tomek854
17.09.16, 21:02
Ot, cwaniaków nigdzie nie brakuje.
Po drodze do pracy złapałem gumę. Jakiś kawał metalu mi się wbił w oponę, ale w powierzchnię toczną, więc powinno być spoko.
Zajechałem wiec do pracy na dojazdówce, koło wrzuciłem na ciężarówkę i wyjeżdzając zatrzymałem się przy znajdującej się nieopodal wulkanizacji.
Błąd mój polegał na tym, że zapytałem uprzejmie "can you fix my puncture". Koleś od razu powiedział, że nie da się naprawić, że dziura za duża, że kawałek metalu, ale tak się szczęśliwie składa, że on handluje akurat używanymi oponami, i na pewno coś dla mnie znajdzie - i zaczyna kopać w hałdzie pół łysych opon.
Ja mu tłumaczę że nie jestem zainteresowany, chyba, że ma taką jaką ja mam o podobnym stopniu zużycia, ale wątpię w to, bo mało kto tu jeździ na całorocznych a co dopiero na vredesteinach. Tymbardziej, że ja na przedniej osi mam akurat nówki, a na tej, na której złapałem gumę takie o przebiegu ledwo kilku tysięcy mil, młodsze niż rok z mnóstwem bieżnika...
Koleś się robi coraz bardziej upierdliwy, więc dosłownie wyrwałem swoje koło z rąk jego pomocnika i pojechałem do innej wulkanizacji 200 metrów dalej, gdzie mi naprawili moją "nienaprawialną" oponę bez problemu.
Koleś ma w internecie bardzo dużo opinii o tym, jakie to świetne ma używane opony i jak niedrogo. A ja nawet wiem, skąd on je bierze!
* * *
Inna sprawa, że w UK nie dość, że legalnie jest posiadać dwie rózne opony na tej samej osi (tak długo jak są tego samego RODZAJU i ROZMIARU) to jeszcze nie spotkałem warsztatu, który by dokręcał koła kluczem dynamometrycznym (mój zaufany oponiarz robi to tylko na moje wyraźne żądanie, traktując mnie jako nieszkodliwego dziwaka).