Byłam u utytłowanego endokrynologa. Czar prysł: moja domniemana
niedoczynnośc tarczycy nie istnieje. Zatem objawy choroby nie pasują
do hypotyreozy i dawka hormonów nie wybawi mnie z depresji i
wszystkich innych objawów, tak pasujących do tarczycy. Poziomy
hormonów tuż nad kreską- ale są, przeciwciał nie ma, tylko usg
fatalne. P doktor opisała moje liczne guzki potoczyście nie
odzywając się do mnie ani słowem. Endokrynolog przyłóżył głowicę i
stwiedził dwa większe guzki wymagające punkcji (za dwa tygodnie). No
i teraz mam myślenie o raku tarczycy.Sąsiedzi naszego forum miewają
takie rozpoznania i to chyba nie tak rzadko.