znowu coś przeczytałam

Wklejam, bo wydaje mi się to bardzo ważne.
GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" O. Wojciech Jędrzejewski
Sam Bóg nie wystarczy
- Co młodych pcha do samobójstwa? - Przede wszystkim wrażliwość i
samotność... Szczególnie dziewczyny silnie przeżywają przykrości
O. Wojciech Jędrzejewski
iJAKUB OSTAŁOWSKI
Rz: Każde samobójstwo jest krzykiem rozpaczy człowieka i oskarżeniem
otoczenia, które nie udzieliło pomocy. Co młodych ludzi pcha na skraj
przepaści?
O. Wojciech Jędrzejewski: Przede wszystkim wrażliwość i samotność. Młodzi
ludzie, a szczególnie dziewczyny, bardzo silnie przeżywają wszystkie
przykrości i trudności. Na tym etapie dojrzewania emocje są tak ogromnie
rozchwiane, że nawet drobiazg potrafi urosnąć do nieprawdopodobnych rozmiarów
i doprowadzić do sytuacji ekstremalnej. Samotność natomiast jest dla nich
piekłem. Młodzi ludzie bardzo potrzebują kogoś, kto swoim ciepłem,
życzliwością, zainteresowaniem otworzy drzwi do więzienia ich samotności.
Nie znajdując tego wszystkiego w domu, w szkole, szukają także w grupach
religijnych, duszpasterstwach...
Z mojego doświadczenia wynika, że do duszpasterstw najczęściej przychodzą
ludzie z rodzin religijnych. Przynajmniej połowa z nich szuka osób podobnych
do siebie, ale pozostali chcą tu znaleźć azyl. Szukają go na dwa sposoby:
przez relacje z ludźmi i z Bogiem. Spodziewają się, że tu będą możliwe
bardziej autentyczne relacje z rówieśnikami. W szkole nie mogą powiedzieć
tego, co myślą, gdyż zostaną wyśmiani przez grupę, która nadaje ton. Te osoby
są jednak często tak potwornie zablokowane, nienauczone przekazywania swoich
myśli i uczuć, że drzwi do ich samotności są zapieczętowane. Owe młode istoty
nawet nie potrafią wyciągnąć ręki i zbliżyć się do innych. Pozostają na
obrzeżach grupy i wtedy sama religijność staje się ich azylem. Mają nadzieję,
że relacja z Bogiem będzie dla nich wyzwoleniem, będzie lekarstwem na całe
zło.
W kościele często słyszę, jak grupa młodzieżowa śpiewa pieśń z refrenem: "Bóg
sam wystarczy"...
Nie wystarczy. To jest błąd pobożnościowy, który można utrwalać w ludziach i
niechcący popychać ich w tym kierunku, chwaląc: taki młody, a tyle się modli.
Pan Bóg, jego miłość przychodzi przez ludzi.
W tych grupach są liderzy - księża. Czy oni nie mogą pomóc?
Do duszpasterstw najczęściej przychodzą dziewczęta, także pokomplikowane
emocjonalnie. Jeśli nie mają ojca lub jest nim ktoś zimny, nieumiejący
słuchać ani rozmawiać, bardzo szybko następuje tzw. mechanizm przeniesienia.
Podświadomie taka osoba wszystkie swoje potrzeby kieruje na tego księdza. On
przez pewien okres czuje się potrzebny, bo pomaga poranionej osobie odzyskać
pewność siebie. Ale po pewnym czasie zaczyna się czuć omotany, a jeśli
jeszcze dziewczyna się zakocha, to powstaje zamieszanie i ksiądz zaczyna ją
odsuwać, niechcący raniąc jeszcze głębiej. Z moich doświadczeń wynika, że w
duszpasterstwie, zwłaszcza młodzieżowym, niezbędna jest obecność dorosłych
kobiet, z którymi te osoby mogłyby porozmawiać o bolesnych, rodzinnych
problemach.
Religijną osobą, liderką grupy oazowej, była 16-latka z Elbląga, która
powiesiła się w salce katechetycznej... Ludzie pytają zdziwieni: głęboko
religijna, a odebrała sobie życie? Tymczasem chyba za mało się mówi, że nie
może być zdrowej wiary bez uzdrowienia emocji.
Wiara nie zastąpi nierozwiązanych problemów emocjonalnych. Naiwnością jest
myślenie, że one same się rozwiążą.
Kościół przez wieki potępiał samobójców, odmawiał im chrześcijańskiego
pochówku. Dzisiaj jest bardziej miłosierny, głosi, że i samobójcy mogą być
zbawieni.
Teraz wiemy więcej o psychologii człowieka. Wiemy, że w podejmowaniu tak
ekstremalnej decyzji poziom dobrowolności i świadomości człowieka jest
niewielki. Dlatego trudno jest w kategoriach moralnych dokonywać bardzo
radykalnych ocen.
Jak tę wrażliwość młodych, o której ksiądz mówił, pogodzić z ogromną ich
brutalnością, którą coraz częściej przejawiają? Czy ona nie maskuje słabości?
W modlitewniku dla młodych jest taka prośba: Panie, spraw, żebym nie udawał
chama i twardziela. Dla młodych rzeczą wstydliwą jest okazywanie swojej
wrażliwości. Trzeba też pamiętać, że ludzie w tym wieku są egocentryczni.
Liczą się tylko oni i ich potrzeby. Stopień empatii jest bliski zeru. Ale
jestem głęboko przekonany, że wielu młodych ludzi po swoich brutalnych
zagraniach czuje się fatalnie, bo zdaje sobie sprawę, że to była rozgrywka
pod publiczkę.
rozmawiała Ewa K. Czaczkowska
O. Wojciech Jędrzejewski jest dominikaninem, duszpasterzem akademickim, przez
sześć lat był duszpasterzem szkół średnich
Szczególnie słowa :
"Nie wystarczy. To jest błąd pobożnościowy, który można utrwalać w ludziach i
niechcący popychać ich w tym kierunku, chwaląc: taki młody, a tyle się modli.
Pan Bóg, jego miłość przychodzi przez ludzi."