Dodaj do ulubionych

Chodzenie na religię

05.01.11, 21:38
Dwa razy w tygodniu po lekcjach cała klasa maszerowała na religię, wszyscy zadowoleni, bez pani nauczycielki. Wszyscy chodzili, wyjątek stanowił chłopczyk, którego tata był oficerem
służby więziennej.
Wtedy zacząłem nie lubić wielebnych.
23.
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: Chodzenie na religię 05.01.11, 21:51
      A ja nie chodzilem bo nie mialem ochoty a dodatkowo wolalem kurs angielskigo, ktory zdecydowanie bardziej przydal mi sie w zyciu :)
      • wirujacypunkt Re: Chodzenie na religię 05.01.11, 23:10
        Chodzilam na lekcje religii, tak jak większośc moich koleżanek i kolegów. Dlaczego chodzilam?Chyba dlatego, że rodzice nie zmuszali mnie do tych zajęc, które przecież były po lekcjach,dlatego też, że mogłam wyrwać się spod opieki dorosłych. Mimo tego, że uczęszczłam na te zjęcia nigdy żaden ksiądz katecheta nie zdołał uczynić ze mnie gorącego katolika. Dlaczego nie? To był proces. Jest kilka powodów, ale to już inny temat.
        Nie, nie to nie ten powód....... dla którego wielu ludzi odchodzi dzisiaj z kościoła.
    • a_weasley Chodziłem, bo chciałem 05.01.11, 23:23
      To znaczy początkowo dlatego, że rodzice posyłali, ale to było zupełnie oczywiste. Jestem (bo wtedy byłem) katolikiem, więc w niedzielę chodzę do kościoła, a dwa razy w tygodniu na religię.
      W VII klasie poróżniłem się z katechetą, więc rodzice pogadali z proboszczem, potem z proboszczem sąsiedniej parafii i do tej sąsiedniej parafii chodziłem na religię aż do matury.
      W I klasie liceum, nie wiem do czego to było polonistce potrzebne, chyba omawialiśmy jakiś tekst związany z Biblią, spytała, kto chodzi na religię, podniosły się wszystkie ręce poza jedną. Warszawa, zaznaczam.
      • ewa9717 Re: Chodziłem, bo chciałem 06.01.11, 09:05
        Chodziłam, bo wszystkie dzieci chodziły, a rodzice nie zabraniali. Często zamiast na kolejnej lekcji religii w salkach katechetycznych ladowaliśmy w pobliskim zrujnowanym zamku poniemieckim. Przyciągał jak magnes, a rodzice zabraniali ;)
        Podobnie jak przedpisiec ;) w VII klasie po ostrym spięciu z księdzem zrezygnowałam z uczestnictwa. Na stałe, choć klecha o ksywie Czerwony Lipiec ogniem i mieczem próbował mnie nawrócić ;) No, w każdym razie kilkakrotnie nachodził rodziców.
        Nie byłam jedyną niebiorącą udziału w katechezie, oprócz mnie - dzieći świadków Jehowy. A co najśmieszniejsze, dzieci lokalalnej partyjnej wierchuszki i oficerów pobliskiego garnizonu chodziły (o czym wszyscy wiedzieli), tylko do I Komunii przystępowały "tajnie" w innej parafii. O czym też wszyscy wiedzieli.
        Być może inaczej wyglądało to wcześniej, ja piszę o sytuacji z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w moim pipidówku.
        W liceum była nas już spora grupka niechodzących na religię, nijak to na nasze klasowe stosunki towarzyskie nie wpływało.
        • bokertov1947 Re: Chodziłem, bo chciałem 06.01.11, 10:31
          A ja tez chodzilem. Az sie okazalo, ze naleze do Sjonistow. Za co mielismy wyjechac do Sjamu (jak to wielki przyjaciel Polakow z mownicy krzyknal -"Sjonisci do Sjamu!"). No to przestalem chodzic.
          Pozdrawiam
    • matylda1001 Re: Chodzenie na religię 06.01.11, 14:45
      Nie wiem nawet kto z klasy chodził a kto nie bo jakoś tak wypadło, że do mojej klasy chodziły dzieci z kilku okolicznych parafii. Zresztą wcale się nad tym nie zastanawiałam, oczywistym dla mnie było, że na religię się chodzi. W czasach liceum chodziłam w kratkę, ku rozpaczy mojej mamy, która widziała mnie już na mękach piekielnych:) Gdy byłam w szóstej klasie, religii uczył mnie ksiądz (bardzo fajny facet, zresztą), który prawie wszystkie noce z niedzieli na poniedziałek spędził w areszcie. To była ciekawa historia. Gdzieś tam ludzie chcieli wybudować kościół ale nie dostali pozwolenia od władz. Postawili krzyż i mój ksiądz pod tym krzyżem w każdą niedzielę odprawiał nielegalną mszę świętą. Pod koniec mszy przyjeżdżała milicja i zabierała księdza do aresztu, chyba za zakłócanie porządku publicznego:) Spędzał tam 48 godzin i wychodził na wolność we wtorek. W następna niedzielę było to samo. Ja miałam religię w poniedziałki. Zazwyczaj przychodził do salki proboszcz i wypowiadał sakramentalne słowa: "dzieci, idźcie do domu, religii nie będzie bo wasz ksiądz siedzi w więzieniu". Nas to specjalnie nie martwiło:)
    • tymon99 Re: Chodzenie na religię 06.01.11, 16:32
      osobiście chodziłem raz w tygodniu, nie po lekcjach a po południu, a przede wszystkim - nie całą klasą! poza terenami wiejskimi, podział na parafie na ogół nie pokrywał się z rejonizacją szkolną.
    • asdaa Re: Chodzenie na religię 06.01.11, 17:01
      chodziłam raz w tygodniu po lekcjach, w podstawówce pilnie, w liceum już mniej...W 3 klasie przestałam , a raczej zostałam wyrzucona za rozpalenie ogniska pod ławką (półka na tornister była pełna papierowych śmieci...). Chodzili WSZYSCY, dzieci robotników, inteligentów, chłopów a nawet partyjnych prominentów.
      • horpyna4 Re: Chodzenie na religię 06.01.11, 17:27
        Ja na początku podstawówki załapałam się na religię w szkole (po październiku 1956). Chodziła mniej więcej połowa uczniów, bo w rejonie mojej podstawówki było kilka osiedli ubeckich. Trochę uczniów było zresztą pochodzenia żydowskiego.

        Moją katechetkę dość szybko wywalono z pracy, tak więc tej religii w szkole nie miałam za długo. A wywalono za to, że dzieciaki ją wręcz uwielbiały, bo podczas lekcji np. czytywała nam "Kamienie na szaniec" (jej narzeczony zginął w powstaniu). No i zaczęły przychodzić też dzieci niewierzące, tak po prostu żeby sobie pobyć w sympatycznym towarzystwie. Któryś powiedział jej, że jest Żydem, na co ona odpowiedziała, że jej to nie robi różnicy, bo ona kocha wszystkie dzieci... jasne, że trzeba było ją zwolnić z pracy w trybie pilnym.
        • trevistas Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 00:04
          Religii, bylo malo.
          Doswiadaczenia podobne jak ''horpyny'' ww.
          W LO - religia: moze i ktos uczeszczal - gdzies, ale nie byla to kwestia jakos omawiana...
          • derena33 Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 09:01
            Ja nie mialam religii w szkole wiec chodzilam na nia do kosciola. W podstawowce bywalo roznie, jak rodzice zapisali to chodzialm od wrzesnia jak pozniej to pozniej:) W liceum bylo juz inaczej, naszym wykladowca byl niezwykle interesujacy czlowiek ksiadz alpinista i podroznik z niezwyklym podejsciem do mlodych ludzi, dyskusji filozoficznych ubarwionych opowiesciami z roznych zakatkow swiata nie powstydzilby sie zaden laicki filozof-podroznik, czulismy sie wazni i madrzy. To byl naprawde ksiadz z tym czyms, moze to bylo prawdziwe powolanie, a moze talenty przywodcze . Zreszta dzieki niemu bardzo wiele mlodych ludzi kontynuowalo te dyskusje o zyciu na zajeciach duszpasterstwa mlodziezy akademickiej.
            Wszystko to sie dzialo w drugiej polowie lat 70tych. Ja w ogole mialam szczescie do ksiezy w mojej starej parafii, ksiedzem proboszczem byl przez 30 lat tez niezwykle madry czlowiek ( moze stad tak wiele ciekawych osobowisci wsrod wikarych?).
            Zarowno moj ksiadz katecheta, niestety juz zmarly, jak i ksiadz proboszcz na zasluzonej emeryturze, sa umieszczeni w panteonie ludzi zasluzonych dla mojego miasta.
            Dodatkowo ich ideowosc uwiarygodnial fakt, ze byla to parafia z pieknym kosciolem i skromna plebania.
            Niestety w pozniejszym zyciu po wyprowadzce z tamtej dzielnicy juz nigdy nie trafilam na takich ludzi, ale moze to przez nich mam bardzo wysoko ustawiona poprzeczke jezeli chodzi o sluzbe pana Boga.
    • cromwell1 Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 15:34
      "Dwa razy w tygodniu po lekcjach cała klasa maszerowała na religię, wszyscy zadowoleni, bez pani nauczycielki. Wszyscy chodzili, wyjątek stanowił chłopczyk, którego tata był oficerem
      służby więziennej."

      mozesz to jakos uscislic bo sie pogubilem

      "Wtedy zacząłem nie lubić wielebnych."
      przestales lubic bo maszerowaliscie
      bo pani z wami nie maszerowala
      bo chlopczyk stanowil wyjatek
      bo chlopczyk byl synem klawisza


      pzdr.
      • wirujacypunkt Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 15:56
        Istotnie z dziwnego powodu oryginał przestal lubić wielebnych.
      • oryginal23 Re: Chodzenie na religię 08.01.11, 18:25
        Masz rację cromwel, to co napisałem nie trzyma się kupy, ni dupy.
        Chciałem napisać, że lekcje religii ich sposób prowadzenia i poziom intelektualny księży
        prowadzących te zajęcia spowodowały, że trwale zniechęciłem się do wielebnych.
        W dalszym ciągu mojego życia zniechęcenie to (z wielu, wielu przyczyn) jedynie narastało.
        Ot co.
        23.
    • cromwell1 Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 16:50
      nic sie nie zmienilo od czasow komuny
      w dalszym ciagu nauki religii to przymus
      zeby tylko zdobyc nastepny sakrament kanieszny do kaniesznego sakramentu malzenstwa

      w latach 70
      podobnie jak dzisiaj bierzmowanie ojczulkowie okreslaja jako uroczyste pozegnanie sie z kosciolem

      w 80% to wina kosciola bo nie proponuje atrakcyjnych ksiezy do nauki katechizmu
      tylko zasuszonych katechetow

      pozostale 20% to wina rodzicow
      ale arcywazna
      to oni powinni zaganiac owieczki do "najlepszego pasterza";)

      tak jeszcze na marginesie

      nie trzeba mi dowodow na jego istnienie
      ci co szukaja z pewnoscia je znajda
      to nie indokrynacja komunistyczna i dostep do wiedzy jest chocby przez internet
      tylko jezyki trza znac
      bo u nasz co lepsze strony sa blokowane

      a opetan cudow i objawien jest bezlik;)

      trzeba tylko chciec
      chyba ze zostanie ci biedaku wiara w wielki wybuch
      juz niektore media pisza go z wielkiej litery
      tylko jedynym dogmatem wielkiego wybuchu jest to ze wszystko sie od siebie oddala
      to dobre dla tych co pojmuja tylko podstawowe wymiary w czasie

      pzdr.
      • tymon99 Re: Chodzenie na religię 07.01.11, 21:08
        ale dobrze się czujesz?
        • cromwell1 Re: Chodzenie na religię 08.01.11, 14:17
          > ale dobrze się czujesz?

          super
          i jeszcze ci powiem ze u nasz ministrarntow na mszy niedzielnej jak mrowkow
          rzadko liczka spada ponizej 10
          sa mali chlopcy ale tez dwumetrowe wiezowce
          wiekszosc konczy posluge bedac na studiach

          widac mozna jak sie chce
          • wirujacypunkt Re: Chodzenie na religię 08.01.11, 19:06
            W jednym miejscu jest tak w innym inaczej.
            Czy musi być wszędzie jednakowo, czy wszyscy muszą jednakowo myślec i mieć taki sam światopoglad?
            W czasach słusznie minionych funkcjonowało hasło ''jednda partia, jeden naród''.
            Chcesz to zmodyfikować i chcesz żeby zaczęło funkcjonować hasło ''jeden naród, jedna wiara''.Wg Ciebie wszyscy powinniśmy być ludzmi wierzącymi? Kto jest ateistą lub agnostykiem jest godzien nagany?
            • cromwell1 Re: Chodzenie na religię 08.01.11, 19:39
              kolego prosze o ponowne przeczytanie moich wypowiedzi
              wyrazilem ubolewnie ze kosciol jest nadto konserwatywny
              wali mnie serdecznie co sobie myslisz i w co wierzysz
              starych drzew sie nie przesadza

              pzdr.
    • kkokos Re: Chodzenie na religię 08.01.11, 23:09
      w podstawówce, lata 70. warszawa, na religię chodziła grupa z kilku szkół (parafie nie pokrywały się z rejonami), więc miałam od razu znajomych spoza szkoły (a koledzy z klasy chodzili na religię też do innych parafii). świetny ksiądz świetnie dogadywał się z dziećmi. lubiłam i te zajęcia, i spotkania z tymi znajomymi spoza szkoły, bo zawsze przed i po lekcji gadałyśmy/liśmy na schodach, czasem dość długo.

      w liceum, w latach 80. grupa była podobnie liczna, ale świetny ksiądz dostał swoją parafię, na jego miejsce przyszedł sztywniak i nudziarz (choć młodszy), więc grupa powoli topniała i ludzie przenosili się albo do sąsiedniej parafii, albo jeszcze gdzie indziej (bez gadania, bez jakichkolwiek trudności ze strony czy parafii rodzimej, czy tej nowej). ja się przeniosłam do św. anny, która poza duszpasterstwem akademickim miała także grupę dla licealistów, raz w tygodniu, ludzie ze wszystkich klas razem (jak chodzisz cztery lata, to masz cały cykl przerobiony). grupę prowadził wuj, czyli charyzmatyczny ksiądz tadeusz uszyński. jeśli dobrze pamiętam, te katechezy były bardziej upolitycznione od zwykłych (a może źle pamiętam? może po prostu były niesztywniackie i niesztampowe?) i chodzenie na religię do św. anny stało się modne.

      ale gdy wuj został przeniesiony na inną parafię, z nowym rektorem już nie było tak interesująco, więc grupa stopniała (a może w ogóle ją zlikwidowano, bo nowy rektor jej nie chciał? też już nie pamiętam), a u mnie w parafii pojawił się nowy sensowny ksiądz zamiast sztywniaka. i do nowego sensownego chodziłam jeszcze na studiach, póki odczuwałam potrzebę.
    • syswia Re: Chodzenie na religię 10.01.11, 16:22
      W podstawowce chodzilam po lekcjach. W liceum nie - bo chodzilam do katolickiego liceum prowadzonego przez siostry zakonne, wiec ze zrozumialych wzgledow mialysmy 3 modlitwy dziennie, religie 2 razy w tygodniu i rekolekcje wliczone w zajecia. Nie wspominam ich zreszta zle. Wbrew pozorom dziewczeta byly dosc buntowniczo nastawione do wciskania kitu i dosc szybko sprowadzaly prowadzacych te zajecia na ziemie. Jednym z prowadzacych byl warszawski dominikanin o.Tobiasz, ktory dal sie poznac niedawno z dosc kontrowersyjnych pogladow.
      • klara551 Re: Chodzenie na religię 15.01.11, 00:24
        To chodzenie na religię po południu miało swoje uroki. Nikt nie sprawdzał obecności ,można było po południu/sobota/wyrwać się z domu i jak ksiądz był do rzeczy to i pograć w piłkę,pogadać ,podyskutować bez ocen i przymusu.
        • horpyna4 Re: Chodzenie na religię 15.01.11, 10:57
          Ale bywało też niebezpieczne. Późna jesień, zima - to krótki dzień. Bywały osiedla, gdzie kościół był daleko i w dodatku nie dało się niczym podjechać. Trzeba było ganiać kilometr (czy dwa) ciemnymi zaułkami. Jeżeli w dodatku nikt z tej samej grupy nie mieszkał w pobliżu, ganiało się solo. Średnio przyjemne to bywało.
    • jerrykot1 Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 11:10
      zamierzchle czasy mojego dzieciństwa:-) na religie chodzilam gdzieś tak do V klasy podstawowki (poźne lata 50). katecheta byl bardzo fajny, jeżdzil na motorze, gral w piłkę z chlopakami, zakasując sutannę. Rodzice ani mnie nie naklaniali, ani mi nie zabraniali. Po przeprowadzce do Warszawy kwestia umarla smiercią naturalną. religii w programie nie było, a do kościola było za daleko...
      Nie odczuwalam potrzeby, nie było przykladu. Do tej pory nie odczuwam:-) brakow w związku z niedostatkami wiedzy religijnej i niebywaniem w przybytkach w celach inne niż turystyczne. religiami świata interesuję się z przyczyn zupelnie innych niż wiara:-)
    • rock73 Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 11:55
      Ja chodziłem i wszyscy chodzili, zresztą nawet nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że są ludzie, którzy nie chodzą. To byłoby tak, jakby ktoś nie chodził do szkoły. My chyba tego tak nie odbieraliśmy, ale w świecie dorosłych chodzenie do kościoła i na religię było wtedy elementem oporu wobec państwa, którego autorytet upadł totalnie - stan wojenny. No dobra, ale co to wnosi?
      • nina_simone Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 12:13
        Chodziłam na religię do samej matury, zbierając świadectwa, nagrody i pochwały. Chodziłam i byłam zachwycona z kilku powodów. Katechezę ( jak już w liceum byłam) prowadził świetny ksiądz, który naprawdę umiał zainteresować, nie było nudno, było magicznie: salka w wiekowym klasztorze, nastrojowy wystrój, w sali obok dostępny stół pingpongowy. Poza tym zawsze tak się składało, że siedzę obok chłopaka, który mi się podobał a on nie unikał mojej obecności- to było miłe i naprawdę czekałam na te lekcje religii:)
    • aeromonas Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 14:50
      Chodziłam tylko przez rok na "przyspieszony kurs dla opóźnionych w rozwoju", bo rodzice przypomnieli sobie, jak byłam w 3 klasie, że może by mnie posłać do 1 komunii. Średnio mnie to wszystko przekonywało i jakieś było mało logiczne (choć siostra lubiła dzieci i nie straszyła piekłem). Mimo to, jakieś traumy mi zostały (wizja wszystkowidzącego i małostkowego Wielkiego Ojca, który prowadzi sobie szczegółową buchalterię mojego życia i na koniec da mi popalić). Potem próbowałam chodzić, bo koleżanki mówiły, że "jest fajnie", ale po kilku lekcjach odechciało mi się: nudne było i znowu jakieś bez sensu. Później jeszcze usilnie próbowałam się "przypisać" do kościoła i chodziłam nawet na pielgrzymki do Częstochowy, ale to, co tam wygadywali księża na tzw. "konferencjach" całkiem mnie już od kościoła odegnało. Poza tym... nie wierzę w boga. Moja historia jest dowodem na to, że "czym skorupka za młodu nasiąknie..." (a jak nie nasiąknie - to nie).
      • aggy80 Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 15:28
        jako jedyna z klasy nie chodzilam na religie, ktora na poczatku podstawowki odbywala sie w salce przy kosciele, oczywiscie koledzy i kolezanki opowiadali mi ze do piekla pojde i ze fajnie sie bawia po religii na cmentarzu
        • dorcia-1985 Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 16:35

          Ja jako jedyna z klasy chodziłam na religię do innej parafii bo Tata pracował w milicji:( Czyli ideologicznie nie mogłam iść do I komunii a ze względu na tradycję i nagonkę społeczną nie mogłam nie iść.... Pamiętam jak przemykałam się z Babcią bocznymi drogami i przebierałam się w kościele.... Nie było radośnie.... było smutno i zbyt stresująco jak dla dziecka...:( i może dlatego jakoś nie bardzo wyszło mi przywiązanie do kościoła....



          Lubię się pośmiać...
          kabaretoweperelki.pl :)
          • jorn Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 17:30
            Lata '80, Zielona Góra.
            Chodziłem, bo rodzice zapisali, choć sami do kościoła nie chodzili (mnie posyłali).

            W podstawówce chodziło się całą klasą (w stutysięcznym mieście były wtedy trzy, czy cztery parafie, cały rejon mojej szkoły należał do jednej). Chodzili wszyscy z wyjątkiem syna milicjanta.

            W liceum każdy sobie sam wybierał godziny, więc skład grupy był bardzo zróżnicowany - od gości z najgorszych zawodówek do najlepszych liceów. Ze względu na to rozproszenie nie wiem, jaka była frekwencja wśród kolegów z mojej klasy. W klasie maturalnej religia trafiła do szkoły. Z rozpędu się zapisałem, po kilku tygodniach przestałem chodzić, po dwóch miesiącach oficjalnie się wypisałem. Później żałowałem, że wcześniej nie przestałem uczęszczać.

            Pozdrawiam
      • titta Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 18:02
        Ta wizja "wszystkowidzącego i małostkowego Wielkiego Ojca" sklonila mnie do odezwania sie:
        Na religie chodzilismy cala klasa (jak wszyscy) ale raz w tygodniu. Ksieza poza proboszczem byli fajni. Gdzies tak w okolicy 8 klasy zaczelo do mnie docierac, ze Bog opisany w Bibli, owszem, jest wszechwiedzacy ale bynajmniej nie malostkowy ani oktutny. Wrecz przeciwnie. A ja mimo wszystko bylam zbyt pokreconym czlowiekiem aby nie skozystac z bezinteresownej milosci i pomocy w zyciu, ktora Bog oferuje. Od tego czasu jestem protestantka :)
    • wj_2000 Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 22:21
      poszedłem do szkoły w roku 1947. W szkole była religia, więc na nią chodziłem. W mojej rodzinie ojciec zbuntował się "przeciw Panu Bogu) gdzieś w wieku 20 lat, ale za dużo na ten temat nie mówił i na mnie wpływu nie wywierał. Matka pod wpływem ojca do kościoła nie chodziła, pacierzy nie odmawiała, ale gdy ją było spytać, to mówiła że w Boga wierzy. ale księży nie lubi. Tez mnie do niczego nie skłaniała.
      Ale miałem też siostrę starszą o całe 6 lat, która okupację spedziła u ciotki na wsi i tam zaliczyła z 5 ( a może 4) klas podstawówki i Komunię. Przyjechała z tej wsi bardzo religijna. A że byłem w siostrze na zabój zakochany, to pilnie uczyłem się od niej pacierza. No i te lekcje religii to było coś naturalnego.
      Ale po 2 latach, w roku 1949 religię przeniesiono na plebanię, wpływ siostry troche zmalal, i swoim rozumkiem doszedłem do wniosku (dowiedziałem się w międzyczasie o różnych zwalczających się religiach), że to bajeczki. (O marksowskim "opium dla ludu" nie słyszałem, ale jakby sam wymyśliłem). Nie poszedłem też do Komunii i jestem zadowolonym z tego ateistą po dziś dzień.
    • nople Re: Chodzenie na religię 18.01.11, 22:45
      Salki katechetyczne to był koszmar: brudne, ciasne, z ławkami, które nie miały oparć. A i czasem w ramach zajęć należało posprzątać teren wokół kościoła i plebanii. To były akurat te ciekawsze zajęcia. Takie wspomnienie ;) Ale rozwiązanie salek (zamiast zajęć w szkole) jest dużo lepsze.
      • zapominajka664 Re: Chodzenie na religię 19.01.11, 09:04
        Lata 70te. Salki były małe, ławki staroświeckie, ale atmosfera była na plebanii trochę magiczna. Może to zasługa rewelacyjnego księdza? Nikogo nie trzeba było zachęcać - do jednej grupy chodzili uczniowie z kilku okolicznych należących do parafii szkół - o ile pamiętam dla każdej klasy był przynajmniej trzy terminy lekcji do wyboru. Nawiązywały się kontakty "międzyszkolne", były przemiłe powroty dużą grupą do domu z wielokrotnym odprowadzaniem się, jeżeli dyskusja robiła się gorąca albo całkiem pozalekcyjne pogaduchy z księdzem o wszystkim. Przed maturą ów ksiądz odszedł do innej parafii i zrobiło się zdecydowanie mniej magicznie, ale siłą rozpędu jakoś prawie wszyscy zrobili maturę z religii.
        Myślę sobie, że stokroć fajniejsza była taka religia od obecnych lekcji w szkole... Takich z klasówkami i stopniami... A w głowach (duszach?) pewnie sporo nam zostało. Przynajmniej mnie.
    • garbata_barbie Ja załapałam się na 2 formy religijnego nauczania 19.01.11, 09:39
      Jestem rocznik 76, więc swoją przygodę z nauką religi rozpoczęłam w 82 roku czyli jeszcze w okresie stanu wojennego, ale nie pamiętam, żeby to się odbywało na zasadzie tajnych kompletów. Mieszkałam na warszawskim osiedlu, gdzie już wtedy stał kościół na kościele i nie przypominam sobie, żeby ktoś z rodziny miał nieprzyjemności z powodu mojej religijnej edukacji. Na początku uczyła mnie katechetka, starsza kobitka, trochę zdewociała, ale pozytywnie zdziwaczała. Dawała obrazki do wklejania, które się potem kolorowało, przedstawiały sceny biblijne. Pani ta wyglądała na samouka w kwestiach religioznawstwa, a po dwóch latach przeszła na emeryturę i tyle ją widzieliśmy. Pamiętam jeszcze młodego i trochę nawiedzonego, ale bardzo dobrego człowieka - katechetę, który zginął tragicznie w porzarze podczas pobytu z niepełnosprawnymi dziećmi na koloniach, próbując ratować jedno z nich. Facet był po studiach teologicznych, autentycznie biedny i skromny, pamiętam taki śmieszny szczegół - zimą ogrzewał butelkę coca-coli na piecu, tzw. kozie. Pamiętam też z dzieciństwa ciasne, zawilgocone i wiecznie nie dogrzane salki katechetyczne, w których siedziało się zimą w kurtkach, czapkach i rękawiczkach, bo akurat zabrakło opału do "kozy" albo piecyk się zepsuł. Religii uczyli mnie też księża - jeden, taki łysy, przygotowywał mnie do I komunii, były pytania egzaminacyjne i niesamowity stres, a podczas samej uroczystości puściłam siarczystego pawia, bo przeszkadzały mi falbanki wokół szyi sukienki z żorżety, którą moja babcia za dolary nabyła w Pewexie, a suknię szyła mi u takiej prawdziwej krawcowej, z przymiarkami itd. Miałam też wianek z prawdziwych stokrotek i wyrzygałam się w nawie bocznej tuż przed tzw. podniesieniem. Pamiętam, że podczas komunii wszystkie dzieci bite półtorej godziny musiały stać, taki był zwyczaj. Dziś dzieciaki siedzą, a często nawet gadają. Wtedy panowała niesamowita dyscyplina. I "biały tydzień" był obowiązkiem. A rok później obowiązkowo - rocznica komunii. I tu, o dziwo, nie zmuszono mnie do uczestnictwa, bo okazało się, że u znajomych w tym samym czasie jest I komunia, więc pojechaliśmy na drugi koniec Polski na imprezkę. Ale "biały tydzień" na bis zaliczyłam już obowiązkowo. Co jeszcze pamiętam z czasów komuny? Dary z Ameryki (chyba) w postaci mąki, cukru i takich pomarańczowych serów, które dostawaliśmy z kościoła w prezencie. W ósmej klasie po raz pierwszy doświadczyłam religii w szkole. I wtedy skończyła się już przygoda. Ksiądz był wprawdzie miły, ale lekcje, przemieszane z matematyką, historią itp. to już nie była taka atrakcja, jak dawniej. Religia stała się normalnym przedmiotem szkolnym. I co z tego? Skoro bierzmowanie i tak nie dotyczyło całej klasy? Po co organizować naukę dla całej klasy w szkole, skoro do dziś komunia i bierzmowanie odbywają się wg podziału na parafie, a nie dla danej grupy uczniów z tej samej klasy? W tym roku do I komunii idzie moja córka. Nie dość, że poszła do 1 klasy jako sześciolatek, to jeszcze wiek przystępowania do sakramentu się obniżył, a na domiar złego 16-osobowa klasa to 3 parafie i moje dziecko wraz z pięciorgiem kolegów/koleżanek przyjmie sakrament wraz z całą resztą zupełnie obcych "owieczek bożych", do tego jest zróżnicowanie wiekowe. Jest jeszcze jeden problem - kiedy ja przystępowałam do komunii, koszty były o wiele niższe. Oprócz zakupu sukienki (ale tu, choć komuna, wybór był spory, patrz: Bazar Różyckiego na Pradze) i składki na kwiaty dla księdza oraz obrazek, nie było takiego szału na knajpy i inne gadżety. A w prezencie dostałam zegarek Czajka. Dziś ssanie kasy zaczyna się już we wrześniu, kiedy to siostra ciągnie najpierw mamonę na różaniec, następnie jest obowiązkowy zakup książeczki do nabożeństwa, dalej - obrazek zwany pamiątką Komunii, alba - 250 PLN (tyle żąda proboszcz i grozi, że nie dopuści osób, które zakupią takową gdzie indziej), prezent dla proboszcza, siostry (to już wymysł rady rodziców), datek na kościół (podobno nie mniej niż - do ustalenia). Niektórzy jeszcze zadłużają się na imprezę w knajpie i quada dla swojej pociechy, akurat to mnie nie dotyczy, bo mam to w głębokim poważaniu, przy ułatwiającym sprawę braku pieniędzy i zdolności kredytowej (inne zobowiązania), ale presja tzw. środowiska szkolnego: "mamo, ja chcę na komunię laptopa, jak Zosia", jest ogromna.
      • garbata_barbie Re: Ja załapałam się na 2 formy religijnego naucz 19.01.11, 09:42
        Mea culpa - zrobiłam błąd ortograficzy, rzecz niewybaczalna, bo innych za to zawsze opieprzam - "pożarze" nie "porzarze". BARDZO PRZEPRASZAM - chwilowa zaćma umysłowa.
      • frozentime Ja jestem z rocznika 21.01.11, 08:41
        1967, więc nie załapałem się na religię w szkole. I komunia (1977r.) była stresem, ale z powodu organisty-chama, który przepytywał ze znajomości pieśni religijnych. Nie było żadnych egzaminów na katechezie, nie trzeba bylo chodzić na różańce, roraty i inne takie, nawet nikt nie sprawdzał, czy dziecko chodzi co niedzielę na mszę. Podczas mszy komunijnej dzieci mogły siedzieć, wstawały wtedy, kiedy wstaje się normalnie podczas mszy. Biały tydzień - nie byłem ani razu, ksiądz słowem nie zapytał, dlaczego nie chodziłem, tylko kilka zdewociałych koleżanek z klasy pytało, dlaczego nie chodzę na msze białotygodniowe (dowiedziały się, że to nie ich sprawa). Impreza była w domu.

        Za rok moja córka ma pójść do przyjęcia. Podobno w mojej parafii trzeba chodzić na różaniec, roraty i inne gusła.To jakaś masakra, księża wymagają od małych dzieci stanowczo zbyt dużo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka