nikaa818
18.03.09, 10:21
na onecie znaleźć można:
"W krainie niewierzących
Wszyscy jako tako zorientowani wiedzą, że Dania i Szwecja to jedne z
najmniej religijnych krajów świata
Potwierdzają to liczne sondaże, w których zadaje się pytania o wiarę
w Boga, znaczenie religii w życiu osobistym, wiarę w życie po
śmierci i chodzenie do kościoła. Wiadomo również, że w rozmaitych
rankingach uwzględniających średnią długość życia, poziom opieki nad
dziećmi, wykształcenie, równość ekonomiczną, standard życia i
konkurencyjność Dania i Szwecja plasują się w czołówce.
Oba te zespoły zjawisk są dobrze udokumentowane, ale przeczą
przypuszczeniom wielu Amerykanów sądzących, że społeczeństwo, w
którym religia nie odgrywa większej roli, musi być "na wskroś
niemoralne, pełne zła i nieprawości".
Phil Zuckerman, socjolog z Kalifornii, spędził 14 miesięcy w
Skandynawii, rozmawiając z setkami Duńczyków i Szwedów o religii.
Nie było to łatwe zadanie. Ale to czego doświadczył on, jego żona i
dzieci było dokładnym przeciwieństwem powszechnej amerykańskiej
opinii: "To wyraźnie niereligijne społeczeństwo okazało się moralne,
stabilne, ludzkie i zdecydowanie dobre" – oświadczył badacz.
Zuckerman, socjolog z Pitzer College w Claremont (Kalifornia),
zawarł swoje spostrzeżenia dotyczące religii w Szwecji i Danii w
opublikowanej w 2008 roku książce "Society Without God". Będą one
dla wielu zaskoczeniem, podobnie jak były dla niego. Wielu ludzi
niewierzących, z którymi prowadził on rozmowy nieformalne oraz
nagrywane na taśmę wywiady o określonej strukturze, wcale nie miało
do religii wrogiego stosunku. Zazwyczaj obruszali się na
określenie „ateista”. Zdecydowana większość z nich była ochrzczona,
a wielu brało kościelny ślub.
Choć nie akceptują oni większości nauk chrześcijaństwa, określają
siebie jako chrześcijan i na ogół byli zadowoleni z przynależności
do Duńskiego Kościoła Narodowego lub Kościoła Szwecji, tradycyjnych
w tych krajach form luteranizmu. Ale jednocześnie "często nie mieli
zbytniej ochoty na rozmowę o religii", pisze Zuckerman, "a naciskani
zwykle nie mieli wiele do powiedzenia w tej sprawie".
Czy byli tak powściągliwi, ponieważ, co jest typowe dla Skandynawów,
uważają religię za sprawę prywatną? Czy, jak twierdzi pewien
luterański biskup z Danii, jeśli tylko poskrobać tę powierzchnię,
można odkryć głęboką religijność?
"Skrobałem przez cały rok – pisze Zuckerman. – Skrobałem, skrobałem
i skrobałem". I w rezultacie stwierdził, że "religia to nie tyle
kwestia prywatna, co raczej nieistotna". Jego rozmówcy nie
przywiązywali do niej wagi.
Za powściągliwością Zuckerman znalazł coś, co określił
jako "życzliwą obojętność", a nawet „zupełną nieświadomość".
Kluczowym słowem wyrażającym w rozmowach tę "życzliwą obojętność"
było "nice" (ang. przyjemny, miły, ładny). Religia ich zdaniem
jest "nice". Jezus był "miłym człowiekiem, który nauczał miłych
rzeczy". A w Biblii jest "mnóstwo ładnych opowieści i zdrowych
morałów, prawda?".
Poza tym kryła się zupełna nieświadomość. Inteligentni, wykształceni
Duńczycy i Szwedzi reagowali na pytania o Boga, Jezusa lub śmierć
jak na kompletną nowość. "Nigdy się nad tym nie zastanawiałem",
powiedział jeden z rozmówców, dodając: "To zabawne słyszeć pytania o
kwestie, o których nigdy w życiu nie myślałem".
Ta obojętność lub nieświadomość w kwestiach religijnych bywa czasami
subtelnie narzucana. "W Danii »Bóg«, to jedno z najbardziej
kłopotliwych słów, jakie można wypowiedzieć", powiedział
Zuckermanowi pewien pastor. "Łatwiej biegać nago po mieście niż
rozmawiać o Bogu".
Pewien człowiek wspominał szok, jaki przeżył, kiedy jego znajomy, po
kilku drinkach, wyznał, że wierzy w Boga. "Mam nadzieję, że nie
uznasz przez to, że jestem złym człowiekiem", prosił znajomy.
Niezależnie od tego, czy mamy tu do czynienia z konformizmem
społecznym, Zuckerman był pod wielkim wrażeniem rzeczowości, z jaką
wielu jego rozmówców mówiło o śmierci, bez lęku czy niepokoju, oraz
ich braku zainteresowania egzystencjalnymi poszukiwaniami jakiegoś
sensu życia.
Wielu myślicieli, zarówno wierzących, jak i niewierzących, mówiło o
czymś w rodzaju wrodzonego instynktu religijnego. W obliczu
tajemnicy śmierci lub zagadki sensu życia ludzie podobno są skazani
na zwracanie się ku religii lub czemuś w tym rodzaju. Doświadczenia
ze Skandynawii nie pozwalają Zuckermanowi zgodzić się z tym poglądem.
"Z powodzeniem może istnieć społeczeństwo, w którym większość ludzi
niezbyt obawia się śmierci i jednocześnie nie przywiązuje większej
wagi do sensu życia", wnioskuje Zuckerman.
Czy ci Skandynawowie to dowód, że Sokrates się mylił, i że warto
wieść bezrefleksyjny żywot? Zuckerman podkreśla, że jego rozmówcy
nie byli pogrążonymi w rozpaczy nihilistami, lecz "na ogół
szczęśliwym ludźmi wiodącymi produktywne, twórcze i spełnione życie".
Andre Comte-Sponville, francuski filozof, którego "Książeczka o
ateistycznej duchowości" opublikowana została w 2007 roku, twierdzi,
że jednostki mogą dobrze żyć bez religii, ale społeczeństwo, a nawet
ludzkość jako całość potrzebuje więzi, które można uważać
za "święte" przynajmniej w sensie czegoś, "co usprawiedliwia, jeśli
to konieczne, poświęcenie naszego życia".
Wierność wobec odziedziczonych wartości, "niereligijność", która
jest "czymś więcej niż pustą skorupką lub elegancką formą amnezji"
to ateistyczna odpowiedź Comte-Sponville’a na postawione przez niego
pytanie: "Co pozostanie z chrześcijańskiego Zachodu, kiedy
przestanie on być chrześcijański?".
Pokrzepienie mógłby on znaleźć w Skandynawii i sporządzonym przez
Zuckermana opisie "kulturowej religii", którą socjolog tam odkrył.
Jego rozmówcy afirmowali chrześcijaństwo, które wiązało się przede
wszystkim ze "świętami, śpiewaniem, opowieściami i jedzeniem", ale
nie z Bogiem lub wiarą, z obrzędami oznaczającymi ważne momenty w
życiu, ale nie z religijnym sensem tych obrzędów.
Inni mogliby dziwić się lub nawet obruszać na ten jawny dysonans,
ale Zuckerman, porównując go do doświadczeń wielu Żydów w Stanach
Zjednoczonych i Izraelu, stara się go zrozumieć i twierdzi, że
zjawisko to zasługuje na o wiele obszerniejsze badania na całym
świecie. Ta kulturowa religia może być po części wyjaśnieniem tych
aspektów życia w Danii i Szwecji, które Zuckerman podziwia.
Kiedy zapytał on 68-letniego Jensa o źródła bardzo etycznej kultury
duńskiej, tamten odpowiedział: "W głębi ducha jesteśmy luteranami –
ja jestem ateistą, ale wciąż patrzę na innych jak luteranin: pomagać
bliźniemu swemu. Tak, to stare dobre przykazanie moralne".
hmmm ... no ja to sie nadziwić nie mogę ich brakiem
<"zainteresowania egzystencjalnymi poszukiwaniami jakiegoś sensu
życia.">