Dodaj do ulubionych

Wieloletnie problemy z doborem leku ???

09.12.05, 20:21
Jak to jest naprawdę:
Pacjent szczery do bólu, mówi o wszystkim, na bieżąco spotyka sie ze swoim
homeodokiem. Duzo różnych objawów. Czy mozliwe jest, aby dobieranie leku w
takiej sytuacji trwało latami??? Mam na myśli homeopatię klasyczna, ofkors.
Rozumiem trudność z doborem leku np. u dzieci czy osób nieszczerych, albo nie
mówiących o wszystkim z braku wiedzy o takiej konieczności czy to z
wrodzonej "skromności". Ale w innych przypadkach, przy bardzo dużej wiedzy i
doświadczeniu homeopaty, az takich trudności chyba być nie powinno?
Czy dodatkową trudność w takich sytuacjach dla homeopaty może stanowic brak
potwierdzenia dolegliwości w badaniach laoratoryjnych, albo brak rozpoznania
medycyny allopatycznej? Czy przy utrzymujących sie przewlekłych
dolegliwościach, nie zdiagnozowanych przez allopatów, jest szansa na
znalezienie odpowiedniego środka homeopatycznego?

Marta (dociekająca)
Obserwuj wątek
    • minutek1 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 09.12.05, 20:53
      witaj!Chętnie tez uzyskam odpowiedź na te pytania:)
      Ja już czekam rok,piąty lek i wielkie,żeby nie użyć brzydkiego słowa :NIC
      lekarz nieudolny?niedouczony?czy ja jestem cieżkim przypadkiem?Ehhhhhhh.
      Pozdrawiam smutno!
    • marciszonka Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 09.12.05, 21:35
      No to już Wam mówię, choć homeopatą nie jestem.
      Widziałyście zapewne tzw. "obrazy leków", prawda? Więc wiecie, ile objawów może
      mieć każdy z nich. Mało kiedy jest tak, ze pacjent, który dostaje np. Sulfur ma
      wszystkie objawy z jego obrazu. Ileś tam ich ma, co nie znaczy że jest
      sulfurykiem w danym momencie. Bo tu chodzi o cechę wiodącą. A ona bywa nieraz
      nieźle nieczytelna na pierwszy drugi i dziesiąty rzut oka nawet przy bardzo
      wnikliwym wywiadzie. No i stad moze być tak, że mamy 3/4 objawów jakiegoś leku a
      jednak nasza konstytucja to inny lek, z którego mamy np. tylko dwa objawy, ale
      za to bardzo silne a zarazem trudne do wychwycenia w wywiadzie.
      Tu - już pomijając autokreację pacjentów w wywiadzie czy inne przekłamania,
      choćby naprawdę nieświdome - jest czasem sedno ciągłego nietrafiania. Czasem
      wiecej niż wywiad moze powiedzieć sam kontakt z pacjentem przez lata, choć to
      napewno kuriozalne przypadki.
      • marta.gora Do Marciszonki 10.12.05, 13:37
        No dobra- ale leków, które maja podobne obrazy, nie jest przeciez niskończenie
        wiele! Niech ich nawet i bedzie z 10, to przecież mozna je przetestowac w ciągu
        2 lat-prawda?
        Napisałam ten post po rozmowach z kilkoma osobami, które od lat leczą się u
        mojego (byłego?) homeopaty. Żadnych rewelacyjnych sukcesów nie odnotowały- raz
        jest lepiej z jednym, a to znowu gorzej z czym innym, a to pojawia sie coś
        nowego. Mało tego- pracowałam kiedys z jedna osoba, która miala uporczywe bóle
        głowy- neurolog i inni specjaliści nic nie wykryli. U homeopaty leczyła sie z
        tego powodu przez kilka lat (nie wiem, dokładnie, bo nawet o tym nie
        wiedziałam, ale przynajmniej 4 lata). I co? Przestała mu ufac, kiedy pojawiły
        sie inne charakterystyczne objawy i zdiagnozowano u niej SM. Przecież gdyby
        miała dobrze dobrane kulki, to z pewnym prawdopodobieńswtem, powinna jednak
        miec ochronę przed tą chorobą?
        Inny przykład: dziewczyna po 30-stce, po traumatycznych przezyciach rodzinnych,
        zaczeła słabnąc, tracić siły i lekarze orzekli, że to przedwczesne
        przekwitanie.Nie diagnozowno jej za długo. Dlatego wybrała homeopatię. Leczył
        ją J jakieś 5 lat. Jedynie psychicznie lepiej funkcjonowała, bo fizycznie było
        coraz gorzej. Prawie rok temu wylądowała wreszcie na neurologii- nie mogła
        nawet chodzić i była skrajnie wyczerpana. Po prostu- wrak człowieka.Skrajna
        niedokrwistość; przetoczenia krwi za wiele nie zmieniły jej stanu. Po
        wnikliwych badaniach okazało się, że ma ogromne niedobory wit. B12. Przeleżała
        w szpitalu 3 miesiące i wreszcie wie, że zyje i że nie ma żadnego
        przedwczesnego przekwitania, mimo, że zbliżyła sie juz do 40-stki. A przeceiż
        homeopatia- moim zdaniem- powinna wpłynąć jakoś na poprawę przyswajania tej
        witaminy i zapobiec takiemu stanowi. Oczywiście- odpowiednio dobrana.
        Tak sobie mysle, że trafic na naprawdę dobrego homeopate jest bardzo trudno. I
        nie chodzi mi o jakies znane nazwisko (bo to podobno jest bardzo znane), ale o
        skutecznośc, potwierdzoną sukcesami. Dodam tylko- dla równowagi- że faktycznie
        J pomógł jednej ze znajomych- miała rozoznana cystę na jajniku i była
        wyznaczona data operacji. Z tym, ze wtedy miał wyniki badań i tym samym punkt
        zaczepienia.
        A swoją drogą- dopiero teraz dotarło do mnie, ile osób ode mnie z pracy leczy
        sie u Jota - o większosci nie miałam zielonego pojęcia (ja zreszta tez nie
        chwaliłam sie za bardzo, że byłam jego pacjentką).

        Musiałam to z siebie wreszcie wyrzucić.

        Ja chcę spotkać prawdziwego homeopatę!
        • tom_j23 Re: Do Marciszonki 10.12.05, 17:58
          marta.gora napisała:

          > No dobra- ale leków, które maja podobne obrazy, nie jest przeciez
          > niskończenie wiele! Niech ich nawet i bedzie z 10, to przecież mozna je
          > przetestowac w ciągu 2 lat-prawda?

          Prawda - dlatego sugeruję, że to nie jest tak, że trudno "trafić", ale że coś
          nas "blokuje".

          > Inny przykład: dziewczyna po 30-stce, po traumatycznych przezyciach
          > rodzinnych, zaczeła słabnąc, tracić siły i lekarze orzekli, że to
          > przedwczesne przekwitanie.Nie diagnozowno jej za długo. Dlatego wybrała
          > homeopatię. Leczył ją J jakieś 5 lat. Jedynie psychicznie lepiej
          > funkcjonowała, bo fizycznie było coraz gorzej. Prawie rok temu wylądowała
          > wreszcie na neurologii- nie mogła nawet chodzić i była skrajnie wyczerpana.
          > Po prostu- wrak człowieka.Skrajna niedokrwistość; przetoczenia krwi za wiele
          > nie zmieniły jej stanu. Po wnikliwych badaniach okazało się, że ma ogromne
          > niedobory wit. B12.

          Czy to nie potwierdza tezy o potrzebie gruntownego szukaniu przyczyny?

          > A przeceiż
          > homeopatia- moim zdaniem- powinna wpłynąć jakoś na poprawę przyswajania tej
          > witaminy i zapobiec takiemu stanowi. Oczywiście- odpowiednio dobrana.

          No właśnie - czy aby na pewno powinna zapobiec? Sama napisałaś, że psychicznie
          czuła się lepiej, czyli jednak jakiś wpływ kulek był, ale - jeśli przyczyną
          braku przyswajania wit. B12 jest trwałe uszkodzenie jakiejś struktury organizmu
          (wrodzone lub na skutek innych chorób), to homeopatia nie bardzo może takie
          wady naprawić. Z tego co napisałaś - chyba było tak, że zgłosiła się do
          homeopaty w stanie, w którym już był brak przyswajania tej witaminy, więc nie
          bardzo wiadomo, czy już nie było za późno.
          Nie obieraj tego co piszę jako obrony lekarza, ale trzeba mieć świadomość tego,
          co może homeopatia. Jeśli choroba polega na rozregulowaniu organizmu, to
          homeopatia sprowadza organizm do równowagi. Ale jeśli nastąpiły trwałe zmiany
          (może np. zanik) jakichś struktur - to nie ma na to rady.


          Stefan
          • marta.gora Re: Do Marciszonki 10.12.05, 19:41
            tom_j23 napisał:

            >
            > Czy to nie potwierdza tezy o potrzebie gruntownego szukaniu przyczyny?

            Oczywiscie, ze potwierdza. Tylko jedno małe ale: jesli to przytrafiłoby sie
            mężczyźnie, to przez lekarzy zostałby potraktowany całkiem serio i zapewne
            przebadany wzdłuz i wszerz:) natomiast to była kobieta, a kobiety- jak wiadomo,
            sa zmienne , rozhisteryzowane, hipochondryczne i w ogóle to poszukuja
            zainteresowania :) Może nie jestes tego świadomy, ale medycyna dokładnie te
            same problemy zdrowotne traktuje w zalezności od płci i my- kobiety- w tym
            przegrywamy :( Na ten temat istnieje wiele róznych badań- choćby amerykański
            projekt NERI.
            Poza tym- homeopatia ma leki na objawy, nieprawdaż? I nawet wielokrotnie
            cytowany tu przez Ciebie Hahnemman nic nie napisał na temat koniecznosci
            poszukiwania przyczyny.
            medycyna nigdy nie była idealna, a z biegiem lat od ideału oddala się coraz
            bardziej, dlatego w chorobach przewlekłych zazwyczaj diagnostyka jest
            uruchamiana dopiero wtedy, gdy sa juz bardzo wyraxne objawy; do tego czasu
            chory jest traktowany jak natret i hipochondryk, kierowany do psychiatry,
            zamiast byc diagnozowany. A póxne rozpoznanie uniemozliwia wyleczenie :(

            >>
            > No właśnie - czy aby na pewno powinna zapobiec? Sama napisałaś, że
            psychicznie
            > czuła się lepiej, czyli jednak jakiś wpływ kulek był,

            Gdyby nie było żadnej reakcji, na pewno tyle lat by nie wydawała pieniedzy na
            cukrowe kulki :)

            ale - jeśli przyczyną
            > braku przyswajania wit. B12 jest trwałe uszkodzenie jakiejś struktury
            organizmu
            >
            > (wrodzone lub na skutek innych chorób), to homeopatia nie bardzo może takie
            > wady naprawić. Z tego co napisałaś - chyba było tak, że zgłosiła się do
            > homeopaty w stanie, w którym już był brak przyswajania tej witaminy, więc nie
            > bardzo wiadomo, czy już nie było za późno.

            Nie, nie- tu chodziło o uposledzenie wchłaniania tej witaminy i był to proces
            postepujący, tzn. na samym poczatku leczenia homeopatycznego, ta witamina była
            jeszcze przyswajalna - juz nie na etapie prawidłowym, ale jeszcze tragicznie
            nie było. Jak większość przyczyn chorób- tak i w tym przypadku nie wiadomo,
            czym to było spowodowane. Zreszta- mnie nie chodzi akurat o ten przypadek.
            wiem, że jesli jest cos uszkodzone przez dziedziczenie czy nabyty defekt, to
            homeopatia cudów nie zdziała. Teraz dochodzę do wniosku, ze przez utrwalone
            zmiany w chorobach czy dolegliwościach przewlekłych, tez nie ma pola do popisu.
            czyli- zostaja tylko stany ostre. A te leku konstysucyjnego nie wymagają
            przeciez. Zaczynam sie powoli gupic, bo jakos straciłam z pola widzenia
            wyższośc leku konstytucyjnego nad "objawowymi"
            :(


            > Nie obieraj tego co piszę jako obrony lekarza, ale trzeba mieć świadomość
            tego,
            >
            > co może homeopatia. Jeśli choroba polega na rozregulowaniu organizmu, to
            > homeopatia sprowadza organizm do równowagi. Ale jeśli nastąpiły trwałe zmiany
            > (może np. zanik) jakichś struktur - to nie ma na to rady.
            >
            >
            > Stefan
            • tom_j23 Re: Do Marciszonki 10.12.05, 20:56
              marta.gora napisała:

              > Oczywiscie, ze potwierdza. Tylko jedno małe ale: jesli to przytrafiłoby sie
              > mężczyźnie, to przez lekarzy zostałby potraktowany całkiem serio i zapewne
              > przebadany wzdłuz i wszerz:) natomiast to była kobieta

              No nie wiem. Nigdy nie byłem kobietą :-). Chyba zbaczamy z tematu :-).

              > Może nie jestes tego świadomy, ale medycyna dokładnie te
              > same problemy zdrowotne traktuje w zalezności od płci i my- kobiety- w tym
              > przegrywamy

              To powiem Ci tak. Jeśli jakiś lekarz (czy homeopata) postępuje tak jak piszesz,
              to go zmień od razu. To o czym piszesz nie ma nic wspólnego z homeopatią (ani
              jakąkolwiek inna metodą leczenia). Tak być nie powinno, a jeśli jest - to nie
              z "winy" homeopatii.

              > Poza tym- homeopatia ma leki na objawy, nieprawdaż? I nawet wielokrotnie
              > cytowany tu przez Ciebie Hahnemman nic nie napisał na temat koniecznosci
              > poszukiwania przyczyny.

              Leki na objawy - to jest uproszczenie.
              Co do Hahnnemanna - patrz par: 91. Zwróć uwagę na par 93 i 94. Mowa tam
              dokładnie o "przyczynach".
              Cytuję fragment par 94:
              "Należy zbadać, czy wśród wymienionych istnieją czynniki wywołujące i
              podtrzymujące chorobę (...)".

              Oczywiście - Hahn. nie dysponował takim aparatem badawczym, jakim dysponujemy
              dzisiaj, więc nie ma tam mowy o tomografach, USG, itd. Ale idea jest zawarta.
              Należy "zbadać (...) czynniki wywołujące i podtrzymujące chorobę".
              Dalej przejdź do par: 206, 207, 208. Zwłaszcza zwróć uwagę na 208. Oczywiście
              par 206 jest trochę przestarzały, ale znów oddaje ducha. Nie ważne co jest
              teraz, ważna jest praprzyczyna i przeciwko niej (tej praprzyczynie) należy
              skierować atak, co jest w Organonie wytłuszczone (pamiętajmy, że mowa jest tu o
              chorobach przewlekłych).



              >
              > czyli- zostaja tylko stany ostre. A te leku konstysucyjnego nie wymagają
              > przeciez. Zaczynam sie powoli gupic, bo jakos straciłam z pola widzenia
              > wyższośc leku konstytucyjnego nad "objawowymi"

              No to spójrz jeszcze do par 205.


              Stefan

    • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 09.12.05, 21:59
      marta.gora napisała:

      > Czy przy utrzymujących sie przewlekłych
      > dolegliwościach, nie zdiagnozowanych przez allopatów, jest szansa na
      > znalezienie odpowiedniego środka homeopatycznego?

      Ja bym postawił kilka pytań dodatkowych:
      1. Gdzie tkwi źródło choroby?
      2. Czy jesteśmy podatni na leczenie homeopatyczne?
      3. Czy analizowaliśmy, znaleźliśmy i usunęliśmy wszystkie przeszkody w leczeniu?

      Ad.1. Homeopatia jest fajna :-), ale nie jest to metoda cudowna. Np. jeśli
      chorujemy, bo ściany w pracy są pomalowane farbę wydzielającą toksyczne opary -
      to nie znajdziemy leku, który nas z tej "choroby" wyleczy. Takich sytuacji i
      powodów może być całe mnóstwo (choćby zatrucie środowiska). Nie wyleczymy też
      homeopatią np. przewlekłego zapalenia ucha w sytuacji, gdy ktoś jeździ motorem
      do pracy bez czapki lub wrzodów żołądka przy nietrzymaniu stosownej diety. To
      są oczywiście trywialne przykłady, ale powinniśmy zbadać nasze przyzwyczajenia,
      nawyki, mieszkanie, miejsce pracy, sposób odżywiania w poszukiwaniu czegoś, co
      stanowi być może praprzyczynę naszych dolegliwości. Warto tu zwrócić uwagę na
      podłoże psychosomatyczne wielu chorób. Stres i brak jego odreagowania też może
      być przyczyną dolegliwości "bez końca". Homeopatia nie usunie takich
      praprzyczyn i nie zrobi z nas supermenów odpornych na przewlekłe ujemne bodźce.

      Ad.2. Tu jest krótkie opracowanie (na podstawie Organonu medycyny J. Mastera)
      na temat podatności na leczenie homeopatyczne (pkt 5):
      www.homeokulka.fc.pl/articles.php#podatnosc
      Ad.3. Jeśli już lek został prawidłowo dobrany, praprzyczyny usunięte (jeździmy
      na motorze w czapce :-), a mimo to nie ma efektów leczenia, to Hahn. zaleca
      przyjrzeć się co może przeszkadzać w leczniczym działaniu leków (par. 259, 260,
      261). Pamiętam, że kiedy byłem mały i np. moja mama chorowała, to było coś
      takiego jak "zwolnienie lekarskie". Wtedy było "święto" w domu, bo mama nie
      musiała iść do pracy. Teraz - jakoś tak się porobiło, że chcemy wziąć lek, on
      ma nas leczyć (wyleczyć), a my jednocześnie nie mamy zamiaru ani na chwilę
      zwolnić. Chodzimy do pracy, pracujemy w domu, wykonujemy wszystkie obowiązki
      tak, jakby nic się nie stało. A przecież stało się - jesteśmy chorzy i
      powinniśmy dać szansę organizmowi na wyleczenie (w par. 261 Hahn. to ładnie
      ujął, że dozwolone są tylko "niewinne rozrywki poprawiające nastrój i stan
      psychiczny").



      Stefan

      • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 12:03
        tom_j23 napisał:
        >Teraz - jakoś tak się porobiło, że chcemy wziąć lek, on
        > ma nas leczyć (wyleczyć), a my jednocześnie nie mamy zamiaru ani na chwilę
        > zwolnić. Chodzimy do pracy, pracujemy w domu, wykonujemy wszystkie obowiązki
        > tak, jakby nic się nie stało. A przecież stało się - jesteśmy chorzy i
        > powinniśmy dać szansę organizmowi na wyleczenie

        Jakie to piękne: dzieci do worka, a my chorujemy;)
        Albo: machamy ręką na stresującą pracę i ... zwalniamy w chłodzie i głodzie ;)
        • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 12:38
          kama58 napisała:

          > Jakie to piękne: dzieci do worka, a my chorujemy;)
          > Albo: machamy ręką na stresującą pracę i ... zwalniamy w chłodzie
          > i głodzie ;)

          Może i nie piękne, ale prawdziwe :-(. Czy sądzisz w takim razie, że homeopatia
          (czy jakakolwiek inna metoda) może być skuteczne, jeśli nie dasz organizmowi
          wytchnienia?
          Owszem - jest taka metoda - nazwałbym ją "cyborgizacją". Wymieniamy wątrobę i
          żołądek na laboratoria chemiczne, serce - na małą pompkę, oczy na kamery, a
          uszy na mikrofony. I wtedy możemy pracować 24 godz/na dobę, bo mamy wymagającą
          pracę i musimy wciąż zarabiać KASĘ.
          Pamiętaj, że żadna KASA nie zwróci Ci ZDROWIA. Więc co Ci po pracy, której
          przecież NIE MOŻEMY RZUCIĆ, kiedy stracisz zdrowie i nie będziesz mogła dalej
          PRACOWAĆ?
          Ja tam wybieram "głód i chłód" w zdrowiu, niż "ciepełko i pełny żołądek" w
          chorobie. Na szczęście mamy wolną wolę i sami kujemy swój los :-).

          A tak na poważnie - czy rzeczywiście musisz dzieci schować do worka i zwolnić
          się z pracy, żeby racjonalniej się leczyć? Przecież nie chodzi o to, żeby
          położyć się plackiem i dokładnie nic nie robić.
          Niestety - czy nam się to podoba, czy nie - nasze organizmy mają pewną
          wydolność i jeśli na dłuższą metę przeholujemy - to mamy zespół przewlekłego
          stresu, czy przewlekłego zmęczenia - i nie ma cudów - tego się nie wyleczy
          najlepiej dobranymi kulkami bez zmniejszenia obciążenia organizmu.



          Stefan


          • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 13:38
            tom_j23 napisał:
            > Może i nie piękne, ale prawdziwe :-(. Czy sądzisz w takim razie, że homeopatia
            > (czy jakakolwiek inna metoda) może być skuteczne, jeśli nie dasz organizmowi
            > wytchnienia?

            Twierdzę, że dajac "wytchnienie" oraganizm poradzi sobie sam z wieloma
            dolegliwosciami, również bez homeopatii.

            > Pamiętaj, że żadna KASA nie zwróci Ci ZDROWIA.

            Komu, jak komu, ale mnie nie musisz o tym przypominać:)

            >Więc co Ci po pracy, której
            > przecież NIE MOŻEMY RZUCIĆ, kiedy stracisz zdrowie i nie będziesz mogła dalej
            > PRACOWAĆ?
            > Ja tam wybieram "głód i chłód" w zdrowiu, niż "ciepełko i pełny żołądek" w
            > chorobie. Na szczęście mamy wolną wolę i sami kujemy swój los :-).

            Ej, Stefan, bujasz w obłąkach.
            A tak, na marginesie, ja tez wolę "głód i chłód" w zdrowiu, aczkolwiek jak
            zwykle jest granica ...

            > A tak na poważnie - czy rzeczywiście musisz dzieci schować do worka i zwolnić
            > się z pracy, żeby racjonalniej się leczyć?

            Czasami, niestey, na to wychodzi, albo wóz albo ...

            > Niestety - czy nam się to podoba, czy nie - nasze organizmy mają pewną
            > wydolność i jeśli na dłuższą metę przeholujemy - to mamy zespół przewlekłego
            > stresu, czy przewlekłego zmęczenia - i nie ma cudów - tego się nie wyleczy
            > najlepiej dobranymi kulkami bez zmniejszenia obciążenia organizmu.

            Inaczej mówiąc, powrócmy do tego, co pisałeś wcześniej: żadna metoda nie
            zgawarantuje nam, że umrzemy w pełni zdrowia:). A przy tym człowiek jest tylko
            człowiekiem, a nie zaprogramowanym ideałem.
            A homeopatia - nie umniejszając jej zalet - ma wady. I bywa, że inne metody
            leczenia są bardziej na miejscu.
            • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:03
              kama58 napisała:

              > Twierdzę, że dajac "wytchnienie" oraganizm poradzi sobie sam z wieloma
              > dolegliwosciami, również bez homeopatii.

              Z wieloma tak, ale również z wieloma - nie. W każdym razie homeopatia - to
              nie "doping". To nie jest metoda nastawiona na zwiększanie naszej wydolności,
              ale - na przywracanie równowagi.


              > > chorobie. Na szczęście mamy wolną wolę i sami kujemy swój los :-).

              > Ej, Stefan, bujasz w obłąkach.

              Chyba jednak nie bardzo. Czy rozmawiałaś z ludźmi, którzy otarli się o śmierć?
              To porozmawiaj i zauważ, jak zmienia się podejście do życia ludzi, którzy byli
              ciężko chorzy i udało im się z tego wyjść.


              > > A tak na poważnie - czy rzeczywiście musisz dzieci schować do worka
              > > i zwolnić się z pracy, żeby racjonalniej się leczyć?
              >
              > Czasami, niestey, na to wychodzi, albo wóz albo ...

              Trochę odbiegamy od tematu. Pytanie było, czemu czasem nie można dobrać leku.
              Stawiam tezę, że czasem nie można, bowiem pacjent nie znajduje umiaru dla
              swojego organizmu. Nie oceniam kategorycznie, czy to dobrze czy źle (choć mam
              swoje zdanie), ani też nie namawiam do zmiany trybu życia, czy zwolnienia się z
              pracy. Pokazuję jedną z możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy. Jak pisałem -
              każdy ma wolny wybór :-).
              Więc nie przekonuj mnie, że tak się nie da, tylko przyjmij, że jeśli się nie
              da, tzn. że nasze oczekiwania względem homeopatii (jak i innych metod) muszą to
              uwzględnić i być po prostu niższe. Wybór takiego trybu życia jest
              naszym "ryzykiem zawodowym". Górnik ryzykuje pylicą, a pracocholik - zespołem
              przewlekłego stresu lub zmęczenia. I tyle. Homeopatia nie ma tu nic do roboty.


              > A homeopatia - nie umniejszając jej zalet - ma wady. I bywa, że inne metody
              > leczenia są bardziej na miejscu.

              Tak - są też inne metody - może równie lub bardziej skuteczne, ale nie znam
              metody, która robiłaby z nas cyborgi.


              Stefan

          • marta.gora Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:03
            tom_j23 napisał:

            > Niestety - czy nam się to podoba, czy nie - nasze organizmy mają pewną
            > wydolność i jeśli na dłuższą metę przeholujemy - to mamy zespół przewlekłego
            > stresu, czy przewlekłego zmęczenia - i nie ma cudów - tego się nie wyleczy
            > najlepiej dobranymi kulkami bez zmniejszenia obciążenia organizmu.

            Tomie- mam nadzieje, że pisząc o przewlekłym zmeczeniu, miałes na mysli to, co
            przecietny laik wie na ten temat, czyli przemęczenie- tj,. stan, kiedy po
            odpoczynku wszystko powraca do normy, chocby ten wypoczynek trwal np. tylko
            miesiąc czy rok.
            Bo przewlekłe zmęczenie to juz inna para kaloszy i nawet minimalna aktywność
            oraz wieloletni odpoczynek nie przywróca stanu poprzedniej aktywnosci, bo m.in.
            mitochondria komórkowe nie sa w stanie wyprodukowac potzrebnej enegrii do
            codziennego zycia.Owszem, ma to związek z przepracowaniem, przemęczeniem i
            przezywanymi stresami, tylko, ze w tynm przypadku bodźcem wywołujacym bywa
            zazwyczaj niegroxne zakażenie wirusowe, ciężki wypadek, operacja czy zazycie
            antybiotyku.
            Nie życzę Ci,ani nikomu innemu, abys na własnej skórze doświadczył tej róznicy.

            • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:31
              marta.gora napisała:

              > Bo przewlekłe zmęczenie to juz inna para kaloszy i nawet minimalna aktywność
              > oraz wieloletni odpoczynek nie przywróca stanu poprzedniej aktywnosci, bo
              > m.in. mitochondria komórkowe nie sa w stanie wyprodukowac potzrebnej enegrii
              > do codziennego zycia.Owszem, ma to związek z przepracowaniem, przemęczeniem i
              > przezywanymi stresami, tylko, ze w tynm przypadku bodźcem wywołujacym bywa
              > zazwyczaj niegroxne zakażenie wirusowe, ciężki wypadek, operacja czy zazycie
              > antybiotyku.

              No i dlatego należy szanować swoje zdrowie i nie dopuszczać do takich sytuacji.
              Znów - żeby byla jasność - nie jest moim celem ocenianie trybu życia, czy w
              jakiś szczególny spoób namawianie do jego zmiany. Pytanie było czemu nie można
              dobrać leku? Stawiam tezę, że to, czy lek jest dobrany, czy nie - oceniamy po
              efektach. A efekty mogą być nieosiągalne przez zewnętrzne uwarunkowania. W tym
              układzie trudno mówić o "niedopasowaniu". I nie mówię, że tak jest zawsze, ale
              że tak może być.


              Stefan

              • marta.gora Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:57
                tom_j23 napisał:

                >>
                > No i dlatego należy szanować swoje zdrowie i nie dopuszczać do takich
                sytuacji.

                :)))
                Jakie proste, prawda?
                Tomie- to nie jest wykonalne, bo zawsze jestes narazony na jakis stres i
                dodatkowo na krążące mikroby:) Do dzisiaj nie wiadomo, czy tu chodzi o stres
                przewlekły (który najczęściej jednak nie ma nic wspólnego z przepracowaniem,
                przemeczeniem), czy wiele róznych sytuacji stresogennych naraz i jakie wirusy
                mają takie działanie, bo niewiele na ten temat wiadomo. No i najwazniejsze-
                zdarza sie to niezmiernie rzadko- dotyczy do 2,6% osób.
                Niezbadane sa nasze mozliwosci, ale tez niezbadane są tak do końca mozliwości
                adaptacyjne naszego organizmu. Dlatego zgadzam sie z oba całkowicie, że na
                sobie tego eksperymentowac nie mozna. A na własnym przykładzie wiem, że
                człowiek dużo znieśc może, ale zawsze za to przychodzi nam płacić rachunek.


                > Znów - żeby byla jasność - nie jest moim celem ocenianie trybu życia, czy w
                > jakiś szczególny spoób namawianie do jego zmiany.

                Tomie- sa osoby- uwierz- które potrafią zyć zgodnie z zasadami zdrowego stylu
                zycia i w dodatku nie maja problemu alergizujących ścian:) a mimo to homeopatia
                jednak nie może im pomóc, chociaż jest reakcja na wszystkie podawane leki.

                Stawiam tezę, że to, czy lek jest dobrany, czy nie - oceniamy po
                > efektach. A efekty mogą być nieosiągalne przez zewnętrzne uwarunkowania. W
                tym
                > układzie trudno mówić o "niedopasowaniu". I nie mówię, że tak jest zawsze,
                ale
                > że tak może być.

                czy w taki razie moge postawić tezę, że jesli nie przeszkadzają zewnetrzne
                uwarunkowania, to jednak wyleczenie mozna osiągnąć i dobór leku nie powinien
                trwac latami?

                • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 16:41
                  marta.gora napisała:

                  >
                  > czy w taki razie moge postawić tezę, że jesli nie przeszkadzają zewnetrzne
                  > uwarunkowania, to jednak wyleczenie mozna osiągnąć i dobór leku nie powinien
                  > trwac latami?

                  Tak, jeśli rzeczywiście usunięte zostały zewnętrzne uwarunkowania, to powinno
                  dać się wyleczyć to, co zostało w organizmie zepsute. Oczywiście z pewnymi
                  ograniczeniami.
                  Jak przyjrzymy się bliżej chorobom przewlekłym, to tak naprawdę mamy niewielkie
                  pole manewru. W czasie trwania przewlekłego stanu zapalnego często dochodzi do
                  bliznowacenia (i innych trwałych zmian). Sprawność organu się zmniejsza.
                  Popatrzmy np. na siatkówkę w oku - wystarczy stan zapalny i wystarczy, że
                  powstaną blizny (zrosty). I po "ptakach". Mamy trwałe ubytki w polu widzenia.
                  Popatrzmy na serce - wystarczy niedokrwienie i martwica. I mamy fragment serca
                  obumarły. Zapalenie jajowodów lub nasieniowodów - mamy zrosty i niedrożność,
                  itd., itp. Jesteśmy naprawdę bardzo delikatni. Aż strach się bać :-(.
                  Może komórki macierzyste otworzą nową erę?


                  Stefan

      • marta.gora Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 13:54
        tom_j23 napisał:


        > Ja bym postawił kilka pytań dodatkowych:
        > 1. Gdzie tkwi źródło choroby?
        > 2. Czy jesteśmy podatni na leczenie homeopatyczne?
        > 3. Czy analizowaliśmy, znaleźliśmy i usunęliśmy wszystkie przeszkody w
        leczeniu
        > ?

        Pomijam punkt 2- faktycznie, to jest przeszkoda.
        Ale co do pkt. pierwszego- Tomie, gdybysmy mieli szanse na prawidłowy styl
        zycia i wg niego zyli, to nie potrzebowalibysmy homeopatii, bo nikt by nie
        chorował :)
        Wg mnie homeopatia jest po to, by wspomagac naturalne siły organizmu, które
        podupadaja na wskutek wymogów aktualnego świata. Oczywiście, że bez głebszych
        zmian nie osiagniemy pełni zdrowia, ale jest cos takiego jak pole zdrowotne,
        czyli co w ilu procentach wpływa na nasze zdrowie. Jest tam np. styl zycia (w
        pełni zalezny od nas, np. dieta, odpoczynek, reakcje na stresy), jest tez
        opieka zdrowotna (chocby poprzez badania profilaktyczne, obecną wiedzę nt.
        chorób i zdroiwa- bez naszego wpływu), czynniki genetyczne (czyli też bez
        wpływu) i wreszcie -środowisko: społeczne, przyrodnicze, czyli cos następnego,
        na co nie mamy wpływu, bo pisanie o tym, ze mozna zmienic np. prace, gdzie sa
        pomalowane ściany alergizującą nas farbą czy wynieść się z miasta jest UTOPIĄ-
        jeden rodzaj stresu ZAWSZE zamienia się na inny, który i tak niszczy nasze
        zdrowie! Owszem, mozna nauczyć się reakcji na stresy, mozna nauczyc się
        rozwiązywania konfliktów, ale nie mamy wpływu NA WSZYSTKO! I chocby po to jest
        potzrebna homeopatia, by nas wspomóc. o jesli nie- to jaki cel ma homeopatia???
        Co do podłoża psychosomatycznego- to jest bardzo wygodny worek- wrzucić cos,
        czego współczensa nauka jeszcze nie rozstrzygneła do tego wora i spokój.
        Przypominam tylko, ze za taką chorobe do niedawna uchodziły wrzody zołądka i
        XII-cy.I sorry- prawie wszystkie wrzody znikaja po pzreleczeniu antybiotykami,
        i dieta ma tu znaczenie tylko pomocnicze, na kilka dni. Innymi słowy- dieta
        wrzodów nie wyleczysz- jak do niedawna mniemano.
        Co do punktu 3- nie wszyscy sa pracoholikami; właściwie większośc z nas
        pracuje, by zyc, a nie zyje po to, by pracować. Pomijam wyjatki. chodzi mi o
        tzreźwo myslące osoby- takie, które uważają zdrowie za najcenniejszą wartośc w
        zyciu- bo bez niej niczego sie nie osiagnie.
        • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:23
          marta.gora napisała:

          > Ale co do pkt. pierwszego- Tomie, gdybysmy mieli szanse na prawidłowy styl
          > zycia i wg niego zyli, to nie potrzebowalibysmy homeopatii, bo nikt by nie
          > chorował :)

          Nie zgadzam się. Należy odróżnić czynniki ryzyka, od zwykłego
          przestrzegania "zasad BHP". Weź np. instrukcję dotyczącą pracy przy komputerze
          (każdy pracodawca winiem przeszkolić pracownika i taką instrukcję mu wręczyć).
          Znajdziesz tam czarno na białym jakie wymiary winno mieć stanowisko, jaka
          odległość ekranu od monitora, jakie przerwy powinny być robione, itd. To
          zostało zbadane, stwierdzone i zalecone. A kto tego przestrzega?

          > bo pisanie o tym, ze mozna zmienic np. prace, gdzie sa
          > pomalowane ściany alergizującą nas farbą czy wynieść się z miasta jest UTOPIĄ-

          Nie, nie - nie pisałem, że można zmienić (bo może nie można), ale że może to
          być przyczyną nieskuteczności leczenia.
          A czy można, czy nie - to też ciekawy wątek i chętnie podyskutuję, jeśli
          chcesz :-).

          > jeden rodzaj stresu ZAWSZE zamienia się na inny, który i tak niszczy nasze
          > zdrowie!

          Dokładnie - i to może być właśnie trudność w skutecznym leczeniu.

          > I chocby po to jest
          > potzrebna homeopatia, by nas wspomóc. o jesli nie- to jaki cel ma
          > homeopatia???

          No dobrze, ale homeopatia - to jakiś model leczenia. I w tym modelu zakłada
          się, że usuwamy (w maksymalnym stopniu) czynniki zewnętrzne, po czym bodźcujemy
          organizm minimalnymi dawkami. Jeśli ten model leczenia w całości nam nie
          odpowiada (albo jest po prostu nie do zrealizowania), to nie możemy oczekiwać
          skuteczności.

          > Co do podłoża psychosomatycznego- to jest bardzo wygodny worek- wrzucić cos,
          > czego współczensa nauka jeszcze nie rozstrzygneła do tego wora i spokój.

          Nie traktuję tego jak worka. Znów pokazuje kolejną z możliwych przyczyn
          nieskuteczności leczenia. Na ten temat też znajdziesz w Organonie kilka
          paragrafów. I zapewnienie "spokoju ducha" też jest jednym z elementów metody.
          Hahn. podaje obrazowy przykład słuchania gry na flecie, która w zgiełku jest po
          prostu niesłyszalna. Metoda opiera się na minimalnych dawkach substancji i
          nietrudno dojść do wniosku, że "poziom szumu" musi być odpowiednio niski, żeby
          metoda działała. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zapewnić, to po prostu należy
          użyć innej metody.


          Stefan

          • marta.gora Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 14:42
            tom_j23 napisał:

            >
            > Nie zgadzam się. Należy odróżnić czynniki ryzyka, od zwykłego
            > przestrzegania "zasad BHP".

            Chyba nie rozumiesz, o co mi chodzi.Mnie chodzi nie o kamuflaż, ale o
            autentyczne przestrzeganie wszelkich zasad zdrowego stylu zycia- począwszy od
            prawidlowej, zbilansowanej diety, a skonczywszy na życiu w drewnianym domku i
            posiadaniu lnianych ubrań :)


            >
            > Nie, nie - nie pisałem, że można zmienić (bo może nie można), ale że może to
            > być przyczyną nieskuteczności leczenia.
            > A czy można, czy nie - to też ciekawy wątek i chętnie podyskutuję, jeśli
            > chcesz :-).
            >

            Jesli masz rodzine na głowie, bezrobocie sięgające 20%, wspanialy zespół
            pracowników, którzy tak naprawdę tworza rodzine, dogodny dojazd do pracy (np.
            spacerkiem po rozległym parku) to bardzo mocno byś się zastanawial, czy
            porzucic taka pracę z powodu ścian :)
            "Nic dwa razy się nie zdarza"- Maanam tak spiewa :)

            Pewnie, ze jak się kto uprze, to poszuka czegos zamiennego. Tylko te stresy po
            drodze mogą go o wiele więcej kosztowac, niz ściany :)


            >
            > Dokładnie - i to może być właśnie trudność w skutecznym leczeniu.

            Tom- stresy to nasz codzienny towarzysz zycia i utopia jest stwierdzenie, że da
            się ich uniknąć. Rzecz natomiast w tym, by nad stresami panowac i umieć je
            umiejętnie rozładowywać, aby nie szkodziły naszemu zdrowiu :) I owszem- tego
            mozna się nauczyć.

            >
            >
            > No dobrze, ale homeopatia - to jakiś model leczenia. I w tym modelu zakłada
            > się, że usuwamy (w maksymalnym stopniu) czynniki zewnętrzne, po czym
            bodźcujemy
            >
            > organizm minimalnymi dawkami. Jeśli ten model leczenia w całości nam nie
            > odpowiada (albo jest po prostu nie do zrealizowania), to nie możemy oczekiwać
            > skuteczności.

            Znowu mnie nie zrozumiałeś: chodziło mi o sytuacje, kiedy w podanych przez
            Ciebie trzech punktach mamy pozytywną sytuacje, a mimo to homeodok i tak ma
            WIELOLETNI PROBLEM z doborem środka.
            >
            >
            >
            > Nie traktuję tego jak worka. Znów pokazuje kolejną z możliwych przyczyn
            > nieskuteczności leczenia.

            Niektórzy naukowcy (współczesni) uważaja, że przyczyna zdecydowane wiekszości
            chorób jest psychika i nieumiejetnośc radzenia sobie ze stresem.
            To chyba homeopatii dobrze by nie wrózyło, bo w kontekście tego, co napisałes,
            oznaczałoby, ze wiekszości cierpiacym po prostu nie mozna pomóc.

            I
            > Hahn. podaje obrazowy przykład słuchania gry na flecie, która w zgiełku jest
            po
            >
            > prostu niesłyszalna. Metoda opiera się na minimalnych dawkach substancji i
            > nietrudno dojść do wniosku, że "poziom szumu" musi być odpowiednio niski,
            żeby
            > metoda działała. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zapewnić, to po prostu
            należy
            >
            > użyć innej metody.

            To jest jak najbardziej logiczne- i z tym się zupełnie zgadzam.

            • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 15:57
              marta.gora napisała:
              > Znowu mnie nie zrozumiałeś: chodziło mi o sytuacje, kiedy w podanych przez
              > Ciebie trzech punktach mamy pozytywną sytuacje, a mimo to homeodok i tak ma
              > WIELOLETNI PROBLEM z doborem środka.

              Tom pewnie odpowie, że widocznie nie wszystkie przeszkody zostały usunięte:)

              Dobrać lek i po kłopotach ... W pewnym sensie to utopia. Ale niektórym się
              udaje. Podobnie jak wygrać "6" w toto-lotka. Inni muszą się zadowolić nagrodą za
              "3", a dla wielu i taki dar losu pozostanie w sferze marzeń.
              • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 16:14
                kama58 napisała:

                >
                > Tom pewnie odpowie, że widocznie nie wszystkie przeszkody zostały usunięte:)

                Dokładnie :-). Niektórych przyczyn nie da się usunąć, co nie oznacza, że ich
                nie ma. Inne przyczyny pozostaną przed nami ukryte na zawsze, co również nie
                oznacza, że ich nie ma.
                Generalnie - nie ma skutku bez przyczyny. Więc jeśli chorujemy, to zawsze jest
                jakaś tego przyczyna - choćby właśnie nasza słabsza budowa, czy skłonność do
                chorób (skaza).
                Procesz naprawczy jest dwutorowy. Jeden tor - to znaleźć i zlikwidować
                przyczynę i drugi - to podać lek powodujący naprawę tego, co przyczyna zepsuła.
                Samo naprawianie bez usuwania przyczyny nie zawsze jest skuteczne. Oczywiście
                zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie przyczyny mogą być znalezione i usunięte.
                I w tym sensie homeopatia jest ułomna (tak jak i każda inna metoda).


                Stefan


            • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 16:05
              marta.gora napisała:


              > Chyba nie rozumiesz, o co mi chodzi.Mnie chodzi nie o kamuflaż, ale o
              > autentyczne przestrzeganie wszelkich zasad zdrowego stylu zycia- począwszy od
              > prawidlowej, zbilansowanej diety, a skonczywszy na życiu w drewnianym domku i
              > posiadaniu lnianych ubrań :)

              Chyba rzeczywiście nie rozumiem, o co Ci chodzi :-).
              Pewnie, że ideałem byłoby żyć tak idealnie jak piszesz. Ale jasnym jest też, że
              tak nie zawsze się da.
              A gdzieś obok stoi sobie homeopatia jako metoda. I Ty pytasz, czemu czasem jest
              nieskuteczna. A ja odpowiadam, że na to _mogą_ (nie twierdzę, że muszą, ani nie
              twierdzę, że to jedyne ograniczenia) mieć wpływ czynniki zewnętrzne
              (np. "trujące ściany"). I chyba nie ma tu co dalej sprawy roztrząsać. Może to
              być jedna z przeszkód w leczeniu. Jeśli potrafimy ją "obejść", to plus dla nas.
              Jeśli nie - to mówimy trudno, i żyjemy dalej.


              > Jesli masz rodzine na głowie, bezrobocie sięgające 20%, wspanialy zespół
              > pracowników, którzy tak naprawdę tworza rodzine, dogodny dojazd do pracy (np.
              > spacerkiem po rozległym parku) to bardzo mocno byś się zastanawial, czy
              > porzucic taka pracę z powodu ścian :)

              Kurczę - ale naprawdę niepotrzebnie wchodzimy w temat "można - nie można"
              (zmienić pracę), "warto - nie warto", itd.
              Oceniamy skuteczność homeopatii i możliwe przeszkody w leczeniu.


              > Tom- stresy to nasz codzienny towarzysz zycia i utopia jest stwierdzenie,
              > że da się ich uniknąć. Rzecz natomiast w tym, by nad stresami panowac i
              > umieć je umiejętnie rozładowywać, aby nie szkodziły naszemu zdrowiu :) I
              > owszem- tego mozna się nauczyć.

              Oj - widzę, że uderzyłem w jakiś "czuły punkt" :-). I Kama i Ty, chcecie mnie
              przekonać, że "tak się nie da".
              A ja Was wcale nie usiłuję przekonywać, że się da. Choć wywołany do tablicy w
              tej chwili napiszę, "że się da", ale nie o to chodzi.
              Ułomnością homeopatii jest m.in. to, że leczenie wymaga usunięcia przeszkód w
              powrocie do zdrowia. I tyle. Ta metoda niczego nie suplementuje. To nie są
              witaminy, odżywki, czy związki chemiczne, które w nas coś przebudują, wzmocnią,
              czy wyeliminują. Lek, tzw. "konstytucyjny" może przywrócić równowagę, tzn.
              doprowadzić do stanu, w którym organizm na standardowe bodźce zewnętrzne
              odpowiada standardowymi reakcjami. Jeśli bodźce zewnętrzne
              są "ponadstandardowe", to organizm może reagować w sposób chorobowy. W tym
              układzie lek "konstytucyjny" nie jest w stanie za wiele zdziałać, bo nie jest
              jego zadaniem przesuwanie granic wydolności organizmu.


              > Znowu mnie nie zrozumiałeś: chodziło mi o sytuacje, kiedy w podanych przez
              > Ciebie trzech punktach mamy pozytywną sytuacje, a mimo to homeodok i tak ma
              > WIELOLETNI PROBLEM z doborem środka.

              Tu chyba akurat zrozumiałem :-). Może oczywiście być tak, że rzeczywiście
              wszystkie te warunki są spełnione i wtedy - być może - wina leży po stronie
              homeopaty lub też jeszcze gdzie indziej.
              Ja jednak zwracam uwagę, że często jest taki stan, w którym _wydaje_ się nam,
              że te warunki są spełnione, a jednak mimo to - nie są. Dlatego pisałem o
              poszukiwaniu ukrytej przeszkody w leczeniu. I dałem kilka przykładów. Ale
              oczywiście tych przeszkód może być wiecej i możemy po prostu nie zdawać sobie z
              nich sprawy. Może nas ciągle boleć głowa, możemy mieć dobrany lek konstytucyjny
              i jednocześnie możemy być ciągle czymś "podtruwani" (choćby "ścianą") nie
              zdając sobie z tego sprawy.
              Sama też pisałaś np. o uwarunkowaniach genetycznych. Czy homeopatia może wtedy
              być skuteczna? Nie wiem. Czytałem taki artykuł, w którym było napisane, że
              skaza (wada genetyczna?), która powstaje w którymś pokoleniu może wymagać kilku
              kolejnych pokoleń do całkowitego jej wyeliminowania.


              > Niektórzy naukowcy (współczesni) uważaja, że przyczyna zdecydowane wiekszości
              > chorób jest psychika i nieumiejetnośc radzenia sobie ze stresem.

              Niestety - im dłużej się tym zajmuję - tym bardziej jestem skłonny podzielić
              ten pogląd.

              > To chyba homeopatii dobrze by nie wrózyło, bo w kontekście tego, co
              > napisałes, oznaczałoby, ze wiekszości cierpiacym po prostu nie mozna pomóc.

              Niestety - muszę się z Tobą zgodzić.


              Stefan

        • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 17:22
          marta.gora napisała:

          > tom_j23 napisał:
          >
          >
          > > Ja bym postawił kilka pytań dodatkowych:
          > > 1. Gdzie tkwi źródło choroby?
          > > 2. Czy jesteśmy podatni na leczenie homeopatyczne?
          > > 3. Czy analizowaliśmy, znaleźliśmy i usunęliśmy wszystkie
          > > przeszkody w leczeniu?

          Tu jeszcze drobne uzupełnienie. Jakoś tak w toku dyskusji połączyły się nam
          punkty pierwszy z trzecim.
          Otóż - źródło (przyczyna) nie jest tożsama z przeszkodą w leczeniu. Np. picie
          kawy nie będzie przyczyną zapalenia uszu, ale może być przeszkodą w wyleczeniu
          (w efektywnym działaniu "kulek"). Podobnie podawane na forum wielokrotnie
          uwagi na temat mięty, czy kamfory. Same w sobie są ok i nie powodują chorób,
          ale mogą neutralizować inne leki i dlatego w czasie leczenia trzeba na pewne
          rzeczy uważać.
          Oczywiście - często te dwie sprawy będą się ze sobą łączyć, ale - to co jest w
          naszym życiu stałe i nie może być w stanie normalnym wyeliminowane (np. stres),
          na etapie leczenia powinno być usunięte. Po prostu w czasie leczenia (zwłaszcza
          homeopatycznego) należy zapewnić organizmowi maksymalny komfort.
          I teraz - jeśli rozmawiamy o wieloletniej próbie dobrania leku - to widzimy, że
          jest to trudna sprawa, bo pacjent może miesiąc, czy dwa po wybraniu pierwszego
          leku próbować zachować warunki dobrego leczenia, ale w końcu dochodzimy do
          sytuacji, gdy kolejne leki bierze w trakcie normalnego działania (nie może
          przecież przez kila lat się oszczędzać). I wtedy trudno jest ocenić efekt, bo
          tu był wyjazd, tam urlop, tu się zdenerwował, a tam się przeziębił. I potem się
          zastanawiamy - ten katar - to po Lycopodium? czy zwykłe przeziębienie? to
          podenerwowanie - to po leku, czy po pracy, itd.
          W tym kontekście patrząc na sprawę - dobieranie leku głęboko działającego jest
          naprawdę trudne.


          Stefan


          • marta.gora Do Toma :) 10.12.05, 19:15
            Z tego, co piszesz, wynika, że homeopatia jest zarezerwowana dla bardzo waskiej
            grupy osób- tzn. takich, które bez problemu mogą zmienic prace, miejsce zycia,
            ba- w ogóle zrezygnowac z pracy i lezeć, odpoczywać czekając na działanie
            kulek :)
            czyli- dla dawnej szlachty czy mieszczan, którzy mieli słuzbe i przynoszące
            zyski folwarki czy inne dobra :)
            No a przeciez kiedy powstawała homeopatia, to duzo brakowało do ideału
            atmosfery, niezbednej do sukcesu homeopatycznego: może i środowisko zatrute nie
            było (ściany :), ale ogólnie niski poziom higieny i warunki zycia w ogóle nie
            sprzyjały zachowaniu zdrowia :)
            Z drugiej strony piszesz o wymogu zachowania czy spełnienia wielu warunków do
            tego, by kulki "zadziałały". Natomiast zycie pokazuje, ze tak byc nie musi: np.
            skaleczenie u dzieci czy ukąszenie owada- dziecko cos zjadło, cos wypiło, a
            podana kulka i tak zadziałała :) Wiec mysle, że jednak prawda lezy gdzies
            pośrodku i jednak bardzo duzo zalezy od lekarza, a nie tylko od pacjenta.
            Co do połaczenia punktu 1 i 3, to chyba jakoś tak naturalnie idzie ze sobą w
            parze :)
            Tomie! Ja na siłe usiłuje szukać jakiś argumentów za pozostaniem pacjentka
            homeodoka, który w ocenie wielu jest najlepszy po tej stronie Wisły- mimo, iz
            nie znalazłam spekatkularnych sukcesów, osiagnietych dzieki niemu. A tak w
            odóle- nie mam pojecia skąd się wzieła ta opinia- czy to nie na zasadzie
            przekazywania sobie czegoś? Przyznam, ze w wielu rozmowach ja tez
            przedstawiałam go jako jednego z najlepszych :(
            • tom_j23 Re: Do Toma :) 10.12.05, 20:01
              marta.gora napisała:

              > Z tego, co piszesz, wynika, że homeopatia jest zarezerwowana dla bardzo
              > waskiej grupy osób- tzn. takich, które bez problemu mogą zmienic prace,
              > miejsce zycia, ba- w ogóle zrezygnowac z pracy i lezeć, odpoczywać czekając
              > na działanie kulek :)

              Ech - przesadzasz. Mamy taką sytuację, że generalnie - to działa bez względu na
              to, czy znajdziemy przyczynę, czy też nie, czy usuniemy przeszkody w leczeniu
              czy nie. Po prostu w tych przypadkach, w których działa - nie zastanawiamy się
              głębiej nad sprawą. I na tym tle pojawiają się przypadki "szczególne". I o tych
              przypadkach rozmawiamy. Przykład z wit. B12, który podałaś jest doskonały. Nie
              pomogła homeopatia, bo prawdopodobnie istniała konkretna nierozwiązywalna przez
              homeopatię przyczyna takiego stanu. Dlatego jeśli dobieranie leku trwa zbyt
              długo i nie widać postępów w leczeniu należy po prostu szukać przyczyny lub
              innej metody. W tym konkretny wypadku można było np. suplementować wit. B12,
              czego homeopatią oczywiście nie można zrobić.
              Sama pisałaś, że tych środków nie jest zbyt wiele. Więc założenie o
              niemożności "trafienia" jest takie sobie. W końcu można przepróbować wszystkie
              z danej grupy. Z tego wynika prosty wniosek - jeśli przepróbowaliśmy wszystkie
              i nic nie działa - to po prostu istnieje taka przyczyna choroby, której
              homeopatia nie może (u tego pacjenta) rozwiązać.


              > Wiec mysle, że jednak prawda lezy gdzies
              > pośrodku i jednak bardzo duzo zalezy od lekarza, a nie tylko od pacjenta.

              No to weź po kolei (np. co dwa miesiące) wszystkie leki z danej grupy. Po kilku
              latach przebadasz wszystkie. No i co jeśli nie zadziała? Czyja wina?
              Oczywiście - dobry lekarza "trafi" szybciej. Ale jeśli mówimy o wieloletnim
              dobieraniu leku - to raczej wątpię w "winę" lekarza. No może "wina" jest taka,
              że powinien szybciej dać sobie i pacjentowi spokój z leczeniem tą metodą.

              > Co do połaczenia punktu 1 i 3, to chyba jakoś tak naturalnie idzie ze sobą w
              > parze :)

              Idzie, ale chciałem wyjaśnić, czemu rozbiłem to na dwa punkty. Przyczyna nie
              jest tożsama z przeszkodą.


              > Tomie! Ja na siłe usiłuje szukać jakiś argumentów za pozostaniem pacjentka
              > homeodoka, który w ocenie wielu jest najlepszy po tej stronie Wisły- mimo, iz
              > nie znalazłam spekatkularnych sukcesów, osiagnietych dzieki niemu. A tak w
              > odóle- nie mam pojecia skąd się wzieła ta opinia- czy to nie na zasadzie
              > przekazywania sobie czegoś?

              Tu Ci nic nie doradzę.



              Stefan


              • marta.gora Re: Do Toma :) 10.12.05, 20:53
                tom_j23 napisał:

                >
                > Ech - przesadzasz. Mamy taką sytuację, że generalnie - to działa bez względu
                na
                >
                > to, czy znajdziemy przyczynę, czy też nie, czy usuniemy przeszkody w leczeniu
                > czy nie.

                Ba, homeopatie mozna stosowac nawet np. w SM, colitis ulcerosa czy chorobach
                reumatycznych, więc jednak wczesniejsze agrumenty o stanach przewlekłych,
                zmianach utrwalonych czy nabytych droga dziedziczenia chyba jednak mozna
                odłozyć do lamusa :)

                Przykład z wit. B12, który podałaś jest doskonały. Nie
                > pomogła homeopatia, bo prawdopodobnie istniała konkretna nierozwiązywalna
                przez
                >
                > homeopatię przyczyna takiego stanu. (...)W tym konkretny wypadku można było
                np. suplementować wit. B12,

                No własnie problem nie polegał na tym, ze nie było dostatecznej wit. B12 w
                pozywieniu, tylko na tym, ze było zaburzone jej wchłanianie- az do przerwania
                tego procesu w ogóle. Suplementacja by tu nic nie dała- potrzeba bylo
                przywrócic procesy wcjhłaniania (na poczatrku leczenia jeszcze funkcjonowały i
                wg mnie własnie tu prawidłowo dobrane kulki mialy pole do popisu).

                > No to weź po kolei (np. co dwa miesiące) wszystkie leki z danej grupy. Po
                kilku
                >
                > latach przebadasz wszystkie.

                Proste, ale po co tracic czas na eksperymenty, skoro sa lekzre homeopaci,
                którzy umieja to zrobic w o wiele krótszym czasie?
                :0)

                > Oczywiście - dobry lekarza "trafi" szybciej. Ale jeśli mówimy o wieloletnim
                > dobieraniu leku - to raczej wątpię w "winę" lekarza. No może "wina" jest
                taka,
                > że powinien szybciej dać sobie i pacjentowi spokój z leczeniem tą metodą.

                I o to właśnie chodzi. Chociaż jest jeszcze inne rozwiązanie- zmiana homeopaty.
                Bo mozna byc tak pewnym siebie i niby poznac pacjenta przez te wiele lat, ze
                zupełnie nie dostrzega sie tego, co może być oczywiste dla innego.


                >
                > Tu Ci nic nie doradzę.

                Dlaczego???? w końcu byłes jednym z pierwszych, którzy wspomnieli mi o J jako o
                jednym z najlepszych homeodoków w czasach III RP. No chyba wiesz coś więcej na
                ten temat, niz zdołałam ja ustalić? Bo z tego mojego ustalania za wiele
                optymizmu nie zostało :(

                >
                • tom_j23 Re: Do Toma :) 10.12.05, 21:13
                  marta.gora napisała:

                  >
                  > Ba, homeopatie mozna stosowac nawet np. w SM, colitis ulcerosa czy chorobach
                  > reumatycznych, więc jednak wczesniejsze agrumenty o stanach przewlekłych,
                  > zmianach utrwalonych czy nabytych droga dziedziczenia chyba jednak mozna
                  > odłozyć do lamusa :)

                  Dlaczego odłożyć? Próbujesz zamknąć sprawę jako czarno-białą. Działa, albo nie.
                  I włożyć albo do jednej przegródki, albo do drugiej. A tak nie jest. Generalnie
                  działa, ale u niektórych osób lub w niektórych przypadkach mamy taką sytuację,
                  że nie zadziała, albo jest już za późno, albo jeszcze co innego. Poza tym -
                  może nie zadziałać w 100%, ale jednak dać poprawę. Więc nie można sprawy
                  zamknąć jako czarno-białej. Zawsze trzeba próbować, a jeśli nie działa -
                  próbować czego innego. Takie życie :-(.


                  > I o to właśnie chodzi. Chociaż jest jeszcze inne rozwiązanie- zmiana
                  > homeopaty.

                  No jest. To zawsze można zrobić.



                  > > Tu Ci nic nie doradzę.
                  >
                  > Dlaczego???? w końcu byłes jednym z pierwszych, którzy wspomnieli mi o J
                  > jako o jednym z najlepszych homeodoków w czasach III RP. No chyba wiesz coś
                  > więcej na ten temat, niz zdołałam ja ustalić? Bo z tego mojego ustalania za
                  > wiele optymizmu nie zostało :(

                  No ale co mam Ci napisać? W leczeniu - poza fachowością (która oczywiście jest
                  bardzo ważna) liczy się "czynnik ludzki". Powinnaś być zadowolona z leczenia i
                  mieć możliwość podyskutowania (choćby takiego jak tu). Jeśli czujesz niedosyt i
                  brakuje ci tego elementu, to może to być właśnie owa "przeszkoda" w leczeniu.
                  Musisz sama zadecydować co dalej.


                  Stefan

    • majaa4 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 20:06
      Witam. Przepraszam, że się wtrącę.
      Zanim wypowiem się na temat, pozwolę sobie zauważyć, iż zdążyłam już
      nieco "poznać" Stefana - chylę czoła i pozdrawiam serdecznie :-))
      Jestem mamą 12 letniego dziecka z astmą. 10 lat temu próbowaliśmy
      homeopatii, NIESTETY BEZ SKUTKU. Minęło 12 długich lat bezskutecznej walki o
      zdrowie i życie dziecka, także zdrowie moje i męża. Zatoczyliśmy ogromne koło i
      wróciliśmy do punktu wyjścia. Zainteresowałam się szeroko pojętą medycyną
      naturalną i znacznie dogłębniej homeopatią. Po wielu miesiącach
      mojej „transformacji” wreszcie zrozumiałam, że aby być zdrowym nie wystarczy
      trzymać się zasady „WEŹ PIGUŁKĘ”. Bardzo mi przykro, ale sprawa jest niestety o
      wiele bardziej skomplikowana.
      Tutaj „pokrótce” opisałam swoją drogę do zdrowia i wybrane źródła, które mi w
      tym pomogły: www.forum.mukowiscydoza.pl/viewtopic.php?
      t=149&start=0&sid=7a73d8843a11d8bd1f9811c65cc37f5a

      Pozdrawiam
      Maja
      • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 21:16
        majaa4 napisała:

        > Witam. Przepraszam, że się wtrącę.

        Ależ - nie ma za co :-).

        > pozdrawiam serdecznie :-))

        Dziękuję i pozdrawiam wzajemnie :-))).



        Stefan
        • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 22:22
          Kwestia czy można czy nie pozbyć się czynników, które są przeszkodą w leczeniu
          to temat na inną dyskusję. Ludzie jednak szukają w homeopatii pomocy, wtedy
          kiedy owa ściana nie przeszkadza Józiowi być zdrowym, a nam tak. Rozumowanie
          niby proste: skoro przebywamy w jednym pomieszczeniu i on nie ma objawów
          chorobowych, a mnie szkodzą "wyziewy", to niech dzieki kulkom przestaną. Jeżeli
          jesteśmy uczuleni na mleko i przestaniemy je pić, siłą rzeczy znikną
          niekorzystne objawy. Dążymy jednak do tego, aby mimo tego mleka, dzięki kulkom
          kiedyś pozbyć się np wysypki.

          Jeżeli jedni w tych samych warunkach funkcjonują normalnie, a inni są ciagle
          zmęczeni to nie dziwmy się, że poszukują ratunku m.in. w kulkach bez stawiania
          swojego życia na głowie. Dlaczego więc homeo nie działa? Pewnie nie ma jedynie
          słusznej odpowiedzi, podobnie jak na pytanie dlaczego właściwie (w innych
          przypadkach) działa.
          • majaa4 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 22:38
            Dlaczego więc homeo nie działa? Pewnie nie ma jedynie
            > słusznej odpowiedzi, podobnie jak na pytanie dlaczego właściwie (w innych
            > przypadkach) działa.

            No i sama sobie odpowiedziałaś na pytanie :-))

            Człowiek to nie samochód. To o wiele bardziej skomplikowana maszynka, gdzie 2+2
            nie koniecznie musi równać się 4. Chociaż analogicznie, jeśli do konkretnego
            samochodu wlejemy nieodpowiednie paliwo, daleko nie zajedziemy.
            Chyba warto się nad tym zastanowić :-)

            Maja.
            • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 23:14
              majaa4 napisała:

              > Człowiek to nie samochód. To o wiele bardziej skomplikowana maszynka, gdzie
              2+2 nie koniecznie musi równać się 4. Chociaż analogicznie, jeśli do konkretnego
              > samochodu wlejemy nieodpowiednie paliwo, daleko nie zajedziemy.
              > Chyba warto się nad tym zastanowić :-)

              Pewnie, podobnie - nawet najlepsze paliwo nie gwarantuje, że dojedziemy do celu:)
          • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 22:58
            kama58 napisała:

            > kiedy owa ściana nie przeszkadza Józiowi być zdrowym, a nam tak. Rozumowanie
            > niby proste: skoro przebywamy w jednym pomieszczeniu i on nie ma objawów
            > chorobowych, a mnie szkodzą "wyziewy", to niech dzieki kulkom przestaną.
            > Jeżeli jesteśmy uczuleni na mleko i przestaniemy je pić, siłą rzeczy znikną
            > niekorzystne objawy. Dążymy jednak do tego, aby mimo tego mleka, dzięki kulkom
            > kiedyś pozbyć się np wysypki.


            Chyba jednak przesadą jest porównywanie szkodliwości wyziewów do alergii
            pokarmowej na popularne składniki żywnościowe. Człowiek drogą ewolucji
            przystosował się do jakiejś diety i jakiegoś sposobu odżywiania. Jeśli nie może
            się w ten sposób odżywiać, tzn. że jego mechanizmy odbiegają od średniej
            wypracowanej w drodze ewolucji. Można probować wobec tego homeopatią (lub
            inaczej) spróbować go sprowadzić na tę drogę środka.
            Natomiast czynniki szkodliwe - to te, które nie były uwzględniane w ewolucji. I
            jeśli nawet sąsiadowi nie przeszkadzają wyziewy ze ściany, to nie sposób
            wymagać od jakiejkolwiek metody leczniczej, aby sprowadziła nas na drogę
            tolerowania czegoś, co nie jest w nas z założenia zaprogramowane.

            Sprawa jest prosta - nie bardzo rozumiem nad czym tu się zastanawiać. Jeśli
            znamy przyczynę choroby i możemy tę przyczynę usunąć - to nie ma co gdybać i
            kombinować, tylko ja usunąć, a homeopatią (czy innymi metodami) usunąć powstałe
            szkody.

            Jeśli nie znamy - to też nie ma co gdybać, bo i tak nic nie zrobimy. Jedyne co
            możemy zrobić, to uważniej obserwować chorobę, kiedy objawy się nasilają, itp.,
            aby czynnik chorobotwórczy namierzyć (ewentualnie wdrożyć diagnostykę). Możemy
            oczywiście równolegle prowadzić leczenie, ale ze świadomością, że skutek może
            byc marny (spróbuj wyleczyć odcisk na stopie bez zmiany obuwia, który go
            wywołał).

            Jeśli natomiast przyczynę znamy, a jej świadomie nie usuwamy - to jest już nasz
            osobisty wybór. Możemy oczywiście w tej sytuacji próbować np. "przyzwyczaić"
            nogę do buta, ale zarzuty do jakiejkolwiek metody, że nie działa są moim
            zdaniem w tej sytuacji chybione.


            Stefan


            • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 23:12
              tom_j23 napisał:


              >Można probować wobec tego homeopatią (lub
              > inaczej) spróbować go sprowadzić na tę drogę środka.

              Z Twoich wcześniejszych wypowiedzi wynikało, że raczej niespecjalnie można (w
              końcu, kto powiedział, że człowiek bezwzględnie jest zaprogramowany na mleko)

              > Natomiast czynniki szkodliwe - to te, które nie były uwzględniane w ewolucji.
              > jeśli nawet sąsiadowi nie przeszkadzają wyziewy ze ściany, to nie sposób
              > wymagać od jakiejkolwiek metody leczniczej, aby sprowadziła nas na drogę
              > tolerowania czegoś, co nie jest w nas z założenia zaprogramowane.

              Kurcze, te spaliny, zatrute powietrze, chemia w pokarmach - skoro nie ma
              ratunku, przyjdzie paść słabym jednostkom ;)

              > Jeśli natomiast przyczynę znamy, a jej świadomie nie usuwamy - to jest już
              nasz osobisty wybór.

              Chyba każdy, jeśli zna przyczynę, próbuje ją w miarę możliwości i sytuacji usunąć.
              Ale w sumie dobrze że ostrzegasz. Niech każdy ma świadomość, że kulki to nie
              panaceum na wszelkie dolegliwości fizyczne i psychiczne.

              • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 23:26
                kama58 napisała:

                > tom_j23 napisał:
                >
                > >Można probować wobec tego homeopatią (lub
                > >inaczej) spróbować go sprowadzić na tę drogę środka.
                >
                > Z Twoich wcześniejszych wypowiedzi wynikało, że raczej niespecjalnie można (w
                > końcu, kto powiedział, że człowiek bezwzględnie jest zaprogramowany na mleko)

                Na mleko - masz rację, ale ja uogólniłem pisząc "popularne składniki
                żywnościowe". W końcu coś trzeba jeść :-).
                Łatwiej jest coś naprawić, niż wprowadzić do organizmu nową cechę.


                > Kurcze, te spaliny, zatrute powietrze, chemia w pokarmach - skoro nie ma
                > ratunku, przyjdzie paść słabym jednostkom ;)

                Obawiam się, że nie tylko słabym. Czy sądzisz, że można się bezkarnie zatruwać,
                a homeopatia ma być remedium na to?

                >
                > Chyba każdy, jeśli zna przyczynę, próbuje ją w miarę możliwości i sytuacji
                > usunąć.

                No ciekawe - ilu palaczy rzuca palenie po diagnozie "rak płuc"?
                Kto jeszcze nie wie, że palenie szkodzi? I kto - Twoim zdaniem nie może rzucić
                palenia - bo musi palić i już? Czy interesowałaś się statystykami raka płuc?
                (ja tak). Owszem - zdarza się on u nie palących, ale ryzyko zachorowania u
                palących i niepalących jest jak dzień do nocy.
                A jednak ludzie palą - taka nasza natura :-(.


                Stefan

                • kama58 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 10.12.05, 23:43
                  tom_j23 napisał:
                  > Obawiam się, że nie tylko słabym. Czy sądzisz, że można się bezkarnie zatruwać,

                  Patrząc na ryby, które przzwyczaiły się do życia w ściekach - kto wie?

                  > a homeopatia ma być remedium na to?

                  to własnie rozstrząsamy ...

                  > No ciekawe - ilu palaczy rzuca palenie po diagnozie "rak płuc"?
                  Zważywszy, że i tak niewiele czasu im zostało ...:(

                  > Kto jeszcze nie wie, że palenie szkodzi?
                  Niektórzy twierdzą, że im nie szkodzi.

                  >I kto - Twoim zdaniem nie może rzucić
                  > palenia - bo musi palić i już?

                  Ten, komu palenie sprawia przyjemność i twierdzi, że w jego przypadku więcej za
                  niż przeciw.Ale to już jest świadomy wybór. Albo ten, kto jest uzależniony, ma
                  słabą wolę, sporo stresu. I w tym drugim przypadku jak najbardziej pytanie na
                  miejscu, czy homeo może wtedy pomóc, chociazby rzucić palenie

                  >Czy interesowałaś się statystykami raka płuc?
                  Znam ciekawsze zajęcia:) Nie interesuje mnie to zbytnio.

                  > A jednak ludzie palą - taka nasza natura :-(
                  Dawniej też palili.

                  • tom_j23 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 11.12.05, 00:12
                    kama58 napisała:

                    >
                    > Patrząc na ryby, które przzwyczaiły się do życia w ściekach - kto wie?

                    Patrz na cykl pokoleniowy u ryb i ich stopień złożoności. Za tyle pokoleń i po
                    uwzględnieniu naszej skomplikowanej budowy, to i my się przystosujemy.


                    Może na zakończenie tej dyskusji - bo późno się zrobiło - jeden link:
                    www.e-medica.pl/Recepty/recepta_glowna.htm

                    Stefan

                  • marta.gora Do Kamy 11.12.05, 13:58


                    W naturze jest cos takiego, jak eliminacja słabych osobników- i dlatego np.
                    częśc ryb wygineła, bo sie nie przystosowała do zmienionych warunków zycia.
                    czlowiek tez byłby na wymarciu, tzn. pozostalyby tylko zdrowe, bezusterkowe
                    osobniki, gdyby... nie medycyna. To nie jest kiepski żart, ani nie nawoływanie
                    do pozostawiania spraw samych sobie (choćby dlatego, ze jest sie człowiekiem i
                    zna sie aktualne mozliwości). To dzieki rozwojowi medycyny mamy tak chorych
                    ludzi: kiedyś alergicy czy osoby z mukowiscydozą nie przezyliby w obecnych
                    warunkach środowiskowych, bo nie było takiego rozwoju medycyny. Mozna dzisiaj
                    leczyc choroby- dawniej smiertelne- a co za tym idzie"defekt" przekazuje sie
                    dalej, na nastepne pokolenia, i nastepni wymagaja pomocy i interwencji
                    medycyny. Człowiek nie ma aż takich mozliwości przystosowawczych, by mógł sie
                    przystosowac i normalnie funkcjonować, np. jedząc obecne wynalazki dzialu
                    mięsnego, garmażeryjnego, piekarniczego, spozywczego, czy śpiąc w domu z
                    betonu, na łóżku z MDFu, przykryty stylonowa kołdrą, a na codzień oddychać
                    oparami z dymiących kominów czy rur wydechowych od samochodów. nie mamy takiej
                    biologicznej mozliwości! Płacimy za to pojawieniem sie innych problemów
                    zdrowotnych (typu alergia czy wrzodziejące zapalenie jelita grubego) i mamy
                    kolejnych klientów dla medycyny.Oczywiście- najbardziej chorują ci, u których
                    są "wadliwe" geny i jednocześnie są narażeni na wpływy środowiksa (a kto nie
                    jest?).
                    Wg mnie homeopatia moze pomóc tylko tym silnym, zdrowym osobnikom, których
                    organizmy mimo wszystko nieźle się trzymają, a wymagaja tylko okresowego
                    wspomagania. Dla "słabeuszy", którzy 100 czy 200 lat temu nie mieliby szans na
                    przeżycie, obawiam się, że homeopatia nie ma za wiele do zaoferowania :(
                    • kama58 Re: Do Kamy 11.12.05, 22:14
                      marta.gora napisała:

                      > czlowiek tez byłby na wymarciu, tzn. pozostalyby tylko zdrowe, bezusterkowe
                      > osobniki, gdyby... nie medycyna.

                      Podzielam Twój pogląd, no może nie w tak drastycznej wersji, bo przecież
                      ludzkość leczy się od zawsze.

                      > To dzieki rozwojowi medycyny mamy tak chorych
                      > ludzi: kiedyś alergicy czy osoby z mukowiscydozą nie przezyliby w obecnych
                      > warunkach środowiskowych, bo nie było takiego rozwoju medycyny. Mozna dzisiaj
                      > leczyc choroby- dawniej smiertelne- a co za tym idzie"defekt" przekazuje sie
                      > dalej, na nastepne pokolenia, i nastepni wymagaja pomocy i interwencji
                      > medycyny.

                      No i tak to się kręci, niestey, a może jednak "stety" :)

                      > Wg mnie homeopatia moze pomóc tylko tym silnym, zdrowym osobnikom, których
                      > organizmy mimo wszystko nieźle się trzymają, a wymagaja tylko okresowego
                      > wspomagania. Dla "słabeuszy", którzy 100 czy 200 lat temu nie mieliby szans na
                      > przeżycie, obawiam się, że homeopatia nie ma za wiele do zaoferowania :(

                      Tutaj już nie do końca się zgodzę. To przecież do tych "skażonych" homeo wyciaga
                      rękę, przynajmniej teoretycznie:) A w praktyce? Napotykamy na schody i dlatego
                      zapewne homeo nigdy nie będzie na szeroka skalę traktowana równie poważnie jak
                      medycyna akademicka.
                      Trzymam kciuki za Twojego synka, zdaj jutro relację.



    • majaa4 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 11.12.05, 11:40
      kama58 napisała:

      „Jeżeli jedni w tych samych warunkach funkcjonują normalnie, a inni są ciagle
      zmęczeni to nie dziwmy się, że poszukują ratunku m.in. w kulkach bez stawiania
      swojego życia na głowie.”

      W porównaniu z życiem w chorobie, dla mnie zmiana systemu żywienia to pestka.
      Ale każdy ma inne priorytety.

      Jeszcze jedno. Jak się bawimy w czary, to na całej linii :-). Może powinnaś
      jeszcze spróbować bioenergii. Być może jesteś zablokowana energetycznie, masz
      polokowane czakry i dlatego energia i wibracje kulek, nie są w stanie się
      przebić przez te blokady.
      To tylko takie moje dywagacje :-)

      Maja

      • majaa4 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 11.12.05, 13:29
        miało być "poblokowane czakry" a nie polokowane :-)
        przepraszam.

        Maja
    • majaa4 Re: Wieloletnie problemy z doborem leku ??? 12.12.05, 13:42
      "Dla homeopaty obdarzonego sumieniem noce mogą być długie i bezsenne. Hahnemann
      uczył się na próbach i błędach, więc my też musimy tak postępować. Jest to
      jedyna ścieżka jaką może podążać lekarz. Nikt nie ma samych doskonałych
      osiągnięć. Homeopaci zawsze byli co do tego bardzo szczerzy. Kiedy prawidłowo
      dobierze się lekarstwo, a przypadki chorobowe są poważniejsze, pojawiają się
      kolejne możliwe trudności. Niektórzy mówią, że nigdy nie zaobserwowali żadnych
      problemów, stłumienia, pogorszeń, ani działań ubocznych spowodowanych przez
      leki homeopatyczne. Dla nich takie rzeczy są niemożliwe, a zatem w ogóle nie
      istnieją. Czyżby znaczyło to tyle, że wszyscy, którzy byli świadkami takich
      zjawisk przez ostatnie 200 lat są szaleni? Ci ludzie tak bardzo się wszystkiego
      wypierają... "
      fragment artukułu "CZY HOMEOPATIA MOŻE BYĆ NIEBEZPIECZNA"
      ze str. www.homeopatia.edu.pl/index.asp?idm=1&idp=12&ide=31

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka