oryginal23 26.02.10, 10:21 Pasztet mazowiecki i śledzie w sosie pomidorowym w każdym plecaku na wakacjach w PRL. Coś jeszcze? 23. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
horpyna4 Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 10:42 Konserwy miały się dobrze. Zwłaszcza mielonka pod nazwą bodajże "gulasz angielski" była chętnie kupowana. Rybne były polskie i radzieckie. Te radzieckie były nawet smaczne, zwłaszcza jesiotr w pomidorach (jak dla mnie). Niestety, miałam alergię na jakiś środek konserwujący i musiałam odstawić całkowicie radzieckie konserwy. Polskie mogłam jeść. Bardzo chętnie była kupowana sajra. Nawiasem mówiąc, chyba niedawno widziałam ją w sklepie. Natomiast absolutnym hitem była ucha (zupa rybna). Moja mama odkryła, że można robić z niej... rybę w galarecie. Co w czasach kompletnej posuchy jedzeniowej (późny PRL) stanowiło niezłą atrakcję. O szynce, czy polędwicy w puszce warto wspomnieć przy okazji tzw. "odrzutów z eksportu". Był to jeden z głównych naszych produktów eksportowych i na rynek krajowy trafiały zwykle egzemplarze ciut wybrakowane. Zwykle były jakieś wgniecenia w puszkach, ale też bywała "zbyt mała zawartość masy mięsa" w stosunku do galaretki. Albo też jakieś inne odstępstwa od ideału, które nie miały dla przeciętnego konsumenta w tamtych czasach większego znaczenia. Odpowiedz Link
luccio1 Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 11:33 "Wołowina w sosie własnym". Przez lata konserwa "ratunkowa", gdy nie było innego mięsa na obiad. Krojona na plasterki (po wyjęciu z puszki) i przysmażana na patelni. Do tego "normalne" ziemniaki tłuczone, ogórek kiszony... Odpowiedz Link
dorrit Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 13:09 Pycha juz wspomniane rozne rybki w pomidorach! Sok pomaranczowy firmy Dodoni. Paprykarz - za nim akurat nie przepadalam. Za szynka w puszkach z odrzutow tez nie. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 14:27 Natomiast puszkowany ananas w plastrach był dostępny tylko w Pewexie lub Baltonie. Za złotówki raczej nie był osiągalny. Odpowiedz Link
bluewater32 Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 14:46 Pamiętam tę wołowinę... mama zupę na tym gotowała, bardzo mi smakowały te kawałki w zupie... :-) Odpowiedz Link
quba Re: Konserwy w PRL 02.06.13, 06:02 Kiedy jeździłam na Mazury, pod żagle, to się smażyło konserwę turystyczną w kostkę krojoną, cebulką, do tego chlebek i już kolacja gotowa. Wtedy nam smakowało. Odpowiedz Link
mister1 Re: Konserwy w PRL 26.02.10, 21:06 szynka "Krakus" - kupowalem w baltonie w Swiecku Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Konserwy w PRL 27.02.10, 09:36 Turystyczna i tyrolska. Baaaardzo lubiłam kanapki z konserwą, na co mama rzadko pozwalała, i wcale nie dlatego, że nie można było ich kupić, lecz dlatego, że uważała je za niezdrowe ;) Odpowiedz Link
letalin Re: Konserwy w PRL 28.02.10, 12:08 Baaaardzo lubiłam kanapki z konserwą, na co > mama rzadko pozwalała, i wcale nie dlatego, że nie można było ich > kupić, lecz dlatego, że uważała je za niezdrowe ;) Mój pies, kundel i znajda, wszystkożerny, nie mający żadnych wymagań miał uraz do "mielonki". Nie ruszył. Jak dostawał chleb posmarowany masłem z mielonką, pokrojony w kostki, to chleb zjadał, a mielonkę zostawiał w misce...To musiało być niezdrowe:) Odpowiedz Link
letalin Re: Konserwy w PRL 01.03.10, 00:58 oryginal23 napisał: > Może to nie był pies? > 23. OK. To była suka. Skąd wiedziałeś? Odpowiedz Link
cromwell1 Re: Konserwy w PRL 01.03.10, 18:31 tylko sie nie zalamuj letalin moja kotke tez traktuje jako tester miesa wycinam najlepszy kawalek jezeli nie zje oddaje mieso do sklepu pzdr. Odpowiedz Link
quba Re: Konserwy w PRL 02.06.13, 05:36 cromwell1 napisał: jezeli nie zje > oddaje mieso do sklepu I co? Przyjmują? Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Konserwy w PRL 01.03.10, 19:32 Ja nie żartuję, kiedyś była taka historia: facet kupił na bazarze kawałek mięsa, a było to w czasach ogólnych braków rynkowych. Jego pies nie chciał tego mięsa, więc facet postanowił je zbadać. Szczegółów nie znam, może do sanepidu zaniósł, a może miał dojście do jakiegoś laboratorium. No i okazało się, że mięso było z psa. Odpowiedz Link
letalin Re: Konserwy w PRL 02.03.10, 14:01 horpyna4 napisała: > > Ja nie żartuję, kiedyś była taka historia: facet kupił na bazarze > kawałek mięsa, a było to w czasach ogólnych braków rynkowych. Jego > pies nie chciał tego mięsa, więc facet postanowił je zbadać. > Szczegółów nie znam, może do sanepidu zaniósł, a może miał dojście > do jakiegoś laboratorium. No i okazało się, że mięso było z psa. Opowiadano, że na bazarze sprzedano łabędzia, albo bociana jako indyka... A w czasach moich studiów, krążyła historyjka, jak to kawalarze podpuścili czarnoskórego kolegę, wmawiając mu, że jego ulubione mięso nazywa się po polsku "ludzina". Podobno poszedł do rzeźnika i chciał kupic kawałek ludziny wywołując dośc stanowczą reakcję sklepowej...Nie jest to nieprawdopodobne, że afrykański student nie rozumiał, że "ludź" też człowiek:) Odpowiedz Link
ampolion Re: Konserwy w PRL 01.03.10, 20:10 Pamiętam płucka, bardzo mi smakowały. A te mięsa w sosie własnym typu gulasz to rzeczywiście były rarytasy obozowe. Odpowiedz Link
ravenna_lover Re: Konserwy w PRL 02.03.10, 12:31 Napewno konserwy były wtedy lepsze niż obecnie, jak interesującie dobre konserwy to polecam w UK dobre konserwy z brazylii, obecnie polskie konserwy są niezdatne do spożycia. W prl-u były bardzo ciekawe konserwy z ZSRR w dużym wyborze, szczególnie rybne. Odpowiedz Link
cromwell1 Re: Konserwy w PRL 02.03.10, 18:36 wszystkie ruskie skumbrie w tomacie mialy jedna zalete zadziwiajaco cienka blache kiedy u nas wreszcie ruszyla linia do produkcji tak cienkiej blachy ludzie nie posiadali sie ze szczescia nawet kapsle do butelek mialy byc ciensze coz za postep porownywalny do dzisiejszych paszportow z polsatu pzdr. Odpowiedz Link
oryginal23 Re: Konserwy w PRL 02.03.10, 19:00 Konserwy w PRL były lepsze? Ktoś chyba nie pamięta smaku ich zawartości. 23. Odpowiedz Link
hajota Re: Konserwy w PRL 02.03.10, 21:06 Przypomniała mi się parodia przemówienia Gomułki: "Gdybyśmy mieli odpowiednią ilość cienkiej blachy zarzucilibyśmy całą Europę mięsnymi konserwami. ...Ale nie mamy mięsa". Odpowiedz Link
letalin Re: Konserwy w PRL 03.03.10, 14:16 > wszystkie ruskie skumbrie w tomacie mialy jedna zalete > zadziwiajaco cienka blache "Skumbrie w tomacie" to był wierszyk Gałczyńskiego, który w każdym ustroju jest trochę aktualny:) Co do blach w radzieckich konserwach, to zdarzyło się mi otwierac pewnego razu okrągłą puszkę średnicy ok. 30-35cm zrobioną z pancernej blachy grubości przekraczającej możliwości polskiego otwieracza. Zawartośc nie była obrzydliwa, ot jakieś ryby, ale puszka zapadła w pamięci za bohaterski opór jaki stawiała polskim żarłokom. Skończyło się na młotku i przecinaku... Chyba jakaś z wojskowych zapasów. Odpowiedz Link
hajota Re: Konserwy w PRL 03.03.10, 20:49 Ja mam podobne wspomnienia o radzieckich konserwach. Takie bardziej pancerne były te puszki. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Konserwy w PRL 04.03.10, 08:31 I radzieckie, i nasze były pancerne. Takie duże szynki Krakusa, które trzeba było otwierać przez oddzieranie paska biegnącego dookoła puszki, nie zawsze dawały się sprawnie otworzyć. Bo z tą oddzieralnością różnie bywało. Odpowiedz Link
hajota Re: Konserwy w PRL 04.03.10, 11:40 O tak, z oddzieralnością to nadal różnie bywa, choć generalnie się poprawiło. Ale jeszcze i teraz zdarza mi się, że brzydko zaklnę, kiedy nagle odrywa się kółko, za które powinno się elegancko pociągnąć i otworzyć puszkę. Albo kiedy się szarpię z tym kółkiem, a olej zalewa palce :-)) Odpowiedz Link
monikate Re: Konserwy w PRL 04.03.10, 19:52 Hajoto, mam tak samo z tym kółkiem. B. lubi się odrywać. Specjalnie kupuję tylko konserwy z kółeczkiem, żeby sobie ułatwić życie, a w praktyce różnie to wychodzi. Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Konserwy w PRL 06.04.10, 18:47 Pamiętam taką mielonkę, Pek sie nazywała, czy jakoś podobnie. Też z takim paskiem do otwierania. Bardzo mi smakowala, szczególnie ta galaretka:) Odpowiedz Link
quba Re: Konserwy w PRL 02.06.13, 05:49 A ja pamiętam, że w Krakowie po ten PEK (nb fantastyczny w smaku, naprawdę, taki już bardzo smaczny, ale oczywiście odrzut z eksportu) ustawiali się emeryci, którzy mieli prawo bez kolejki, wszędzie, w całej Polsce podobno, w moim mieście na przykład emeryci nie stali w kolejkach, tak jak osoby, mające pod opieką chorą osobę, czy matki z maleńkimi dziećmi i kobiety w ciąży oraz inwalidzi - no więc w Krakowie w sklepach mięsnych tworzyły się dwie kolejki : jedna osób przeciętnych, zwykłych zjadaczy, w tym przypadku mięsa (nie chleba) i druga, osób uprzywilejowanych. Właśnie sprzedawano ów pek, po 10 puszek (małych) na osobę, ale trzeba było oddać ileś tam kartki. Przeżyłam wówczas straszny wstrząs, byłam wtedy bardzo młoda. Widziałam scenę, kiedy owi wiekowi emeryci, nierzadko kalecy, pobili się laskami. Już od tamtej pory nie mogłam darować, że można było w tak podły sposób odrzeć zdesperowanych staruszków z godności, a przecież oni i tak mieli stosunkowo podłe życie, zważywszy przeszłość historyczną ich pokolenia... Odpowiedz Link
emwu8 Re: Konserwy w PRL 07.04.10, 22:10 Ja pamietam nocne wyprawy rodzicow i przyszywanych ciotek do Stalowej Woli (4 godziny jazdy pojazdem nie do zdracia marki Zuk), zeby o jakies koszmarnej 5 rano stanac w kolejce i kupic przypadajace na glowe 10 puszek lunch meat i wolowiny w sosie wlasnym. Do dzis czuje zapach kanapek szykowanych do szkoly (swieza bulka i wymienione rarytasy). No i oczywiscie bitwa z bracmi o galarete, ktora okalala te specjaly.:-) Odpowiedz Link
jarkoni Re: Konserwy w PRL 30.01.11, 11:31 Wątek znalazłem dopiero przed chwilą, ale muszę przyznać, że dawny smak konserwy turystycznej chodził za mną od dawna. Wczoraj zjadłem na śniadanie kanapkę z Turystyczną z Sokołowa, czyli raczej uznanej firmy. I co? I coś jakby "makuch" z opowiadań Rolanda Topora.. Bardzo słone, smak nie taki rewelacyjny jaki zapamiętałem ze starych harcersko-obozowych czasów.. Odpowiedz Link
wirujacypunkt Re: Konserwy w PRL 30.01.11, 14:45 Smak turystycznej pamiętam, ale też pamiętam, że puszki były pancerne. Na obozy, biwaki harcerskie i wycieczki szkolne, konsrewy były obowiązkowym wyposażeniem naszych plecaków. Odpowiedz Link
default Re: Konserwy w PRL 31.01.11, 08:31 Nie jadałam raczej konserw w tamtych czasach, bo moja Mama była dość ortodoksyjna i uznawała tylko domowe jedzenie. Jedyne co pojawiało się czasem na naszym stole to NRD-owska zupa rybna w puszkach - była czerwonego koloru, bardzo ostra, z zielonym groszkiem i kawałkami białej ryby. Pyszna! Rewelacyjnie smakowała ze świeżą kajzerką. Puszki były nieduże, chyba z przewagą pomarańczowego koloru i na pewno miały napis "Rostock". Pamięta ktoś ? Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Konserwy w PRL 31.01.11, 09:52 Enerdowską to jadałam jakąś konserwę z makreli, była bardzo dobra. Trochę przypominała naszą "sałatkę pikantną z makreli", ale nie była taka rozciapciana. Była zdecydowanie smaczniejsza. Pojawiła się u schyłku komuny w sklepach Centrali Rybnej. Przynajmniej w Warszawie. Odpowiedz Link
tymon99 Re: Konserwy w PRL 05.02.11, 13:30 pamiętam (ca. 1978) puszki bez etykiet, kupowane "w ciemno" - potem odkryliśmy, że oznaczenia literowo-cyfrowe tłoczone na wieczku niosą informację o zawartości. ok. 1986 w sklepie "wojskowym" - puszki w kształcie głębokiego talerza średnicy 25 cm, zawierające w miarę kompletny posiłek. grochówka z kawałkiem boczku, mięso duszone+kasza+jakieś białe warzywo pokrojone w kostkę i ugotowane, były jeszcze inne modele, ale już nie pamiętam. wszystko przesolone, chyba dla większej trwałości.. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Konserwy w PRL 05.02.11, 13:52 Tymon, a puszki wojskowe w kształcie walca, takiego pionowego, w środku jakaś mielonka gulaszowego typu, dobre, ale faktycznie przesolone.. A suchary wojskowe? Gryzło się z trudem.. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Konserwy w PRL 05.02.11, 13:58 Ba, w okolicy piupidówka mamy zielony garnizon, niedaleko poligon drawski. Pamięta się te smaki z dzieciństwa;) I ruskie tuszonki z Bornego ;) Odpowiedz Link
tymon99 Re: Konserwy w PRL 05.02.11, 14:35 suchary wojskowe były u mnie w domu zakazane, jako że mój ojciec, złamawszy sobie na nich ząb, przeklął je jako wymysł szatana. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Konserwy w PRL 05.02.11, 18:33 To w ogóle sukces ugotować w warunkach polowych grochówkę dla np tysiąca chłopa.. I żeby to zjadliwe było Tymon, ja wojskowe suchary moczyłem w herbacie :-) Ewa, to Ty już przyzwyczajona do huku z racji bliskości poligonów. Ja cywilną rosyjską tuszonkę żarłem, czarny chleb z sałem i kiszonym też, ale pewnie wojskowe specyjały są inne.. Odpowiedz Link
trevistas Re: Konserwy w PRL 06.02.11, 00:25 a/ byczki - takie male rybki w sosie pomidorowym, b/ paprykarz szczecinski, ...calkiem smaczne byly... Odpowiedz Link
referee Re: Konserwy w PRL 02.06.13, 02:38 Zauważyłem jak gust i smaki się zmieniają, a i świadomość odnośnie prawidłowego odżywiania i zdrowego trybu życia poczyniła przez te, już ponad dwie dekady, milowe kroki. "Zabijałem się z siostrami" o te galaretki z konserw a teraz nie ruszę... tak galaretki jak i konserwy. Druga sprawa, że według mnie jakość konserw, które i tak są nie zdrowe, zdecydowanie się popsuła (a może uległem propagandzie bliskich, uważających, że jakość produktów perelowskich była lepsza niż obecnych?). Obecna " Turystyczna", to nie To, co kiedyś. Pasztet w puszce kiedyś, to było Coś, obecnie to chemia. Może to faktycznie prawda? Może należałoby porównać składniki konserw PRL z tymi obecnymi? Wiem jedno; studiując składniki obecnych konserw to zdecydowanie świństwo (uproszczając). Co domeritum to moji rodzice zamawiali np z przyjaciółmi, czy sąsiadami -całą świnię, sarnę, etc; Kochana Mamusia robiła wtedy m .in konserwy własnej produkcji-weki. Jadaliśmy konserwy sklepowe, ale te własnej roboty były zdecydowanie preferowane Warto przypomnieć, że u nas w domu pożerało się "tonami" pyszne smalce, preparowane prze Mamę (i także obie Babcie)- ujmę lapidarnie , że to był i jest (jadam dosłownie od święta) "majątek"; ja unikam,chociaż lubię (np w zimowe wędkowanie -kromka chleba ze smalcem z setką dobrej wódki, są jak najbardziej w moim guście). Z kupnych lubiłem byłem: "Turystyczną" "Krakus", wszelkiej maści pasztety, i rybne (te w pomidorach ale i sardynki w oleju). Apropos ryb, też się u nas wekowało w oleju i occie- głównie śledzie. Odpowiedz Link
plater-2 studenckie czasy... 02.06.13, 10:14 ruska UXA byla pyszna, tylko otworzyc te puszkę ?!!! Trzeba bylo do chlopakow w akademiku chodzic. Robilysmy z tego zupe rybna z kluseczkami, a nasz akademikowy kot dostawal resztki. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: studenckie czasy... 02.06.13, 10:49 Trzeba było mieć po prostu ruski otwieracz. Taki, co "gniotsia, nie łamiotsia". Zresztą nasze puszki za wczesnego i średniego peerelu wcale nie były z blachy cieńszej od tych ruskich... Odpowiedz Link
matylda1001 Re: studenckie czasy... 02.06.13, 11:25 Blacha była pancerna. Nawet mówiono, że te puszki produkowano w fabrykach czołgów :) Taka produkcja uboczna, z odpadów. Odpowiedz Link
plater-2 Re: studenckie czasy... 02.06.13, 13:10 a ruski budzik dzwoniac wedrowal po stole, spadal a nie psul sie. prawdziwie ekologiczny wyrob. Odpowiedz Link
aga-kosa Re: studenckie czasy... 02.06.13, 14:07 Mam jeszcze taki otwieracz, którego mi zazdroszczą znajomi na kajakach. Wszystko otworzy i się nie gnie. :) Dzieci w góry zabierali z sobą domowy smalec ze skwarkami, cebulą, majerankiem, jabłkami.. To było pół na pół słonina plus dodatki. Na wspomnienie wołowiny w sosie własnym jeszcze mi ślina cieknie. Kiedyś dzieci z przyjaciółmi wrócili z gór o dwa dni wcześniej a w lodówce tylko pasztet w puszce i mięso z nutrii w słoikach. Obrałam gar ziemniaków rozgrzałam jakiś tłuszcz do tego nutrie i na koniec pasztet. Kiszone ogórki robiły za surówkę. Zjedli wszystko. Na ślób córki dwanaście lat temu przyjechała z USA jedna z dziewczyn, które jadły tę "mieszaninę" mówiła, że to był najlepszy sos z ziemniakami. Smak ciągle pamieta i czy może poprosić o przepis:) Skąd ja jej wezmę taki pasztet i mięso z nutrii. :) aga Odpowiedz Link
izabella1991 Re: studenckie czasy... 03.06.13, 15:37 Ano właśnie-to był TEN SMAK-nie do podrobienia. ja pamiętam nieśmiertelną,,Turystyczną",sardynki w puszkach no i pasztet drobiowy.... Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Konserwy w PRL 04.06.13, 01:08 "Tyrolska". Duuużo później dowiedziałam się, że warszawscy harcerze mówili na nią "trotylska" :) Odpowiedz Link