniosek -alimenty powinny byc wrecz zmniejszone by mu starczylo na wszystkich...
              Kurcze...wyglada na to, ze powinnan zadbac o rozdzielnosc majatkowa czy jak...
            • e_r_i_n Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 20:05
              Dzieci mają mieć standard zgodny z możliwościami zarobkowymi RODZICÓW.

              Jak next chce zapłacić za wakacje męża na Karaibach, to jej prawo.
              Ale ten standard nie wynika z zarobków ojca dzieci i nie powinien mieć wpływu na
              alimenty.
        • dyderko Re: To może być interesująca książka... 26.06.09, 09:05
          Tri, nie mam nic do alimentów, ja akurat wiedziałam że facet ma
          zobowiązania. Nie mam nawet nic do dodatkowych wydatków (jakoś
          potrafię to sobie wyjaśnić). Nie mam nic do spotkań z dziećmi
          (dziwna jakaś jestem, nie?).
          Pretensje mam o czepianie się mnie, mojej własności, dochodów, tego
          gdzie bywam i w co się ubieram - nagabywanie, nękanie, strasznie, bo
          to może faktycznie straszne nie jest ale cholernie uciążliwe. O
          czepianie się M mam mniejsze pretensje bo to jednak on się z nią
          ożenił i za głupotę swoją płaci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka