Dodaj do ulubionych

Uzależnienie od telewizji

25.06.09, 00:28
Macie pewnie też znajomych lub osoby z rodziny, które ewidentnie
uzależnione są od oglądania TV? Czyli czy się ogląda czy nie-
telewizor gra na okrągło, służy też do zasypiania i innych czynności
życia codziennego. A jak wytłumaczyć to zjawisko uzależnienia
dziecku np. 6-letniemu, 9-letniemu? Zwłaszcza jeśli dotyczy to
bliskich osób: babci i dziadka.
Moim zdaniem, sprawa jest delikatna. Jak naświetlić to dziecku, by
nie wyrażać się źle o własnych rodzicach?- z chęcią wysłucham rad,
pomysłów.
Zawsze mam ogromny dylemat, gdy dziadkowie chcą zaprosić wnuki, na
dzień, dwa, dłużej i wiem, że będą wciagali w to dzieci włączając im
tak jak i sobie nadmiar telewizji. Czy słusznie robię, że ograniczam
tego typu długie spotkania "wnukowo- dziadkowe" właśnie z tego
powodu? A może mimo wszystko powinnam częściej zgadzać się na takie
kilkudniowe pobyty moich dzieci u dziadków wiedząc, że dziadkowie by
sobie tego życzyli?
Czy tłumaczyć dziadkom odmowę? A jeśli tak, to jak to robić, by
ich nie urazić?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 06:46
      samo włączenie telewizora to jeszcze nie uzależnienie.


      Wiele osób włacza tv jak w chodzi do domu, tak jak kiedys właaczało
      radio. Po prostu daje to złudzenie czyjejs obecności. U staszych
      zabija samotność, u młodszych strach. Jak wyprowadziłam się z domu -
      gdzie zawsze był gwar - i wprowadziłam do swojego mieszkania, to
      czułąm sie potwornie w takiej ciszy. wink

      Uzależnienie to jest wtedy, gdy zapomina się o obowiazkach, bo
      serial leci, albo odwołuje wizytę u znajowmych z tego powodu wink

      Masz prawo żyć bez tv. ALe co do dziadków myślę, ze troche
      przesadzasz.
      Po pierwsze dzieci u dziadków mają przeważnie tyle ciekawego do
      roboty, czego nie ma w domu, że dużo mniej ciagną do tv. A juz na
      pewno mało bedą zainteresowane seerialem babci czy wiadomościami
      giełdowymi dziadka. Wystarczy poprosic dziadków, by nie pozowolili
      dzieciom oglądać np wiecej niż 1 bajki dziennie. Pewnie pozwolą
      troche wiecej, ale raczej nie posadzą dzieci na cały dzień przed tv.
      Nie sadze byś wyeleiminowała tv całkowicie, ale to troche tak jak ze
      słodyczami. No u dziadków jest ich zazwyczaj troche wiecej. Nie
      martw sie, i tak uda ci sie dzieci wychowac smile)
      • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 08:56
        Zgadzam sie z Nati. Jezeli telewizor leci "w tle" to nie jest to w
        żadnej mierze uzaleznienie. Uzaleznienie jest wtedy, gdy dziadkowie
        zaniedbuja opiekę nad wnukiem, bo musza obejrzeć ulubiony serial,
        nie wychodza z domu, bo mogliby nie zdążyc na teleturniej, włączają
        telewizor , będac z wizyta, bo muszą cos koniecznie bejrzeć itd. Nie
        wiem, jak jest z Waszymi dziadkami, ale to co piszesz nie jest
        żadnym uzaleznieniem.
        No i dla mnie, jesli powierzam dziecko dziadkom, to bardziej na ich
        warunkach niz na moich. Oczywiscie, musza przestrzegać np. diety,
        ale jak zagospodaruja dziecku czas - to ich sprawa. dziecku nic się
        nie stanie, jesli przez kilka dni pooglada telewizje "do wypęku",
        bedzie jadło miedzy posilkami i bedzie miało troche inne warunki,
        niż w domu.
        Uwazam, że nie jest dobrze , gdy rodzice uznaja, ze dziadkowie z
        jednej strony maja zająć się dziećmi, ale z drugiej - robic to jak
        osoby "wynajete" - czyli dokladnie wykonujac zalecenia rodziców. Nie
        jest dobrze ani dla dziadkow, ani dla dzieci.
        • madziaq Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 09:53
          Popieram obie przedmówczynie smile Teraz nie mamy TV (tzn mamy sprzęt, ale ponieważ
          odbierają 2 kanały i to "z mrówkami", więc nie oglądamy) i dobrze mi z tym, ale
          w poprzednim mieszkaniu telewizor był tez włączony praktycznie zawsze jak byłam
          w domu, zwykle na kanał z wiadomościami. Nie byłam uzależniona, czego najlepszym
          dowodem jest rezygnacja z TV bez płaczu po przeprowadzce do własnego domu wink

          Myślę, że problem byłby wtedy, gdyby dziadkowie zabierali dzieci na kilka dni i
          przez te kilka dni dzieci nic innego by nie miały do roboty jak tylko siedzieć
          np przed cartoon network i oglądać wszystko jak leci. A jeśli toczy się normalne
          zycie a oprócz tego w tle gra TV to ja problemu nie widzę.
          • skrzynka-3 Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 10:32
            a ja sie jednak troche nie zgodze. Tzn racja o tym ze jak dzieci
            beda kilka dni na "dziadkowych" zasadach to tylko na dobre im
            wyjdzie ale jest male ale.

            W domu moich rodzicow TV leci non-stop, niby w tle. Ostatnio
            najmlodsza kilka dni byla u nich i po powrocie zaczela pytac o
            dziwne rzeczy i widac bylo silny niepokoj-o to czy mozna sie samemu
            pokaleczyc, czy koledzy braci moga ja zabic itp. Po nitce do klebka
            okazalo sie ze mala bawiac sie z klockami na dywanie dookladnie
            obejrzala i wysluchala sobie wszystko jak leci wiadomosci na TVN-
            24, Sedzia Anna Maria Wesolowska jakis Sad Rodzinny czy inny piorun
            (nie wiem bo u nas sie tego nie oglada). No i "zalapala sie" na
            jakis gwalt, morderswo popelnione na kilkulatce przez 13-latka-
            kolege brata nota-bene, jakas nastolatke, ktora sie pociela-wszystko
            w czasie kiedy dziadkowie zajeci swoimi sprawami nie zauwazyli
            wlasciwie co leci bo traktuja telewizor jako tlo.
            Kilka tygodni zajelo nam cierpliwe tlumaczenie i wyjasnianie co i
            jak i uspokajanie Jej leku.Nie chodzi wcale o to, ze chowamy ja pod
            kloszem i nie wie ze na swiecie istnieje tez zlo ale dawka i sposob
            przekazu byly jak na Jej 6-cio letnie mozliwosci zdecydowanie zbyt
            brutalne. Dziadkom dopiero wtedy otworzyly sie oczy i sami z siebie
            przyrzekli ze w czasie wizyty wnukow tv zostaje wylaczony a wlaczany
            bedzie na konkretny film, bajke, program i ze bedzie to pod kontrola.
            Tak ze ja bym sprobowala jednak porozmawiac spokojnie, ze taki
            telewizor w tle nie zawsze jest takim nieszkodliwym szumem.
            • nati1011 Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 10:52
              wiadomości sa jakie są. I czy u dziadków czy w domu dzieci je
              ogladaja choćby biernie. A co do filmów i programów - to załozyłam
              jakiś rozsądek - tzn przyjmuję, ze dziadek nie ogląda do południa
              krwawych horrorów na dvd czy jakiejś tam różowej landrynki wink

              Tak samo jeżeli wiem, ze babcia ogląda W 11 to wyraźnie mówię, ze
              córce tego oglądać nie wolno. I nie wolno jej oglądać do 24 you can
              dans - bo może go sobie potem obejrzeć o normalnej porze w sobotę
              itp itd.
              • mamalgosia Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 11:13
                Ja założyłam jak nati - że dziadkowie puszczają to co ewentualnie do
                wnuków może dotrzeć. A Wiadomości... no cóż, nie odcinam dzieci od
                tego typu programów
                • skrzynka-3 Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 22:00
                  A nie u nas dzieci do wieku szkolnego-jakas druga-trzecia klasa nie
                  ogladaja Wiadomosci -one czasami -zwlaszcza te na innych kanalach
                  ale i czasem te zwykle TVP1 w naszym odczuciu nie nadaja sie dla
                  przedszkolakow i mlodszych szkolniakow. Najczesciej bywaja
                  nieszkodliwe i ale od czasu do czasu wyskakuje jakis kwiatek.
                  U nas nie ma z tym problemu i nie zdaza sie zeby dzieci ogladaly cos
                  biernie. Tak akurat szczesliwie mamy to rozwiazane przestrzennie ze
                  sie da-TV jeden wspolny z Tesciami tylko na dole, u nas na gorze nie
                  ma smile
                  Ps. wlasciwie to nawet starsze nie ogladaja bo zwykle maja ciekawsze
                  zajecie niz isc na "wiadomosci"-chyba ze akurat dzieje sie cos
                  waznego, ale najstarszy czyta za to namietnie Rzeczpospolita
                  • mamalgosia Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:49
                    Nie mówię, że "oglądają", bo niespecjalnie są tym zainteresowane.
                    Ale nie ukrywam i "lecą w tle". Tak wiec coś zapewne słyszą i widzą.
                    Uwazam, że to dobrze
                • skrzynka-3 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:16
                  Uwazniej przygladac zaczelismy sie wiadomosciom po ataku na WTC
                  kiedy to moje starsze-przedszkolne wowczas dzieci zaczely po
                  pierwsze rysowac jedynie spadajace i plonace samoloty, dwa budzic
                  sie w nocy z krzykiem -mamo samolot! -mieszkamy w strefie lotniska
                  dla wyjasnienia i od niemowlectwa spaly slodko w ogrodku w huku
                  ladujacych samolotow.

                  I szybko doszlismy do zgodnego (i to razem z Tesciami z ktorymi jako
                  sie rzeklo sprzet zwany telepudlem mamy wspolny) ze to nie jest
                  program dla dzieci. Nie do przyjecia jest nie sama tresc informacji
                  ale sposob jej podania i to co dookola.

                  Epatowanie ludzka tragedia i zerowanie na ludzkich emocjach, wieczne
                  spory i kolejne "afery" w polityce, co i raz rozpetywana histeria
                  jakas kolejna odmiana grypy ktora niemalze juz jest w przededniu
                  wybicia ludzkosci do nogi a po miesiacu okazuje sie ze nie jest w
                  stanie dorownac zwyklemu weekendowi na polskich drogach.
                  Wszystko podane w kategorii sensacji, zagrozenia itp.

                  Te mlodsze dzieci po prostu to chlona, przyjmuja ze tak jest.
                  Starsze juz zapytaja, potrafia byc krytyczne, maja wlasne wnioski.

                  W sumie dbajac o diete dla ciala moich alergikow tak samo dla mnie
                  jest wazna "dieta" intelektualna i duchowa, ktora sie karmia wink
                  • samboraga Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:42
                    o tak, też staram się, aby dzieci nie oglądały wiadomośći
                    z tych powodów, o któych piszesz!

                    choć teraz, jak starszy ma już prawie 10 lat to czasami ogląda
                    pamiętam jak był przejęty reportażem o chłopcu, który zawiadomił o pożarze
                    (rodzice byli pijani) - obejrzał, ale z naszym komentarzem
                  • mamalgosia Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:50
                    A uważasz, że dla kogokolwiek w tym wątku "dieta intelektualna i
                    duchowa" nie jest wazna?
                    • skrzynka-3 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 12:07
                      Nie, nie uwazam i nie napisalam nigdzie, ze dla kogos nie jest
                      wazna. smile

                      Napisalam ze dla mnie jest wazna i dlatego ma dla mnie ogromne
                      znaczenie co ogladaja/czytaja/sluchaja zwlaszcza w tym okresie
                      rozwojowym kiedy jeszcze maja naturalna tendencje do przyjmowania z
                      bezgranicznym zaufaniem tego co odbiora.

                      Z doswiadczen z moimi dziecmi juz wiem, ze nie istnieje dla nich cos
                      takiego jak "obojetne" tlo, one bacznie sledza pozornie
                      niezainteresowane wszystko co sie dookola dzieje. Pewnie nie
                      wszystkie dzieci swiata tak maja -moje tak. Pewnie sa dzieci, ktore
                      rzeczywiscie nie zwracaja uwagi na lecacy w tle przekaz-moje tak. I
                      tyle wink
              • skrzynka-3 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:03
                Nati przeczytaj jeszcze raz co napisalam. To nie byly horrory i
                landrynki na DVD to byly normalne programy nadawane cyklicznie w
                ciagu dnia i po poludniu znacznie przed godz 19. I wlasnie dlatego
                ze TV leci non stop dziadkowie tak naprawde nie zdawali sobie sprawy
                CO one przekazuja. Bo sie przyzwyczaili. A 6-ciolatka wchlonela jak
                gabka choc wg. relacji caly czas bawila sie klockami -gdyby zamarla
                z rozdziawiona paszcza wgapiona w ekran pewnie by zwrocili uwage co
                to jest.
                • nati1011 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 15:15
                  skrzynka-3 napisała:

                  > Nati przeczytaj jeszcze raz co napisalam. To nie byly horrory i
                  > landrynki na DVD to byly normalne programy nadawane cyklicznie w
                  > ciagu dnia i po poludniu znacznie przed godz 19

                  Oczywiście przejaskrawiłam z tą landrynką smile ale do 15 też lecą
                  programy nieodpowiednie dla dzieci jak choćby powtórka w11 - a i
                  brazylijskie seriale nie sa najlepsze.
        • a_weasley Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 11:12
          verdana napisała:

          > No i dla mnie, jesli powierzam dziecko dziadkom, to
          > bardziej na ich warunkach niz na moich.

          To zależy, kto bardziej wychowuje dziecko.

          > ale jak zagospodaruja dziecku czas - to ich sprawa.
          > dziecku nic się nie stanie, jesli przez kilka dni
          > pooglada telewizje "do wypęku",

          Tu akurat nie muszę się specjalnie fatygować wymyślaniem
          kontrprzykładu, bo już to zrobiono za mnie.

          > Uwazam, że nie jest dobrze , gdy rodzice uznaja, ze dziadkowie z
          > jednej strony maja zająć się dziećmi, ale z drugiej - robic to
          > jak osoby "wynajete" - czyli dokladnie wykonujac zalecenia
          > rodziców. Nie jest dobrze ani dla dziadkow, ani dla dzieci.

          Wszystko można przerysować. Niemniej generalnie dziecko wychowują
          rodzice. I oni poniosą konsekwencje tego, że "babcia pozwalała".
          Babcia dobra, bo pozwalała, mama i tata źli, bo nie pozwalają.
      • fizula Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 01:20
        > Masz prawo żyć bez tv. ALe co do dziadków myślę, ze troche
        > przesadzasz.

        Ok, to Twoje zdanie, ale ja mam inne. Po pierwsze sama nie żyję bez
        TV, bo takowy sprzęt posiadamy i korzystamy w sensowny sposób.
        A to, że TV gra non stop w tle u kogoś nie jest, moim zdaniem,
        sensownym sposobem, np. z powodu opisanego wcześniej oberzanego
        mimochodem programu. Jak dla mnie po kursie psychologii właśnie
        takie sposób oglądania mimochodem jest najbardziej ogłupiający,
        najbardziej człowiek nasiąka takim czymś.
        Nie mam ochoty zabraniać dzieciom kontaktować się z dziadkami i nie
        robię tego- dlatego Verdano nietrafione są dla mnie Twoje wywody o
        tym, jak to pozbawiamy dzieci dziadków. Nie pozbawiamy, ale też
        oddawać na kilka kilkanaście dni na nasiąkanie i wychowywanie
        głupotą telewizyjną nie mam zamiaru.
        • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 08:54
          Nie pozbawiacie dziadkow jako takich - ale pozbawiacie możliwosci
          kontaktow z dziadkami bez nadzoru rodzicow, kiedy kontakty wygladaja
          naprawde zupełnie inaczej i kiedy tworzy sie prawdziwa bliskość.
          Zwracam uwage, ze to, co mowia na kursach psychologii nie zawsze
          musi byc sluszne. Psychologowie i pedagodzy az do lat 50-XX wieku
          twierdzili np., ze wielka krzywda dla malych dzieci jest czytanie im
          książeczek. I nie nalezy na to pozwolić - a rodzice walczyli z
          babciami, ktore zatruwaly umysly ich dzic opowiadajac bajki.
          • nikaa818 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 10:37
            No tak tylko,że żyjemy w 2009 roku. Standardy się zmieniły nieco.Nie
            trzeba kursów psychologicznych zresztą kończyć by mieć świadomość
            ogłupiającej roli telewizji i wiedziec , że gapienie sie w telewizor
            przynosi więcej szkody niż pożytku.

            Zresztą nie rozmawiamy o sensowności kontaktów dziecko-dziadkowie w
            ogóle tylko o konkretnej sytuacji. Gdyby moje dziecko miało spędzać
            wakacje przed tv to miałabym powody do niepokoju.Dziadkowie często
            nie rozumieją jak niekorzystny wpływ ma tv,zwłaszcza programy
            przeznaczone dla dorosłych-na dzieci.
            • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 16:18
              Wtedy ludzie też byli absolutnie przekonani, ze czytanie przynosi
              wiecej szkody niz pozytku. I też sami siebie uznawali za ludzi
              nowoczesnych. Uznawano, że ksiązki zubozaja wyobraxnie,
              przeszkadzaja w przyszlej nauce szkolnej i powoduja, ze dzieci ucza
              się śledic wszystko powierzchownie i po lebkach.
              Nie mowimy o spedzeniu wakacji przed telewizorem tylko tygodnia u
              dziadkow, gzie telewizor jest właczony. To spora róznica.
    • mamalgosia Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 11:11
      fizula napisała:

      > Macie pewnie też znajomych lub osoby z rodziny, które ewidentnie
      > uzależnione są od oglądania TV? Czyli czy się ogląda czy nie-
      > telewizor gra na okrągło, służy też do zasypiania i innych
      czynności
      > życia codziennego.
      Dla mnie to dwie różne rzeczy. Zdecydowanie drugie nie oznacza
      pierwszego.
      I w drugim nie widzę nic złego.

      Ale oczywiście możesz nie chcieć, by Twoje dzieci oglądały
      telewizję. Wtedy trzeba by porozmawiać-a to z reguły bywa niełatwe
    • nikaa818 Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 12:09
      O trochę podobnie mam.Tylko , że nie moge powiedzieć o uzależnieniu
      dziadków od tv (choć włączony cały dzień to nie siedzą i nie
      oglądają czegoś na okrągło).Problem w tym,że córka jak zostaje u
      nich sama,prawie non stop ogląda bajki i to oczywiście na
      kanałach , których nie toleruję. Gadanie nic nie daje bo druga
      strona "nie widzieć problemu". Oni jakoś nie maja pomysłu na
      zorganizowanie nudzącemu się dziecku inaczej czasu.sadA mam za to
      przykład w rodzinie jak działa taki sposób zapełniania dziecku czasu-
      najpierw całymi dniami tv potem konsola i wreszcie komputer - teraz
      osobnik nie umie inaczej spędzać czasu jak przed włączonym i
      migajacym monitorem tudzież ekranem telewizora.
      Na szczęście moje dziecko przebywa u dziadków niezbyt często
      (odległość). Ponadto wychodzę z założenia , że zwyczaje domowe
      ukształtują
      dziecko a nie zwyczaje dziadków więc trochę przymykam oko na to.
      Ale tylko dlatego , że rzadko tam bywa. Jeśli wizyty Twoich dzieci
      maja charakter bardzo częsty, to działałabym jednak by zmienić ich
      częstotliwość (jeśli oczywiście dogadać się nie da w tej kwestii z
      dziadkami).
      • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 16:49
        A mnie sie wydaje, ze tu sa dwa problemy, ktorych jakos nie
        poruszono.
        Problem pierwszy - IMo zaburzony system wartosci. To znaczy uznanie,
        ze wazniejsze jest dla dziecka by nie ogladało tego, czego rodzice
        nie chcą, nie odstepowanie od linii wychowawczej rodzicow, niz
        kontakt dziecka z dziadkami. Że lepiej dla dziecka, aby dziadkowie
        poza sytuacjami patologicznymi) byli dla niego obcy i dalecy, aby
        nie spedzaly z nimi czasu, niz dopuscić do tego, by zasady
        wychowawcze rodzicow zostały naruszone. Lepiej tez, aby pozbawic
        dziadkow kontaktu z wnukami, jesli nie podporzadkują sie karnie
        temu, czego ich dzieci sobie życzą. Czyli w tej triadzie (dzieci-
        rodzice-dziadkowie) praktycznie rodzice uznaja się za
        najwazniejszych, ktorym przysluguje absolutne i nieodwołalne prawo
        dysponowania wlasnymi dziećmi, niezaleznie od uczuc i dzieci i
        dziadkow. Dla mnie to calkowite pomieszanie hierarchii i
        przedkładanie rzeczy drugorzednych nad najbardziej zyciowo istotne.
        Nie mowiac już o tym, ze dziadków tu traktuje sie instrumentalnie -
        ich uczucia się całkowicie nie liczą. Zostaja poddani swoistemu
        szantazowi - albo podporzadkują się, albo nie bedą mieli radosci z
        wnuków. A potem duzo się mowi o rozpadzie rodziny, obcsci nawet
        najblizszych krewnych i o braku szacunku mlodziezy do rodzicow...
        Dwa - wychowanie dziecka w sposob absolutnie jednolity i sztuczne
        tworznie identycznych zkazow, nakazow, warunkow we wszystkich
        srodowiskach, w ktorych się obracjaą to pójscie na łatwiznę - i do
        tego krotkowzroczność. dziecku absolutnie nie zaszkodzi, jesli
        będzie wiedziało, ze dziadkowie trochę czego innego wymagają i
        troche na co innego pozwalaja niż rodzice. Przeciwnie, nauczy się, ,
        ze rózni ludzie maja rózne wymagania, sa inni - co niewątpliwie
        pomoże mu w przystosowaniu sie do szkoły i przedszkola. Zadaniem
        rodzicow nie jest oszczedzać sobie trudnych rozmów i klopotow, ale
        przeciwnie - zadaniem rodzicow jest wytumaczenie dziecku, ze jak
        babcia pozwala , to nie znaczy, ze tata pozwoli i odwrotnie. I
        zaręczam - dziecko zrozumie.
        I trzecia rzecz, ktora mi wpadla do głowy.. W tym wypadku akurat
        nie, ale bywa, ze to dziadkowie nie rodzice maja rację i absolutnie
        nie powinni podporzadkowac swoich metod rodzicom. Nie jest
        przypadkiem, ze wiele osób lepiej wspomina swoje babcie niz swoje
        mamy.
        • szczur.w.sosie Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 19:08
          Dziś między pokoleniami nie ma ciągłości - poglądów, sposobów wychowania itp.
          Stąd ten lęk że dziadkowie "zepsują dziecko".
          Są rzeczy, których zmiany uważam za niedopuszczalne (dieta, bo dziadkowie np.
          nie akceptują poglądów rodzica lub wskazań medycznych), są też takie, że można
          odpuścić.
        • a_weasley Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 20:05
          Verdana napisała:

          > zaburzony system wartosci. To znaczy uznanie,
          > ze wazniejsze jest dla dziecka by nie ogladało tego, czego
          > rodzice nie chcą, nie odstepowanie od linii wychowawczej
          > rodzicow, niz kontakt dziecka z dziadkami.

          Dopatrujesz się tu istnienia alternatywy rozłącznej oraz odpowiedzi
          zerojedynkowych (wszystko albo nic) tam, gdzie ich wcale nie ma.
          Kontakt z dziadkami jest ważny, ale nie za wszelką cenę, a oglądanie
          traktuję jak egzemplifikację, jako fragment większej całości
          (owszem, bardzo ważny). I jeśliby uznać, że rodzice stawiają
          dziadków pod ścianą, trudno nie zauważyć, że równie dobrze można to
          samo zarzucić dziadkom (jeśli chcecie, żeby dzieci miały z nami
          dobry kontakt, to na naszych warunkach).
          Sprawa jest o tyle trudna, że akcja rozgrywa się topograficznie na
          terytorium dziadków, natomiast społecznie na terytorium rodziców.
          Na marginesie zauważę, że o ile rodziców dziecko ma jednych, o tyle
          dziadków może mieć spokojnie dwa zestawy, i już mamy trzy niezależne
          źródła zasad gry, i wobec każdego z tych ośrodków dzieciątko ma już
          dwa, na które może się powołać w razie potrzeby...
          • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 20:57
            Dla mnie "nie za wszelka cene" oznacza, ze kontakt z dziadkami mozna
            sobie odpuscic, o ile dziadkowie zagrazaja dziecku, albo sa dla
            niego zwyczajenie niedobrzy. A nie dlatego, ze wychowuja inaczej,
            niz rodzice przez te kilka godzin czy dni.
            Dziadkowie nie stawiaja warunkow, tylko wychowuja tak, jak im sie
            wydaje najlepiej. Bardzo trudno jest robic coś, z czym
            fundamentalnie sie czlowiek nie zgadza. Moja teściowa np. uprzedziła
            mnie, ze nie mam co liczyc na to, ze odmowi dziecku lizaka. Ma uraz
            z dziecinstwa i choc jest osoba surową, lizaka da zawsze. Mimo, ze
            syn miał problemy z zębami bylam skłonna to zaakceptować - nic mu
            przez dwa tygodnie się nie stanie. Bylam zla, ze dziadkowie
            zabraniali dzieciom pewnych rzeczy, na ktore ja pozwalałam, ale cóż -
            jesli te rzeczy sa ich zdaniem niedopuszczalne, to jak moga na nie
            pozwolić?
            Moje dzieci miały trzy kompletnie niezależne zasady gry(my, czyli
            frakcja umiarkowana, jedna para dziadkow nadmiernie surowych, jedna
            para rozpuszczających) + żlobek/przedszkole/ opiekunki. Razem
            cztery. Żadnego problemu nie bylo, przeciwnie - same zalety. Nigdy
            nie mówiły "a babcia to by pozwoliła", bo nie miałam problemu, zeby
            stanowczo je uswiadomić, ze dziadek to dziadek, a ja to ja.
            Wystarczy zdecydowanie rodziców, a nie obawa, ze mama i tata nie
            poradzą sobie w dosyc prostej sytuacji. W domu to rodzice decydują -
            kropka.
            Weasley, nie nalezy sie tak obawiać, ze rodzice sobie nie poradzą.
            Trzeba tylko wykazywac w odpowiednich momentach zrozumienie, a w
            odpowiednich - bezlitosną twardość charakteru - i mozna nie bac się,
            ze nawet najsłodsza babunia zdemoralizuje nam dziecko. Nie sądziłam,
            ze akurat Tobie to kiedys napiszę, ale wiecej wiary w siebie się
            przyda...
            • a_weasley Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 21:49
              verdana napisała:

              > Bardzo trudno jest robic coś, z czym
              > fundamentalnie sie czlowiek nie zgadza.

              Nie mogłaś powiedzieć większej prawdy, niemniej nie jestem do końca
              przekonany, czy to coś wnosi do kwestii telewizji. Wnosiłoby, gdyby
              np. moja teściowa uważała, że krzywdzimy dziecko wychowując je bez
              telewizora i zapragnęła tę okrutną krzywdę naprawić. Na to jednak
              się nie zanosi, mama kiedyś oglądała dużo telewizji, ale obecnie,
              jak twierdzi, telewizja zeszła totalnie na psy i właśnie intensywnie
              jamniczeje, skutkiem czego jedyne, co ogląda, to "1 z 10" i prognoza
              pogody. A i to przy dziecku wyłącza. Żeby moi rodzice próbowali nam
              na swoim terenie coś w tym względzie robić wbrew, też nie
              podejrzewam, zważywszy ich świadomy wybór wychowania nas bez
              telewizora.
              Teściowa zresztą przystała na większe dziwactwo, mianowicie chowanie
              niemowlęcia bez światła elektrycznego. A po jakimś czasie
              zaobserwowawszy, że dziecko nie marudzi wieczorem i w nocy (poza
              karmieniem), pomysł doceniła.
              Sprzeczności zaś zasadniczych nie przewiduję, oboje jesteśmy
              zadowoleni ze sposobu, w jaki nas wychowywano.

              > wiecej wiary w siebie się przyda...

              Jakom rzekł, nie przypuszczam, by ten problem miał nas dotyczyć.
              Znam rodziny, gdzie występuje, nawet w postaci ostrej (a to rodzice
              jedno, babcia mamowa drugie, a mama uszy po sobie, a to babcia
              tatowa pozwala, pojawia się na tym samym terenie babcia mamowa i
              zabrania), ale to nie my.
              • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 25.06.09, 22:11
                U nas jedna rzecz była "nie do przeskoczenia". Tesciowa usilowała
                zmusić nasze dzieci, aby zjadły wszystko, co było na talerzu. My
                protestowalismy, ale teściowa jest ze szkoły, ktora uwaza, ze
                marnowanie tego, co na talerzu, jest grzechem. Trudno się mówi. Na
                szczęście dzieci wykazały się obywatelskim nieposluszenstwem i nie
                dało sie ich zmusić, aby porcje konczyły.
                Ale mimo to nie wahałam się posylac dzieci na wakacje z dziadkami.
                Czasem da się po prostu wynegocjowac coś bez walki. I tak moi
                idealnie niewierzacy rodzice na wakacjach grzecznie chodzili z
                dziećmi w niedziele do kościola, póki były małe.
                W kwestii telewizji ta dyskusa w ogóle nic nie wnosi, albowiem
                telewizja to nie jest naprawde istotny problem raz na parę tygodni -
                i o to chodzi, by nie robic dramatu z drobiazgów.
                • atama Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 09:21
                  No nie wiem. Mi jednak historia skrzynki-3 przemawia na rzecz
                  kontrolowania i namawiania dziadków do kontroli tego co dzieci
                  oglądają w TV. I nie porównywałabym tego do luzowania dyscypliny.
                  Nikomu się nic nie stanie jak dziecko przez tydzień u dziadków
                  będzie chodziło o innych porach spać, będzie mogło skakać po
                  szafkach i co tam jeszcze. Ale szkoda, żeby w taki głupi sposób
                  narobiło sobie szkód w psychice.
                  Dla mnie to brak odpowiedzialności za powierzone dzieci.
                  • nikaa818 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 10:48
                    Uważam podobnie.
                    Nie chodzi o to, że zje wiecej lodów i pójdzie spać o 23. Chodzi o
                    coś więcej, a szkody w psychice sądzę,że naprawdę może wyrządzić
                    oglądanie nieodpowiednich programów.
                    Ja jako niespełna 10 letni dzieciak (a wtedy jeszcze przed
                    telewizorem nie spędzało się wiele czasu,nie było co oglądać) byłam
                    na wakacjach u rodziny. Gdy mi sie któregoś dnia nudziło bo zostałam
                    sama , bez kuzynostwa - włączono mi na video film na faktach o
                    porwanym przez pedofili chłopcu! nooooooooo To jedyne co do dziś
                    pamiętam z tamtych wakacji. Byłabym wdzięczna gdyby jakaś mądra
                    osoba w porę mi ten film wyłączyła.
                    • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 16:14
                      A ja całe dziecinstwo mialam koszmary po filmie jak najbardziej
                      dozwolonym dla dzieci.
                      • nikaa818 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 17:43
                        A wierzę,wierzę.
                        Dużo jest nieodpowiednich programów(kreskówki!), które teoretycznie
                        są dla dzieci a tak naprawde zupełnie się dla nich nie nadają.
                        Dlatego lepiej gdy telewizor jest wiecej czasu wyłączony niz
                        włączonysmile



    • magdalaena1977 Re: Uzależnienie od telewizji 26.06.09, 19:40
      fizula napisała:

      > Macie pewnie też znajomych lub osoby z rodziny, które ewidentnie
      > uzależnione są od oglądania TV?
      Na szczęście nie.

      > Czyli czy się ogląda czy nie telewizor gra na okrągło, służy też
      > do zasypiania i innych czynności życia codziennego.
      Jak dla mnie to strasznie idiotyczne, bo przekaz TV z zasady jest audio - wideo
      i samo słuchanie bez oglądanie nie ma dla mnie sensu.
      Włączam na wybrany film i wyłączam tuz po nim.

      Ale mieszkam sama i rzeczywiście lubię jak w tle gra muzyka albo radio.
    • fizula Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 00:01
      Wszystko pięknie piszecie, ale w ogóle nie odpowiadacie na moje
      pytanie, które brzmiało:

      >jak wytłumaczyć to zjawisko uzależnienia
      > dziecku np. 6-letniemu, 9-letniemu? Zwłaszcza jeśli dotyczy to
      > bliskich osób: babci i dziadka.

      Ja nie pytałam się Was o to czy dziadkowie moich dzieci są czy nie
      są uzalżnieni. Nie znając ich na pewno macie mniejsze o tym pojęcie
      niż ja. Nie prosiłam też o ocenę mojej wizji kontaktu moich dzieci z
      dziadkami- nie widzę takiej potrzeby, nie potrzebuję rady w tej
      materii. Prosiłam o podzielenie się uwagami na temat: jak rozmawiać
      o tym ze swoimi dziećmi? W jaki sposób należałoby to wytłumaczyć
      dzieciom delikatnie? Bo dla mnie nie ulega wątpliwości, że należy. I
      po głębokim namyśle stwierdzam, że nie będą moje dzieci przebywać
      pod opieką telewizora u dziadków. Rozmyśliłam się. Sama też pamiętam
      horrory z dzieciństwa we własnym łóżku, kiedy nie mogłam zasnąć, bo
      dobrzy rodzice pozwalali mi ze sobą oglądać filmy dla dorosłych.
      I chyba nauczona własnym przykładem, ale i w/w nie skuszę się na
      powierzanie dzieci dziadkom na dłuższe niż parogodzinne okresy.
      Trochę się dziwię, że na forum "Wychowanie w wierze" dajecie takie
      niefrasobliwe rady, zwłaszcza, że o inne prosiłam. Nie dziwiłabym
      się, gdybym o tym pisała na forum "Wychowanie przez telewizor".
      • isma Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 00:06
        No, ale wiesz... Twoich dzieci tez nie znamy, i Ciebie tez nie bardzo. Wiec
        jakich rad oczekujesz w kwestii rozmawiania z nimi?
        Potwierdzenia slusznosci Twojej decyzji? Pare osob to zrobilo. Ale chyba w
        naszych dyskusjach nie tylko o to chodzi.
      • a_weasley Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 00:09
        fizula napisała:

        > Wszystko pięknie piszecie, ale w ogóle nie odpowiadacie na moje
        > pytanie, które brzmiało:
        >
        > >jak wytłumaczyć to zjawisko uzależnienia
        > > dziecku np. 6-letniemu, 9-letniemu? Zwłaszcza jeśli dotyczy to
        > > bliskich osób: babci i dziadka.
        >
        > Ja nie pytałam się Was o to czy dziadkowie moich dzieci są
        > czy nie są uzalżnieni. Nie znając ich na pewno macie
        > mniejsze o tym pojęcie niż ja.

        Akurat niekoniecznie, ale dla dobra dyskusji przyjmijmy za pewnik,
        że to jest uzależnienie. Nie jestem tego pewien - pamiętam czasy,
        kiedy telewizor włączony na wciąż był standardem - ale powiedzmy.
        Owóż ja bym tego przede wszystkim nie werbalizował jako
        uzależnienia, zwłaszcza że tłumaczenie istoty uzależnienia
        nieuchronnie opiera się o analogię z alkoholizmem itp. zjawiskami.
        Więcej jak się naradzę z żoną wink
      • minerwamcg Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 00:37
        Nie pytałaś o to, nie prosiłaś o tamto, nie oczekiwałaś owego. To
        może sprecyzuj, czego oczekiwałaś? Odpowiedzi na pytanie, jak
        wytłumaczyć dzieciom coś, co zdaniem wielu z nas wcale nie jest
        takie, jak myślisz? To jest forum "wychowanie w wierze" a
        nie "techniki perswazyjne i jak je stosować" smile
      • ewa_anna2 Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 12:13
        fizula napisała:

        > Sama też pamiętam
        > horrory z dzieciństwa we własnym łóżku, kiedy nie mogłam zasnąć,
        bo
        > dobrzy rodzice pozwalali mi ze sobą oglądać filmy dla dorosłych.
        > I chyba nauczona własnym przykładem, ale i w/w nie skuszę się na
        > powierzanie dzieci dziadkom na dłuższe niż parogodzinne okresy.
        >
        >

        Ja też pamiętam horrory, które oglądałam jako dziecko i po których
        bałam się spać. Video u cioci było atrakcją wink
        No i kiedy możemy mówić o uzależnieniu?? Wiadomo, że statystyczny
        Polak dużo czasu przed telewizorem spędza.
        Czy objawem uzależnienia nie jest wprowadzanie stacji Bebe TV
        przeznaczonej nawet dla sześciomiesięcznych dzieci?
        • a_weasley Re: Uzależnienie od telewizji 27.06.09, 12:41
          ewa_anna2 napisała:

          > Czy objawem uzależnienia nie jest wprowadzanie stacji Bebe TV
          > przeznaczonej nawet dla sześciomiesięcznych dzieci?

          Nie. To jest zarabianie na uzależnieniu. A także na uzależnianiu,
          czyli hodowli przyszłych uzależnionych.
          • fizula Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 08:58
            Ewa, dzięki za podesłaie fajnego linka, zainteresowanym tematem
            proponuję lekturę:
            www.narkotyki.pl/nietypowe-uzaleznienia/uzaleznienie-od-telewizji/
            No i zwróćcie łaskawie jak statystyczy Polak wiele czasu spędza z
            włączonym telewizorem, hehe, czy choćby połowę tego czasu spędzał na
            rzmowie z bliskimi. O tym trzeba rozmawiać. Zresztą robię to.
            Myślałam tylko, że może ktoś własnymi pomysłami, przemyśleniami o
            rozmowie z dziećmi na ten temat podzieli się ze mną.
            • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 09:43
              Chcesz dzieciom powiedzieć, ze dziadkowie sa uzaleznieni? Mam
              wątpliwosci. Po pierwsze nie są. Uzaleznieni dziadkowie nie
              zapraszaliby Twoich dzieci, bo zal by im bylo czasu, ktory moga
              spedzić przed telewizją. Dziadkowie najwyżej prowadza tryb zycia ,
              ktory Ci nie odpowiada - a to nie jest to samo. Jesli dzieci znaja
              dziadkow i lubia ich, to tłumaczenie dzieciom, że dziadkowie
              są "uzaleznieni" może doprowadzić tylko do jednej z dwóch opcji.
              Albo głebokiej pogardy dla dziadkow. Albo - i tu widze znacznie
              większe niebezpieczeństwo - do zlekcewazenia zagrożeń plynących z
              prawdziwych uzaleznień. Jesli bowiem dziadkowie są mili, prowadza
              normalne zycie, wyglądają normalnie i nie są zaniedbani, konaktuj a
              sie z wnukami - a przy tym sa "uzaleznieni", to znaczy, ze
              uzaleznienie jako takie wcale groźne szczególnie nie jest.
              Nie możesz po prostu powiedzieć dzieciom, ze u dziadkow stale gra
              telewizor, ze Twoim zdaniem to nie jest dobry pomysł, a juz
              szczególnie zlezy Ci, ay one nie ogladaly programow nie
              przeznaczonych dla dzieci i dlatego ograniczysz ich kotakty z
              dziadkami?
              Dlaczego tak bardzo zalezy Ci na powiedzeniu dzieciom, ze dziadkowie
              są uzaleznieni i zdyskredytowaniu ich tym samym w oczach dzieci? To
              mnie jednak zastanawia.
              Jesli chodzi o mnie, to spędzam bez porownania wiecej czasu na
              czytaniu niz na rozmowie z bliskimi. Czy wobec tego jestem
              uzalezniona i nalezy mi odebrać ksiązki? Mam wrazenie, ze
              slowo "uzaleznienie" zaczyna być w sposob groxny naduzywane.
              • fizula Re: Uzależnienie od telewizji 29.06.09, 01:36
                > Chcesz dzieciom powiedzieć, ze dziadkowie sa uzaleznieni? Mam
                > wątpliwosci. Po pierwsze nie są.

                Verdana, widzę, że znasz lepiej dziadków moich dzieci ode mnie.
                Gratuluję pewności siebie.

                Jesli dzieci znaja
                > dziadkow i lubia ich, to tłumaczenie dzieciom, że dziadkowie
                > są "uzaleznieni" może doprowadzić tylko do jednej z dwóch opcji.
                > Albo głebokiej pogardy dla dziadkow.

                Żadnej pogardy nie uczę moich dzieci. Swoich dziadków lubią i
                kochają. Ani ja nimi nie gardzę ani moje dzieci, pomimo że
                uwrażliwiam ich na niektóre problemy i wartości. A Ty uważasz, że
                uzależnionymi trzeba gardzić? A myślałam, że to chrześcijaskie
                forum. Moim zdaniem, trzeba się za takowych modlić, a nie gardzić.
                Tłumaczenie dzieciom pewnych rzeczy nie uważam za "wykładanie kawy
                na ławę". Raczej bym nie używała w rozmowie z nimi
                słowa "uzależnienie", choć sama tak mogę myśleć. Rozmawiałam już
                zresztą trochę o wiele bardziej oględnie, dzieci to naturalnie
                przyjęły, bo widzą, co się dzieje. Pogardy żadnej nie przejawiają
                ani niechęci.

                > uzaleznienie jako takie wcale groźne szczególnie nie jest.

                Jest właśnie groźne dla duszy. I chociaż to od telewizji wydawać by
                się mogło niegroźe, ale dziwnie zamyka człowieka na włase wnętrze.
                Na to właśnie uwrażliwiam moje dzieci. Chociaż dla ciała też groźne,
                bo zamiast ruchu człowiek rusza wyłącznie gałkami ocznymi. Być może
                słowem "uzależnienie" się szafuje. Mi się zdaje jednak, że tego nie
                robię. Dla mnie nie jest normalne, że telewizja musi cały czas grać:
                do zasypiania, do gotowania, do odpoczywania, do spotkania z
                bliźnimi. No ale może w Waszych rodzinach to norma, więc trudno może
                być Wam zrozumieć, co mam na myśli.
                • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 29.06.09, 09:52
                  Nie bawmy się slowami - powiedzenie o kims, ze jest uzalezniony
                  dyskredytuje tę osobę w oczach dziecka. Uzalezniony, nawet jeśli
                  mamy do niego "szacunek" jako do osoby ludzkiej, jest osoba, ktora
                  robi źle, ktora nie moze być żadnym wzorem i od ktorej nalezy
                  trzymac się jak najdalej. Oznacza to, ze nie ma żadnej kontroli nad
                  własnym życiem, nie wolno mu ani wierzyc, ani być poslusznym, ani
                  podporzadkowywać się jego poleceniom - bo osoba uzalezniona jest
                  kimś, kto nie mysli realnie i może sprowadzic na siebie i innych
                  powazne klopoty. Rozumiem, ze dzieci nie powinny zatem czuc w
                  przyszlosci niecheci także do zaćpanych kolegów.
                  Dla mnie o wiele groźniejsze dla duszy dziecka jest powiedzenie, ze
                  ich dziadkowie z racji ogladania telewizji nie są dla nich
                  odpowiednim towarzystwem, niez jakikolwiek program telewizyjny.
                  Twoje dzieci bedą wiedzialy, ze uwazasz swoich rodziców za osoby,
                  ktore postepuja tak źle, ze lepiej się od nich trymac z daleka, bo
                  ich postępowanie zagraza dzieciom.
                  Na jednym sie nie zastanowilas - Twoje dzieci przejmą od Ciebie nie
                  tylko niechęć do innego sposobu życia, ale równiez przekonanie, ze
                  uczucia wlasnych rodzicow nie są szczególnie wazne. Że wazniejsze od
                  cudzych uczuc jest trzymanie się sztywnych zasad. I że można
                  odizolowac dziadkow od wnukow, skoro jakis element ich trybu zycia
                  matce nie odpowiada.
                  Musisz liczyć się z tym, ze Twoje dzieci nie dadza Ci się kiedys
                  nacieszyć wnukami, bo "w domu babci je się mięso", albo "bo nie je
                  się miesa', albo" bo babcia czyta niewłasciwe ksiązki", albo
                  bo "babcia nie rozumie, jak wazna jest telewizja".
                  • fizula Re: Uzależnienie od telewizji 29.06.09, 17:59
                    Verdana, wmawiasz mi bardzo nieładnie, że mówię złe rzeczy moim
                    dzieciom i izoluję ich od dziadków źle do nich nastawiając, co nie
                    jest prawdą.
                    To, że nie zastawiam ich na całe dnie i tygodnie z dziadkami, żeby
                    nie wsiąkali w czyjeś negatywne, jak dla mnie, nawyki, to nie
                    znaczy, że się izoluję. Spotykam się z nimi stosunkowo często i moje
                    dzieci nie czują się izolowane, lubią swoich dziadków. Ja mam
                    szacunek do rodziców, a moje dzieci do dziadków. Także zastanów się,
                    skąd się u Ciebie bierze ocenianie ludzi bez zajomości z nimi?

                    I że można
                    > odizolowac dziadkow od wnukow, skoro jakis element ich trybu zycia
                    > matce nie odpowiada.

                    A nie można? Zdaje się, że to rodzice są przede wszystkim
                    odpowiedziali za swoje dzieci, a nie dziadkowie? Ale ja akurat tak
                    nie robię, choć widzę, że bardzo Ci zależy, aby mi to udowodnić.
                    Być może masz sama doskonały stosunek do mediów, ich używania i
                    innych użytkowników, ale mi nie musi on odpowiadać.

                    > Musisz liczyć się z tym, ze Twoje dzieci nie dadza Ci się kiedys
                    > nacieszyć wnukami, bo "w domu babci je się mięso", albo "bo nie je
                    > się miesa', albo" bo babcia czyta niewłasciwe ksiązki", albo
                    > bo "babcia nie rozumie, jak wazna jest telewizja".

                    Oczywiście, że liczę się z tym, że moje dzieci nie będą mną i mogą
                    inne wybory dokonywać ode mnie. Nawet przy takich silnych
                    osobowościach, jakie każde z nich posiada sądzę, że każde będzie
                    ciekawą świata, różną ode mnie osobą. Nie sądzę, by musiały jednak
                    mnie unikać, bo zamierzam szanować ich wybory, a nie je oszukiwać i
                    np. karmić mięsem ukradkowo, gdyby wybrali wegetarianizm. Także
                    Twoje "jasnowidzenie" może okazać się nieporozumieniem. Albo karmić
                    telewizją lub internetem, gdyby sobie tego nie życzyli.

                    > Na jednym sie nie zastanowilas - Twoje dzieci przejmą od Ciebie
                    nie
                    > tylko niechęć do innego sposobu życia, ale równiez przekonanie, ze
                    > uczucia wlasnych rodzicow nie są szczególnie wazne.

                    Ale uczucia moich rodziców są dla mnie ważne. Nie rozumiem, dlaczego
                    starasz mi się wmówić coś takiego, że jestem nieczuła względem nich?
                    Ale nie uważam, żeby do obowiązków rodziców należało podrzucanie
                    swoich dzieci na całe dni i tygodnie do dziadków. Dziadkowie to nie
                    rodzice, nie muszą mieć władzy rodzicielskiej nad swoimi wnukami i
                    opiekować się nimi długo.
            • magdalaena1977 Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 10:09
              fizula napisała:

              > No i zwróćcie łaskawie jak statystyczy Polak wiele czasu spędza z
              > włączonym telewizorem, hehe, czy choćby połowę tego czasu spędzał na
              > rzmowie z bliskimi.
              Ale może to jest odwrotnie. Ludzie nie czują się naprawdę blisko , naprawdę
              związani z rodziną, nie mają o czym rozmawiać - więc - oglądają TV.
              • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 10:19
                Akleż alternatywą telewizji nie jest rozmowa z bliskimi. Raczej
                ksiązka, pasjans, gra na komputerze - nie da się spedzic wiekszości
                wolnego czasu na rozmowach rodzinnych. Wiele osób potrzebuje po
                prostu rozrywki, wypoczynku i od pracy i od rodziny.
                U mnie w domu, niestety, w czasie ogladania telewizji rodzina
                bezustannie ze sobą rozmawia, komentuje film, czyni dygresje
                filozoficzne i krytykuje scenarzystę. Dlatego wlasnie ja telewizji
                nie ogladam - aby się odseparowac choć na chwilę od gadającej
                rodzinysmile)) Czyli "uzaleznieni" maja znacznie wiecej tematów do
                obgadania niz "nieuzalezniona".
      • mader1 Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 11:24
        ojej wink))) no ale skoro czasem czytasz to forum, to wiesz że pisują
        na nim dorośli ludzie, którzy MYŚLĄ i SĄ GADATLiWi oraz ( modne
        ostatnio słowo) kreatywni wink))) Więc myślą sobie razem tak " na
        głos" i czasem kogoś tam zainspirują.
        Pamiętam mojego ojca, uzależnionego od całkiem innej jeszcze rzeczy
        niż telewizja. On przychodził do domu, wlączał telewizor, brał
        gazetę, potem książkę i oprócz spaceru do najbliższego stawiku w
        parku po dafnie dla rybek akwariowych, czytał , czytał, czytał wink)))
        Ale
        potrafił też nas ograć w szachy, warcaby i robić sobie żarty grając
        w
        grzybobranie...A w tle ciągle telewizor.
        Tylko jak dziadkwie byli
        rodzicami, to co to były za programy... ( zwłaszcza, że na te
        szczególnie nachalne propagandowo, jednak wyłączał albo je
        komentował, co bylo i ciekawsze i lepsze)
        No ale to zupełnie inne uzależnienie czyniło stopniwo nasze życie
        strasznym.
        To z powodu tego innego uzależnienia nie mogłam pozostawiać dzieci
        zbyt długo u dziadków. Powiedziałam o tym po prostu. Powiedziałam o
        tym, że jest uzależnienie i ono czyni dziadka INNYM niż jest
        naprawdę i robi i jemu i otoczeniu wiele złego.I dziadek nie moze
        dać
        sobie z tym rady. Bez dyskusji i komentowania.Bo z drugiej strony
        czasem chciałam " dać" te dzieci do dziadków na trochę, choćby żeby
        zobaczyły jak dziadek "pożera" przejęty książki, jak chodzi na ryby
        i po te
        dafnie, jak dba o akwarium. Bo dobrze, jak wnuczka przegra czasem
        w szachy smile i zdenerwuje się, że dziadek "przypadkiem" zapomniał ,
        jak się liczy przy grze w grzybobranie wink))
        A... miało być o telewizji... no ten telewizor grał oczywiście... w
        tle.. zupełnie inaczej niż u nas.
        Nie uważam, by dzieci miały oglądać telewizję, jak leci, bo teraz, w
        przeciwieństwie do " starych, dobrych" czasów, rano można obejrzeć
        kazdą przemoc i syf , jaka jest wieczorem.
        Pogadałam o tym z rodzicami. Powiedziałam, ze " trudno", ze ten
        telewizor gra, skoro inaczej nie mogą. Przypomniałam im, że JA nie
        mogłam oglądać przemocy, w czasie wiadomości byłam wysylana na
        spacer
        z psem, a o kryminałach ( które i tak były bardzo spokojne), mogłam
        do wieku nastoletniego "pomarzyć", na sceny pocałunków, tato (
        niewierzący), kazał mi się odracać wink)))) i powiedziałam "
        zobaczcie, jak to świetnie zadziałało. To ja też tego dla swoich
        dzieci chcę". Obejrzeliśmy razem pod kątem dzieci jakiś "lecący "
        właśnie film ( i pod kątem starych czasów)- ja byłam komentatorem.
        No więc telewizor grał, ale rodzice starali się go przestawiać na
        spokojne rzeczy.I robić z dziećmi jeszcze co innego.
        No ale u nas prawdziwe uzależnienie było gdzie indziej.I było
        bezdyskusyjne sad
        • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 15:29
          Prawdziwe uzaleznienie jest groźne, destrukcyjne dla dziecka i po
          prostu nie można wówczas zostawiać dziecka z osoba faktycznie
          uzalezniona. Nie nalezy też udawać, że "nie ma sprawy", bo dzieci i
          tak widzą, ze sprawa jest. I chyba nie o to tu chodzi. Chodzi o to,
          aby nie nazywac przyzwyczajeń, nawet złych od razu "uzaleznieniem' i
          nie izolowac dziecka od innych ludzi tylko dlatego, ze nie
          akceptujemy niektorych ich zachowań.
          • mader1 Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 16:27
            Tak. To prawda. W przypadku mojego taty oglądanie telewizji
            było "pryszczem" w porównaniu do jego uzależnienia sad((
            Nie neguję, że bywają prawdziwe uzależnienia od telewizji. Myślę, że
            wtedy trzeba rzeczywiście powiedzieć i wyjaśnić. Nie można też
            zostawić dziecka z taką osobą - po prostu nie jest zdolna do
            podołania obowiązkom, jakie niesie opieka nad dzieckiem - może ani
            nie nakarmić na czas, ani przygotować do snu.
            Częste oglądanie telewizji według mnie nie jest dobre - oczywiście
            nie chciałabym żeby dzieci cały dzień siedziały przed telewizorem.
            Ale masz rację - to nie jest uzależnienie. Wystarczy jakoś uzgodnić
            jakie programy są niebezpieczne. I samemu wychowywać dzieci wink
            • verdana Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 18:21
              Nie da się ukryć - mam chyba troche inne poglady na wychowanie
              dzieci, niz wiekszość rodzicow. Albo tylko mi sie tak wydajesmile
              Stawiam na tlumaczenie, rozmowę, szczerość i dyskusje, a nie na
              chronienie - chyba, ze chodzi o coś bardzo destrukcyjnego i male
              dziecko. Nie bardzo boje się nieodpowiedniego towarzystwa,
              nieodpowiednich wplywów wychowawczych, niewłasciwych książek,
              filmow, pogladów.
              Jesli czegos sie boję, to tego wszystkiego co wyzej+mojej absolutnej
              niewiedzy o tym, co się dzieje (troche niewiedzy jest w porzadku,
              dziecko musi miec jakieś tajemnice). Zadaniem rodzicow jest nie
              chronić, a przygotowac na wszelakie trudne i nieodpowiednie
              sytuacje - tak, aby dziecko nie było zaskoczone, przestraszone lun
              co najgorsze - zafascynowane. Niech zna mój poglad na daną sprawę, a
              jesli robi coś, co mi nie odpowiada - niech o tym wie.
              Dlatego moze córka nie ćpa, choc siedziała lata całe z narkomanem,
              syn, ktory dostał odtwarzacz wideo (nie jestem zwolenniczką
              posiadania przez dzieci tego urzadzenia) zgubił kabel i jakoś się
              nie przejął - po co kabel, skoro są książki?
              Mam wrażenie, ze dzieci nie jest tak latwo zdemoralizować,
              czy "zepsuć" jak to sie wydaje współczesnym rodzicom.
              • mader1 Re: Uzależnienie od telewizji 28.06.09, 18:35
                Nie, wiesz... może to co innego jest... Patrzysz na swoje dzieci , ja na swoje,
                już jednak takie większe...
                Już nie ma dużego problemu.
                No ale to prawda, że bywają niebezpieczne treści w telewizji. I nie chodzi tu o
                jakieś poglądy czy przekraczanie granic przez dziecko, które jest świadome, że
                je przekracza.
                Myślę, że bardziej chodzi ( tak sobie wyobrażam) o trzylatka, który siedzi przed
                szklanym ekranem i chłonie całym sobą sceny, które go przerażają, a jednak jest
                w tym momencie zbyt zaciekawiony, żeby się rozpłakać spektakularnie.To, co się
                ogląda , jest prawdą. I nie ma kogo zapytać. Czternastolatka w pewnym momencie
                odejdzie,skomentuje, zajmie się czymś innym, zrównoważy rozmową, taki maluch
                chłonie. Niebezpieczne sceny to takie, po których się będzie bało wyjść na
                ulicę, będzie bało się przechodnia... Jak dziecko jest z dziadkami tydzień,
                można odebrać je już ze sporymi problemami - jeżeli jeszcze babcia omawia z
                sąsiadką bandyckie sceny z okolicy " a słyszała pani ? ja to się boję wyjść".
                Mało, trzylatek to może nawet nie potrafić opowiedzieć, dlaczego się boi... Bo
                już nie pamięta, bo przyjął to jako rzeczywistość "i tak już jest". On nawet nie
                za bardzo wie, " że mama nie pozwala".

                A chyba nie da się ukryć, masz trochę inne wink
                Jak widać, można mieć różne.
          • minerwamcg Otóż to właśnie 28.06.09, 18:28
            Zgadzam się w całej rozciągłości, także i w tym, że słowem
            uzależnienie szafuje się za często, za bardzo i niesłusznie.

            Nie wolno nazywać uzależnieniem przyzwyczajenia, które się nam u
            bliźnich nie podoba, w ten sposób równając bliźniego z narkomanem i
            alkoholikiem, a wszystko co ów bliźni czyni stawiając w jakimś
            nieładnym cudzysłowie i ostrzegając przed nim resztę świata.

            A pomysł, żeby takiej postawy uczyć własne dzieci, i jeszcze na
            forum "wychowanie w wierze" pytać, jak najskuteczniej ich takiej
            postawy nauczyć... hm. Mnie się to nie podoba.
    • ewa_anna2 Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 30.06.09, 22:42
      Dziś coraz częściej mówi się o nietypowych uzależnieniach.
      Telewizja, Internet, zakupy, hazard, seks, cięcie/kaleczenie ciała.
      Są to uzależnienia, czy nie??
      I co robić, gdy jeden z członków rodziny ma diametralnie różne
      poglądy od nas?? Np. jest wojującym ateistą, czy aktywnym
      homoseksualistą?? Całkowite zabronienie kontaktów z taką osobą chyba
      też jest złe. A z dzieckiem wtedy również trzeba o zachowaniu
      cioci/wujka porozmawiać.
      • a_weasley Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 30.06.09, 23:52
        ewa_anna2 napisała:

        > Telewizja, Internet, zakupy, hazard, seks,
        > cięcie/kaleczenie ciała.
        > Są to uzależnienia, czy nie??

        Nie. Podobnie jak nie jest uzależnieniem alkohol.
        I podobnie jak alkohol są to rzeczy, od których MOŻNA się uzależnić.
        Podobnie też jak w przypadku alkoholu są ludzie dopatrujący się
        uzależnienia tam, gdzie go wcale nie ma.

        > jest wojującym ateistą, czy aktywnym
        > homoseksualistą?? Całkowite zabronienie kontaktów
        > z taką osobą chyba też jest złe. A z dzieckiem wtedy
        > również trzeba o zachowaniu cioci/wujka porozmawiać.

        Nie wiem, czy jest złe. Jest konieczne.
        • ewa_anna2 Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 00:57
          a_weasley napisał:


          > Nie. Podobnie jak nie jest uzależnieniem alkohol.
          > I podobnie jak alkohol są to rzeczy, od których MOŻNA się
          uzależnić.
          > Podobnie też jak w przypadku alkoholu są ludzie dopatrujący się
          > uzależnienia tam, gdzie go wcale nie ma.

          To kiedy te rzeczy są uzależnieniami?? Kiedy oglądanie telewizji
          jest uzależnieniem?
          Wiem, że np alkohol może być uzależnieniem, ale nie musi. Wszak w
          Piśmie św jest pochwałą wina. No i Jezus na weselu w Kanie zamienił
          wodę w wino, a nie w coca-colę.


          > Nie wiem, czy jest złe. Jest konieczne.

          Mam ciocię bardzo źle wobec Kościoła nastawioną. Jej "biblią" jest
          czasopismo FiM. Mimo to ją lubię.
          I jak wytłumaczyć dziecku, że nie pozwalam się kontaktować np z moim
          rodzonym bratem, czy siostrą (ich ciocią, wujkiem...)
          • isma Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 01:13
            Ja generalnie nie zabraniam, chyba ze rzecz dotyczy bardzo malego dziecka
            (2-3-4-latka). Tlumacze, ale zazwyczaj jakos tak sie sklada, ze dziecko samo z
            problemem przychodzi. Nie przepadam za robieniem uprzedzajacych wykladow na
            temat tego, co mnie sie wydaje problemem, a dla dziecka byc moze wcale nie
            istnieje. Zdecydowana interwencja jest zarezerwowana na sytuacje, kiedy cos
            zagrazaloby fizycznemu bezpieczenstwu dziecka (np. nie zostawilabym go samego z
            osoba, ktora bym podejrzewala o sklonnosc do upicia sie w trupa w ciagu dwoch
            godzin, ale podobnie nie zostawialam go na dluzej samego z moim Tata, ktorego w
            kazdej chwili mogl zlapac ciezki atak astmy).

            Co do alkoholikow... Mamy takiego znajomego, ktory jest uzalezniony od alkoholu.
            I on dobrze wie, ze u nas w domu nie zostanie poczestowany nawet lampka wina.
            Natomiast jak my jestesmy u niego, to jego wybor, co na stole stawia, i ile. A
            nasz wybor, kiedy sie pozegnamy, uznajac, ze jakas granica zostala przekroczona.

            FiM czytam w osiedlowym sklepie spozywczym wink)).
      • nati1011 Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 08:41
        Ja to określam dość prosto - uzależnienie ejst wtedy, gdy nie mozna
        z czegoś bez wiekszego bólu zrezygnować. W tym sensie uzaleznieniem
        moze byc już 1 piwo dziennie. Lub ulubiony serial. ALe przyznacie,
        ze jeżeli ktoś zamias poczekać na następny autobus zamawia taksówkę
        z drugiego końca miasta by nie spóźnić się na jakieś tam Z jak
        Zazdrość, to powinno to przynajmniej zastanowić.

        Oczywiście stopień uzualweżnienia tez jest różny. Ja nie potrafie
        funkcjonowac bez mocnej herbaty - uzależnienie ewidentne i jak ni
        będę jej mieć to przynajmniej rozboli mnie głowa. Natomiast nie jest
        to uzależnienie szkodliwe dla otocznia - o ile nie zabraknie w domu
        liści, albo maz nie zabierz emi własnie co ugotowanej wody 'wink

        Natomiast np kaleczenie ciała/ choćby okazjonalne, lub branie
        narkotyków jest niebezpieczne w kazdej sytuacji i nawet na bardo
        początkowym etapie.

        Natomiast skrajnie rózne poglądy nie są nałogiem wink Choć tez
        staramy się z tym walczyć.
        • ewa_anna2 Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 10:27
          isma napisała:

          > FiM czytam w osiedlowym sklepie spozywczym wink)).
          >

          Ja czasem w Empiku, lub jak ciocia przyjedzie, to przejrzę. Ale nie
          będę kasy nabijać kupując to czasopismo wink

          nati1011 napisała:

          > Ja nie potrafie funkcjonowac bez mocnej herbaty

          witaj w klubie wink Ja niekoniecznie mocnej, ale herbaty.

          Może problem polega na tym, że dziecko siedząc i bawiąc się obok
          grającego telewizora może niechcący coś usłyszeć. Jakie teraz są
          reklamy?? Obok reklamy masła czy szamponu trafia się reklama środków
          na potencję. Swego czasu widziałam reklamę środków wczesnoporonnych. A
          i reklamując telewizor, czy szampon pani czasem orgazm udaje.
          Pomijam już seriale/audycje, jak wspomniana Sędzia Anna Maria
          Wesołowska.
          Jak nie chcąc ograniczać kontaktów z dziadkami zapobiec temu by
          dziecko nie usłyszało groźnych, czy nieodpowiednich dla siebie treści?
          • isma Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 10:56
            No ale to wszystko, to raczej do wytlumaczenia w razie potrzeby rzeczy sa. Z tym
            szamponem i orgazmem np. to ja przypuszczam, ze to tylko my wiemy, co pani
            udaje, a kilkulatek jednak nie wink)). Ale gdyby, to ja mowie po prostu, ze
            czasami zachwyt nad czyms zapiera czlowiekowi dech - i to w dodatku prawda jest
            wink)).

            Musze teraz isc do robot domowych, wiec trudno mi temat nalezycie rozwinac, ale
            mysle sobie, ze w przypadku telewizora w domu wlaczonego "jak leci" uprzedzajaco
            rozmawialabym raczej z dziadkami, niz z dzieckiem. Bo i tak nie przewidze, co z
            tego telewizora go zafrapuje, a co nie.

            My telewizora nie mamy wcale, a u dziadkow dziecko okiem rzuca. Ze szczegolnym
            uwzglednieniem TVN24, bo moj ojciec uwielbia (takoz jak i ja, choc uzalezniona
            nie jestem, bo zyje jakos piec lat bez tego... za to na wakacjach sobie obficie
            rekompensuje!). Ale ze w moim rodzinnym domu, jak u Verdany, przy telewizorze
            sie gada i komentuje, to jak dziecko co wciagnie, zaraz dziadek realizuje swoja
            kolejna pasje, tym razem wykladowcza, i strzela dluzsza gadke np. o
            turbulencjach... I potem ona mi przychodzi do domu i sie pyta o ciag
            rozporzadzalny, i dopiero wtedy sie robi problem ;-(((
        • minerwamcg Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 12:01
          nati1011 napisała:

          > Ja to określam dość prosto - uzależnienie ejst wtedy, gdy nie
          mozna
          > z czegoś bez wiekszego bólu zrezygnować.

          A moim zdaniem to dalece za mało. Zapalony wędkarz kiedy nie może
          jechać na ryby odczuwa "większy ból" - ale czy powiedziałabyś, że
          jest uzależniony od łowienia ryb?
          IMHO do uzależnienia potrzebne są trzy warunki.
          1. Musi być jakoś destrukcyjne dla człowieka - w tym sensie, że
          niemożność zaspokojenia go zaburza człowiekowi funkcjonowanie,
          indywidualne i/lub społeczne.
          2. Musi być długotrwałe i się powtarzać. Jeżeli ktoś raz czy drugi
          weźmie taksówkę z końca miasta, bo musi się dowiedzieć, czy Numa
          wyjdzie za Pompiliusza albo zobaczyć jak Mahomet przychodzi do góry,
          to jeszcze nie uzależnienie. Nie należy mylić uzależnienia z pasją
          czy namiętnością.
          W studenckich czasach dostałam bzika na punkcie pewnego spektaklu w
          Starym Teatrze. Dygresja - o po trzykroć błogosławione czasy, kiedy
          stary Teatr robił spektakle, na punkcie których można było dostać
          bzika! Koniec dygresji smile Byłam na nim tyle razy ile razy go grano.
          I tak, byłabym gotowa dojechać na niego z drugiego końca miasta i
          bardzo żałowałabym, gdyby jakaś przeszkoda (np. brak pieniędzy na
          taksówkę) nie pozwoliłaby mi go obejrzeć. Mimo to jednak nie
          nazwałabym swojego stanu uzależnieniem, lecz raczej namiętnością lub
          pasją. Żyłam tym przedstawieniem, mówiłam o nim, pisałam. Co jednak
          po pewnym czasie spokojnie mi przeszło, i kiedy dyrekcja podjęła
          decyzję o zdjęciu go z afisza nie poszłam do Starego z awanturą, nie
          płakałam ani też nie rozmyślałam o tej "tragedii" podczas bezsennych
          nocy.
          3. Niemożność zaspokojenia musi powodować u człowieka "większy ból" -
          ale tu też trzeba się zastanowić, jaki ból jest większy. Czy aby
          mówić o uzależnieniu wystarczy zły humor do wieczora, czy taką
          granicą jest bezsenna noc, czy może zaburzenia żołądkowe..?

          Mylenie pasji czy namiętności z uzależnieniem to duże
          niebezpieczeństwo. Czasem pasja potrafi człowiekowi skomplikować
          życie, zmienić je, czasem pchnąć go do takich czy innych głupstw,
          czasem niesie ryzyko uzależnienia - z drugiej strony bez pasji życie
          byłoby spokojne, zrównoważone, racjonalne, o ładnie wypłaszczonej
          amplitudzie doznań emocjonalnych, bez ryzyka uzależnienia - i
          cholernie nudne, płaskie i ubogie. Mdłe jak śmietankowy budyń.

          > Natomiast np kaleczenie ciała/ choćby okazjonalne, lub branie
          > narkotyków jest niebezpieczne w kazdej sytuacji i nawet na bardo
          > początkowym etapie.

          Jest to prawda przed którą niech się wszelki rozum i kolano. Mimo to
          jednak, jeśli owe czyny są okazjonalne, o uzależnieniu mówić nie
          mozna. Jest to co najwyżej bardzo zły zwyczaj, którego delikwent
          powinien się jak najszybciej wyzbyć, bo nie tylko, że jest szkodliwy
          i niebezpieczny, ale i w przypadku narkotyków do prędkiego
          uzależnienia prowadzi.
          • nati1011 Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 01.07.09, 12:23
            W zasadzie się zgodże, ale np picie kawy czy herbaty jest
            uzależnieniem (z punktu widzenia medycznego klasycznym, wraz z
            objawami odstawienia), a przecież nie pwooduje dysfunkcji społecznej.

            A z drugiej strony jak mój teść nie moze obejrzec meczu, to cała
            rodzina zamienia się w jedna wielką dysfunkcję wink
            • verdana Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 02.07.09, 00:05
              Bardzo lubie kawę, piję ja regularnie - ale na wakacjach nie - i nie
              mamani problemu, ani efektow odstawienia. kawa jest dla wiekszosci
              osób zwyklym napojem, ktory lubia i tykle - nie są wcale
              uzaleznieni! Jesli brak kawy nie wywoluje dysfunkcji, nie trzeba
              wzywać lekarza, "niedopity" kawosz chodzi do pracy, tylko klnie na
              czym świat stoi - to nie jest uzalezniony, tylko kawę lubi i jest
              zły, ze jej nie ma. Wiekszość kobiet w ciązy rezygnuje z kawy,
              podczas gdy alkoholiczki pija nadal - i to jest ogromna róznica.
              Twoja definicja uzaleznienia jest groźna, bowiem własciwie mowi, ze
              czowiek, chcąc byc nieuzalezniony nie powinien mieć niczego, co
              lubi. Ja nie potrafiłabym bez bólu zrezygnowac z pracy, z czytania
              książek, ze spacerów i z chodzenia po górach. Wobec tego, ze
              uzaleznienie jest z definicji ze - aby być czlowiekiem zdrowym i
              wolnym powinnam mieć pracę, ktorej nie znoszę, przestać czytać,
              siedzieć w domu i sprzatac, a na wakacje jeździc na plażę.
              Mylenie zainteresowań, pasji, upodobań - z uzaleznieniem prowadz do
              fatalnego wniosku, ze nieuzaleznieni sa tylko ci, ktorym w życiu na
              niczym nie zalezy.
              • verdana PS 02.07.09, 00:08
                FiM omijam szerokim łukiem - budza we mnie obrzydzeniesmile
                I nie miałam problemu z wytłumaczeniem parolatkowi co to jest środek
                na potencję.
                • a_weasley Re: PS 02.07.09, 00:23
                  Verdana napisała:

                  > I nie miałam problemu z wytłumaczeniem parolatkowi
                  > co to jest środek na potencję.

                  Bardzo mnie to cieszy, niemniej nie wszyscy rodzice są zwolennikami
                  tak wczesnego szczegółowego uświadamiania dzieci.
                • isma Re: PS 02.07.09, 00:39
                  verdana napisała:

                  > FiM omijam szerokim łukiem - budza we mnie obrzydzeniesmile

                  A bo widzisz: ja wlasnie jestem uzalezniona, od slowa drukowanego. I ja nawet
                  denaturat wink)).
                  • a_weasley Re: PS 02.07.09, 11:14
                    Isma napisała:

                    >> FiM omijam szerokim łukiem - budza we mnie obrzydzeniesmile

                    > A bo widzisz: ja wlasnie jestem uzalezniona,
                    > od slowa drukowanego. I ja nawet denaturat wink)).

                    To już jest borygo wink
                    • isma Re: PS 02.07.09, 11:22
                      E, nie. Borygo to sa ogloszenia przylepiane na wiatach przystankowych...

                      Ale byla heca, jak mnie raz jeden wikary w sklepie pograzona w lekturze nakryl
                      wink)).
                      • ewa_anna2 Re: PS 02.07.09, 11:40
                        Czasem przeglądam FiM (trzeba wiedzieć, co mówi wróg). Ale b. rzadko.
                        Czytam nagłówki i listy czytelników. I zastanawiam się, skąd ten pan
                        takie okropności bierze. Bo jestem w stanie uwierzyć w wady księży,
                        sama znam dwóch księży, co założyli rodziny.
                        Ale sądzę, że wiele rzeczy jest mocno przesadzonych.

                        > Ale byla heca, jak mnie raz jeden wikary w sklepie pograzona w
                        lekturze nakryl
                        > wink)).
                        Sądzę, że księżom ta gazeta jest nieobca. Nie tylko dlatego, że jej
                        redaktorem jest były ksiądz.

                        Równocześnie też potrafię powiedzieć nie. Odmówiłam kiedyś
                        współlokatorom (stancja mieszana) oglądania Playboya.

                        Z telewizją też staram się ograniczać, np nie oglądam seriali, poza
                        dwoma wybranymi.
                        Teraz nawet jak o.Mateusza reklamowali - nie zaczęłam oglądać.
                        • a_weasley Re: PS 02.07.09, 14:37
                          ewa_anna2 napisała:

                          > sama znam dwóch księży, co założyli rodziny.

                          Ja znam nawet kilkunastu, ale tylko jednego katolickiego wink

                          > Ale sądzę, że wiele rzeczy jest mocno przesadzonych.

                          Niedawno z okładki krzyczał tytuł "Pijani księża wiozą śmierć". Z
                          zajawki na tejże okładce wynikało, że chodzi o 2 (dwa) wypadki, w
                          których ktoś zginął pod kołami samochodu prowadzonego przez księdza
                          określonego jako "pijany".
                          Pomijam już to, że polskie media (politycy i policjanci tudzież) z
                          uporem nazywają "pijanym" kierowcę, który ma powyżej 0,2 prom.
                          (czyli wg standardów powszechnie przyjętych w starej UE jest
                          trzeźwiutki) oraz takiego "pijanego" uczestniczącego w wypadku
                          automatycznie uznają za sprawcę (chodziło o wypadki świeże,
                          niewątpliwie nie osądzone prawomocnie). Ciekawsze jest co innego.
                          Abstrahując od powyższego, wiadomość jest zapewne prawdziwa. I nie
                          ma w tym nic dziwnego. Pełnoletnich mężczyzn jest w Polsce pewnie z
                          15 milionów, większość z nich ma prawo jazdy, a spora część
                          samochody. Większość owej sporej części jest żonata, a większość tej
                          większości ma dzieci, z żoną, a zwłaszcza dzieckiem jeździ się
                          inaczej.
                          Wśród tych nieżonatych i bezdzietnych jest 20 tysięcy księży
                          katolickich, przy czym prawo jazdy i samochód ma prawie każdy z
                          nich. Jeden kierowca na kilkuset jest więc księdzem katolickim, a
                          wśród posiadaczy prawa jazdy będących bezdzietnymi kawalerami ich
                          odsetek jest oczywiście większy. Wśród tysięcy wypadków drogowych,
                          jakie zdarzają się co roku, nieuchronnie muszą się zdarzać takie z
                          udziałem, a nawet z winy księży.
                          Tak samo jak jest wśród uczestników, a także wśród sprawców wypadków
                          jakaś reprezentacja Żydów, Cyganów i nordyków (bo niby dlaczego
                          miałoby jej nie być?). Spróbowałby kto napisać "Pijani Żydzi wiozą
                          śmierć"!
                          • ewa_anna2 Re: PS 04.07.09, 23:07
                            a_weasley napisał:

                            > ewa_anna2 napisała:
                            >
                            > > sama znam dwóch księży, co założyli rodziny.
                            >
                            > Ja znam nawet kilkunastu, ale tylko jednego katolickiego wink

                            Ja znam 2 jezuitów. Byli to lubiani duszpasterze i cenieni
                            spowiednicy...
                            >
                            > > Ale sądzę, że wiele rzeczy jest mocno przesadzonych.
                            >
                            > Niedawno z okładki krzyczał tytuł "Pijani księża wiozą śmierć". Z
                            > zajawki na tejże okładce wynikało, że chodzi o 2 (dwa) wypadki, w
                            > których ktoś zginął pod kołami samochodu prowadzonego przez księdza

                            Ja się zastanawiam, skąd niektórzy dziennikarze biorą tematy do swoich
                            artykułów. W to, że pijani księża (dwóch księży wink ) wiozą śmierć
                            jestem w stanie uwierzyć. No i wśród księży trafiają się osoby
                            uzależnione. Są też źli księża, złe powołania. Ale też są źli
                            politycy, źli policjanci, źli nauczyciele...

                            Swego czasu jeden z nagłówków FiM (nr12/2009)krzyczał: "Księża
                            mordowali samotnych ludzi i sprzedawali ich organy". W takie relacje
                            nawet moja wybujała fantazja nie pozwala mi wierzyć. Do gazety i
                            artykułu nie zajrzałam.

                            No i słynne są przypadki, kiedy Wybiórczaja przepraszała za
                            niesprawdzone informacje.
              • a_weasley Re: Czym tak naprawdę jest uzależnienie?? 02.07.09, 00:28
                Verdana napisała:

                > Bardzo lubie kawę, piję ja regularnie - ale na wakacjach nie
                > - i nie mam ani problemu, ani efektow odstawienia.

                Skąd wniosek, że TY nie jesteś uzależniona.

                > kawa jest dla wiekszosci osób zwyklym napojem, ktory lubia
                > i tykle - nie są wcale uzaleznieni!

                To samo da się powiedzieć o alkoholu. Wśród ludzi, którzy go pijają,
                alkoholicy stanowią mniejszość.

                > zły, ze jej nie ma. Wiekszość kobiet w ciązy rezygnuje z kawy,

                Wierzę na słowo. Nie wiem. Jeśli tak, świadczy to tylko o tym, że
                większość kobiet nie jest uzależniona od kawy.
                Osobiście znam kobietę, której matka w ciąży piła kawę hurtowo... i
                córka nie jest w stanie funkcjonować bez kawy.

                > podczas gdy alkoholiczki pija nadal -

                Jednakowoż większość kobiet w ciąży rezygnuje z alkoholu.
                • minerwamcg He, he... 02.07.09, 17:39
                  a_weasley napisał:

                  > Osobiście znam kobietę, której matka w ciąży piła kawę hurtowo...
                  > i córka nie jest w stanie funkcjonować bez kawy.

                  Owszem, najzabawniejsze (wiem, bo chodzi o moją przyjaciółkę) że ta
                  sama matka w ciąży pożerała tony jabłek, i córka dzisiaj żyć bez
                  nich nie może smile
    • a_weasley FiM, telewizja i Radio Erewań 02.07.09, 15:44
      W ramach dygresji pastwiłem się tutaj nad prostym szwindlem
      myślowym, na który wymienione w tytule plugawe pismo wcale nie ma
      monopolu. Tytuł mówiący (wprost lub sugerujący) co innego niż każdy
      uważny czytelnik, a i poniektóry nieuważny, wyczyta z tekstu - to
      chwyt popularny także w pismach uchodzących za poważne. Celuje w tym
      GW, ale inne pisma też mają swoje za uszami.
      O ile jednak czytelnik gazety przyswaja sobie materiał powoli, w
      swoim tempie, i ma czas pomyśleć, o tyle osoba łapiąca w przelocie
      strzęp zdania czy, co gorsza, kawałek obrazu z telewizora takiej
      możliwości nie ma. Tym bardziej jeśli osoba jest mała. I taki
      właśnie podprogowy czy quasi-podprogowy przekaz jest największym
      zagrożeniem ze strony telewizora grającego przy dziecku "w tle".
      Dziadkom taki przekaz pewnie wielkiej krzywdy nie zrobi, bo oni już
      swoje o świecie wiedzą - i sądząc innych wedle siebie mniemają, że i
      dziecku nic nie będzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka