Jak wyżej w temacie chciałam się z Wami wszystkimi przywitać. Długo myślałam jak zacząć, co napisać ale doszłam do wniosku, że pójdę na żywioł. Chad mam zdiagnozowany od 4 miesięcy więc jestem świeża w "tych " sprawach. Wakacje spędziłam na oddziale... Znalazłam się tam z własnej inicjatywy. W czerwcu przeżyłam traumatyczne rozstanie i zgłosiłam sie na ochotnika. Chciałam odpocząć i pozbierać się a wyszłam z chadem na wypisie. Teraz nie jest mi łatwo. Biorę lit, ale widzę, że jestem wszystko inne tylko nie ustabilizowana. Do tego dochodzą kłopoty ze znalezieniem terapii z NFZ'tu ( nie stać mnie na prywatną), z tarczycą, z moim byłym którego chyba ciągle kocham pomimo tego,że powinnam go nienawidzić za krzywdy, które mi wyrządził i przede wszystkim kłopoty z otoczeniem, które chyba nie do końca zdaje sobie sprawę przez co teraz przechodzę i wynikającymi z tego schizami, które dziennie rodzą sie w mojej głowie.
Żeby nie było już tak całkiem tragicznie to dodam na koniec, że mam dwadzieścia kilka lat, mieszkam na południu Polski i uwielbiam zagrzebywać sie pod kocem i oglądać dobre filmy.
Witam was wszystkich bardzo serdecznie

PS. Jak to przeczytałam teraz na podglądzie to odebrałam wrażeniem jakbym czytała jakiś podrzędny anons towarzyski ale co tam