Dodaj do ulubionych

chorobliwa zazdrość?

13.06.06, 00:56
Witam,
poradzcie cos bo zaczynam świrowac, ostatnio w moim małżeństwei nie działo się
za dobrze (pisałam tu i pewnie kojarzycie), mąż generalnie całą winę zrzucił
na moje bary stwierdził, że to
wszystko przeze mnie, ma mnie dość, chce odpocząć, jakby miał gdzie to by się
wyprowadził, nie chce czuć się kontrolowany itp. Starałam się i staram nadal,
mamy 2 letniego bobasa chcę aby nasz związek trwal. Po wielu rozmowach
przyznam się, że ujrzałam część swojej winy (za mało go doceniałam, chwaliłam
itp) postanowiłam się zmienić, jemu powiedziałam że mi na nas zależy, że chce
naszego szczęścia - on że nie wierzy w to. Były ciche dni, wyprowadzka z
sypialni, jego tajemnicze sms, zachowanie typu w pracy nie dawaj mi buziaka bo
podwładni patrza (nigdy mu to nie przeszkadzało). Podejrzewałam że może ma
kogoś, jednak zachowania jego wykluczyły tę możliwość, przyznał też ze nie ma
nikogo (nie wiem czy powinnam wierzyć, no ale uwierzyłam). Po moim wyciszeniu
jakby sie poprawiło, wrócił do sypialni, zaczęlismy coś tam rozmawiać. Jednak
mąż cały czas trzyma nute niepewności, tajemnicy. Ja osoba bardzo porywcza,
szybka, zawsze zazdrosna nie potrafie już z tym życ. Jakoś wciąż węszę i
jakbym na siłę doszukiwała się tej drugiej. Dodam, że jak dotąd nigdy nie
mieliśmy do siebie podejrzeń w tej sferze. Ostatnio zaczął częściej wspominać
jedną dziewczynę z pracy (ona mu to załatwiła, on jej tamto, ona podesłała sms
z czymś tam, na coś tam i mnie zapraszała), wczoraj przeglądałam jego zdjęcia
w komórce (ma naszą małą, kolege i ją)dziś no nie wiem czy to moja fantazja
czy co, ale wydaje mi się nie stosowne - prosiła męża o nagranie jakiegos
filmu, on jej nagrał po czym ona przyszła pod dom, chwilę żartowali, on dal
jej płyte i wrócił do domu. W domu zgrywał męczennika (bo go ząb boli)- przy
niej się śmiał, zapytałam czy coś łączy go z tą laską (no nie wytrzymałam,
wiem że nie powinnam w końcu jestesmy w trakcie naprawy wzwiązku a tu znowu
ja...)powiedział że nie, że on jest życzliwy dla ludzi (nie zaprzeczam, nie
raz nawet da się wykorzystać)i jak go prosiła o pomoc to jej udzielił,
zagadnęłam o zdjęcia, że jej ma a moje nie - on że nie będzie mi sie tłumaczył
ze zdjęc wykonanych na stołówce pracowniczej. Powiedziała, że sądziłam iż coś
się w naszym związku zmienia - on mnie wyprostował, powiedział że on nie
wierzy że będzie dobrze i że ja mu nie będę robiła juz wiecej scen i że
decyzję z wyprowadzką wciąż podtrzymuje. (nie wiem, może tak mówi bo nie chce
abym przestała się starać?) Może i się czepaim, ale mi brakuje milości,
ciepła, pewności a on tu takie sceny odwala. Meritum - już wiecie że go bolał
ząb (był na środkach przeciwbólowych), prosiłam aby kład sie do łózka- on z
uporem maniaka chciał spać na kanapie, położyłam się sama (nie mogłam usnąć,
potrzebowałam tylko przytulenia) wołałam go on że zaraz, poszłam i mówię "chcę
się tylko przytulić choć do sypialni albo tu się kładę" (z tym że koło niego
na kanapie nie ma miejsca), on że zaraz że chyba zaraz ze mną zwariuje,
połozyłam głowę na jego klacie on cały zły - zaraz przyjdę (i tu jej imię) daj
mi spokój zaraz przyjdę (i powturzenie imienia). Zapytałam kto? Zaczął się
mieszać (niby był w półśnie, śnie sama nie wiem), zdenerwował się na maxa,
powiedział że nie będzie się teraz zastanawiać co powiedział, żebym dała mu
spokój, że zaraz ochłonie i przyjdzie. Wiedziałam że nie przyjdzie, dlatego
siadłam i wam to opisuję, błagam pomóżcie! Jak interpretować to zachowanie,
czy ja wmówiłam to sobie i teraz jemu, czy widzę prawde a on mi oczy mydli, co
z tym porzuceniem małżeństwa, mnie dziecka. To wyciszenie, układnośc,
postepowanie pod męską psychike spala mnie, a jeszcze jego niedomowienia,
tajemnice i teraz ta panna. Nie wiem kompletnie co o tym myślec, jestem
jeszcze bardziej zazdrosna o te wypowiedziane noca może w nie zupełniej
świadomości słowa (jej imię - dobrze że nie z pieszczotą a złością). Jeśli
jest tu jakiś psycholog lub osoba doświadczona życiem prosze o radę co robic,
co jutro - wspominać tę noc, udać że nie pamiętam? Dodam że mamy po 30lat, z
sobą 12 lat, 2 letnia córeczka za nami chwile piekne i drastyczne. Pomóżcie
proszę.
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:17
      nieziemskie jazdy jak na zwiazek z takim stazem. Nie zastanawialiscie sie nad
      terapia? Bo sami to sie juz zaplataliscie na maxa i nakrecacie coraz bardziej.
      • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:19
        Mąż ma okropny charakter (i to nie tylko moje słowa), proponowałam psychologa -
        on twierdzi że nie potrzebuje....
        • lemonna Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:03
          mi sie wydaje ze jednak troche przesadzasz, choc moze to robią dwie strony - na
          prawde sie zakreciliscie. mysle ze mazmze miec kolezanke, a twoje weszenie moze
          go irytowac.
    • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:23
      jest nieustępliwy, stawia na swoim, potrafi wszystko dać na jedną kartę - mówił,
      że bi sie wyprowadził aby odpocząć zobaczyć jak by było - ja że nie wiem czy
      jakby po tym chciał wrócic czy bym go przyjeła- on że najwyżej by załował do
      konca życia tej decyzji. tak już się skłócił z rodzicami, nie rozmawiaja od 3
      lat.... Nie wiem co z nami będzie a jeszcze ta dzisiejsza historia, co robić z
      nią jutro - wspominać, przemilczeć - daję sobie głowe uciąć że on sam tematu nie
      zacznie. Co z tego że chciałabym dobrze, brakuje mi sił, a to nakręcanie....
      • gagatek10 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:35
        rozumiem Cie doskonale bo tez jestem b emocjonalna. Pytasz sie co masz zrobic
        jutro- radze nie zaczynaj tematu, nie wracaj do tego, ale jesli masz taka nature
        jak ja to i tak cos "napomkniesz", bo nie wytrzymasz.
        a tak swoją drogą jesli facet nie odzywa się do rodzicow 3lata tzn ze jest
        uparty jak cholera i pewnie tez nie widzi swojej winy w roznych sporach, dlatego
        jak juz sobie wmowil ze go wkuriwasz to sie sam nakreca i co bys nie robila on
        bedzie nadal trwal w przekonaniu ze twoje "wieczne" pretensje go wykanczają.
        Co do twoich staran, mam dokladnie ten sam problem- jak tylko zaczynam dawac cos
        od siebie to oczekuje ze ktos to zauwazy a nie bedzie mi wciaz sceny robil- ale
        chyba wyjsciem jest pokora i dalsze starania, bo na to ze on "zmieknie" raczej
        nie licz.
        • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:40
          dzięki za zrozumienie, człowiek w emocjach i ostatnim miesiącu burz sam nie wie
          co robic. Cholera teraz nurtuje mnie sprawa tej dziewuchy, co wypalił jej
          imieniem tak z nie nacka, nigdy takich pomyłek nie było, czy brac to poważnie
          pod lupę czy dac spokój i wymazać z pamięci?
          • anula36 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:41
            jasne- wez pod lupe i pieklo sie zacznie od nowa.
            Albo sie oboje troche wyciszycie albo sie kiedys pozabijacie w szale;)
            • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:46
              Cholera nie radzę sobie, szkoda mi dziecka, siebie, naszej rodziny, która
              naprawdę nie jest zła, a on chce wystawić nas na próbe kosztem wszystkiego. Ten
              związek gdzie jedno chce a drugie kładzie lagę - no nie wiem jak może być
              dalej... Mam dość.
              • anula36 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:52
                dziewczyno - teraz to idz spac i sprobuj odpoczac.
                Sama ze wszystkim nie poradzisz - wydaje mi sie ze masz bardzo dobre checi ale
                nie da sie tak ze tylko ty sie bedziesz starac - sama widzisz ze sie robisz
                tylko bardziej nerwowa od tego.
                On uparty, ty wkurzona- wystarczy iskra. naprawde tylko terapia moze was
                uratowac. Porozmawiaj powaznie z mezem o tym. Albo zacznij chodzic sama na
                spotkania z psychologiem - to ci pomoze wzmocnic sie odreagowac i uspokoic -
                dla atmosfery w domu to tylko na plus.
                • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 01:54
                  Kompletnie nie chce mi się spac, bym wyła na cały dom, nie mam sił, chciałam się
                  tylko przytulić,,,
    • gabi967 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:09
      Jeżeli on niechce to idz sama do psychologa lub terapeuty.Śledze twój wątek od
      początku,to co robi twój mąż wygląda na jakąś zemste.Nie rób nic na siłe,musisz
      koniecznie się uspokoić,pomyśl o dziecku napewno wyczuwa twój nastrój i mu się
      udziela.Tylko specjalista może ci pomóc,a twój mąż jak zobaczy że ty chodzisz
      to może po jakimś czasie do ciebie dołączy.Trzymaj się wiem że ta sytuacja
      napewno cię przerasta i sama sobie z nią nie poradzisz.A jeżeli chodzi o
      ratowanie małżeństwa to muszą chcieć obydwie strony.O tym że wypowiedział jej
      imie nic nie wspominaj,to może być jego kolejna zagrywka żeby cię zranić i dać
      kolejny powód do kłótni.Powodzenia-Gabi.
      • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:27
        Gabi - jestem świadoma jego gierek, mam wiedzę, chęci i upór do działania, ale
        tym razem wychodzi moja stona charakteru - zaczynam opadać z sił, brakuje mi
        ciepła, zrozumienia, przytulenia i to nie ze strony innych ale właśnie
        potrzebuję jego. Któregoś razu ktoś napisał i takie też jest moje zdanie -
        skoro chciałby się wyprowadzić, odpocząc to czemu tego nie zrobi - przeciez
        stac go choćby na wynajęcie czegoś, przecież bez sensu jest tak mówić a robić
        odwrotnie, on jednak tylko od czsu do czasu wspomina że z tej decyzji się nie
        wycofuje - to w pewnym sensie odbieram równiez jako jego wołanie o pomoc, może
        i tym razem jest tak że mówi jedno, myśli drugie. Chcę nam pomódz, ale te
        gierki a teraz wzbudzanie we mnie podejrzeń, wyostrzanie zazdrości - to jest
        chore, brakuje mi w tym powietrza. Teraz jeszcze mam wyrzut że dałam się
        wciągnąć i zapytałam o tę koleżankę (co on myśli o niej, czy ona do czegos nie
        dąży itp) teraz się boję czy to moje stwierdzenie nie pchnie go wprost w
        ramiona tamtej laski (dodam że nie wiem czy ona ma kogoś itp). Jestem
        skołowaciała.
        • monia119 Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 14:26
          nie rozumiem jak można przejść do porządku dziennego nad tym, że mąż nosi w
          telefonie zdjęcie koleżanki, że przez pomyłke mówi jej imię. Dla mnie sprawa
          jest jesna - ma z nia romans, albo będzie miał. Jeszcze do tego straszy
          wyprowadzką. Sama mu spakój tobołki i zobaczysz z jakim podkulonym ogonem
          wróci, albo jeszcze wszczesniej sobie zda sprawe z tego co moze stracić. Nie
          daj sie jemu tak poniżać. Zyczę powodzenia
      • taka_laska Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:29
        Wcale nie jestes chorobliwie zazdrosna.
        Ale prawda jest bolesna, twój mąż myśli o koleznace, a ta koleżanka, jak widać
        zdaje sobie z tego sprawę i go mocno do siebie zachęca.
        Pogoń te jego koleznkę, bo inaczej źle to wrózy dla ciebie i waszego związku.
        • ewolwenta Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:39
          Laska ostrożnie z takimi radami. Przecież się facet zatnie i obrazi, wyprowadzi
          i nie odezwie w imię pokazania kto tu rządzi.
          • taka_laska Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 11:57
            dziewczyna ma słuszne podejrzenia, a zachowanie faceta tez daje duzo do
            myślenia.
            Musi postapić stanowczo i kategorycznie pogonić panienke, bo się obudzi z reka
            w nocniku.
            A facet ma przejsciowe zaciemnienie umysłu.
        • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 09:44
          Też się nad tym zastanawiałam, ale jak, co robić aby nie wyjśc na wariata? A
          może faktycznie sie mylę, mąż zawsze jest chętny do niesienia pomocy. Z tym że
          tu są dwie strony, może ona go wabi i w nosie ma fakt że jest zonaty, ma
          dziecko. Nie wiem jakie posunięcie wykonać.
    • dixia Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 10:03
      Jak tak się przyglądam Twojej opowieści to czasem mam chęć zdrowo Cię
      opier...!!! Nie dość, że Twoja historia dzieje się w czasie rzeczywistym i
      przypomina relację z pola walki (Irak - dzień po dniu) to jeszcze za nic
      bierzesz sobie rady ludzików, którzy w dobrej wierze, wczuwając się w klimat i
      temat, ich udzielają...
      Już wielokrotnie pojawiały się stwierdzenia porównujące Wasze zachowanie do
      zachowania dzieci... I dalej tak się dzieje... A szkoda. Ponieważ, w mojej
      opinii, pogarszacie klimat, relacje i zapętlacie sie coraz bardziej!!!
      Magda - wyluzuj!!! Miej litość nad sobą, mężem i Waszym dzieckiem!!!
      Zobacz - jest piękna pogoda - spakuj się i wyjedź sama z dzieckiem na parę dni i
      odpocznijcie od siebie. Zrelaksuj się. Mężowi też daj odpocząć!
      Ale nie! Ty zaraz stworzysz kolejną aferkę, będzie nastepny dym o cokolwiek...
      Wszystko przez brak dystansu do sprawy. Jesteście oboje rozdrażnieni i nie
      możecie się dogadać. Za tydzień napiszesz, że była kłótnia o naczynia w zlewie
      albo, że nagrał płytę z filmem kolesiowi z pubu (może jest pedziem? ;o)))
      Itd itp.
      Naprawdę wrzuć na luz!!!! Jeśli tego nie zrobisz to stracisz wszystko!!!! Bo
      Twój facet jest bardzo uparty i potrafi "na złość mamie odmrozić sobie uszy"!!!
      • zmagda1 Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 10:17
        Dixia, kochana, ja wiem staram sie z całych sił ale już nie mogę, cholera coś
        mnie opętało czy co, staram się wyluzowac, robię to ale jak on podsuwa mi co
        rusz to nowe zagwozdki... Łamię się, cholera brak mi sił. Tak się mocno
        starałam a tu głupia sprawa tej dziewuchy i jeszcze to jej imię wypowiedziane
        nie wiem czy w świadomości czy z wybitego snu, czy kolejny fałszywy alarm, czy
        zacząć bac się ze ma smaka na tę laskę, a ona w d... że on żonaty, dzieciaty
        (dodam że się poznałysmy).
        Samotny wyjazd byłby wskazany, nawet on wysyła mnie w ten week bo chce na
        spokojnie dokńńczyć jakies prace w domu, ale ja się teraz boję go zostawiać,
        juz myśli smigają mi wokoł tej laski, chyba przestaje myśleć racjonalnie, czy
        to jest własnie racjonalizm?
        • dixia Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 10:54
          na początek uściślijmy jedną rzecz :o)))
          Dixia to facet... Piotrek ma na imię... Rocznik 1972... ;o)))
          _______________________________
          Nowe zagwozdki rodzą się bo masz zupełny brak dystansu! Nastapiło obopólne
          zmęczenie materiału! Dlatego powinniscie odpocząć!!!
          Taa naprawdę nie masz wpływu na to czy Twój mąż będzie miał kochankę!!! A Twoje
          w tej chwili działania mogą jedynie spowodować, że sobie ja znajdzie - w myśl
          zasady skoro już mam dym o coś czego nie zrobiłem - to lepiej jest mieć go za to
          co zrobiłem... ;o))))
          Zgadzam się ze zdaniem Matyldy, że żadna w miarę poważna kobieta nie robiłaby
          takiej szopki wiedząc, że gościu ma żonę itd! Zwykle romans utrzymuje się w
          tajemnicy!!!
          • zmagda1 Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 10:58
            ha ha ha:)
            Piotrek - sorki !
            Ale się narobiło.
            Dzięki za dozę optymizmu.
            Wciąż mnie teraz gnębi ta noc - ta jego złość i jej imię w tle. Jak to odebrać?
            Dziś udałam że sprawy nie było, zachowuję sie spokojnie, normalnie, jednak w
            sercu mam ranę i to ciętą. Wciąż przesłania mi to mysli i aż brakuje mi
            powietrza.
            • dixia Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 11:04
              Rana cięta jest ponieważ jesteś rozdrażniona... Ale pomyśl sobie w inny sposób -
              może Twój mąż chciał w ten sposób Ciebie uspokoić? Tzn, że wymawiał jej imię ze
              złością - byś stwierdziła, że myśli o niej negatywnie i dała mu już spokój? A
              efekt tego poszedł w innym kierunku niz zamierzony...
              W ogóle tak naprawdę powiedzenie czyjegoś imienia nic nie dowodzi... Jak ja się
              wkurzę to na żonę krzycze imieniem mojej ex.ex... A rozstałem się z nią w 2001
              roku...
              WYLUZUJ! WYLUZUJ! WYLUZUJ! WYLUZUJ! WYLUZUJ!
              :o)))
              • zmagda1 Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 11:25
                Buzka i obys miał rację!
      • taka_laska Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 11:55
        super rada (sic)
        wyjedź i zostaw mężusiowi wolną rękę, to się kolezanka ucieszy... chata wolna
        nie bedzie musiała stać pod blokiem i razem obejrzą film.
        • dixia Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 12:15
          Nie no - oczywiście lepiej jest by zaczęła od razu strzelać... albo przynajmniej
          zastosowała metodę walizeczki...
          Co tam niech wniesie pozew rozwodowy za to, że facet wypowiedział imię innej
          panienki... Ma w bankowo orzeczony rozwód z winy męża!!!!
          • ewolwenta Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 12:18
            chyba chodzi o to żeby z pazurami na domniemaną rywalkę skoczyła...

            • taka_laska Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 12:24
              nikt nie radzi , aby facetowi walizki za drzwi wystawiać, ani brać rozwodu, ani
              tez , z pazurami rzucać się na rywalkę... trzeba spokojnie, rzeczowo dać
              koleznce i mężusiowi do zrozumienia, ze sobie nie życzysz tego typu kontaktów.
              • dixia Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 12:35
                Najlepiej ręcznie :o)))
                Nic tak skutecznie nie tłumaczy potencjalnym kochanka jak solidny łomot i parę
                dni zwolnienia ;o))))
                • taka_laska Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 13:42
                  ile kobiet przegrało swoje zycie, bo były grzeczne i potulne, a potem dramat,
                  jak on mógł i ta druga, która nie jest ani grzeczna, ani potulna tylko dązy do
                  tego czego chce.
                  • dixia Re: Ktoś miał wyluzować... 13.06.06, 13:52
                    A ile było takich co zamęczało soba drugą mnożąc podejrzenia, szykany,
                    złośliwości... A potem niemożność zrozumienia jak on/ona może odejśc do takiej
                    bezpłciowej i cichej...
                    Nie ma złotego środka!!!
                    Możesz Ty mieć rację a mogę ją mieć ja... I możemy oboje jej nie mieć... A może
                    oboje ją mamy?
    • matylda_n Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 10:23
      Przypuszczam, że nie przyjeżdżałaby pod wasz dom gdyby ich cos łączyło. Znając
      życie to koleżanka z pracy wspaniale pewnie okazuje zachwyt i docenia jego
      zaangażowanie w okazywaną jej pomoc. Jest przy tym taka życzliwa i
      bezinteresowna. Wrrrr
      • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 13:15
        matyldo obyś miała rację, i oby mój zapęd w pytaniu o nią, zagłębieniu sobie co
        on myśli o niej a co ona sobie moze wyobrażać nie umocnił go w wierze że może
        faktycznie by skosztować tego dobra...A, może pocieszające jest że stwierdził
        iz ona jest raczej za inteligentna żeby robić sobie nadzieje akurat w jego
        osobie... Koleżanka z pracy i tyle...(to jego słowa). Chyba głupieję z braku
        miłosci i ciepła bo z jednej strony niby mnie utwierdził że ok, a ja co jakiś
        czas słysze jak wnerwiony mówi w pólsnie, wybudzeniu jej imię...
    • kahana Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 16:06
      Cześć!
      Ja mogę ci powiedzieć, jak to jest z tej drugiej strony, gdy twój ukochany
      sprawdza telefon, maile, wypytuje o czym rozmawiałaś z.... a dlaczego tak
      długo.....a dlaczego do ciebie dzwoni itp. To jest nienormalne. Jeżeli facet
      stracił do ciebie zaufanie (bo ty mu nie ufasz) to nie dziw się, że ma przed
      tobą jakieś tajemnice (smsy i zdjęcia - mogą nie miec dla niego żadnego
      znaczenia, ale ukrywa je, bo boi sie twojej reakcji). To jest błędne koło i ty
      je nakręcasz. Pewnie czuje się jak w klatce. Do niczego go nie namawiaj, nie
      zachęcaj do zwierzeń, terapii, nie wymuszaj, żeby był czuły. Wiem, że to
      trudne. Musisz dać mu czas i udowodnić, że mu ufasz, że wiesz, że cię nie
      oszukuje. Mów mu, że go kochasz (o ile to prawda), ze jest wspaniały itp, ale
      nie oczekuj na razie rewanżu. To zajmie trochę czasu, ale jest możliwe:) Nam
      się udało :)
      Pozdrawiam serdecznie :)
      • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 13.06.06, 22:03
        napisałam na priv
        • niezapominajka333 Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:16
          Myślę, że ty wiesz, co trzeba zrobic, tylko tego nie umiesz. Jesteś zbyt
          niecierpliwa, żeby naprawdę zając się naprawą waszego związku.
          Nie staraj się zmienic męża, tylko siebie.
          Znajdź spokojną chwilę na zastanowienie się, na czym Ci tak naprawdę zależy. Co
          chcesz osiagnac? Żeby znowu było dobrze?
          Dobrze, czyli jak?
          Tak jak przedtem, gdy ty "rządziłaś"? Wtedy miałaś poczucie bezpieczeństwa, a
          teraz okazało się, że mąż w akcie desperacji może spakowac manatki i odejśc.
          Poprawka - straszy, że może odejśc.
          Zastanów się logicznie - co to za wymówka, że wyprowadziłby się, gdyby tylko
          miał dokąd. Czy w promieniu kilku kilometrów nie ma żadnego mieszkania lub
          pokoju do wynajęcia? Czy nie jest samodzielny i nie poradzi sobie bez "służby
          domowej"? Czy nie zarabia wystarczająco dużo, żeby się utrzymac? Czy cały
          majątek należy do ciebie, a on jest tylko biednym wyrobnikiem zmuszonym przez
          okoliczności do odgrywania roli twojego męża, żeby nie wyleciec na bruk?
          Jeśli nie, to jego groźby są raczej dawaniem ci do zrozumienia, jak bardzo jest
          źle między wami. Odbieraj to własnie w ten sposób. Może inne sposoby nie
          skutkowały.
          Co do koleżanki z pracy, to wierz mi, ze każdy normalny facet będzie wolał
          nawet przy bólu zęba pogadac i posmiac sie przez chwilę z życzliwą i ciepłą
          znajomą z pracy, niz znosic w domu żonę, która ma huśtawki nastrojów i nigdy
          nie wiadomo, kiedy wybuchnie.
          Chcesz naprawiac relacje między wami, więc zrób to dobrze.
          Na poczatek musisz zdac sobie sprawę z kilku istotnych rzeczy.
          Po pierwsze naprawa wymaga czasu.
          Daj sobie czas. Daj sobie co najmniej pół roku, żeby nie stresował cię każdy
          mijający dzień czy godzina. Tak jak z zażywaniem leków - skutki widoczne
          najwcześniej po kilku miesiącach.
          Po drugie zrozum, że możesz zmienic tylko siebie.
          Na innych masz ograniczony wpływ, a zakazy, nakazy i groźby, działają na
          krótką metę.
          Jeżeli koleżanka z pracy jest atrakcyjna, a do tego miła, ciepła, życzliwa i
          uczynna, to nie zmusisz męza, żeby przestał o niej myślec z sympatią, ani, zeby
          w ogóle przestał o niej myślec. Ale możesz byc równie sympatyczna i jeszcze
          bardziej ciepła, a z nią możesz się zaprzyjaźnic.
          Oczywiście możesz kontrolowac i osaczac, możesz robic awanturę za awanturą tak
          mężowi jak i potencjalnej rywalce, ale co to da. Wiernośc męża zależy od niego
          samego. Wyrobisz sobie tylko opinię histeryczki, z którą mąż ma przysłowiowy
          krzyż pański. Jak będzie chciał zdradzic, zrobi to tak, żebyś się nie
          dowiedziała.
          Zdrada jest wypadkową wielu czynników - poczytaj wątki o zdradach, bo za długo
          by o tym pisac. Ale swoim postępowaniem robisz wiele, żeby do tego doszło.

          Po trzecie, uznaj że kryzysy są potrzebne.
          Gdy jest cały czas dobrze, zaczyna robic sie nudnie. Pojawia się rutyna. Nawet
          najwspanialsze danie serwowane dzień w dzień przestaje smakowac tak jak kiedyś.
          Pojawia się potrzeba odmiany, szukamy czegoś nowego, innego. A okresowy głód
          pozwala ponownie docenic smak tej potrawy.
          Po czwarte nie naprawiaj relacji z mężem z pozycji żony, która ratuje
          małżeństwo.
          Nie umiem teraz tego dobrze ując, ale Ewolwenta opisujac kryzys w swoim
          zwiazku opowiadała, jak doszło do tego, ze partner był juz dla niej jak obcy
          człowiek, juz jej nie zależało, nie naciskała i wtedy zaczęło byc lepiej. (Ewo -
          dokładniej przypomnisz mam nadzieję). Dlatego naprawdę radzę wyluzuj troche w
          swojej misji, nie tak na siłe i rozpaczliwie, bo brak presji naprawdę działa
          cuda.
          I po piąte komunikacja i emocje.
          Przeczytaj post Petera, on chyba najlepiej tłumaczy wasze problemy.
          Jak zwykle się rozpisałam, a już kilku chętnych jest do komputera. Jak chcesz,
          to reszta na pocztę. Powodzenia.



          • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:28
            niezapominajko śliczne dzięki za tak dogłębną analizę mojego małżeństwa, rad na
            postępowanie i ciepłe słowo wsparcia. Potrzeboałam takiej analizy i w zasadzie
            potwierdzenia, że moze byc lepiej.
            Na końcu piszesz że jeśli chcę to możesz podesłać cos jeszcze na priv. Jasne że
            chce i jestem ogromnie wdzięczna za chęć niesienia pomocy. Zależy mi i to
            bardzo zależy na mojej rodzienie, na mężu. Wielki dzięki za mądre słowa, jeśli
            masz coś jeszcze dla mnie bardzo proszę, zaznaczam że wszystko pilnie czytam i
            analizuję.
        • kahana Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 12:11
          zmagda1 napisała:

          > napisałam na priv

          Odpisałam :)
    • misssaigon Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:30
      niezapominajko - z magda jest jak z tym chlopem.."mow do chlopa swiete slowa a
      on mowi 'moja krowa' ..wszyscy tutaj z podziwu godnym zaangazowaniem pisza do
      magdy to samo prawie a ona odpowiada "macie racje ale ja juz taka jestem i nie
      moge sie powstrzymac..."
      zatem..jesli juz taka jestes i nie kontrolujesz swojego zachowania, nie
      potrafisz myslec perspektywicznie to nie pros wiecej o pomoc bo to sie zda psu
      na bude...ludzie pisza sobie a ty robisz dalej swoje...i w koncu to twoj maz
      wzbudza nasze wspolczucie a nie ty...sorry Winnetou
      • misssaigon Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:31
        druga czesc postu jest zaadresowana do magdy - :-))
        • zmagda1 Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:43
          A moze magdzie barkuje tej pewnosci w to co robi, moze stara się, a zaczyna
          brakować jej sił szczególnie ze z przeciwnej strony (strony M) uzyskuje tylko
          negatywy, tak zgoda wina jest i po jej stronie, ale bierność M tylko pogrąża ją
          w braku dostępu do powietrza. Tak, wiem co piszę, chcę, staram się, jednak
          najwidoczniej brakuje mi wsparcia i bardzo dziekują osobom, które starają się
          pomódz mi w nabieraniu sił i wsparciu.
          • misssaigon Re: chorobliwa zazdrość? 14.06.06, 09:52
            to moze Mgada zamiast angazowac sily w tworzenie "reality show" ze swojego
            malzenstwa na forum wezmie d..w troki i pojedzie z dzieckiem odpoczac gdzies
            jak jje slusznie radzil dixia zamiast po raz nty analizowac kazde sloow
            wypowiedziane pzrez meza i doszukiwac sie wszystkiego co mozliwe i co nie
            mozliwe...
            ja tez sie dziwie..ze tyle osob chce ci <pomóc> - ja proponuje zebys w
            pierwszej kolejnosci pozbyla sie egocentryzmu , poczucia ze wszystko muis sie
            krecic wokol ciebie
      • matylda_n Re: do misssaigon 14.06.06, 10:05
        To nie do końca jest tak jak piszesz. Można uświadomić sobie problem ale to nie
        znaczy, że nie będzie sie juz popełniać tych samych błędów. Prawda jest taka,
        że dopiero po fakcie zauważa się popełniony błąd. Jeżeli wyciagnie sie
        odpowiednie wnioski to prawdopodobnie w kolejnej podobnej(!) sytuacji już się
        go nie popełni albo błąd będzie niewielki. W nowej zaskakujacej sytuacji
        reakcja będzie spontaniczna i prawdopodobieństwo popełnienia znów tego samego
        błędu jest duże. Nikt nie zmienia się z dnia na dzień. To wymaga czasu i dużej
        samokontroli. Często tej samokontroli też trzeba się dopiero nauczyć. Ważne,
        żeby dostrzegać ten błąd i umieć za niego przeprosić, jeżeli sytuacja tego
        wymaga.
        • misssaigon do matyldy 14.06.06, 10:11
          ok, ale jesli ktos pisze juz trzeci watek na ten sam temat i zamiast przyswoic
          i wprowadzic w zycie zupelnie sensowne rady ludzi, ktorzy poswiecaja swoj czas
          dla niej - ten ktos robi dalej to samo, czyli nie uczy sie na swoich bledach??
          to co nalezy z nim zrobic??? zostawic...jesli koniecznie cche zepsuc swoje
          malzenstwo to trudno, szkoda tylko meza i dziecka....
          • matylda_n Re: do matyldy 14.06.06, 11:21
            Surowo ją oceniasz a kobitka robi postępy. Już wie, że to również ona poprzez
            swoje zachowanie przyczyniła się do kryzysu. Część błędów już odkryła inne
            dopiero odkryje. Podanie gotowego rozwiazania co i jak ma robić nie przyniesie
            tak długo efektu, jak długo ona nie uświadomi sobie co jest problemem. A na to
            potrzeba czasu. Pozostawienie jej z tym samej sobie niczego nie przyspieszy...
            • dixia Re: do matyldy 14.06.06, 11:24
              No ale rozdziabywanie włosa na setne też nie ma sensu!!!! Zamiast określic cel
              skupia się na watkach pobocznych - na zasadzie: jaki piekny las! nie widzę bo
              drzewa mi zasłaniają...
              • matylda_n Re: do matyldy 14.06.06, 13:11
                Masz racje dixia. Ale zauważ, że w ich małżeństwie bardzo mocno szwankowała
                komunikacja. Upraszczając, poprostu siebie nie słuchali. Teraz zmagda1
                nastawiła sie na słuchanie i pogubiła sie w natłoku informacji. Słuchac też sie
                trzeba nauczyć :)
                • dixia Re: do matyldy 14.06.06, 13:43
                  Więc właśnie proponuję określenie celów a następnie dróg ich realizacji :o)))
                • aksamitka35 Re: do matyldy 14.06.06, 13:48
                  Niestety z tego co widze w innym watku Dixia nie jest zwolennikiem komunikacji.
                  • dixia Re: do matyldy 14.06.06, 14:27
                    Owszem nie jestem - zwłaszcza miejskiej!!!
    • aksamitka35 Zajmij sie wreszcie zyciem 14.06.06, 11:17
      Kobieto, przeciez Ty siedzisz w internecie dniem i noca o kazdej porze, caly
      czas analizujesz kazde pierdniecie twojego meza. Przeciez Twoje dziecko wymaga
      duzo czasu, zajmij sie NIM. Preciez mozesz i powinnas zrobic cos dla siebie.
      Stworz sobie wlasny swiat, przemysl co bys robila np gdyby maz umarl. I staraj
      sie zyc jakby go nie bylo (przynajmniej przez jakis czas minimum pol roku).
      Wszyscy na tym forum mowia to samo: DAJ NA LUZ! Zameczysz tego chlopa swoja
      zaborczoscia.
      Moge tak mowic, bo sama wyszlam z tego. Poczytaj Pia Mellody "Toksyczne
      małżeństwo". I dostosuj sie do jej rad. Mnie zajelo to dokladnie pol roku.
      Odkad dalam mezowi spokoj od moich emocji,on zachowuje sie inaczej. Inna
      kontrowersyjna moze rada - idz do wrozki, ale jakiejs dobrej z polecenia. Mnie
      sie wlasnie spelnia to co mi powiedziala. Ale wczesniej chodzilam tez na
      terapie, szamanskie oczyszczanie, rozmowy z ksiedzem. Probowalam wszystkiego. I
      teraz wiem ze metoda jest jedna - zmienic siebie i swoje spojrzenie na swiat.
      Meza nie zmienisz, on moze sam sie zmienic jesli Ty zmienisz siebie. Tak sie
      dzieje, nawet jesli trudno Ci teraz w to uwierzyc. Sledze twoje watki i zycze
      powodzenia.
      • zmagda1 Re: Zajmij sie wreszcie zyciem 14.06.06, 11:39
        Aksamitko- w ramach wyjaśnienia, aktualnie jestm w pracy i zerkam tu
        okazjonalnie bo faktycznie problem przysłonił mi swiat; jesli śledzisz moje
        wątki to w nocy byłam gdy działo się żle, gdy potrzebowałam wsparcia, a nerwy
        nie pozwalały mi zasnąć... To tak w ramach wytłumaczenia - nie, nie przesiaduję
        tu z nudy, braku roboty, zaglądam jak tylko mam okazję, a w pracy mam.
        Dzieckiem jestem pochłonięta całkowicie i codziennie śmigam po małą jak na
        skrzydłach i rajcujemy razem po pózne wieczory.
        Pozdrawiam
        • 0123ola Re: Zajmij sie wreszcie zyciem 14.06.06, 18:31
          hej!

          znam dobrze ten problem, oj znam.na własnej skorze go odczulam. postaram sie w
          skrocie opowiedziec.

          jestem osoba mloda o wysokim mniemaniu o sobie.prawdziwym narcyzem.nigdy o nic
          nie walczylam.nie dazylam do zwiazku na dobre i na ze.po prostu bawilam sie.
          historie były rozne w moim zyciu.ze starszymi mezczyznami, z mlodszymi, na
          tydzien, pol roku a czasem podczas imprezy i nawet nie wiedzialam jak ma koles
          na imie.najwazniejsze bylo to, ze wszystko bylo prawdziwe.jak ktos bawił sie,
          to sie bawił a jak ktos mial powazne zamiary to mial.
          nagle chlopak z ktorym wydawaloby sie tylko sie bawie chcial ukladac sobie zre
          mna zycie...no i ukladamy...
          zaklamane, gowno warte. on ma kolezanki zdjecie w komputerze, w komorce, w
          formie papierowej.telefony po kilka razy w miesiacu, odwiedziny, wspolne wypady
          za miasto gdy ja mam pozna zmiane itp.
          caly czas lga ze sie czepaim, ze ma dosc kontrolowania, ze jest zmeczony i
          zwala na mnie chorobliwa zazdrosc. nie jestem zazdrosna.wszystko byloby ok
          gdyby nie obiecywal mi tego czego nie oczekiwala.kiedy ja robilam co chcialam i
          jego nie sprawdzalam.robi takie same numery jka twoj maz.
          ja zabrnelam za daleko.staram sie jakos to poukladac ale wierz mi ... moze i
          masz mała paranoje ale gdyby bylo wszystko ok mimo cech charakteru nie mialabys
          o co sie czepac i robic scen.na bank twoj maz ma romans.jesli nie potrafisz
          odejsc lub nie mozesz to przynajmiej miej swiadomosc calej sytuacji, probuj cos
          sobie zaplanowac, poukladac.nic z tego nie bedzie,przykro mi. wiem ze boli,
          mnie tez.
          pozdrawiam.
        • 0123ola aha, sex 14.06.06, 18:35
          aha! i co wazne!

          oczywiscie z seksu ktory wczesniej byl czesty i wymyslny zostalo bzykanko raz w
          tygodniu, rano w niedziele po piec minut. seks nasz przypomina zrobienie kupy,
          przysiegam.i to nie dlatego ze ja nie chce czy jestem nudna czy cos
          podobnego.nie,nie.ja proponuje, wymyslam a on caly czas jest zmeczony, oglada
          film albo gra albo robi cos podobnego.
          • zmagda1 Re: aha, sex 15.06.06, 09:31
            Witam,
            stosunkując się do twego postu - u nas nie ma tego, co opisujesz- on nie śmiga
            gdzieś z nią (bynajmniej nie mam takiego odczucia, a znając jego rytm dnia wiem
            raczej na pewno że to odpada), ma jedno zdjęcie którego się czepiłam (choć ono
            zwykłe, zrobione na stosłóce a mąż lubi pstrykać fotki), sex zdecydowanie odpada
            bo ta sfera jest w nas zaspokojona (nie mamy żddnych przestoi). Laska mnie
            wnerwia bo na siłe się pcha, a ze razem pracują wciąz wymysla jakieś problemy
            aby choć zadzwonić, pozyczyć coś itp. Nie wiem, może i to jest moim
            nieprawidłowym spojrzeniem (jak się ma kryzys, taki jak opisałam wszystko staje
            się bardziej podejrzane). Może też się mylę i wszystko co napisałam w pierwszych
            zdaniach być prawdą, nie wiem tego a mąż zaprzeczył związek na boku. Bynajmniej
            musze cos wymyśleć aby tak asekuracyjnie przystopować jej zapędy, a jednocześnie
            wyjść z klasą bo kto wie może faktycznie to mylny pogląd.
            • 0123ola Re: aha, sex 15.06.06, 09:55
              i obyś miała rację. tego Ci życzę choć wogóle nie wierzę w to. mój ukochany
              także wszystkiemu zaprzecza i tego się czepaim. póki zaprzecza ja mogę udwać,
              że nic nie wiem.w każdym razie w akcie desperacji udałam się do seksuologa,
              który mi powiedział, że przyczyny takiego zachowania są różne. czasem jest to
              wina jednej strony i drugiej, czasem tylko jednej a czasem to przypadek, a
              czasem usposobienie danego przypadku. w każdym razie bez wzgledu na przyczynę o
              ile da się ją stwierdzić obiektywnie, czyli przez fachowca, jeśli dochodzi do
              takich zachowań, nawet błahych jak by się mogło wydawać ( niewinna fotka w
              tel., pomoc koleżance itp )to oznacza, że mężyczyna już nie est zainteresowany
              dtychczasową partnerką tylko nową, która najczęściej pozostaje w roli kochanki
              z wygody mężczyzny.
            • 0123ola Re: aha, sex 15.06.06, 10:00
              wiesz, taka historia mi się przypomniała z przeszłości.
              miałam takiego chłopaka kiedyś. bardzo fajnego. jakoś ta znajomość się rozeszła
              po kościach ale kiedy byliśmy razem byłam naprawdę szczęśliwa. nie planowaliśmy
              wspólnej przyszłości tylko naprawdę czerpaliśmy radość z chwili obecnej.
              byłam pewna jego szczerości. nie musiał mi nic udowadniać, nie kontrolowałam
              go, nie pytałam, wszystko było jasne - tak po prostu. widziałam co robi, jak
              się zachowuje i to mi wystarczało. nie oczekiwałam od niego gwazdki z nieba,
              niczego nie oczekiwałam,sam dawał bo chciał, bo wtedy mie kochał. kochał
              pragnął przez cały czas a nie tylko gdy go nie bolał ząb, gdy koleżance akurat
              nie trzeba pomóc, albo koledze albo gdy nie ma nic w tv.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka