11.02.14, 12:25
Demotywatory - bezcenne źródło refleksji życiowej wink smile.
- demotywatory.pl/4288460/Doceniajmy-i-szanujmy-sie-wzajemnie -
Obserwuj wątek
    • magdak_1977 Re: :) 11.02.14, 12:53
      Dzięki Pola - tego mi było trzeba na ten beznadziejny dzień, kiedy to TYLKO siedzę w domu...
      • basha Re: :) 11.02.14, 15:08
        a ja chciałabym, żeby mój mąż był autorem tych słów. On sobie nie wyobraża, żebym nie pracowała z wyboru. I tak mi ciężko z tym, bo wiem jak cierpi na tym rodzina. Z trudem przełykam ślinę, jak słyszę płacz Emilki rano, że musi iść do żłobka. Wiem, że krzywda jej sie nie dzieje, ale wolałabym poświęcić jej ten czas. Nie mam jednak odwagi zrezygnować, wydaje mi się, że muszę sobie ciągle udowadniać, że potrafię zrobić jedno i drugie. Rozciągam dobę z uporem maniaka, salta, fikołki, żeby ze wszystkim zdążyć, żeby niczego nie zaniedbać...Niestety choć serce by chciało, nie zaznałabym spokoju będąc po prostu matką. Podziwiam was i po cichu zazdroszczę
        • verdana Re: :) 11.02.14, 21:47
          A ja bym chciała, zeby facet, zamiast siedzieć ze znajomą w kawiarni, wrócił do domu i dał wyjść żonie, nad którą tak sie uzala, ze też by sobie do kawiarni poszła. Ech.
          • afroddytta Re: :) 11.02.14, 22:05
            Też na to zwrocilam uwagę wink
            A ogólnie to mój maz się cieszy, że jestem w domu i faktycznie nie ma sensu abym szla do pracy np. finansowo, ale i tak zdarza mi się uslyszec jak to tylko siedze w domu.
          • listek_a Re: :) 12.02.14, 09:24
            Verdana, to była moja pierwsza myśl. Jaki qwa szlachetny!
    • bibba Re: :) 12.02.14, 12:31
      Co on w tej kawiarni robi? Mam nadzieje, ze tylko lapie kawe na wynos, a nie siedzi I czyta gazety. wink
      A co do reszty, mniej jadu w ogole by sie przydalo, ale stawianie matek na piedestale mnie osobiscie wkurza. Tak naprawde, to w zadnym spoleczenstwie nie czci sie macierzynstwa, jako procesu wychowania, a tylko, tak naprawde, moc sprawcza kobiet - rodzenie.
      W historii Europy nie ma okresu, gdzie wychowanie dziecka byloby wartoscia sama w sobie, bogaci dzieci nie wychowywali, zajmowaly sie nimi nianki, guwernantki I nauczyciele, a biedniejsi nie mieli czasu na wychowywanie, musieli pracowac. W jakims sesnsie mamy szczescie, ze mozemy dzieci wychowywac.
    • urge Re: :) 13.02.14, 21:45
      Hehe, a ja się założę, że to kobieta pisała. Znam facetów o różnych poglądach na temat "siedzenia" żony w domu, ale nawet ci zagorzali zwolennicy by moim zdaniem swojego poglądu na tę sprawę w takie słowa nie ubrali wink
      • kina82 Re: :) 14.02.14, 11:58
        generalnie w ostatnich latach zmienił się pogląd na dzieci, dzieci stały się niejako dobrem luksusowym, są wynoszone na piedestał, inwestujemy w dzieci a większość naszego życia kręci się wokół naszych dzieci, ich zajęć pozalekcyjnych i całej rodzinnej logistyki. A to dlatego, że zmieniło się też podejście do pracy zawodowej, wielu ludzi może już wybierać robienie tego co lubi w celach zarobkowych. Kiedyś w naszym kraju był obowiązek pracy, pracowali wszyscy, matka po max 3 latach wychowawczego wracała do pracy, dziecko do p-la, było to naturalne dla wszystkich, nikt nie miał dylematów czy wracać do pracy, czy to opłacalne, z kim zostawić dziecko, kobiety nie przeliczały swoich zarobków na wynagrodzenie opiekunki czy czesne za p-le i ile kasy potem zostanie. Tak było gdy my byłyśmy dziećmi, wcześniej było jeszcze "gorzej", dzieci były bo były, same pomagały i niejako musiały zapracować na siebie w rodzinie (oczywiście nie dosłownie ale musiały np. pomagać w polu itp.)
        Teraz inaczej decydujemy się na dziecko, bardziej świadomie, mamy większy dostęp do wszystkiego, zwiększają się nasze potrzeby i mamy możliwości je zaspokajać, a może to rynek kształtuje nasze potrzeby, nieważne. Ale z drugiej strony nikt nie dostaje nic za darmo więc jeśli chcemy zaspokajać nasze potrzeby też musimy pracować i koło się zamyka.
        Sama pracuję w korporacji (aktualnie już "siedzę" w domu bo zaraz rodzę) ale już dawno dawno temu przy okazji przygotowywania kolejnej tabelki i prezentacji się zastanawiałam co ja tu robię, czy to co robię jest naprawdę tak ważne? Co ja powiem dzieciom, że co ja zrobiłam w życiu, że przygotowałam 350 prezentacji dla sztywnych białych kołnierzyków? Komu to potrzebne? Przecież wychowanie mądrego, wrażliwego, wartościowego człowieka, przekazanie podstawowych wartości życiowych i nauk świata jest dużo bardziej pracochłonne, trudniejsze i bardziej odpowiedzialne niż zebranie kilku durnych liczb i wrzucenie do tabelki, na którą ktoś raz spojrzy, kiwnie głową i za 5 minut zapomni.

        Także zazdroszczę tym kobietom, które mogą realizować się w macierzyństwie na pełen etat bo to w dzisiejszych czasach naprawdę nie jest łatwe, nie przychodzi tak naturalnie jak kiedyś, niestety czasy się zmieniają. Ja się będę przez najbliższy rok zastanawiać co dalej z moim życiem, bo póki co mogłabym sobie pozwolić na "siedzenie" w domu na stałe i mąż nie miałby nic przeciwko temu, a nasza sytuacja finansowa obecna też by nie ucierpiała, ale przyszłość jest też niebyt pewna ze względu na zdrowie mojego m. a na to już nie mamy wpływu.
        • verdana Re: :) 14.02.14, 17:38
          Nie, matka po 3 latac wychowawczego nie miała - za Gierka! - zadnego obowiązku wracać do pracy. Obowwiązek pracy był bardzo krótko, w czasach stalinowskich, a i to nie zmuszano matek małych dzieci. Mam też wrażenie, zę prędzej można było wybrać co się lubi w czasach PRL-u, gdy nie było bezrobocia niż teraz, gdy wszyscy niemal boją sie o pracę.
          O przedszkole za PRL-u było równie trudno, co teraz, do lat 60- tych co najmniej opiekunki do dzieci miewały się świetnie, a ludzie pracowali dla pieniędzy, kobiety także ... Może nawet wtedy bardziej dlatego, zę musiały, niż chciały, bo mniej było wykwalifikowanych kobiet. mniej partnerskichh małżeństw. Ale decyzja czy iść do pracy, czy nie absolutnie nie była bezrefleksyjna!
          Nie każda praca poza tym jest nieistotna społecznie. A macierzyństwo "na pełen etat" jest jednym z najbardziej nienaturalnych wynalzazków naszych czasów. Kiedyś na wsi kobiety pracowały w polu, niezaleznie od posiadania dzieci, biedne kobiety w miastach pracowały, zamożne kobiety w miastach miały niańki. Same dziećmi zajmowały sie kobiety z zamożniejszych rodzin robotniczych. Bardzo niewielki procent społeczeństwa.
          • kina82 Re: :) 15.02.14, 11:11
            Verdana, u mnie w rodzinie i w moim otoczeniu było jak opisałam, powrót do pracy po macierzyńskim był zarówno obowiązkowy jak i naturalny. Temat wyszedł przy okazji mojego powrotu do pracy więc wspominaliśmy jak to było "kiedyś" zarówno z rodziną mojej matki jak i mojego męża. Możliwe, że dostęp do placówek opiekuńczych był zależny od miejsca zamieszkania, u nas nie było ponoć problemów (Mazowsze, a mój mąż północne Mazowsze), zarówno żłobki i przedszkola były przyzakładowe - możliwe, że w miejscowościach gdzie zakładów nie było, były przedszkola jakieś gminne w niewystarczającej ilości.

            Nie bardzo zgodzę się z tym, że kiedyś łatwiej było robić co się lubi, oczywiście pewnie masz większe doświadczenie w tej kwestii z racji wieku, ale jednak wydaje mi się, że kiedyś każdy żył w sumie żeby przeżyć. Nie była to oczywiście taka walka o przetrwanie jak obecnie w niektórych grupach społecznych, bo nastały czasy o dużym rozwarstwieniu społecznym, kiedyś takich różnic nie było.

            Może nie wyraziłam się jasno, ale generalnie chodziło mi o to, że jak już ktoś napisał, faktycznie macierzyństwo na pełen etat jest luksusem i może jest nienaturalne, ale uważam, że jest jedną z najbardziej wartościowych prac jaką kobieta może wykonywać.

            To jest tylko moja opinia i oczywiście znajdzie się wiele kobiet, które powiedzą, że jedyną możliwością tak teraz modnego rozwoju osobistego jest wyjście poza domowe pielesze. Ok, ja nie będę się spierać, dlatego mamy prawo wyboru (no poza sytuacjami, że nie mamy wyboru i jesteśmy zmuszone wrócić do pracy).
    • zebra12 Re: :) 14.02.14, 20:39
      Możliwość "siedzenia" w domu i zajmowania się dziećmi to luksus. Nie każdy może sobie na to pozwolić. A za każdą kobietą mającą tę możliwość stoi mąż/ojciec dzieci, który troszczy się o rodzinę i umożliwia żonie/partnerce beztroską opiekę nad dziećmi i domem.
      I tej beztroski w wymiarze finansowym oraz poczucia bezpieczeństwa pod opieką męża - zazdroszczę. Bo nawet to siedzenie w domu nie jest tak atrakcyjne jak to, że nie trzeba się troszczyć o jutro.
      • verdana Re: :) 15.02.14, 12:09
        A ja mam wątpliwości, czy poza pierwszymi miesiącami po poros=dzie "poczucie bezpieczeństwa pod opieką męża" jest takie dobre na dłużej. Bo trzy lata czy więcej takiej "opieki" i role w rodzinie sie utrwalają. Facet widzi, ze to on jest oparciem, on ma się opiekować dorosłą, w pełni sparaną żoną - szybko przychodzi na myśl, ze osoba potrzebująca opieki jednak nie jest tak samo zdolna do podejmowania istotnych decyzji, jak ten, co opiekę sprawuje. Jeśli ktos potrzebuje troski i opieki, to znaczy, zę jest jednak w rodzinie raczej dzieckiem, niż współdecydującą sprawną osobą.
        Każdy by się chciał nie móc troszczyć o jutro, faceci też. Ale człowiek dorosły ma obowiązek troszczyć sie o jutro, jeśli chce być traktowany jak dorosły, niestety.
      • maman3 Re: :) 15.02.14, 15:17
        Zebra, ale pierdnęłaś uncertain . O ile zgodzę się z Twoim pierwszym zdaniem, że za każdą taką decyzją kobiety stoi mąż, świadomie biorący na siebie zarabianie i utrzymanie rodziny, o tyle z tą beztroską o jutro ze strony żony pojechałaś chyba za daleko. Trzeba by było chyba nie mieć mózgu, żeby mieć tak beztroskie podejście, albo baaaardzooo bogatego męża-raczej rzadkość w rodzinach wielodzietnych. Ja jestem taką żoną, obrazek zresztą bardzo przypomina mnie w piątej ciąży wink . Najbardziej -choć w pewnym stopniu uczestniczę w działaniach firmowych mego męża-stresuje mnie właśnie fakt, że nie uczestniczę aktywnie (tak to odczuwam) w zarabianiu na rodzinę.
        • zebra12 Re: :) 15.02.14, 22:08
          A mnie bardziej stresuje fakt, że całkowite utrzymanie rodziny spoczywa na moich barkach. A przecież do tego dzieci wymagają opieki, uwagi, bo nikt inny im tego nie da. Wiesz jaki to jest strach? Boję się utraty pracy, boję się chorować, bo co jak mnie braknie?
          Uważasz, że pierdnęłąm? Umiesz sobie wyobrazić co może być większym stresem: zapewniający bezpieczeństwo finansowe mąż, czy bycie jedynym żywicielem i rodzicem rodziny?
          • verdana Re: :) 16.02.14, 17:24
            Ja to rozumiem. Ale facet utrzymujący rodzinę boi się tak samo i tak samo stresuje. Dlatego też za rodzinę powinni być odpowiedzialni oboje dorośli.
            Ja jestem głównym żywicielem rodziny. Nie widze różnicy, kto - kobieta czy mężczyzna denerwuje się o domowe finanse, to jest stresujące niezaleznie od plci. Dlatego zadna ze stron nie moze sobie pozwolić na luksus nie myślenia o dniu jutrzejszym i "bycia pod opieką".
          • maman3 Re: :) 18.02.14, 15:59
            Zebra, pamiętam Twoją sytuację i rozumiem, ze jesteś bardzo zestresowana, bo masz świadomość, ze WSZYSTKO zależy od Ciebie, ale to nie zmienia faktu, ze ja tez mogę mieć stres, innego rodzaju, a jednak stres-że jestem obciążeniem, że może nie mam racji i powinnam pracować zawodowo, ze-co może się wydarzyć, gdy mężowi coś się stanie albo do kogoś odejdzie?... Mnóstwo myśli nocą potrafi człowieka "bezrobotnego" zestresować, więc nie zakładaj, ze wszystkie matki siedzące w domu to słodkie, nie myślące barbie...
            • zebra12 Re: :) 19.02.14, 17:10
              Nie, ja tak nie myślę. Przecież napisałam, że raczej zazdroszczę. Zawsze wyobrażałam sobie siebie jako mamę pełną gębą, która zajmuje się dziećmi tyle, ile potrzeba. Myślałam, że to mąż będzie się troszczył o byt, a ja będę mu pomagać.
              Głupie barbie to są takie, które siedzą w domu i uważają to za sposób na życie.
              • 3-mamuska Re: :) 15.06.14, 22:26
                Zebra ma całkowita racje, tu nie chodzi o to ze dorosła osoba jest niemtslaca beztroska i niepełnosprawna umysłowo czy fizycznie.
                Ale to ze wie ze maz pójdzie do pracy nie przepije wypłaty a ona za tydzien nie bedzie miała dać co dzieciom jest.
                To ze nie wroci do domu i nie bedzie wrednie czepial sie ze siedzi w domu ze cos nie zrobione według jego standardów czystości .

                Ze pomoże w sprawach dzieci w przypadku choroby. W jakiś nieprzewidzianych wypadkach, zajmie sie dziecmi gdy zona bedzie chciała wyjsc na kawę, do lekarza czy fryzjera czy aerobik.
                Ze mozna spokojnie 2 lata pokarmic malucha piersią bo nie ma nacisku partnera ze ma juz isc do pracy.

                Oczywiście sa sytuacje w życiu ze kobieta powinna/musi isc do pacy bo brak kasy.
                A mimo to ona nie bardzo chce rodzi kolejne dzieci , to wtedy jest gorzej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka