12.06.12, 09:52
Cześć Dziewczyny.
Czytam Wasze forum od ponad tygodnia - odkąd dowiedziałam się, że jestem w trzeciej, nieplanowanej< ciąży - mam już synka (4lata) i bliźniaczki (rok i 8 m). I nie ma we mnie zgody na kolejne dziecko. Nie, nie stosowałam NPR, zdecydowaliśmy z mężem, że póki co nie możemy sobie "pozwolić" na 4 dziecko. Ironia losu - bo wcześniej, przed synkiem i córeczkami stosowałam NPR wg Rotzera i nigdy mnie ta metoda nie zawiodła. A teraz... nie mogę się pozbierać do kupy. Jestem sama z dziećmi (rodzina w innym mieście)- nie stać nas na opiekunkę póki co, teść jak się dowiedział o ciąży, to jakby się pod ziemię zapadł, teściowa nic nie wie, bo by chyba zawału dostała na miejscu. Czytałam już wątek trójkowej mamy, i wiem, że wszystko się może zmienić, że będę się jeszcze cieszyć tą ciążą i maluszkiem, ale póki co... jest we mnie tyle złości i żalu, miałam nawet myśli o aborcji, ale nie umiałabym... nieważne, najgorsze jest, że ciągle myślę o tym, co ludzie powiedzą, nasi sąsiedzi, którzy mają w porywach dwójkę dzieci. Już teraz nie mam cierpliwości do dzieci, najchętniej to bym się schowała pod kołdrę, zamknęła oczy i zniknęła. Nie umiem tego oswoić, boję się, czy damy radę, musimy zmienić mieszkanie na większe a tu kasy brak, tyle rzeczy na raz, których nie ogarniam. Staram się ufać, ale nawet się nie modlę, a jeśli już, to żeby to się inaczej zakończyło, mam sny, że dostaję krwotoku... A przez Boga to się czuję wystrychnięta na dudka...
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: :( 12.06.12, 10:00
      męża masz na tyle w domu,żeby sobie wyjśc?gdziekolwiek?może wyjechac na kilka dni?o miejsce się nie martw.tylko pomyśl,czy by się dało.
      druga rzecz,ludzie.czyli najmniej ważna strona rzeczywistości.szkoda,że rodzina tak reaguje,ale to się może zmienic.jak się nie zmieni,będziesz miała jak jawink
      będzie Ci wielu rzeczy brakowac?może spokojnie usiądź i się zastanów,czego.akurat tu coś możemy zdziałac.
      nie piszę,że będzie super.teraz masz burzę hormonów i jesteś bez głowy.spróbuj się zając rzeczami przyziemnymi,bez większego planowania.
      pozdrawiam
    • tatjana Re: :( 12.06.12, 11:05
      Masz małe dzieci, bliźniaki to podwójna radość, ale i podwójne zmęczenie. Masz prawo czuć się zmęczona i niegotowa na przyjęcie kolejnego dziecka. Ale to dziecko już jest, już współodczuwa razem z Tobą.
      Nie będę nic radzić, napiszę jedynie, co ja bym zrobiła. Rozmowa z mężem o tym, co czuję w związku z nową sytuacją. Zwolnienie obrotów, odpuszczanie sobie mało pilnych robót, łapanie każdej okazji na odpoczynek. Modlitwa i oddanie całej tej sytuacji Bogu. Też się czułam wystrychnięta przez Niego na dutka, kiedy w lutym poroniłam. Wiem jednak, że bez Niego życie nie ma sensu i że cokolwiek przeżywamy, On jest obok.
      Mocno Cię wspieram i obiecuję modlitwę.
      • blizniaki14 Re: :( 12.06.12, 12:12
        Też mam trójkę dzieci, w tym także bliźniaki. marzyliśmy o trójce i ją mamy. Mimo,że kocham dzieci i nie powiem,że nie tęsknię za maluszkiem, nie zakładamy już więcej dzieci. Tylko,że my odkąd się znamy zawsze stosowaliśmy jakąś antykoncepcję, inaczej sobie nie wyobrażam. Dla mnie to jest świadome rodzicielstwo. Poza tym nie umiałabym np. kochać się tylko z dni niepłodne itp winkTo tak o mnie smile w każdym razie do rzeczy, gdyby mnie teraz przytrafił się mimo wszystko maluszek, wiem,że cieszyłabym się tak samo jak mąż, ale wiem,że z pewnością byłoby dużo trudniej np. finansowo. Pewnie organizacja wszystkiego byłaby trudniejsza, bo nasze dzieci mają już 7, 5 i 5 lat. Jednak zakładając,że dzidzia jest już w brzuszku, trzeba skoncentrować się na niej, odczuwa wszystko z Tobą. Myślę,że teraz jest ci ciężko,szok, jak ja sobie poradzę itp... ale hormony zrobią swoje i już nie długo poczujesz,że możesz góry przenosić i dasz radę. Matki są dzielne!!! Z mężem pogadaj, może rodzina pomoże w opiece nad dziećmi, żebyś ty mogła więcej odpoczywać. Widocznie tak miało być, jesteś pewnie dobrą mamą i dostałaś następną perełkę do kochania smile
    • miacasa Re: :( 12.06.12, 12:19
      Dokładnie rok temu sama zaczęłam tu zaglądać gdy okazało się, że jestem w trzeciej nie planowanej ciąży, uśmiechać zaczęłam się po ok. 2 tygodniach od zrobienia testu, wcześniej miałam kamienną twarz. Wstydziłam się poinformować moją rodzinę i znajomych bo jak to wpadka przed czterdziestką? A tu się okazało, że wszyscy dali mi ogromne wsparcie emocjonalne i rzeczowe (dostałam całą wyprawkę dla dziecka, niczego mi nie brakowało w dniu porodu). Starsze dzieci z entuzjazmem odniosły się do ciąży i do dziecka gdy już się urodziło. Daj sobie czas, wielu kobietom trudno udźwignąć takie zmiany. Wiedz, że wielu ludzi szczerze będzie Ci zazdrościć tego dziecka. Niektóre z moich koleżanek mówią o tym wprost, że zazdroszczą i tęsknią za kolejnym dzieckiem. Jest Ci ciężko bo masz malutkie dzieci w domu ale czas tak szybko płynie, będzie dobrze bo dobrze być musi. Pozdrawiam ciepło.
    • 2007e Re: :( 12.06.12, 12:24
      A ja Ci zazdroszcze! Chwilke bedzie ciezko, ale czym tu sie przejmowac. Co innego jakbys sie dowiedziala o powaznej chorobie. Bedziecie super rodzinka. Mozesz sie posmucic, ale w domu. Nie wolno Ci do obcych. Wielu bedzie dogryzalo, wiec lepiej przygotuj sobie teksty, zeby im sie odgryzc i badz dumna ze swojej rodzinki.
      • nata76 Re: :( 12.06.12, 12:51
        mam nadzieje,ze luxnordynka sie odezwie tutaj...mysle,ze ona najlepiej Cie zrozumie.

        • mamaanieli Re: :( 12.06.12, 13:51
          napisze ci szybko: w 3 ciazy czulam sie podobnie. wiec rozumiem. wiec uwierz: urodzisz i sie zakochasz smile czwarte dziecko zaplanowalam smile)


          Największa stajenna ranga
          nie zmieni osła w mustanga...
    • magdak_1977 Re: :( 12.06.12, 16:16
      Ułoży się, na pewno. A jak mąż zareagował? Może z jego strony przydałoby się większe wsparcie?

      Wszystkiego nie musicie robić od razu. W mieszkaniu można się troche pognieść, wydatki lekko ograniczyć...Aby przetrwać najtrudniejszy, pierwszy rok. A ludzmi naparwdę nie ma co się przejmować, póki Cię nie żywią, nic im do Twojego życia.

      Ja miałam dwoje niepanowanych - czwarte i piąte i teraz jestem z takiegi "obrotu sprawy" naparwdę zadowolona
    • pa-trynka Re: :( 12.06.12, 16:54
      wszystkie Twoje emocje w tym momencie są jak najbardziej zrozumiałe i oczywiste, niemniej jednak dziecko jest darem - zawsze, bez względu na naszą gotowość na nie lub nie... może przyjdzie taki dzień, w którym stanie się dla Ciebie jasne dlaczego ono zostało Ci zawierzone.
      czas jest twoim sprzymierzeńcem - gdy emocje opadną przyjdzie też czas na radość. Wiele dziewczyn na tym forum tego doświadczyło i tej myśli się trzymaj!
      ściskam mocno i będę pamiętać w modlitwie!
      • lisia312 Re: :( 12.06.12, 18:00
        doskonale Cię rozumiem, mam 4 dzieci, męża jedynaka, teściową na wsi, gdzie dwoje dzieci to dziecioróbstwo i 21 letni dystans do tego wszystkiego.
        Jak dowiedziałam się, że jestem w 4 ciąży dzieci miały 9, 7 i 4 lata. Teściowej powiedziałam w 5 miesiącu- do tej pory udawała, że nie widzi. Zrobiła straszną awanturę - mi, żeby było śmieszniej, ciśnienie tak mi skoczyło, że jeszcze po 2 dniach gin dała mi skierowanie do szpitala, bo myślała, że zatrucie- po wyjaśnieniach - na wszelki wypadek. Jak się mały urodził, przyjechała po miesiącu, choć do kuzynki męża dotarła szybciej, niż ta wróciła ze szpitala z dzieckiem. Mieszkam w mieście bez rodziny- rodzice 30 km, teściowie 60 km. Mąż pracował na kopalni, to też był zmęczony po pracy.
        Póki co, to jesteś zaskoczona i hormony Cię rozregulowują. Dasz radę, porozmawiaj z mężem, co się dzieje, bo pewnie on też jest w szoku.
        Teraz moje dzieci mają 31, 29, 26 i 21 lat, nie wyobrażam sobie, że któregoś miałoby nie być i po wyprowadzce starszych, jeszcze jakieś dzieci wink zostały, więc syndrom pustego gniazda nie dokucza wink.
        Z zasady takie dzieci z zaskoczenia przynoszą najwięcej radości w życiu.
        Moja mama zawsze powtarza , że dobrze, że przybywa, niż miałoby ubywać. I to jest racja!
        Modlę się za Waszą rodzinę.
        • nahoda Re: :( 12.06.12, 18:37
          Dziewczyny, dziękuję Wam za wsparcie i dobre słowo. I za modlitwę. To bardzo dla mnie ważne, bo mi teraz jest bardzo bardzo trudno się modlić. A odpowiadając na wasze pytania to:
          - mój mąż zareagował wspaniale - osoba niewierząca,zawsze się spieraliśmy na temat aborcjii kiedy zrobiłam test i okazało się, że jestem w ciąży, to u mnie pojawiło się NIE!!!! a on po prostu zaczął na głos nam przeorganizowywać życie. Obojgu nam jest trudno ale mam w nim wsparcie i on już się troszczy o tego maluszka w brzuszku. Tylko jak to facet - ja czasem mam chęć usiąść z nosem na kwintę i się porozczulać o on mi mówi, że za dużo myślę i trzeba się wziąć w garśćwink Po drugie - tak jak pisałam, póki stosowałam NPR wszystko miałam pod kontrolą i zupełnie mi nie przeszkadzało, że możemy współżyć w określone dni - mężowi może trochę bardziej, ale oboje się na to zgodziliśmy. A potem trochę za namową męża a trochę z lenistwa, że trójka na karku - stosowaliśmy antykoncepcję i jak w naszym przypadku się okazało, zadna metoda nie ma 100% pewności. I stało się - dlatego też myślę, że to dzieciątko jest mi/nam dane po coś. Pierwsze co wyrwało nas z marazmu - bo cisnęliśmy się w piatkę na 40m2 i jakos tak nie moglismy podjąć żadnej decyzji. Zawsze jakieś wymówki, że trzeba będzie kredyt wziąć, że może nam z firmą nie wyjść i co wtedy itp. A teraz trzeba zacząć działać. Najgorsze jest właśnie to, co któraś z Was napisała - że można się smucić, jakby to była jakaś choroba - i tak właśnie zareagował teść. Jak mu mąż oznajmił to przez bitą godzinę się NIC nie odzywał. A teraz dzwoni tylko teściowa, która nic jeszcze nie wie, ale jak się dowie, to nie przestanie biadolić.
          No ja wiem, że będę się cieszyć - patrzę na moje dzieci, jakie są śliczne, jakie mądre i sprytnesmile - tyle że od 4 lat siedzę w domu i już mi się rzygać chce. I jestem już bardzo bardzo zmęczona. I nie planowałam tego dziecka i znów wielki brzuch i nie móc się ruszyć i prosić o pomoc teściów - no to wszystko mnie po prostu przerasta. Ale staram się ufać.
          Muszę kończyć - trzeba dzieci myćsmile
          dziękuję Wam jeszcze raz za ciepłe słowa
          • luxnordynka Re: :( 12.06.12, 19:17
            Wywolana do odpowiedzismile...Droga nahodo, jak czytam Twoje dwa posty to jakbym ja je pisala, tyle, że 5 lat temusmile, ale wciaz mam zywe wspomnienia z tego czasu. Mialam 3 dzieci i czwarte nieplanowane, trzecie mialo rok. Przeszla mysl o aborcji, ale tez nie umialabym, nigdy! Maz tez mnie wspieral, ale potrafil tez w chwilach strachu zaplakac ze mna. Moi rodzice zachowali sie bardzo zle, moj tata chcial nam dokuczal, obrazil mojego meza, mama stwierdzila, ze spotkaly ja w tym roku dwa wielkie nieszczescia, nasze czwarte dziecko i smierc przyjaciolki. W pracy moja szefowa juz po trzecim dziecku skutecznie uswiadamiala mnie na temat antykoncepcji, niepytana zreszta. Sytuacja finansowa taka sobie, mielismy duze mieszkanie ale nad tesciami w domu. Z tego smutku i determinacji chcielismy uciec od rodziny-cudem maz znalazl prace za granica, po 3 mies wyemigrowalismy wszyscy (tu wciaz pamietam nieoceniona pomoc naszej forumowej naty, u ktorej mieszkalismy chyba 3 tygodnie, zeby sie z rodzina nie widywac), mieszkamy w duzym domu, rodzice nas podziwiaja i wciaz im wstyd za te zachowania sprzed 5 lat, ktore ciagnely sie cala moja ciaze i jeszcze troche, dzieci najlepiej ucza sie w klasach, ja od 3 tygodni pracuje i to w swoim zawodzie tylko 3 lub 2 dni w tygodniu, maz w banku. Spelniaja sie nasze intelektualne marzenia-uczymy sie 2 jezykow obcych i to w ich naturalnych warunkach, zatem nauka idzie szybko. dzieci mowia juz w 3 jezykach (to specyficzny kraj), w domu mowimy tylko po polsku. jestesmy naprawde fajna rodzina, juz mi czasem glupio, jak wszyscy nas chwala i chca u nas goscic. ja sie wciaz boje ze cos sie musi w koncu zlego stacwink. Nahoda, jak z mezem bedziecie sie razem trzymac, to za kilka miesiecy wszystkim, ktorzy was teraz obrazaja, bedzie glupio, cierpliwosci tylko! A Wasze nieplanowane dziecko nieraz Wam jeszcze podziekuje ze jest na tym swiecie... No i tylko taka determinacja i wrogosc innych mobilizuje do powaznych decyzji, czasem nawet wbrew rozsadkowi, zatem zapewne juz niebawem bedziecie cieszyc sie nowym lokumsmile)), a przeprowadzka kaze zapomniec o czarnych myslach, bo zabiera caly czas wolny. Trzymaj sie kochana, na 100% bedzie dobrze
            • nata76 Re: :( 12.06.12, 20:39
              nordynka, buziaka masz ode mnie....
              ja mam dzieci, które zaplanowaliśmy. do jakiegoś czasu bardoz mnie wkurzały na forum mamy, co płakały,ze sa w kolejnej ciązy. teraz patrze na to wszystko inaczej. mysle,że dzieki luxnordynce w głownej mierze, bo widze jak to CZWARTE a wczesniej TRZECIE dziecko duzo zrobiły wspaniałego w ich zyciu i posrednio moim....pamiętam też, nie zapomnę tego do końca życia, jak bibba napisała,że daje kazdej kobiecie porawo do łez powodu ciązy....
              Pamietam wiele łez na tym forum, a potem wielką miłość i radosc i po prostu zwyczajne życie.
              Bedzie po prostu, a włascieie JEST kolejne dziecko. Wiadomo, wiecej pracy/pieniedzy itp. ale dziecko juz JEST. Ucałuj ode mnie Twojego meża, z takim gościem to super miec dzieciaki.

              Jesli chodzi o akceptacje. My planowalismy kolejne dzieci,ale za każdym razem jak sie test ciazowy pojawiał, to od euforii po depresje sie miotałam. Mysle,ze to sprawa troche organiczna równiez. Ale wspaniale naisałaś, nahoda,ze dziecko/sytuacja pozwoli Wam wyrwac sie z marazmu. Bravo!
              Teraz chciałabym czasem doświadczyc właśnie takiej ciązy z zaskoczenia.
              • mamumilu Re: :( 21.06.12, 18:05
                nata - jak to wszystko dobrze podsumowalas smile
                nahoda - doskonale Cie rozumiem - mamy 3 jke i myslelismy o czwartym, ale ja jestem tak potwornie zmeczona, ze nie dalabym juz rady - gdyby sie okazalo, ze jednak Bog "kule" nosi, to tez bylby ogromny strach jak sobie poradzimy, jak ja teraz ledwo wyrabiam, musielibysmy zmienic dom itd. Dlatego modee sie aby wszytko Wam sie ulozylo, trzymam kciuki i iwerze, ze dacie rade - jest Was dwoje i sobie poradzicie - chociaz kilka lat bedzie trudno - ale pomysl sobie jak z duma popatrzysz na swoje dzieci za 20 lat smile
    • trojkowamama Re: :( 12.06.12, 21:13
      Tak to jest, że nie możemy sobie życia tak dokładnie zaplanować. Bóg lepiej wie, co dla nas dobresmile wierzę w to święcie.
      czytałaś moje posty.... wiem że problemem będzie "co ludzie powiedzą", ale uwierz, że już jak to przebrniesz będziesz o WIELE silniejsza. Dojdziesz do takiego stanu w którym będzie ci zwisać i powiewać co inni myslą. To wypływa z dojrzałości i siły wewnętrznej. Spokojnie...Przyjmiesz i pokochasz do szaleństwasmile Będziesz dumna z tej czwórki.

      Mama trzech facetów i córy.
      • agasobczak Re: :( 12.06.12, 21:58
        Dziewczyny normalnie się poryczałam. Dzięki luxondorko smile)) za Twój wpis.
        Ja mam trójke planowanych smile chcianych i naprawdę według npr prowadzonych - jeszcze przed testem wiedziałam, że jestem w ciąży. A czwarte? Mimo, że chcielismy stało się niespodzianką bo... po jednym razie (!) stało się. I doświadczyłam tego, że co innego planować i chcieć a co innego stanąc już przed faktem. I wstyd mi ogromnie bo pierwsze dni - może nie ryczałam ale były zdeterminowane tekstami - o matko co ludzie powiedzą a co mama a co teść itp... no i dostałam prztyczka w nos bo okazało sie, że z ciążą nie wszystko ok bo zagrożona i znów musiałam przewartosciować to co ważne. I piorytety ustawić.
        dziekuję Wam za świadectwo.
        ps. Dzisiaj w windzie usłyszałam - co WY chorzy na dzieci jesteście?
        - Oj tam... to dobra choroba. Przyszłościowa smile
        p.s. 2 a ja dzisiaj właśnie sie obroniłam - na 5 smile
        Zaczynałam studia w ciąży i kończę też smile w ciąży.... smile
        • asia.xyz Re: :( 13.06.12, 00:07
          Ja zawsze chcialam miec 4 dzieci. Za kilkanascie dni oczekujemy trzeciego i tego ostatniego dzieciatka juz pewnie nie bedzie gdyz bardzo zle znisze ciaze i nie wiem czy moj organizm wytrzymalby kolejna. Wiem ze niektozy komentuja na co mi trzecie dziecko ale w prost nikt nie smie tego powiedziec bo wszyscy wiedza jak bardzo pragnelam tego dziecka.
          Mysle ze komentarze zaleza od nastawienia rodzicow. Mam kolezanke z 5 dzieci i nasluchala sie strasznie i plakala nie raz ale tez nie bylo tajemnica ze to byly wpadki i tych dzieci nie chcala. Mam kolezanke z 7 dzieci i nigdy zlego slowa nie uslyszla (tyle co ludzie za plecami troche pogadaja ale tez nie zawiele bo dzieci zdrowe dobrze wychowane i zadbane) ale jest z nich dumna i zawsze powtarza ze ona jak juz nie bedzie migla rodzic to chyba zacznie adoptowac.
          Mysle ze sama o tym wiesz ze za jakis czas bedziesz sie z tego dzieciatka bardzo cieszyc. Jak rozmawiam z kolezankami mojem mamy to kazda zaluje ze nie miala jeszcze jednego dziecka niezaleznaie czy to mama jedynaka czy tojki dzieci. A na razie daj sobie sama prawo do niezadowolenia, strachu i zalu. To nie robi z ciebie zlej mamy ani zlego czlowieka. Masz prawo do takiej reakcji an sytuacje ktorej sie nie spodziewalas.
    • calimeczka Re: :( 12.06.12, 23:52
      Przede wszystkim podziwiam Cię za podejście - i za siłę! Nie wątpię że czasami nie masz na nic sił - nie obwiniaj się za to, bo uczucie jak najbardziej naturalne. Z tego co piszesz masz bardzo rozsądnego męża - więc zorganizujcie czas tak, żebyś choć 1 raz w tygodniu miała wychodne - czyli idziesz gdzie tam chcesz sama, o nic się nie martwiąc - ale nie do lekarza, tylko na ploty z koleżanką, albo na zakupy ( dla przyjemności, nie po chleb i kaszkę), albo po prostu na spacer. Ludźmi się nie przejmuj co powiedzą... A niech sobie gadają. Mają ubogie życie prywatne, to muszą zajmować się czyimś, smutne to jest po prostu. Teściem i teściowa - też się nie przejmuj. Jakbyś nie miała żadnego dziecka, to byś się dopiero osłuchała. Więc też nie dogodzisz. Poświęć energię na dbanie o siebie i wszystkie 4 dzidzie smile
      A nastrój - jak to w ciąży... I zmęczenie pewno robi swoje. Będzie lepiej, jak się z tą myślą oswoisz. Dacie na pewno radę. Powodzenia i dużo optymizmu życzę.
      • mamaanieli Re: :( 13.06.12, 08:04
        prosty (i trudny) sposób na teściową: KATEGORYCZNIE poprosić, zeby nie biadoliła. Tobie jest wystarczająco ciężko bez tego.
        • pstrabiedronka Re: :( 13.06.12, 09:26
          dziewczyny juz chyba wszystko napisały - luxnordynka - dziękuję - piekna historia smile

          ja tylko powiem, że na ludzi naprawde nie ma sensu się oglądać. Zawsze będzie ktoś kto skomentuje KAŻDĄ sytuację - jak jest 1 dziecko w rodzinie to też ludzie dają sobei prawo do komentarzy "dlaczego tylko jedno" itd...

          u nas na razie 3 i też juz wysłuchałam trochę - że na pewno polowaliśmy na chłopca i tylko dlatego można JAKOŚ usprawiedliwić nasza trójkę, że mieszkac z trójką w bloku to bardzo nie fair wobec sąsiadów (!!!) bo hałas, bo dzieci biegają... itd..

          ale mnie to nigdy nie rusza - no może ten tekst o sąsiadach to mnie bardoz zdenerwował, poczułam się tak, jakbym musiała pytac ludzi wokół o pozwolenie czy moge zajśc w ciążę !!! Paranoja.
          Mam wsparcie w mężu. oboje sie rozumiemy i akceptujemy nasze dzieci - u Was też to jest więc na pewno będzie dobrze bo to jest podstawa. Poradzisz sobię z ludźmi wokół jeśli WY będziecie trzymać się razem.

          a na zmęczenie - to faktycznie zacznij wychodzić bez dizeci np. nawet na godzinkę ale bez dzieci, bez wózka. Wytłumacz mężowi jak się czujesz - to naprawde pomaga takie oderwanie, warto sobie to umożliwiać
          • nahoda Dziękuję 13.06.12, 10:09
            Dziewczyny, bardzo bardzo Wam dziękuję. Luxnordynka - piękna historia. Dużo zdrówka dla Twojej rodziny - śliczne masz dzieci (widziałam album na picassa)

            Wiem, że to kwestia czasu - że się z tym uporam/uporamy. Pamiętam, jak dowiedziałam się, że będą bliźniaki - tez ryczałam, że na raz dwójka, że jak dam radę(a od śmierci mojej Mamy minął zaledwie miesiąc). A teraz? Mam cudne dziewczynki - myślę, że to zasługa mojej Mamy - i nie wyobrażam sobie bez nich życia a tak rozpaczałam a teraz mi wstyd. Fakt, że dużo pomogli teściowie - teść co tydzień przyjeżdżał na parę dni. Teraz nie wiem, jak będzie... Wczoraj mąż miał urodziny, to nawet mu życzeń nie złożył przez tel - tylko przekazał przez teściową. Trudno.
            Druga sprawa - małe mieszkanie i teraz widzę, że w moim dole ma dużą "zasługę". Wszędzie zabawki pod nogami, jakieś kartki, kredki, ciuchy, mam wrażenie, że ciągle tylko sprzątam, zmywam i gotuję. Nawet nie mam gdzie się zamknąć na 30 minut - łazienka odpada, bo zaraz całe towarzystwo pod drzwiami się rozkładawink Tutaj trzeba podjąć jakąś decyzję i ciągle nie wiemy jaką. Mieszkamy w w-wie (peryferia) - czy zostać tu i w okolicy szukać czegoś z ogródkiem (ceny około pół miliona - jakiś kosmos dla mnie), czy budować się na na wsi około 40 km od w-wy. Czas nagli a ja nie mam pojęcia.

            A jeszcze chciałam Wam napisać jedną rzecz - wiecie takie sytuacje jak ta, które człowieka zupełnie zaskakują - dużo prawdy można się o sobie dowiedzieć. Zawsze się z mężem kłóciliśmy - on ateista, że aborcja powinna być dozwolona, a ja że nie, że ja to nigdy bym nie usunęła itp. A tydzień temu... Jezu, takie miałam straszne myśli, rozmawialiśmy o tym i mój mąż - kochany - powiedział, że tak, on też miał takie myśli, ale tak nie można, po prostu. Bogu dziękuję. że mam takiego męża.

            Wiecie, najgorsze jest to, że zrobiłam się strasznie rozlazła - ciągle chce mi się spać, chodzę pół dnia w piżamie, trudno mi się zebrać, zrobić cokolwiek. W sumie wczoraj i dziś prawie cały dzień podczytuję Wasze forum tzn. już chyba moje teżsmile Ale ma to tez swoje dobre strony - bo już mi trochę lepiej. dziękuję! Dobrego dniasmile







            • nahoda Re: Dziękuję 13.06.12, 10:23
              A jeszcze co do teściowej, to moja jest z typu ględzących - czyli nawet jak jej powiem, żeby nie biadoliła, to i tak będzie po katach chodzić i marudzić pod nosem do siebie albo do teścia, jak będzie gdzieś w okolicy. Jedyna rada - to po prostu nie zwracać uwagi. A u mnie z tym ciężko - bo to mi zawsze ciśnienie podnosi, ale postaram się po prostu nie słuchać. Bo konfrontacja z nią nie wchodzi w grę - bo to jak grochem o ścianę.
              • mama.rozy Re: Dziękuję 13.06.12, 11:39
                nahoda-my się przeprowadzaliśmy jakieś 6 razy,w tym już z dziecmi jakieś 5.teraz żyjemy na kredyt,z przymusu,ale jesteśmy wolni(wink).kupiliśmy dom na trasie do Warszawy,blisko stacji kolejowej,bo nie mamy samochodu.ceny były mniejsze niż teraz,ale obecnie jest taki zastój na rynku nieruchomości,że można znaleźc coś poniżej pół mln.
                a ta działka jest Wasza?bo jak tak,to może jednak ten kierunek?
                dzieci poszerzają horyzontywink
                • luxnordynka Re: Dziękuję 13.06.12, 13:15
                  dzieki za mile slowa. Agasobczak, wiem ze jestes mega z npr, czy zechcialabys zanalizowac moj ostatni cykl na priva?
                  • agasobczak Re: Dziękuję 13.06.12, 14:48
                    smile dawaj więc choć powiem szczerze, że do Mega mi mega brakuje
                    • maman3 Re: Dziękuję 13.06.12, 22:43
                      Wszystko zostało napisane smile , ja mogę tylko dodać, że ślę same dobre myśli w Wasza stronę smile
    • urge Re: :( 13.06.12, 23:48
      Świetnie Cię rozumiem, też to przeżywałam rok temu. I też mnie zaskoczyła reakcja i moja (ja dopuszczałam myśl o kolejnym dziecku, a postawiona przed faktem dokonanym przepłakałam dwa dni) i mojego męża (który wcześniej mówił kategorycznie nie, a jak się dowiedział o kolejnym dziecku to był przeszczęśliwy i już planował co musi zmiecić w swoim życiu zawodowym, żeby sprostać kolejnym potrzebom).

      Z perspektywy czasu Ci powiem -ciesz się tym dzieckiem, to ogromny dar! Ja swoją ciążę (jak się potem okazało bliźniaczą) straciłam. Zostało mi po niej ogromne pragnienie kolejnego dziecka! Ale to niestety okazało się trudniejsze niż myślałam -najpierw przez kilka misięcy musiałam namawiać męża, który teraz miał jeszcze więcej obiekcji niż wcześniej (doszedł jeszcze lęk o mnie). A jak już go namówiłam to okazało się, że zajść w ciążę wcale nie jest zawsze tak łatwo, nawet jeśli się już ma dzieci.

      Życzę Ci szybkiego wyjścia z dołka. Jestem pewna, że z czasem będziesz wdzięczna Panu Bogu, że Ci to dzięciątko dał smile
    • kaeman Re: :( 14.06.12, 20:27
      nie napiszę nic nowego, tylko mogę potwierdzić wypowiedzi poprzedniczek.
      Ja miałam zaplanowane wszystko (dzieci, praca, mieszkanie), do czasu zajścia w trzecią, kompletnie nie planowaną ciążę. Jak się dowiedziałam o 3 ciąży, świat mi się zawalił, ryczałam dwa tygodnie, modliłam się do Boga żebym poroniła, nikomu nie powiedziałam, wstydziłam się, nienawidziłam samej siebie. Wśród znajomych wszyscy mieli jedno lub dwoje dzieci, nawet nie wiedziałam, że normalna rodzina może mieć więcej dzieci.
      Naprawdę Cię rozumiem, to jest bardzo trudny czas dla Ciebie.
      Później jak przyznałam się, wszyscy mnie pocieszali (jak teraz ciebie), byłam wściekła na nich.
      Szczęśliwie trafiłam na forum " rodziny wielodzietne z wyboru", zaczytywałam się opowieściami o nieplanowanych ciążach, zobaczyłam że da się żyć z większą gromadką, ale w głębi serca nienawidziłam siebie i tym bardziej to maleństwo.
      Nie uporałam się z tymi myślami bardzo, bardzo długo, nie chciałam nawet iść do szpitala na poród, aby tylko nie mieć tego dziecka.
      Urodziła mi się trzecia córka, ale nie byłam szczęśliwa, nie zakochałam się od pierwszej chwili - a wszyscy mówili że tak będzie. Wszystko robiłam jak robot, bez miłości, ciepłych uczuć.
      Aż do dnia kiedy pojechałam do szpitala z moją ponad roczną córeczką. Odebrałam to jako karę dla mnie, za moją nienawiść - ale zrozumiałam jak ją kocham i jak mi na niej zależy.

      Do dzisiaj żałuję każdej straconej chwili cieszenia się ciążą, każdego przytulenia mojego maleństwa, tylu zmarnowanych chwil, które powinny być dla nas największym szczęściem, a dla mnie były czasem złości i nienawiści, jakbym mogła cofnąć czas..............

      Nie popełnij takiego błędu jak ja - kiedyś nie będziesz żałować, że masz najcudowniejszą czwórkę, ale możesz żałować tych straconych chwil, którymi możesz się cieszyć teraz.

      Jest na pewno ciężko, ale czy z jednym jest łatwiej - nikt nie wie co nas jeszcze spotka. Nam, obecnie żyje się o wiele lepiej finansowo, teraz z trójką, niż jak mieliśmy jedno. A jak byłam w trzeciej ciąży, mąż stracił pracę - w jednym dniu !!!! Po trzech miesiącach znalazł o wiele, wiele, wiele lepszą. Moja babcia mi zawsze mówiła: "Jak Bóg daje dziecko, to i daje na dziecko", więc o finanse się nie martw, będzie dobrze, teraz tylko ciesz się każdą chwilą - bo jest jedyna, najpiękniejsza i niepowtarzalna.

      Oj jak ja Ci zazdroszczę takiej rodzinki smile Życzę Ci dużo, dużo radości
      • nahoda Re: :( 15.06.12, 20:00
        Dziewczyny, dzięki. Kaemen, wiesz, ja mam podobnie - są dni, ze patrzę na mój brzuch i ryczę i myślę, że to tylko zły sen. A są dni, że myślę, kto to będzie, jak będzie wyglądać to maleństwo. Wiecie, że to głupota, ale ciągle myślę o tym, co ludzie powiedzą - odkąd dziewczynki się urodziły, zawsze jjak wypływał w rozmowach z sąsiadami temat potomstwa, to się zarzekałam, że my to już nie. A tu proszę... boję się tych spojrzeń, półuśmieszków, obgadywania za plecami. Wiem, wiem, że to nic nie znaczy, ale nie wiem, czy będę umiała im sprostać z uśmiechem.
        Z mężem póki co nie mogę porozmawiać, bo dużo pracy, a dziś na dodatek przyjechał teść i zosatenie parę dni. Na razie uprzejmy aczkolwiek chłodny - choć może to tylko wrażenie - i dyplomatyczne milczenie. Chyba mu tego nie wybaczę do końca zyciia...
        • nahoda Re: :( 15.06.12, 20:45
          Jeszcze słowo o moim teściu - własnie mąż mi powiedział, żeby z ojcem na temat kolejnego wnuka nie rozmawiać, bo jeszcze tak przygnębionego go nie widział. I cały czas powtarza teść: jak wy dacie radę/co to będzie? i że cały tydzień nie spał. I broń Boże nie brać kredytu, tylko pomyśleć o czymś skromniejszym bez ogródka. Mój mąż też już na max zdołowany. I ja zaczynam mieć czarne myśli - jak finansowo damy radę z kredytem.
          • maman3 Re: :( 15.06.12, 22:17
            Dacie radę-tylko dobrze wszystko skalkulujcie. A teścia bym objechała, żeby defetyzmu nie szerzył-jeśli chce pomóc, niech pomyśli, co może zrobić, jeśli nie jest na siłach-niech Was podtrzymuje na duchu albo milczy. Powiedziałabym to otwarcie-to Ty jesteś w ciąży i masz się nie denerwować, nie on.
          • miacasa Re: :( 15.06.12, 22:34

            > Jeszcze słowo o moim teściu - własnie mąż mi powiedział, żeby z ojcem na temat
            > kolejnego wnuka nie rozmawiać, bo jeszcze tak przygnębionego go nie widział.

            nie słuchaj męża, z teściem rozmawiaj i mów o własnych obawach, żadnego przemilczania tematu dziecka, nie rób tego błędu (zobaczysz, że teść stanie na wysokości zadania i Cię zacznie podbudowywać)
            • luxnordynka Re: :( 16.06.12, 00:16
              Ja tez sie zarzekalam po 3, wtedy czlowiek zaczyna sie wstydzic ze ma nieplanowane dziecko. Teraz juz w rozmowach z ludzmi sie nie zarzekam (choc w duchu owszem), ale to co z tego? Jak mi kolezanka ostatnio powiedziala ze jest w ciazy z 3 dzieckiem-niespopdzianka, z usmiechem, a nawet smiechem, to pomyslalam, ze nikt jej zlego slowa nie powie, powiedziala to tak pogodnie i spojkojnie... Daj sobie czas, najpierw to Ty musisz sie pogodzic z ta ciaza, potem mow ludziom. A tak nawiasem mowiac, po co Ci teraz tesc w domu? Jak mi rodzice dokuczali to maz do nich zadzwobnil, ze ja musze teraz byc spokojna, bo najwazniejsze jest zdrowie moje i dzidziusia i lepiej bedzie dla mnie jak sie na jakis czas przestaniemy kontaktowac. Bylam wdzieczna za to mezowi! Moi rodzice sie zdziwili ta reakcja (bo moj maz to spokojny dobrze wychowany czlowiek, ktorebgo nigdy nie ponosi), ale nie mieli odwagi dyskutowac. A kredytem bym sie nie przejmowala, no i czemu Wy, dojrzala wielodzieta rodzina, sie pytacie tescia o zdanie? My juz dawno przestalismy sie radzic rodzicow i zyjemy. Rodzice moga wspierac nasze decyzje ale nie w nich uczestniczyc!
              dasz rade przejsc przez to, czlowiek jest w stanie wiele przejsc, znajdziesz te sile, musisz sie temu poddac i patrzec w przyszlosc-doswiadczenie pokazuje ze takie sytuacje koncza sie zawsze dobrze! Zycze spokoju, rozsadku, potem niech inni sie wstydza za swoje reakcje, ty wyjdziesz z tego zwyciesko, tylko nie placz przy tesciach i zachowaj spokoj.
              • bess Re: :( 16.06.12, 01:09
                Dziewczyny powiedziały już wszystko, co trzeba, nic dodać nic ująć. Jesteście wielkie!
                Moja filozofia jest taka, że w małżeństwie nie ma mowy o wpadce, to po prostu naturalne, że w małżeństwie rodzą się dzieci. A z kolei nienaturalne są okoliczności, które powodują, że kobieta wstydzi się ciąży. Ludzi, którzy podejmują ciężar wychowania wielu dzieci trzeba darzyć szacunkiem, a w naszym kraju programowo są olewani i deprecjonowani. Głowa do góry!
                Jesteś mądrą i dobrą mamą i masz bardzo mądrego męża. A zmęczony każdy może być.
                • mamumilu Re: :( 21.06.12, 18:08
                  o - to jest to - w malzenstwie rodza sie dzieci - dlaczego kiedys nikogo nie szokowalo i nie dziwilo 9-10 dzieci - 4 to byl chyba standard a teraz - miec wiecej niz dwoje to juz gdzieniegdzie wstyd - ot poprzewracalo sie na tym swiecie sad
          • urge Re: :( 16.06.12, 09:00
            > Jeszcze słowo o moim teściu - własnie mąż mi powiedział, żeby z ojcem na temat
            > kolejnego wnuka nie rozmawiać, bo jeszcze tak przygnębionego go nie widział

            Kiedy ja byłam w 3-ciej ciąży moje teściowa też biadoliła -bo nie mieliśmy mieszkania, bo 3 dzieci to tak duuużo, bo myślała, że teraz będziemy chcieli trochę "pożyć" (ten czas z dziećmi to na straty oczywiście wink ) Mój mąż jej wysłuchał ze spokojem i z uśmiechem powiedział, że zamierzamy to wszystko ze sobą połączyć i na pewno damy radę -paradkosalnie ten jego spokój i pewność siebie teściową uspokoił. Wzięliśmy duży kredyt na mieszkanie i jakoś ciągle sobie dajemy radę. A rodzina już zawczasu jest przygotowywana, że 3 to nie koniec -mówiłam im to nawet wtedy, kiedy w duchu byłam przekonana, że jednak koniec wink

            > Mój mąż też już na max zdołowany. I ja zaczynam mieć czarne myśli - jak
            > finansowo damy radę z kredytem

            Nie daj męża dołować! Zresztą, teraz już nie czas na martwienie się co będzie tylko na działanie. Facetów doskonale mobilizuje kolejne dziecko do działania, na pewno dacie radę!
            • margaretka_5 Re: :( 16.06.12, 13:33
              urge napisała:
              (...) Wzięliśmy duży kredyt na mieszkanie i jakoś ciągle sobie dajemy rad
              > ę. (...)

              Gratuluję, ale powiedz jak ktoś ma skorzystać z tego przykładu? Cz bank udzielił wam jako licznej rodzince bez mieszkania dużego kredytu na podstawie waszego optymizmu, a spłacacie go waszymi uśmiechami i dobrymi chęciami? Bo my musieliśmy wykazać się dochodami i to wysokimi, sprawdzano kondycję naszych pracodawców. Skoro nie mieliście wczesniej mieszkania i wzięliście duży kredyt to macie spore dochody i chyba wcześniej jakies oszczędności. Sorry, nie rozliczam, ale weź pod uwagę, że Twoja sytuacja nie jest typowa dla rodzinki wielodzietnej przy jednym pracującym. A co do troski rodziców czy teściów, to skoro pomagają, to się nie dziwię, że się martwią czy wręcz wtrącają do planów swoich dzieci. Może mają już mniej sił, a nie będą mogli patrzeć jak dzieci się trudzą. Nie widzę tu nic zdrożnego w trosce pomocnych rodziców.
              Autorko wątku, moze Ci przykro z powodu postawy teścia w tej chwili, ale pomyśl, czy byłoby lepiej, lżej gdybyście byli zdani na siebie? Sama osobiście wolałabym, aby rodzice mi i pomogli, i za to rościli sobie prawo do ponarzekania na to, jak układam sobie życie. ostatecznie to i tak lepszy bilans.
              • urge Re: :( 16.06.12, 14:32
                Mnie też troska rodziców nie dziwi -przeciwnie, rozumiem ją. Ale uważam, że oni też powinni się zachować jak dorośli ludzie i zamiast dołować dodatkowo swoje "dzieci" już po fakcie -pomóc im spojrzeć z optymizmem w przyszłość.

                > Gratuluję, ale powiedz jak ktoś ma skorzystać z tego przykładu? Cz bank udzieli
                > ł wam jako licznej rodzince bez mieszkania dużego kredytu na podstawie waszego
                > optymizmu, a spłacacie go waszymi uśmiechami i dobrymi chęciami? ...

                Nie podaję swojego przykładu żeby z niego korzystać smile Bank udzielił nam kredytu 6 lat temu, kiedy to udzielane były kredyty chyba wszystkim, którzy chcieli je brać. Nie mieliśmy żadnych oszczędności i nikt nam finansowo nie pomagał, bardzo szybko też okazało się, że raty są tak duże, że nie damy rady żyć z tego co nam zostaje. To z kolei zmobilizowało mojego męża do poszukania lepiej płatnej pracy, do zdania kolejnych egzaminów i tym samym podniesiena swojej wartości rynkowej jako pracownika itd. -dla mnie to nie jest przykład do naśladowania ale przykład na to, że dzieci motywują ludzi do konkretnych działań (mój małżon twierdzi, że gdyby nie kolejne dziecko nadal tkwił by tam gdzie pracował i pwenie w życiu nie zdałby tych egzaminów, które potrzebne mu były, żeby ruszyć dalej)
                Co do samej autorki to jak rozumiem z jej postu kredyt wziąć może tylko się boi. Ma też już mieszkanie -jeśli je sprzeda to ma duży wkład własny, którego my np. nie mieliśmy, więc jest w o niebo lepszej sytuacji niż byliśmy my biorąc kredyt.

                > Czy byłoby lepiej, lżej gdybyście byli zdani na siebie? Sama osobiście wolała
                > bym, aby rodzice mi i pomogli, i za to rościli sobie prawo do ponarzekania na t
                > o, jak układam sobie życie. ostatecznie to i tak lepszy bilans.

                To akurat jest opinia z którą się zupełnie nie zgadzam. My też mieszkaliśmy kilka lat z rodzicami -duuużo nam pomogli finansowo a jednak wzięliśmy kredyt i uciekliśmy "do siebie" kiedy to tylko było możliwe. I dopiero od tego czasu, mimo że teraz mamy więcej trosk finansowych, czujemy się naprawdę wolni i spokojni psychicznie. Absolutnie się nie zgadzam z opinią, że ktokolwiek -choćby rodzice czy teściowie -mają prawo do narzekania na temat tego jak ja i mój mąż układamy sobie życie.
                Z perspektywy własnej (i nie tylko) widzę, że dużo zdrowszą rodzinę można zbudować nawet żyjąc skromniej i wysilając się bardziej ale będąc niezależnym od nikogo niż przyjmować udzielaną z łaski pomoc a za to być wiecznie tłamszonym psychicznie i godzić się na to, że ktoś wiecznie ocenia moje decyzje i jeszcze uważa, że ma do tego prawo.
                • margaretka_5 Re: :( 16.06.12, 16:14
                  Nie, nie było takiego okresu żeby dawali każdemu kredyt. Owszem, banki róznie liczą, ale wymagają aby po opłaceniu raty zostałó wystarczająco na życie. Ich nie obchodzi, żę ktoś oszczędza, bo chcą mieć pewność że sie spłaci. Płaciliśmy kupe kasy za wynajem, to znaczy, że dochody nie były skromne, ale w s sprawie kredytu byliśmy odsyłani z kwitkiem. To tak obok tematu, ale nie gadaj byle czego że każdy tak sobie idzie i bierze kredyt.
                  No i łatwo mieć swoje poglady na temat niepotrzebnej pomocy rodziców jak się już u nich pomieszkało kilka lat i korzystało z ich pomocy finansowej. Trzeba było zamieszkać w wynajętym i nie korzystać z pomocy finansowej rodziców. Stać by Cię było wtedy na kupno własnego? Dobre rady i przykłady własne są pożyteczne w przypadku własnych osiągnięc.
                  • verdana Re: :( 16.06.12, 17:21
                    Pomijając wszystko inne - uwazam, zę rodzice mają prawo martwić się o dzieci, szczególnie, jesli są zaangażowani w pomoc. "Mardzenie" dziadkó rozumiejm - widzą, że dzieci zachwycone nie są, widzą, ze mogą mieć ciężkie życie, mogą martwić się, że starsze wniuki będą żyły w ciasnocie i biedzie. To nie jest takie proste. Poza tym dziadkowie nie mają się jak zachować - wybuchną entuzjazmem, to też rodzice, wcale nie zachwyceni ciążą, będą im to mieli za złe (Zupełnie czym inhnym jest narzekanie dziadków przy planowanej ciąży, czym innym, gdy widzą, ze dzieci mają zmartwienie).
                    Poza tym, jeśli dziadkowie pomagają przy wnukach, to jest to obciążenie także dla nich - trudno, aby kolejnym się juz nie zajęli, prawda? Więc apeluję o trochę zrozumienia dla dziadków.
                    Co do kredytu itd - myślę,z ę to nie jest dobry momnent na decyzje. Jak dziecko się urodzi, wtedy będzie można myśleć, co dalej. Ale rzeczywiście czworo małych dzieci i duży kredyt, to samobójcze rozwiązanie. .
                    • nahoda Re: :( 16.06.12, 18:39
                      Ja też rozumiem, że rodzice mają prawo martwić się o dzieci i dawać temu wyraz, ale rozmowa powinna być konstruktywna dla obu stron a nie jedno wielkie utyskiwanie - jak tragicznie, jak beznadziejnie z podtekstem "co wyście narobili". Jak któraś z dziewczyn mądrze napisała w małżeństwie nie ma mowy o wpadce. Owszem, tak o tym myślałam, ale nie potrzebuję teraz mieć przed oczami skrzywionej miny teścia, która mówi sama za siebie. Czego potrzebuję? Słów otuchy, że mimo że owszem będzie ciężej, to damy radę. I wasze historie są tego przykładem. Dziękuję Wam, że zechciałyście mnie wesprzeć i podzielić się swoim doświadczeniem. pozdrawiam.
                  • nahoda Re: :( 16.06.12, 17:30
                    A ja się zgadzam z Urge - jeśli chodzi o pomoc rodziców. I nie chodzi o to, że jestem niewdzięczna rodzicom czy teściom za pomoc finansową i w opiece nad dziećmi, ale chodzi o to, żeby przez pomoc - zwłaszcza finansową - nie rościli sobie prawa do manipulowania moim życiem i podejmowanymi przeze mnie/przez nas decyzjami. Natomiast jeśli chodzi o moich teściów - to mają syndrom traktowania swoich synów jak wiecznych dzieci, którym trzeba nosy wycierać i majtki podciągać. Teść wielokrotnie się dziwił, że mój mąż taki odpowiedzialny, bo cały czas patrzy na niego przez pryzmat paru głupot, które zrobił w wieku 20 lat. Mamy własną firmę, która nie przynosi może super dochodów, ale jesteśmy w stanie się utrzymać (choć na ratę kredytu już by nam raczej nie starczyło przy dzisiejszych dochodach). Teraz myślimy o kredycie na dom - mamy własne mieszkanie, które możemy wynająć i w ten sposób pokryć chociaż część raty (lub sprzedać). A mój teść uważa, ze to głupia decyzja, że dom się powinno budować systemem gospodarczym. I nie ma z nim żadnej dyskusji. To nie jest wspierające rodzicielstwo, które rości sobie prawo do przestawiania w naszym życiu, jak im się żywnie podoba i do wtrącania się za cenę pomocy finansowej czy jakiejkolwiek innej. Troska i dobre rady - jak najbardziej i wspierająca rozmowa. A nie powtarzanie w kólko, w jakiej tragicznej sytuacji się znaleźliśmy.
                  • urge Re: :( 16.06.12, 18:33
                    > To tak obok tematu, ale nie gadaj byle czego
                    > że każdy tak sobie idzie i bierze kredyt.

                    Ja nigdzie nie twierdziłam, że każdy kto chce dostanie kredyt. A że 6 lat temu było łatwiej to fakt: nam wtedy bank wyliczył większą zdolność kredytową niż teraz, mimo, że zarobki mojego męża wzrosły w międzyczasie ponad dwukrotnie!
                    Ale podkreślę jeszcze raz: odniosłam się do sytuacji w ktorej ktoś może wziąć kredyt ale się boi. Wiadomo, że decyzję będzie i tak musiała podjąć ze swoim mężem i bynajmniej nie na podstwie tego co napisałam ja czy ktokolwiek inny.

                    > No i łatwo mieć swoje poglady na temat niepotrzebnej pomocy rodziców jak się ju
                    > ż u nich pomieszkało kilka lat i korzystało z ich pomocy finansowej. Trzeba był
                    > o zamieszkać w wynajętym i nie korzystać z pomocy finansowej rodziców. Stać by
                    > Cię było wtedy na kupno własnego?

                    Pomoc finansowa moich rodziców polegała na tym, że nie płaciliśmy im za mieszkanie. I nigdzie nie napisałam, że była niepotrzebna -przeciwnie, była w tamtym czasie koniecza. Ale nie bardzo rozumiem, na czym miałaby polegać różnica, gdybyśmy w tym czasie mieszkali w mieszkaniu wynajmowanym w kontekście zakupu własnego -tak czy siak nie mieliśmy żadnych oszczędności, więc mieszkanie kupowaliśmy z drugiej ręki -bo nie mieliśmy kasy na wykończenie, oraz biorąc kredyt na 100% wartości mieszkania.
                    A jeszcze bardziej nie rozumiem, co to ma do sytuacji autorki -która jak rozumiem mieszka we własnym mieszkaniu.

                    > Dobre rady i przykłady własne są pożyteczne w
                    > przypadku własnych osiągnięc.

                    Nie wiem gdzie zauważyłaś, żebym dawała jakiekolwiek rady?
                    A o co chodziło w danym przeze mnie przykładzie własnym nie zrozumiałaś -być może dlatego, że najwyraźniej odnosisz go do siebie. Na szczęście osoba której odpisywałam najwyraźniej zrozumiała o co mi chodziło więc nie będę próbowała wytłumaczyć.
              • 2007e Re: :( 25.06.12, 10:44
                Co do tej pomocy, to chyba nie wiesz co piszesz. Ja mam tesciowa tego rodzaju. Jeszcze nie wie, ze bedzie po raz kolejny babcia, ale ja juz sobie to wyobrazam. Mam wielu znajomych, ktorym dobrze sie powodzi i oprocz tego rodzice pomagaja (rowniez finansowo) i nie wtracaja sie kompletnie w ich zycie. Mam tez takich, ktorzy niemal nie widuja sie z rodzicami (choc maja dobry kontakt) i nie oczekuja zadnej pomocy i jest im dobrze z tym. Z kolei ja mam utrapienie z pomagajaca tesciowa. Owszem fajnie dostac jajka ze wsi czy kawalek mieska (to sporo jednak kosztuje), ale mam powyzej uszu sluchania jak ona nam pomaga. Jakby nie pomagala wcale nie byloby tragedii. Wiec z jednej strony jest lzej a z drugiej 10 razy cieze, bo trzeba byc dozgonnie wdziecznym niewazne czy sie tego oczekuje i chce. Wiec mowienie, ze sluchanie czyjegos biadolenia jest do wytrzymania, to jest mocno niepowazne.
                • elle-joan Re: :( 25.06.12, 10:54
                  2007e napisała:

                  > Co do tej pomocy, to chyba nie wiesz co piszesz. Ja mam tesciowa tego rodzaju.
                  > Jeszcze nie wie, ze bedzie po raz kolejny babcia, ale ja juz sobie to wyobrazam
                  > . Mam wielu znajomych, ktorym dobrze sie powodzi i oprocz tego rodzice pomagaja
                  > (rowniez finansowo) i nie wtracaja sie kompletnie w ich zycie. Mam tez takich,
                  > ktorzy niemal nie widuja sie z rodzicami (choc maja dobry kontakt) i nie oczek
                  > uja zadnej pomocy i jest im dobrze z tym. Z kolei ja mam utrapienie z pomagajac
                  > a tesciowa. Owszem fajnie dostac jajka ze wsi czy kawalek mieska (to sporo jedn
                  > ak kosztuje), ale mam powyzej uszu sluchania jak ona nam pomaga. Jakby nie poma
                  > gala wcale nie byloby tragedii. Wiec z jednej strony jest lzej a z drugiej 10 r
                  > azy cieze, bo trzeba byc dozgonnie wdziecznym niewazne czy sie tego oczekuje i
                  > chce. Wiec mowienie, ze sluchanie czyjegos biadolenia jest do wytrzymania, to j
                  > est mocno niepowazne.

                  Zawsze można odmówić pomocy. Może takiej w postaci jajek czy prezentu dla dziecka to trudniej, ale jak teść przyjeżdza na kilka dni pilnować wnuków, to można powiedzieć, że rodzinka radzi sobie sama i już. Wtedy rodzice i mniej wysiłku włożą, i będą spokojniejsi, że dzieci daja radę i nie będą się tak niepokoić. A jak widzą, że pomoc jest potrzebna, to pomimo zmęczenia pomagają. Więc i martwią się, że pojawiają się nowe obowiązki.
    • immer.sonne :) 21.06.12, 12:36
      Nahoda smile
      Ty się juz nie zamartwiaj tylko jak Ci bedzie zle to przyjedz do nas i pomyślimy co zrobicsmile
      My tez spod Warszawy,kierunek północny wschód smile

      Ps::Nie przedstawiłam się chyba na tym topiku smile

      Mam 38lat,troje słodkich Wampirków.19 lat córka,3 lata syn(autystyk),7miesiecy córka Skorpionica
      • mamumilu Re: :) 21.06.12, 18:12
        o jak ja bym chciala miec kogos pod bokime, do kogo bym sie mogla wybrac jak mi bedzie zle i pomyslec smile
    • mama-osama Re: :( 25.06.12, 13:06
      W styczniu ryczałam. Dopiero co wróciłam do pracy i znowu ciąża. W lutym okazało się, że ciążę mogę stracić. I znowu ryczałam, bo zdążyłam to maleństwo pokochać całym sercem. Teraz grzecznie leżę i łykam leki. Wierzę, że będzie dobrze. I nie obchodzi mnie co ilosci dzieci myślą inni. Kocham je nad życie i cieszę się, że są.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka