Gość: linia.frontu
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.09.07, 22:59
... był pierwszy raz z innym instruktorem, o czym nie omieszkam wam
opowiedzieć.
W zasadzie mimochodem i całkiem okazjonalnie, więc tylko
kilkanaście minut. Instruktor należał do typu specyficznych, nie tak
też wyobrażałam sobie świadomy wybór, mający paść na sztywniaka.
Wyszło jednak na to, że pierwszą jazdę odbyłam z człowiekiem
spotnanicznym, zwariowanym i kompletnie nieobliczalnym. Sposób jego
prowadzenia kursanta jest bardzo nerwowy i gwałtowny - nie to, żeby
krzyczał, o nie, po prostu jest go wszędzie pełno, mocno
gestykuluje, wykonuje wiele ruchów, zupełnie nie przystaje do
schematu mojego statycznego, stoicko spokojnego instruktora
macierzystego. Polecenia wydaje równie barwnie i różnorodnie, co
mnie osobiście dekoncentruje i skupia na odczytywaniu sensów,
zamiast na jeździe. Nie jest to żadnym kategoryzowaniem, stwierdzam
róznicę - gdybym to z nim zaczęła, mój instruktor wydawałby się
zupełnie niewidoczny, przezroczysty, podejrzewam. Autko... autko
było bardzo lekkie, wbrew opiniom mojego instruktora na jego temat,
raczej bezbarwne, nie wyróżniało się jakimś szczególnym
dyskomfortem, ani też komfortem, łatwo brało, szybko reagowało, ot i
tyle. Lekko się prowadziło, po spotkaniu z autkiem innej marki
doszłam do wniosku, że Corsy reagują podobnie, różnią się oczywiście
niuansami, nie licząc mojej odszczepieńczej Corsy, w której wszystko
chodziło trochę inaczej, niż w innych, patrząc całościowo. Sama
jazda? Kompletny brak newralgizmu spowodowany glanami, jedak autko w
zasadzie wyczułam i dobrze mi się nim jechało, nie mam pojęcia, czy
instruktor trzymał mi sprzęgło, z racji w/w przyczyny. Nie obeszło
się bez rozbieżności w sposobach nauczania, zakończonych polemiką.
Żadnych uwag odnośnie do pozycji za kierownicą. Instruktor zwraca
szczególną uwagę na podejście do sygnalizacji - na przewidywanie
zmiany cyklu na podstawie świateł przejścia dla pieszych podczas
samej jazdy, nie podczas zatrzymania na światłach - duży plus dla
instruktora, mój pozostawiał tę kwestię w domyśle między 'myśleniem
dwa kroki naprzód', a samym systemem obserwacji podczas zatrzymania.
Rozbieżność, co do czasu właczenia kierunkowskazu, nie mogliśmy się
dogadać, w rezultacie nie zaważyło to na obupólnej ocenie. Do
wniosków zaliczam fakt, że za szybko wrzucam dwójkę, oraz
nieeleganckie pokonywanie zakrętów - mój instruktor nie zwracał mi
uwagi na kanciastość pokonywania łuczków, zwrócił mi za to uwagę
egzaminator (pikuję pod kątem prostym). Zwrócił też uwagę na lekkie
przytrzymywanie przeze mnie sprzęgła: "NOGA Z BOKU!" - znów plus.
Minus: kręcenie za mnie kierownicą podczas wycofywania i na zakręcie
(żeby mi pokazać, jak to powinno wyglądać), w zasadzie sam mi
powiedział, kiedy mamy wyjechać z podporządkowanej i kiedy zmienić
pas ruchu, a takie robienie za mnie mi się nie podoba, mój od dawna
nic za mnie niee robił, a zwłaszcza nie kręcił kierownicą. Nauczyłam
się dwóch nowych rzeczy: wjeżdżając na wysoki krawężnik, wrzucam
jedynkę (ogólnie jedynka służy do ruszania, jednak przy krawężnikach
jest ko0nieczna, no i trzeba puścć sprzęgło, logiczne w sumie).
Drugą rzeczą było operowanie biegami w oparciu o obrotomierz, czego
mój instruktor nie stosował. Instruktor nie wie: ile godzin jazdy
(tych za mną) by mi dał, ile jeszcze zalecił, czy mam szansę na
zdanie egzaminu, ponieważ czas jazdy był krótki, a trasa mało
zróżnicowana. Skonstatował jednak, że jeżdżę przede wszystkim
ostrożnie, i... w zasadzie zasugerował, że dobrze. Ale tę
interpretację należy podzielić prez dwa, skoro brał za mnie zakręt.
A, mówił jeszcze, że lusterko należy ustawić tak, żeby było widać
kawałek krawężnika, sprzecznie z moim instruktorem, który
utrzymywał, że ważny jest kawałek boku autka, no ale to się w
zasadzie nie wylkucza, jest doprecyzowaniem. Chyba wszystko.
Wątek w zasadzie do olania, chyba, że ktoś ma jakieś konstruktywne
konkluzje - chętnie wysłucham:).
Pozdrawiam!