02.08.09, 13:31
Byłam na drugich urodzinach mej brataniczki. Dostala ode mnie Biblię
dla maluchow, jest na etapie facynacji książkami wiec i tę przyjęła
z wdziecznoscia. Czytala z dziadkiem (moim tata) o stworzeniu
świata, wykrzykując za dziadkiem "systko!" [Bóg stworzył]
i "duuuuzie" a nawet "wieeeelkie" zwierzątka i wszystko bylo "doble"
oczywiscie smile. Ciekawa jestem kiedy zacznie sobie zdawac sprawe z
istnienia Boga.

Niestety tesc mego brata ktory mieszka na co dzien z Wiki, ciagle
jej mowi o "bozi" sad. O ile jak byla niemowlakiem to wsie rawno mi
bylo, o tyle teraz mnie to zaczyna wkurzac, zwlaszcza że
powiedzialam glosno specjalnie żeby mowic jej o Bogu a nie "bozi", w
momencie gdy celowo cos takiego powiedzial moj brat, abym ja mogla
te uwage wyglosic, aby starszego pana nie urazic.
Niestety tesc mego brata uwaza mnie za kompletne zero
poniewaz "tylko choruje" a w ogole to nie mam dzieci, a to ze bylam
niania kilka lat oraz przedszkolanka i nadal zajmuje sie jakos tam
dziecmi oznacza ze nie mam NIC do powiedzenia o wychowywaniu i
zajmowaniu sie dziecmi. Rozumiem ze przecietna bezdzietna faktycznie
nie ma nic do powiedzenia ale ja nie jestem w tym wzgledzie
przecietna, że tak skromnie powiem.
Jestem chrzestna matka Wiktorii, powiedzcie czy uwazacie ze
chrzestna matka moze w jakis bardzoej bezposredni sposob prosic
takiego zaborczego dziadka aby dziecku nie przedstawial fałszywej
wizji Boga? W ogole jak, wy jako rodzice rozmiecie i widzicie role
chrzestnych - czy pozwlalalibyscie na wtracanie sie - oczywiscie nie
na "rządzenie" zyciem religijnym dziecka ale na dawaniu rad przez
chrzestnych i bylibyscie sklonni posluchac nawet gdyby ta rada nie
bardzo wam leżała? Mojemu bratu leży jak najbardziej to co mowie,
bratowej wszystko jedno ale tesc brata jest zaborczy niesamowicie i
przeszkadza nawet rodzicom wychowywac dziecko...
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: "Bozia" 02.08.09, 13:46
      > Jestem chrzestna matka Wiktorii, powiedzcie czy uwazacie ze
      > chrzestna matka moze w jakis bardzoej bezposredni sposob prosic
      > takiego zaborczego dziadka aby dziecku nie przedstawial fałszywej
      > wizji Boga? W ogole jak, wy jako rodzice rozmiecie i widzicie role
      > chrzestnych - czy pozwlalalibyscie na wtracanie sie - oczywiscie nie
      > na "rządzenie" zyciem religijnym dziecka ale na dawaniu rad przez
      > chrzestnych i bylibyscie sklonni posluchac nawet gdyby ta rada nie
      > bardzo wam leżała?

      Moim zdaniem jak najbardziej możesz porozmawiać z dziadkiem i
      poprosić. Myślę jednak, że to niewiele da.

      Jak moja siostra prosiła mnie o bycie matką chrzestną, powiedziałam
      jej wprost, że będę musiała wtrącać się w życie religijne dziecka,
      że być może będę musiała ją upomnieć, że do kościoła dziecka nie
      prowadzić. Zrezygnowała ze mnie smile Wolała, aby nasze wzajemne
      relacje pozostały dobre wink
      Nie zgodziłabym się na bycie chrzestną, gdybym tej funkcji nie
      mogła wykonywać.
      Tak, rodzice chrzestni mają prawo i obowiązek wspomagać rodziców
      w wychowaniu religijnym chrześniaków. Pewnie, nic na siłę, ale
      zdanie swoje wyrazić powinni. Co zrobią z tym rodzice, ich sprawa
      i ich sumienie.
    • anik801 Re: "Bozia" 02.08.09, 13:59
      To wszystko jest bardzo trudne.Babcie też mówiły do mojej Zosi
      o "bozi".Nie przeszkadzało mi to.Natomiast rok temu przeżywałam
      koszmar,bo moje dziecko poznało historię Jezusa.Płakała,że źli
      ludzie go powiesili na krzyżu i że nigdy się z nim nie spotka.Ona
      bardzo to przeżywała i trwało to jakiś czas.A jak zaczynała ryczeć
      to nie mogła przestać.Nawet byłam przerażona,bo wygłaszała zdania w
      stylu "ja chcę do Jezusa"itd.A historię Jezusa przedstawiła jej
      babcia mojego męża.Czasem,więc lepiej uważać z tym pokazywaniem
      dziecku prawdy.Jak jesteśmy w Kościele i spojrzy na krzyż to znowu
      ma milion pytań.Czasem wolałabym aby dalej naiwnie mówiła
      o "bozi".Ona jest bardzo wrażliwa,a do tego dociekliwa.Ciężko
      tłumaczyć 5latce takie rzeczy.Jestem matką chrzestną dziecka,którego
      rodzice żyją w niesakramentalnym związku.Na razie dziecko jest zbyt
      małe,ale kiedyś będę starała się przybliżać je do Boga.Natomiast
      jeśli rodzice by sobie tego nie życzyli,to byłoby to dość trudne.A
      ten zaborczy dziadek,czy mieszka z wnuczką,czy tylko na dochodne?
      • maadzik3 Re: "Bozia" 03.08.09, 13:49
        Ciekawe, jak roznie dzieci reaguja. Sama opowiedzialam Mlodemu o ukrzyzowaniu
        gdy mial 2 lata. No i oczywiscie o zmartwychwstaniu! Wysluchal, przemyslal,
        przegadal ze mna i nie bylo problemu. Mimo ze jest bardzo wrazliwym dzieckiem.
        Ale tu chyba rodzice powinni oceniac i dojrzalosc dziecka i forme przekazu a
        najlepiej omawiac tematy "trudne" z dzieckiem sami. Dziadkom nie zawsze to
        wychodzi tak dobrze.
    • isma Re: "Bozia" 02.08.09, 14:48
      O sama "Bozie" bym kopii nie kruszyla. Gorzej, jak jakies ewidentne opowiesci
      dziwnej tresci by byly sprzedawane, to wtedy bym pewnie zamienila pare zdan, bez
      jednakowoz nadziei na pozytywny rezultat...

      Wlasnie musialam prostowac kilka historii nt. wychowania w trzezwosci ;-(((.
    • mader1 Re: "Bozia" 02.08.09, 17:44
      przede wszystkim cieszę się, że u niej byłaś smile) serdecznie Ci tego życzyłam smile
      Oczywiście, powiedzieć musisz czy raczej - powinnaś, ale z dziadkami różnie
      bywa. i to niezależnie od tego czyś panna czy mężatka, dzieciata czy bezdzietna.
      Niekiedy dziadkowi przyjmą Twoje argumenty, innym razem nie wink)) bo wiedzą
      lepiej wink))
      Ale jeżeli rodzice i ciocia chrzestna nie będą " boziować", to nic się nie
      stanie smile boziowanie zostanie przypiane dziadkowi smile
      Musisz działać ostrożnie i delikatnie, bo jesteś przedstawicielem rodziny męża (
      twojego brata). Postaraj się z nim ustalić sposób postępowania, żeby mu nie
      narobić kłopotów tzn. żeby za to nie oberwał wink
      • sion2 Re: "Bozia" 02.08.09, 18:21
        Sytuacja sie robi ogolnie nieciekawa. Nie wiem czy Ślązacy maja we
        krwi pogarde dla nieŚlązakow? przepraszam wszystkie Ślazaczki-
        forumowiczki ale widze że na Śląsku rodziny żyja w klanach -
        calutenka rodzina w promieniu 15 km. Wazne są ich zwyczaje, ich
        tradycje, ich swieta. Nasze, o zgrozo! warszawskie to nie maja
        prawa bytu. Tam sie wszyscy żenią i za mąż wychodzą w swoim gronie.
        Normalnie jestesmy jak piąte kolo u wozu sad. Szkoda mi moich
        rodzicow, bo czego doznali w tych odwiedzinach to sie o obrazę
        zahacza. Nie ma żadnej awantury, żadnego "obrazania się" ale jest
        ogromny smutek.
        Brat sobie radzi, zaadoptowal sie. Potrafi iśc na kompromis a
        jednoczesnie gdy trzeba stanac w obronie swojej rodziny. Jednakże
        przeraza nas to, że gdyby brata zabraklo (tfu tfu), my stracimy
        Wiktorię. Po prostu, jestesmy dodatkiem, Ślązacy wiedzą wszystko
        lepiej i w ogole mają lepsze zwyczaje, tradycje, wychowanie dzieci
        a tam jakis "warszawski" dziadek. Dziwne to coraz bardziej. Mowię -
        zyjemy pokojow ale jednak nigdy nie staniemy się rodziną, nigdy bo
        Ślązacy nas do siebie nie wpuszczą.
        Przyklad "bozi" jest tu jednym z wielu niestety. Wynianczyalam 4
        niemowlat, zaczynajac od noworodka, podajac leki, inhalując dziecko
        bardzo chore na astme, kąpalam, karmilam i zostawalam na noc - jako
        niania. Ale jesli brata nie bylo w poblizu nie moge sweterka
        zalozyc Wiktorii bo przecież rączkę jej złamię.

        Tesc brata wie wszystko lepiej po prostu. Jasne że ja takie tematy
        rozmawiam wyłącznie z bratem. Ale im wiecej razy tam jestem tym
        mniej rozumiem Śląsk.
        • mader1 Re: "Bozia" 02.08.09, 21:00
          Wiesz... Ślązacy są różni... Moja teściowa ma jeden z odłamów rodziny właśnie na
          Śląsku... Swoich równolatków przyjmuje sama, ale nam dwa razy trafiły się
          dziewczyny ( bo my "od dzieci jesteśmy"), które gościliśmy i oprowadzaliśmy po
          Warszawie. Były bardzo otwarte, ciekawe świata i przyjazne. To poczucie
          wzajemnej sympatii pozostało smile))
          Niedawno z jedną ze Ślązaczek przeszłam kawał miasta i gadałyśmy bez przerwy smile
          Różnie więc z tym bywa.
          Myślę, że ważny jest tu Twój brat i jego odczucia. Oraz dobro tej małej rodziny.
          Widocznie jakoś zauroczył tę mało otwartą rodzinę, skoro go przyjęła i znalazł w
          niej swoją miłość.Nie ma też co myśleć o śmierci kogokolwiek. Nawet się nie
          zastanawiajcie nad tym. Zapraszajcie Małą do siebie, będzie miała szersze
          spojrzenie smile Pozna Was i pokocha.
          • sion2 Re: "Bozia" 03.08.09, 10:20
            Eh Maderku żeby to wszystko takie piękne było jak piszesz sad.
            Oczywiscie że Mała u nas bywa i to regularnie. I nikt sie z nikim
            nie kłóci smile. Tylko ja idealistka jestem, nie wystarcza mi poprawne
            spotkanie przy kawie i obiedzie ale tęsknię za jednością, za
            jakimis więzami prawie rodzinnymi miedzy rodzinami, które łączy
            dziecko... i jak na razie tylko ja za tym tęsknię wink.

            A z bratem jestem w dobrych stosunkach, wykłocilismy się w
            dziecinstwie.
            • mader1 Re: "Bozia" 03.08.09, 10:39
              Tylko ja idealistka jestem, nie wystarcza mi poprawne
              > spotkanie przy kawie i obiedzie ale tęsknię za jednością, za
              > jakimis więzami prawie rodzinnymi miedzy rodzinami, które łączy
              > dziecko... i jak na razie tylko ja za tym tęsknię wink.

              No i widzisz... sama tego nie zrobisz... musi być gotowość z drugiej strony
              sad((( Mam wrazenie, że niestety, między rodzinami małżonkow dosć często jakaś
              taka rywalizacja jest - w pewnych domach prawie niezauważalna, skrywana pod
              pozorami grzeczności. Serdeczność, taką prawdziwą, to spotkalam niewiele razy.


              > A z bratem jestem w dobrych stosunkach, wykłocilismy się w
              > dziecinstwie.

              To dobrze smile To i przyjażń z bratową jest możliwa smile I mała będzie chętnie
              przyjeżdzała do cioci. Ma takiego fajnego dziadka smile
            • mamumilu Re: "Bozia" 03.08.09, 11:58
              takie stosunki rodzinne nie są domeną Ślązaków - niektóre rodziny tak po prostu
              mają - sama wiem po sobie - moja babacia tak trzymała swoje dzieci -
              najważniejsza była jej rodzina - i tak przeszło to na nas - od dziecka słyszałam
              docinki na temat mojej drugiej babci, rodziny - nie było niby otwartej wrogości
              - owszem uprzejmość itd.. Rola rodziny z drugiej strony była zawsze umniejszana
              i niby żartem były przedstawiane dzieciom wady tej drugiej strony. Widzę, że
              całe moje rodzeństwo i to rodzone i cioteczne mamy naleciałości z takiego
              wychowania - chociaż kontakty z drugą stroną rodziny są poprawne - to jednak nie
              ma tam takiej serdeczności jaką mamy w stosunku do siebie.
              Dodatkowo dochodzi to, że najczęściej inaczej traktowana jest rodzina córki a
              inaczej syna - cóka najczęściej "wciąga" męża w swoją tradycję, bo jakby nie
              patrzył w większości rodzin to kobieta jest głową domu odpowiedzialną za
              wychowanie i przekazywanie tradycji - chociaż mężczyźni nie przyznają się do tego wink
              Tym bardziej jest to spotęgowane odległością - i tym jak mocno kobieta jest
              związana ze swoją rodziną - czasem nie jest i wtedy jest łatwiej.
              Na przykładzie własnych dzieci mogę stwierdzić, że z "bozi" dziecko i tak
              wyrośnie - tu najważniejsi są rodzice i ich rola w tłumaczeniu jak dziecko jest
              już większe. Wasze kontakty z dzieckiem będą zależały od Was - jeśli będziecie
              do niej dzwonić, interesować się jej życiem i co najważniejsze słuchać jej - to
              wszystko będzie dobrze smile
              Niestety nieprzyjemni ludzie trafiają się w każdej rodzinie - nie tylko śląskiej
              smile - ja z drugiego końca Polski jestem i krewnych na Śląsku nie mam smile - ale
              mogę sobie wyobrazić jak Tobie i rodzicom jest przykro w związku z taką
              sytuacją. Pozostaje modlić się w tej intencji - nigdy nie wiadomo jakie
              rozwiązanie Bóg ześle smile
              • maryanne22 Re: "Bozia" 03.08.09, 13:28
                Jako matka chrzestna masz wręcz obowiązek uczestniczyć w życiu
                duchowym dziecka, w końcu po to są rodzice chrzestni, a nie tylko
                aby dawać prezenty.
              • sion2 Re: "Bozia" 03.08.09, 14:26
                No niby dziecko wyrosnie z tej "bozi" ale nie chcialabym aby
                dopiero w zerówce... Dziadek-Ślązak skrytykowal moja Biblie dla
                maluchów ktora dalam Wiki w prezencie a jak wyjechalam, usilnie z
                dzieckiem studiuje smile.

                Wiem że rodziny są różne i wszędzie są owce czarne. Alle tu chyba
                chodzi o takie poczucie odrebnosci Ślązakow, jakąś taką kulturową
                wyższość nad reszta swiata, a juz na pewno nad warszawiakami. Taki
                nacisk że dziecko bedzie poznawac tamta kulture i rodzine, zwyczaje
                a te ze strony ojca to jak starczy czasu. Ja nie rozumiem tego bo
                to przeciez krzywdzenie dziecka.

                Interesujemy sie Wiki az nadto. Zreszta to juz procentuje bo ona
                codzienne przynosi telefon do brata i wola "dziadka" albo "cioci"
                no i dzwonią do nas. Corpawda Wiki nie umie jeszcze zdaniami
                pelnymi cos opowiedziec ale to kwestia czasu jest, na razie pilnie
                slucha. No i od wczoraj mamy kamerki na skypie żeby sie takze
                ogladac a nie tylko sluchac smile. Na pewno z naszej strony
                zainteresownaia nie zabraknie, oby tylko byla mozliwosc
                realizowania go smile.
        • maadzik3 Re: "Bozia" 03.08.09, 13:55
          Zdecydowanie nie jest to jakas wyrozniajaca cecha Slazakow. Sama jestem z dziada
          pradziada Slazaczka, wyszlam za Krakusawink, rodzina jest otwarta. A ludzie, zamki
          i klamki sa wszedzie. Owszem, pewna nieufnosc wobec swiata moze i na Slasku
          pokutuje (niestety czesto dobrze uzasadniona historia, a pokolenia wojennego -
          moich dziadkow - juz sie nie przekona do wiekszej ufnosci, za duzo przeszli.
          Niemniej nawet te ostrozne starsze pokolenia sa czesto bardzo na swiat otwarte -
          tacy byli moi cudowni dziadkowie i nie tylko oni. Natomiast stosunki rodzin
          polaczonych powinowactwem ukladaja sie roznie - czasem znakomicie, czasem w
          ogole, bez wzgledu na region, kraj czy tp.
    • sulla Re: "Bozia" 03.08.09, 14:47
      Jestem zdania, ze rodzice chrzestni są jak najbardziej uprawnieni, ba!
      zobowiązani do uczestnictwa w życiu religijnym dziecka. Ja bardzo sobie cenię
      pomoc rodziców chrzestnych mojej córki, zwłaszcza matki chrzestnej (mimo, iż
      jest katoliczką - jakoś nam to nie przeszkadza smile). Inna sprawa, ze jako świeża
      chrześcijanka nie mam w sobie poczucia, ze "na pewno wiem lepiej", bo sama się
      cały czas uczę.

      Myślę, ze nie trzeba iść na udry z dziadkiem, który pewnie jest przekonany, że z
      racji wieku i doświadczenia zna się lepiej na wychowaniu dzieci, ale możesz na
      spokojnie porozmawiać z bratem i bratową. Jeśli rodzice nie będą "boziować", to
      i Wiki raczej nie będzie.

      A swoją drogą, co do odpowiedzialności rodziców chrzestnych - znana mi osoba
      obraziła się ostatnio na członka rodziny za to, ze ten członek rodziny nie
      zaproponował jej zostanie rodzicem chrzestnym swego dziecka. Na argument, że
      przecież nie ma bierzmowania i nie chodzi w ogóle do kościoła, a rodzic
      chrzestny powinien uczestniczyć w wychowaniu religijnym, ta osoba odparła, ze to
      "bzdura i żaden argument". Ot, ciekawostka.
      • mamakini Re: "Bozia" 03.08.09, 16:30
        Również uważam, że rodzice chrzestni powinni uczestniczyć w
        wychowaniu religijnym dziecka. Obowiązek ten nabiera szczególnej
        wagi, gdy chrześniak pochodzi z rodziny żyjącej z dala od Boga. Tak
        jest w przypadku dwóch moich Chrześniaczek. Mama jednej z nich, moja
        Siostra, dawno temu poprosiła mnie bym opowiedziała jej dzieciom o
        Bogu, ponieważ ją to zadanie przerasta. Staram się. Chodzimy do
        kościoła, Czytamy Pismo Święte, rozmawiamy. Wiem, że to wielka
        odpowiedzialność, ale wspaniale jest udać się do kościoła w
        otoczeniu gromadki dzieci. Dzieci, które chcą poznawać, słuchać,
        rozmawiać. Mama drugiej Chrześniaczki, również moja Siostra, mimo iż
        przecież ochrzciła dziecko, nie bradzo jest zainteresowana jego
        religijnym wychwoaniem. Bywa nawet, że się jemu sprzeciwia.
        Zainteresowana jest natomiast sama Łucja (5 lat), która od jakichś
        dwóch lat niezmiennie przy każdym ze mną spotkaniu prosi bym zabrała
        ją na Mszę Świętą czy poczytała Biblię, mimo że niejednokrotnie jest
        zniechęcana przez mamę ("Oj Łucja, to tak długo, wynudzisz się, będę
        cię musiała przebrać, uczesać", takie tam). Przyznam, że bywa iż to
        dziecko autentycznie mnie zadziwia swoim zachowaniem. Dziękuję Bogu,
        za zadanie jakie przede mną postawił i proszę Go by pomógł mi
        sprostać.

        Basia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka