Dodaj do ulubionych

Edukowanie

18.06.08, 11:05
Dzisiaj niosę swojej terapeutce ten zeszłotygodniowy dodatek do
Rzepy, żeby się douczyła. Jak zaczęłam szukać terapii, to chciałam
koniecznie trafić do kogoś wyspecjalizowanego w problemie
niepłodności. Chodziło mi dokładnie o to, żeby ktoś rozumiał, co do
niego mówię, jak mówię hsg albo progesteron. Ale potem to już byłam
w takim stanie i we wszystko wplótł sie bardzo mnie poruszający
problem relacji z przyjaciółką, że machnęłam na to ręką i poszłam do
kogokolwiek. Tzn. nie tak zupełnie do kogokolwiek, bo moja pani
Marzenka specjalizuje się w psychosomatyce, w psychospołecznych
konsekwencjach chorób somatycznych itp. Ale niepłodność odpuściłam
(zresztą wiem już, że nigdy nie pracowała z tym problemem).

No i w sumie to mam takie poczucie braku zrozumienia na tym odcinku.
Po pierwszym spotkaniu ze mną pani Marzenka zasięgnęła języka u
jakiegos ginekologa (jakże miło, że sie przejęła smile)) i on jej
powiedział, że niepłodność jest po 24 miesiącach. I wyszłam na
histeryczkę, ktora sama sobie robi krzywdę... I co ja mogę? Mogę
tylko ze stoickim spokojej odpowiadać: ja sie z taką definicją nie
spotkałam...

Albo zanieść jej gazetę smile))
Obserwuj wątek
    • viktoria1980 Re: Edukowanie 18.06.08, 14:47
      a ja sobie tak mysle ze ta nieplodnosc to nie powinna byc glownym
      tematem w takich spotkaniach. To tylko taki punkt wyjscia bo
      przeciez ona nie moze w tej sprawie nic zrobic, a jej zrozumienie na
      nic sie tu zda. Najwiekszym problemem bedzie tu poczucie wlasnej
      wartosci, schematy poznawsze które kazda kobieta szczegolnie polska
      kobieta ma w glowie i jeszcze troche róznych rzeczy... I moze
      sytuacja w ktorej teraz sie znalazlysmy otowrzyc jakas dawna puszke
      pandory... ale sie wymadrzam !!!! juz sie zamykam smile no ale wiecie
      co mnie cieszy to , ze juz mamy nasza grupe wsparcia, tutaj na
      forum. To tez rodzaj terapii - i pewnie skuteczny.
      • uccellino Re: Edukowanie 18.06.08, 15:16
        > a ja sobie tak mysle ze ta nieplodnosc to nie powinna byc glownym
        > tematem w takich spotkaniach. To tylko taki punkt wyjscia bo
        > przeciez ona nie moze w tej sprawie nic zrobic, a jej zrozumienie
        na
        > nic sie tu zda.

        Pozwolę sobie się nie zgodzić. Ja poszłam po pomoc wyłącznie w
        związku z niepłodnością i depresją, w którą z jej powodu wpadłam.
        Traktuję tę terapię jako krótkoterminową interwencję (8-10 spotkań,
        dziś czwarte), która ma mnie nauczyć radzić sobie z obniżeniem
        nastroju, z trudnymi decyzjami, jakie mogą przede mna stać. Poszłam
        tam z bardzo konkretnymi oczekiwaniami (sama jestem coachem - a to
        sie od terapeuty jakoś drastycznie nie różni, więc wiem, jakie to
        ważne, żeby mieć cele na proces). A nadmiar zrozumienia u terapeuty
        faktycznie nie służy rozwiązywaniu spraw, ale mnie chodzi o to, żeby
        ona ze mną nie dyskutował na poziomie medycznych faktów i definicji -
        takiego zrozumienia bardzo bym chciała.

        Jasne, że przy okazji wyjdą rożne kwiatki, bo człowiek jest jedną
        całością. Naciśniesz lewe biodro, a coś się posypie z prawego ucha ;-
        )) Moja złośc na męża, która ujawniła się w gabinecie u Preeti, tak
        naprawde inkubowała od spotkania z terapeutką, która zapytała "A co
        pani taka Zosia-samosia?" (czyli dlaczego mąż tak mało włączony w te
        sprawy - a no nie włączył się, to i nie włączony). Ale wszystko to
        jest w kontekście niepłodności.

        Czy ona nie może nic zrobić? Może. Oto moje cele na terapię:
        - zapobiec nawrotom depresji
        - radzić sobie z psychospołecznymi konsekwencjami niepłodności /
        wyeliminować hiperwrażliwe reakcje (silna alergia na ciężarne)
        - przygotować się do ewentualnych trudnych decyzji (ivf? adopcja?)
        - znaleźć eentualne psychogenne źródła niepłodności
        I nad tym pracujemy. Szczególnie nad tym ostatnim.


        > Najwiekszym problemem bedzie tu poczucie wlasnej
        > wartosci,

        Aż się dziwie, ale niepłodność nie spowodowała u mnie obniżenia
        poczucia własnej wartości - przynajmniej nie na świadomym poziomie.
        Tzn. spowodowała w czasie depresji - w aspekcie zawodowym: wydawało
        mi się wtedy, że nic nie umiem i wszyscy to widzą (tzw. sense of
        inadequacy - doskonała nazwa dla tego, co czułam) - ale wtedy to był
        już taki pakiet negatywnych emocji, że ho, ho. Dlatego dla mnie to
        inna sprawa. Teraz mam standardowe wysokie poczucie własnej wartości.


        > schematy poznawsze które kazda kobieta szczegolnie polska
        > kobieta ma w glowie

        Rozwiń - to ciekawe.

        > mamy nasza grupe wsparcia, tutaj na
        > forum. To tez rodzaj terapii - i pewnie skuteczny.

        Grupy wsparcia są przy niepłodności bardzo polecane smile)
        A w tej panuje wyjątkowa tolerancja i kultura dialogu smile)
        Nawet na Niepłodności potrafią zgnoić, a tu można się spokojnie z
        najgorszymi rzeczami pokazać.
        • viktoria1980 Re: Edukowanie 18.06.08, 19:57
          Uccellino jeśli uznamy to za interwencje kryzysową to się zgodzę, bo to
          stanowczo za krótki czas na psychoterapie jak dla mnie. To znaczy rozumiem to
          tak że z powodu trudności z zajściem w ciąże pojawił się kryzys i w jego
          rozwiązaniu psycholog ma pomóc. wtedy wszystko gra smile
          najkrótsza terapia poznawczo-behawioralna to 6 miesięcy, i jak po takim czasie
          chciałam z niej uciec to i tak moja psychoterapeutka protestowała. a co do tych
          schematów to podobno każdy ma wpisany w podświadomości pewien skrypt, działamy
          i podejmujemy decyzje zgodnie z nim często o tym nie wiedząc. Schemat kształtuje
          się w relacjach z najbliższymi , bierze też dużo ze środowiska które nas otacza.
          I tak mi się wydaję że w naszej polskiej społeczności to ważną miejsce odgrywa
          schemat matki jako najważniejszej roli kobiecej. No i mimo że na poziomie
          świadomym nie do końca się z tym zgadzamy i możemy mieć wiele argumentów na inne
          spełnienia się kobiety gdzieś głęboko tkwi w nas nabyty wdrukowany schemat. Co
          będzie jak nie będziemy realizować schematu - uderzy to w naszą samoocenę. No i
          tu może pomóc psychoterapia - bo właśnie ta poznawczo- behawioralna może taki
          schemat zmienić, i nie tylko na poziomie racjonalnym ale co najważniejsze
          emocjonalnym. Bo tak naprawdę to że jesteśmy smutni jest naszą decyzją, ktoś
          inny mógłby być w tej sytuacji szczęśliwy, to właśnie kwestia tych schematów,
          które nas kotwiczą. I na przykład to że mamy przekonanie że matka dla dziecka
          może poświęcić siebie, że to norma - przecież to nie jest obiektywny fakt, tylko
          nasze emocjonalne przekonanie, wynikające z tego że widziałyśmy np jak nasza
          mama jak byliśmy chorzy nie jadła, nie piła tylko siedziała z nami w szpitalu.
          Dla mnie to też norma, ale dla wielu np tu w Anglii nie. Oj skomplikowane to
          wszystko i trudno mi to tak tutaj wytłumaczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka