Dodaj do ulubionych

Sam Bóg nie wystarczy...

28.10.06, 15:20
znowu coś przeczytałam wink
Wklejam, bo wydaje mi się to bardzo ważne.
GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" O. Wojciech Jędrzejewski

Sam Bóg nie wystarczy


- Co młodych pcha do samobójstwa? - Przede wszystkim wrażliwość i
samotność... Szczególnie dziewczyny silnie przeżywają przykrości


O. Wojciech Jędrzejewski
iJAKUB OSTAŁOWSKI

Rz: Każde samobójstwo jest krzykiem rozpaczy człowieka i oskarżeniem
otoczenia, które nie udzieliło pomocy. Co młodych ludzi pcha na skraj
przepaści?

O. Wojciech Jędrzejewski: Przede wszystkim wrażliwość i samotność. Młodzi
ludzie, a szczególnie dziewczyny, bardzo silnie przeżywają wszystkie
przykrości i trudności. Na tym etapie dojrzewania emocje są tak ogromnie
rozchwiane, że nawet drobiazg potrafi urosnąć do nieprawdopodobnych rozmiarów
i doprowadzić do sytuacji ekstremalnej. Samotność natomiast jest dla nich
piekłem. Młodzi ludzie bardzo potrzebują kogoś, kto swoim ciepłem,
życzliwością, zainteresowaniem otworzy drzwi do więzienia ich samotności.

Nie znajdując tego wszystkiego w domu, w szkole, szukają także w grupach
religijnych, duszpasterstwach...

Z mojego doświadczenia wynika, że do duszpasterstw najczęściej przychodzą
ludzie z rodzin religijnych. Przynajmniej połowa z nich szuka osób podobnych
do siebie, ale pozostali chcą tu znaleźć azyl. Szukają go na dwa sposoby:
przez relacje z ludźmi i z Bogiem. Spodziewają się, że tu będą możliwe
bardziej autentyczne relacje z rówieśnikami. W szkole nie mogą powiedzieć
tego, co myślą, gdyż zostaną wyśmiani przez grupę, która nadaje ton. Te osoby
są jednak często tak potwornie zablokowane, nienauczone przekazywania swoich
myśli i uczuć, że drzwi do ich samotności są zapieczętowane. Owe młode istoty
nawet nie potrafią wyciągnąć ręki i zbliżyć się do innych. Pozostają na
obrzeżach grupy i wtedy sama religijność staje się ich azylem. Mają nadzieję,
że relacja z Bogiem będzie dla nich wyzwoleniem, będzie lekarstwem na całe
zło.

W kościele często słyszę, jak grupa młodzieżowa śpiewa pieśń z refrenem: "Bóg
sam wystarczy"...

Nie wystarczy. To jest błąd pobożnościowy, który można utrwalać w ludziach i
niechcący popychać ich w tym kierunku, chwaląc: taki młody, a tyle się modli.
Pan Bóg, jego miłość przychodzi przez ludzi.

W tych grupach są liderzy - księża. Czy oni nie mogą pomóc?

Do duszpasterstw najczęściej przychodzą dziewczęta, także pokomplikowane
emocjonalnie. Jeśli nie mają ojca lub jest nim ktoś zimny, nieumiejący
słuchać ani rozmawiać, bardzo szybko następuje tzw. mechanizm przeniesienia.
Podświadomie taka osoba wszystkie swoje potrzeby kieruje na tego księdza. On
przez pewien okres czuje się potrzebny, bo pomaga poranionej osobie odzyskać
pewność siebie. Ale po pewnym czasie zaczyna się czuć omotany, a jeśli
jeszcze dziewczyna się zakocha, to powstaje zamieszanie i ksiądz zaczyna ją
odsuwać, niechcący raniąc jeszcze głębiej. Z moich doświadczeń wynika, że w
duszpasterstwie, zwłaszcza młodzieżowym, niezbędna jest obecność dorosłych
kobiet, z którymi te osoby mogłyby porozmawiać o bolesnych, rodzinnych
problemach.

Religijną osobą, liderką grupy oazowej, była 16-latka z Elbląga, która
powiesiła się w salce katechetycznej... Ludzie pytają zdziwieni: głęboko
religijna, a odebrała sobie życie? Tymczasem chyba za mało się mówi, że nie
może być zdrowej wiary bez uzdrowienia emocji.

Wiara nie zastąpi nierozwiązanych problemów emocjonalnych. Naiwnością jest
myślenie, że one same się rozwiążą.

Kościół przez wieki potępiał samobójców, odmawiał im chrześcijańskiego
pochówku. Dzisiaj jest bardziej miłosierny, głosi, że i samobójcy mogą być
zbawieni.

Teraz wiemy więcej o psychologii człowieka. Wiemy, że w podejmowaniu tak
ekstremalnej decyzji poziom dobrowolności i świadomości człowieka jest
niewielki. Dlatego trudno jest w kategoriach moralnych dokonywać bardzo
radykalnych ocen.

Jak tę wrażliwość młodych, o której ksiądz mówił, pogodzić z ogromną ich
brutalnością, którą coraz częściej przejawiają? Czy ona nie maskuje słabości?

W modlitewniku dla młodych jest taka prośba: Panie, spraw, żebym nie udawał
chama i twardziela. Dla młodych rzeczą wstydliwą jest okazywanie swojej
wrażliwości. Trzeba też pamiętać, że ludzie w tym wieku są egocentryczni.
Liczą się tylko oni i ich potrzeby. Stopień empatii jest bliski zeru. Ale
jestem głęboko przekonany, że wielu młodych ludzi po swoich brutalnych
zagraniach czuje się fatalnie, bo zdaje sobie sprawę, że to była rozgrywka
pod publiczkę.

rozmawiała Ewa K. Czaczkowska
O. Wojciech Jędrzejewski jest dominikaninem, duszpasterzem akademickim, przez
sześć lat był duszpasterzem szkół średnich

Szczególnie słowa :
"Nie wystarczy. To jest błąd pobożnościowy, który można utrwalać w ludziach i
niechcący popychać ich w tym kierunku, chwaląc: taki młody, a tyle się modli.
Pan Bóg, jego miłość przychodzi przez ludzi."
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Sam Bóg nie wystarczy... 28.10.06, 16:23
      O, bardzo ciekawe i ważne moim zdaniem.
      Właśnie i ja widzę, że Bóg sam nie wystarczy, ale nie czułam się z tym dobrze.
      Dobrze jest przeczytać, że to całkiem normalne.
      Tak jak "w świecie" kreuje się własnie postawę twardziela, tak i w Kościele
      jest presja aby być twardzielem duchowym, wewnętrznym mocarzem. Może się mylę,
      ale odczuwam taką presję. A ja bynajmniej twardzielem nie jestem - ani
      duchowym, ani światowym, ani w ogóle żadnym. Bardziej niestety odnajduję siebie
      w opisie tych "młodych" o rozchwianych emocjach, co to silnie przeżywają
      przykrości i trudności, a najmniejsze problemy urastają dla nich do rozmiarów
      monstrualnych. Wypisz-wymaluj, tylko 20 lat więcej. Dobrze, że powstał ten
      tekst. Bo ciężko żyć z presją, że powinno się ufać w każdej sytuacji (a tu
      tylko lęk), że Bóg ma wspaniały plan wobec każdego z nas (a tu bunt i rozpacz),
      że trzeba ciągle piąć się w górę (a tu dwa do przodu, trzy do tyłu).

      Kiedyś odkryłam, że człowiek sam nie wystarczy. Nie tylko, że ja sama sobie nie
      wystarczę, ale także ci, których kocham. Że tak do końca, to nikt nie zrozumie,
      co jest we mnie, że jest takie miejsce w sercu, taka samotność, której nie może
      wypełnić drugi człowiek, bo jego głębia jest na innym poziomie. Było to dla
      mnie ogromne odkrycie, mimo tego, że czytałam i św. Augustyna, dla którego
      serce było niespokojne póki nie spoczęło w Bogu; i Jana Pawła II, dla którego
      serce nigdy nie będzie pełne, jeśli nie wypełni go Bóg i miłość.
      A teraz znowu odwrotne odkrycie - że Bóg sam nie wystarczy. Pomimo tekstów
      soborowych, że "spodobało się Bogu zbawiać człowieka w społeczności".
      Cieszę się, że mogę potrzebować kogoś i nie muszę się tego wstydzić.
    • mama_kasia Re: Sam Bóg nie wystarczy... 28.10.06, 16:28
      Mader, dzięki za ten tekst.

      Jakoś to mnie jeszcze zastanowiło:
      Z moich doświadczeń wynika, że w
      > duszpasterstwie, zwłaszcza młodzieżowym, niezbędna jest obecność dorosłych
      > kobiet, z którymi te osoby mogłyby porozmawiać o bolesnych, rodzinnych
      > problemach.
      • mamalgosia Re: Sam Bóg nie wystarczy... 28.10.06, 16:34
        No, a nie ma. Albo księża, albo równolatkowie, no może ciut starsi
    • kulinka3 Re: Sam Bóg nie wystarczy... 28.10.06, 17:18
      Jeszcze nie miałam czasu zajrzeć do "Rzepy"...
      Tekst jest bardzo ważny.
      Nie zapominajmy,że okres dojrzewania to proces, który trwa.
      Także okres dojrzewania w wierze.Mam wrażenie,że my dorośli już mocno dojrzali
      czujemy się w swojej wierze mocno niedojrzali, a co dopiero nasze dzieci? Czy
      poprzez sam fakt uczęszczania do wspólnoty znikają problemy?
      Poza tym, wiara w mocny sposób bazuje na naszej ludzkiej kondycji.Żeby to
      wszystko zagrało potrzeba harmonii w jednej i drugiej sferze ( ludziekiej i
      nadprzyrodzonej).
    • berek_76 Re: Sam Bóg nie wystarczy... 28.10.06, 21:09
      Bardzo mądre i bardzo ważne.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka