16.11.06, 21:14
najpierw jako uczestniczka a potem jako wychowawca jeździłam często na
kolonie finansowane przez zakłady pracy.
Pamiętam do dziś tekst, którym powalili mnie Czesi, którzy duzo później niż
my odczuli powiew świeżego powietrza. Oto, jak rozpoczynał się każdy apel:
" K budowani a obranie socjalistyckiej wlasti bud prziprawen - a dzieci darły
się - wżdy prziprawen"
Obserwuj wątek
    • babiana Re: kolonie 17.11.06, 00:22
      Ja tylko raz bylam i nie chcialam wiecej juz jezdzic. Jako zapalona lekkoatletka
      skakalam bez przerwy na skoczni i skonczylo sie to kontuzja. Naderwany miesien
      uda. Noga spuchla mi jak bania i tydzien ledwo chodzilam. Bol przy tym okropny.
      To zakwaterowanie w szkole w salach wieloosobowych, te apele jakos tego
      wszystkiego nie polubilam i nie dalam sie juz wiecej wyslac. Wolalam juz obozy
      sportowe bo tam mozna bylo skakac i biegac do upadlego i na zadne wycieczki nie
      trzeba bylo chodzic.
      • robin153 Re: kolonie 17.11.06, 00:46
        Ha - to ja sie pochwale - raz zostalam wybrana na przewodniczaca kolonii, z tym
        ze z tej kolonii to niewiele pamietam jakie funkcje jako przewodniczaca mialam
        pelnic (zdaje sie ze meldowalam kolonie gotowa do zajec na rannym apelu),
        pamietam jednak ze strasznie przezywalam ze "moja milosc" kolonijna wiecej
        tanczyla z kolezanka niz ze mna na kolonijnej zabawie. "Milosc" musila miec
        wtedy 13 lub 14 lat (tyle co moj syn obecnie) i pewno pojecia nie mial ze
        miloscia czyja byl na tej kolonii.:):) Bylam na kolonii trzy razy, zawsze
        wracalam ze zlamanym sercem:)
        • tamsin Re: kolonie 17.11.06, 02:41
          co roku jezdzilam. Moja ciotka, nauczycielka z 30 latami stazu, brala
          kierownictwo kolonii i wszystkie mlodsze dzieci swojego rodzenstwa, a potem
          swoje wnuki. Nie bylo "nie chce", od szostego roku zycia jezdzilam, az do konca
          podstawowki. Zaliczylam wszystkie grupy, wszystkie mozliwe warunki (szkoly w
          wiekszosci wpadkow, ale i domki kampingowe w Glucholazach lub zamek poniemiecki
          w Jedlinie Zdroju.) Jakos w tych prowizorycznych warunkach PRL-owskich wcale
          sobie dobrze radzili, organizowali rozne wycieczki po okolicznych zabytkach
          historyczny, lazenie po lasach, gorach i wjezdzanie wyciagami.. DZieki tym
          koloniom najezdzilam sie po calej Polsce i nazwiedzalam katow o ktorych bym
          nawet nigdy nie slyszala.
          • letalin Re: kolonie 17.11.06, 13:26
            Kolonie w Sępólnie Krajeńskim x4 ...Innym razem trochę fajniej w Kotlinie
            Kłodzkiej i pod Tucholą. Ogólnie nuda, chociaż jednak lepiej niż siedzenie w
            mieście i zabawa z podwórkowymi kolegami. Znienawidzona kawa zbożowa i
            powszechne zatrucia pokarmowe. W Sępólnie było chociaż jezioro...Inną korzyścią
            było oderwanie się od rodziców i trenowanie przeżycia w grupie rówieśników:) No
            i wszy się przywiozło czasem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka