Byłam na drugich urodzinach mej brataniczki. Dostala ode mnie Biblię
dla maluchow, jest na etapie facynacji książkami wiec i tę przyjęła
z wdziecznoscia. Czytala z dziadkiem (moim tata) o stworzeniu
świata, wykrzykując za dziadkiem "systko!" [Bóg stworzył]
i "duuuuzie" a nawet "wieeeelkie" zwierzątka i wszystko bylo "doble"
oczywiscie

. Ciekawa jestem kiedy zacznie sobie zdawac sprawe z
istnienia Boga.
Niestety tesc mego brata ktory mieszka na co dzien z Wiki, ciagle
jej mowi o "bozi"

. O ile jak byla niemowlakiem to wsie rawno mi
bylo, o tyle teraz mnie to zaczyna wkurzac, zwlaszcza że
powiedzialam glosno specjalnie żeby mowic jej o Bogu a nie "bozi", w
momencie gdy celowo cos takiego powiedzial moj brat, abym ja mogla
te uwage wyglosic, aby starszego pana nie urazic.
Niestety tesc mego brata uwaza mnie za kompletne zero
poniewaz "tylko choruje" a w ogole to nie mam dzieci, a to ze bylam
niania kilka lat oraz przedszkolanka i nadal zajmuje sie jakos tam
dziecmi oznacza ze nie mam NIC do powiedzenia o wychowywaniu i
zajmowaniu sie dziecmi. Rozumiem ze przecietna bezdzietna faktycznie
nie ma nic do powiedzenia ale ja nie jestem w tym wzgledzie
przecietna, że tak skromnie powiem.
Jestem chrzestna matka Wiktorii, powiedzcie czy uwazacie ze
chrzestna matka moze w jakis bardzoej bezposredni sposob prosic
takiego zaborczego dziadka aby dziecku nie przedstawial fałszywej
wizji Boga? W ogole jak, wy jako rodzice rozmiecie i widzicie role
chrzestnych - czy pozwlalalibyscie na wtracanie sie - oczywiscie nie
na "rządzenie" zyciem religijnym dziecka ale na dawaniu rad przez
chrzestnych i bylibyscie sklonni posluchac nawet gdyby ta rada nie
bardzo wam leżała? Mojemu bratu leży jak najbardziej to co mowie,
bratowej wszystko jedno ale tesc brata jest zaborczy niesamowicie i
przeszkadza nawet rodzicom wychowywac dziecko...