Dodaj do ulubionych

Różne drogi do zbawienia?

09.04.06, 20:29
W ubiegłym tygodniu drugi program telewizji publicznej wyemitował film
dokumentalny pt. "Chłopiec, któremu odpadała skóra" Opowiadał on o życiu 36
letniego Brytyjczyka, chorego na nieuleczalną chorobę genetyczną. Jonny
Kennedy, bo tak nazywał się ten człowiek, od pierwszych dni swego życia zmagał
się z ogromnym cierpieniem. Nawet delikatny dotyk sprawiał, że skóra
odchodziła od Jego kruchego ciała. Film w dobitny sposób okazuje cierpienia
tego człowieka. Moment zmiany bandaży które wrastają w ciało, zelektryzuje
człowieka nawet o najtwardszym sercu.

Mimo ogromnego bólu Jonny nie podał się. Z wielkim optymizmem i determinacją
spełniał swoje marzenia, nie zapomniał również o tym, by pomagać innym. Ale co
najważniejsze Jonny nie tylko wierzył, ale także ufał Bogu że jego cierpienie
jest częścią Bożego planu. Ten schorowany człowiek nauczył mnie wiary bardziej
niż wszyscy księża, ojcowie Kościoła i tomy książek.

Nasuwa mi się jednak jedno pytanie. Dlaczego Bóg, pozwala jednym przejść przez
drogę życia tak gładko i pięknie, a innych obarcza takim cierpieniem.Przecież
ogromna większość tych których Bóg stwarza zdrowymi, utalentowanymi, nie będą
mieli nawet okazji ciężej zgrzeszyć. Bo po co? Dzięki swoim talentom zapracują
na godne i spokojne życie dla siebie. Nie będą mieli nawet okazji by zejść na
złą drogę. Bo są ludźmi "skazanymi na zbawienie". A z drugiej strony człowiek
tak cierpiący, który w ciągu jednej minuty cierpi więcej niż te "złote Boże
dzieci" przez całe życie. Przecież patrząc na naukę kościoła, nie ma
wątpliwości że Jonny już się raduje u boku Ojca. Ale jednak, jakże inna jest
droga tych cierpiących ludzi do zbawienia. A może idąc za słowami naszego
wieszcza Adama Mickiewicza cierpienie jest kluczem do zbawienia ? "Kto nie
zaznał goryczy ni razu, ten nigdy nie zazna słodyczy w niebie" pisze poeta.

Święty Aleksy, Hiob, oni cierpią z woli Boga. Nasuwa się więc może
paradoksalna myśl że ludzie szczęśliwi są pokrzywdzenie przez Stwórcę. Z woli
Bożej rodzą się w dobrych domach, zakładają szczęśliwe rodzinny i w szczęściu
umierają. A więc Ci ludzie już w chwili narodzin pozbawiani są szczęścia
wiecznego?

Pytanie te pozostanie bez odpowiedzi, warto jednak spróbować nad tym
zagadnieniem się zastanowić.
Obserwuj wątek
    • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 20:47
      I to jest właśnie chrześcijańska paranoja: jak Bóg kocha, to zadaje cierpienie.
      To on jest jakimś sadystą, dzieciakiem, który wyrywa skrzydełka muchom? Nie
      wiem, jak można w ogóle wierzyć w takiego boga, być mu posłusznym i co więcej:
      wmawiać wszystkim w około, że ten bóg jest miłością.
    • lena_ziemkiewicz Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:18
      Z wielkim optymizmem i determinacją
      > spełniał swoje marzenia, nie zapomniał również o tym, by pomagać innym.

      A skąd wiesz? Czy on w ogóle mógł wyjść z domu? Przecież on nigdy nie zagra w
      piłkę, nie popływa, nie pojeździ na rowerze, nie pójdzie na dyskotekę, nie
      zazna co to seks. Co to za życie?
      • stszymon Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:20
        lena_ziemkiewicz napisała:

        > Z wielkim optymizmem i determinacją
        > > spełniał swoje marzenia, nie zapomniał również o tym, by pomagać innym.
        >
        > A skąd wiesz? Czy on w ogóle mógł wyjść z domu? Przecież on nigdy nie zagra w
        > piłkę, nie popływa, nie pojeździ na rowerze, nie pójdzie na dyskotekę, nie
        > zazna co to seks. Co to za życie?
        >
        jak to nie? Założył fundacje , skoczył ze spadochoronu ,spotkał się z premierem
        i wiele innych. Właśnie tacy ludzie uczą nas że Bóg jest miłoscią.
        • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:23
          Kaleki człowiek mnie uczy, że bóg jest miłością? Bóg jest taki dobry, więc
          pozwolił, aby urodził się człowiek z taką chorobą, który musi cierpieć przez
          całe życie? Założe się że oddałby ten skok na spadochronie, spotkanie z
          premierem i całą resztę tego wszystkiego.
          • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:25
            Za szybko enter.
            Kaleki człowiek mnie uczy, że bóg jest miłością? Bóg jest taki dobry, więc
            pozwolił, aby urodził się człowiek z taką chorobą, który musi cierpieć przez
            całe życie? Założe się że oddałby ten skok na spadochronie, spotkanie z
            premierem i całą resztę tego wszystkiego za to, żeby mógł obudzić się
            następnego dnia zdrowym.
            Zastanów się nad tym, co piszesz.
            • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:27
              i ten przyklad podany przez autora watku w pierwszym poscie watku jest dla mnie
              dowodem na to ze boga nie ma . jak mozna mienic sie tym najlepszym jesli
              skazuje sie kogos na takie zycie .
              • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:29
                Dokładnie. Gdyby bóg był, i był wszechmocny, miłosierny itd. to z pewnością nie
                pozwoliłby, aby tacy ludzie się rodzili. Swoją drogą, to nie bóg sprawia, że
                tacy występują takie choroby. Autorowi wątku polecam książkę z biologii,
                rozdział o zmienności mutacyjnej.
                • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:31
                  Swoją drogą, to nie bóg sprawia, że
                  tacy występują takie choroby.

                  wiec mowisz ze bog wogole cos sprawia ?
                  • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:33
                    Pisałem, że "gdyby był", i "gdyby sprawiał".
                    Nie przepraszaj, wybaczam smile
              • stszymon Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:31
                adam81w napisał:

                > i ten przyklad podany przez autora watku w pierwszym poscie watku jest dla mnie
                >
                > dowodem na to ze boga nie ma . jak mozna mienic sie tym najlepszym jesli
                > skazuje sie kogos na takie zycie .

                No właśnie,zadałeś pytanie . Ale czy człowiek może wogóle pytać o sens boskich
                działań. Nie zapominajmy że jesteśmy tylko ludżmi. Masz psa ? Zobacz jak on wyje
                gdy idziesz z nim na szczepienie.Wyje a potem jest obrażony bo zadałeś mu ból.
                Nie wie jednak że jest to dla jego dobra. Dlaczego? Bo jego umysł jest taki
                malutki , a czym są nasze móżdzki przy Wielkim Geniuszu ?
                • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:42
                  nie czlowiek nic nie moze . moze tylko siedziec na d... i akceptowac jak pies
                  swoj glupi los .

                  jakim wielkim geniuszu ?
                  boga nie ma . a jesli jest to skad masz pewnosc ze on jest taki dobry i fajny ?
                  a co jesli ten bog to jeden wielki sadysta , ktorego cierpienia takich ludzi o
                  jakich ty piszesz w pierwszym poscie po prostu bawia ?
                  Jak mozna wierzyc w sadyste ? i jak mozna mowic o ludziach per psy a o bogu per
                  czlowiek . wypraszam sobie . nie wiem dlaczego czujesz sie gorszy bo jestes
                  tylko czlowiekiem . ja tak nie mysle o sobie . jestem ja . nie jestem idealny
                  bo nikt nie jest ale czy przez to mam sie czuc gorszy i jak pis ?
            • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:29
              Założe się że oddałby ten skok na spadochronie, spotkanie z
              > premierem i całą resztę tego wszystkiego za to, żeby mógł obudzić się
              > następnego dnia zdrowym

              tez mi sie tak wydaje .
              • stszymon Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:33
                adam81w napisał:

                > Założe się że oddałby ten skok na spadochronie, spotkanie z
                > > premierem i całą resztę tego wszystkiego za to, żeby mógł obudzić się
                > > następnego dnia zdrowym
                >
                > tez mi sie tak wydaje .

                No właśnie,zadałeś pytanie . Ale czy człowiek może wogóle pytać o sens boskich
                działań. Nie zapominajmy że jesteśmy tylko ludżmi. Masz psa ? Zobacz jak on wyje
                gdy idziesz z nim na szczepienie.Wyje a potem jest obrażony bo zadałeś mu ból.
                Nie wie jednak że jest to dla jego dobra. Dlaczego? Bo jego umysł jest taki
                malutki , a czym są nasze móżdzki przy Wielkim Geniuszu ?
                • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:36
                  Aha, więc to dla naszego dobra. Ale bóg nam tego nie wytłumaczy, bo
                  to "tajemnica", a my jesteśmy za głupi żeby to zrozumieć. To dlaczego ten bóg
                  nie stworzył nas (gdyby był, żeby się adam nie czepiał smile) tak mądrymi, abyśmy
                  to zrozumieli?
                  • stszymon Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:39
                    yggdrasill_1987 napisał:

                    > Aha, więc to dla naszego dobra. Ale bóg nam tego nie wytłumaczy, bo
                    > to "tajemnica", a my jesteśmy za głupi żeby to zrozumieć. To dlaczego ten bóg
                    > nie stworzył nas (gdyby był, żeby się adam nie czepiał smile) tak mądrymi, abyśmy
                    > to zrozumieli?

                    Bóg stwarzając człowieka dał mu wolną wole. Gdybyśmy wszyscy byli "tak mądrymi"
                    wolna wola by nie istaniała , gdyż czyniliśmy by tylko to co dobre.
                    • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:45
                      Dlaczego nie odpowiedziałeś na moje pytanie? ODPOWIEDZ NA PYTANIE, a nie
                      zamydlaj mi oczu bajkami o wolnej woli. Czy wolna wola w pojęciu
                      chrześcijańskim w ogóle istnieje? Bóg jest podobny do terrorysty
                      przykładającego lufę do skroni: "Robisz co ci każę, albo giniesz". I co?
                      Terrorysta jest miłosierny bo dał wolną wolę? Bóg daje wolną wolę w takim samym
                      stopniu: "Wykonujesz moje przykazania, albo do piekła!".
                      Po drugie. Bóg jest wszechwiedzący, więc skoro wiedział, że szatan się od niego
                      odwróci, to po co go stwarzał? Po co stworzył człowieka i drzewo poznania dobra
                      i zła, jeżeli z góry wiedział, że ludzie złamią jego zakaz?
                      Odpowiedź jest jedna: boga nie ma albo ma nasrane we łbie.
                      • stszymon Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:47
                        Błogosławione łona które nie rodziły.
                        Człowieku lepiej dla Ciebie by było gdybyś się nie urodził.
                        • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:52
                          stszymon napisał:

                          > Błogosławione łona które nie rodziły.
                          > Człowieku lepiej dla Ciebie by było gdybyś się nie urodził

                          patrz faszysta , bedzie decydowal kto moze sie urodzic a kto nie .
                    • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:50
                      nie ma czegos takiego jak wolna wola . czlowiek zawsze podlega dobrym lub zlym
                      silom .

                      zacytuje tu fragment artykulu Bogdana Motyla .

                      Wierni różnych religii skompromitowali swoich bogów, zabijając się w
                      religijnych wojnach w jego imieniu. Zarzynali się jak barany w wojnach
                      religijnych, głosząc jednocześnie miłość wyznawanego boga.
                      Tłumaczą swoim słuchaczom świątobliwi mężowie w powłóczystych szatach, że Kara
                      i Cierpienie istnieją jako efekt Zła... Czyż nie mógł bóg stworzyć ludzi ("na
                      obraz swój na podobieństwo swoje") niezdolnych do czynienia zła, po prostu
                      dobrych z natury, usuwając w ten sposób powody do Kary i Cierpienia?! Odpowiedź
                      zostaje tylko odsunięta w czasie, ale ten problem teologiczny nadal pozostaje
                      zagadką.

                      Zło stworzone przez boga zostało uzasadnione przez "uczonych w Piśmie", którzy
                      dostarczając Stwórcy alibi, chronią go od odpowiedzialności. Otóż odkryli oni
                      coś, co nazwali "wolną wolą", która tak naprawdę nią nie jest, gdyż zawsze
                      podlega Dobrym lub Złym siłom! I według tych "mędrców", ta właśnie "wolna wola"
                      ma być tym szczególnym przejawem bożej łaski. Nic bardziej niedorzecznego!

                      Burze, trzęsienia ziemi, kataklizmy, które niosą śmierć i cierpienie tysiącom,
                      a nawet milionom ludzi, (gdyż bóg stosuje odpowiedzialność zbiorową!), osobiste
                      tragedie, na które nie mamy żadnego wpływu, dowodzą, że Zło nie musi wcale
                      pochodzić od człowieka, ani powstawać za jego przyczyną, lub z jego winy. Zatem
                      Zło - Kara nie musi być wcale następstwem grzechu i jest niezależne od naszej
                      woli i intencji. Jest tylko przez człowieka (i zwierzęta) cierpiane i
                      odczuwane, chociaż swoje źródło ma ono zupełnie gdzieś indziej, poza nami.
                      Ludzie są tutaj tylko ofiarami boga!

                      calosc : stowarzyszenie_wolnomyslicieli.free.ngo.pl/strony/nied_boga.htm
                      • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:53
                        Jak w ogóle tak możesz pisać, ty żydokomunistyczny masonie! Pozwolisz, że
                        zacytuję kolegę: "Człowieku lepiej dla Ciebie by było gdybyś się nie urodził"
                        Taki mały żarcik z mojej strony smile
                        • billy.the.kid Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:57
                          wszyscy się mylicie. ja wiem na pewno NA ŁEBKU SZPILKI MIEŚCI SIE 24 I 3/4
                          DIABŁA.
                          • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 21:59
                            nie nie . 24 i 3/5 . Ostatnio jakis rosyjski naukowiec to stwierdzil .
                            • yggdrasill_1987 Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 22:02
                              24 i 3/4. Adam, ten rosyjski naukowiec kłamie! Jest opętany przez szatana!
                              Należy wywiercić mu dziurę w czaszce, aby złe duchy mogły wylecieć!
                              • adam81w Re: Różne drogi do zbawienia? 09.04.06, 22:13
                                hm okey w sumie moge powiercic smile ale ktos musi go trzymac jak bede wiercil .
                    • the_dzidka Re: Różne drogi do zbawienia? 11.04.06, 14:39
                      > Bóg stwarzając człowieka dał mu wolną wole.

                      Aha... to znaczy, że choroba Jonny'ego to była jego wolna wola? wink))
                      "Moją wolą jest, że będzie mi skóra odchodziła płatami, bo to mi zagwarantuje
                      zbawienie. To moja decyzja, a nie Boga"? wink)))
                      Przykład ze szczepionym psem jest niezły, ale typowy dla twojego rozumowania wink
    • yggdrasill_1987 stszymon uciekł? 09.04.06, 22:33
      Dlaczego nie odpowiedziałeś na większość pytań? Boisz się czegoś, nie masz
      argumentów, czy co?
      • stszymon Re: stszymon uciekł? 09.04.06, 23:16
        yggdrasill_1987 napisał:

        > Dlaczego nie odpowiedziałeś na większość pytań? Boisz się czegoś, nie masz
        > argumentów, czy co?

        Bardzo mi przykro ale nie spodziewałem sie że poziom bedzie tak niski.Żegnam
        • kociak40 Re: stszymon uciekł? 10.04.06, 00:30
          stszymon napisał:

          > yggdrasill_1987 napisał:
          >
          > > Dlaczego nie odpowiedziałeś na większość pytań? Boisz się czegoś, nie mas
          > z
          > > argumentów, czy co?
          >
          > Bardzo mi przykro ale nie spodziewałem sie że poziom bedzie tak niski.Żegnam

          Poziom dyskusji, bez pewnego wspólnego zrozumienia, przynajmniej chęci ku temu,
          na tematy religijne jest zawsze niskiego lotu. Potrzebę wiary nie rozpatruje
          się na drodze "zimnej" logiki tylko w aspekcie potrzeb duchowych człowieka. To
          sam człowiek musi wewnętrznie poczuć taką potrzebę. Nie można przekanać nikogo
          na drodze wyłącznie naukowej, że Boga nie ma, lub, że Bóg jest. Dam prostszy
          przykład, ktoś pragnie ciszy, potrzebna mu ona jest np. do skupienia się nad
          czymś, druga osoba w tym czasie pragnie muzyki i jeśli nawet uststąpią sobie,
          to jest to tylko wyrazem ustępstwa dla "świętego spokoju", a nie zrozumienia
          tej potrzeby wewnętrznej. Trudno mi to właściwie wytłumaczyć, może jeszcze
          prościej. Ktoś tu na forum napisał - nie znam rachunku całkowego, dobrze nawet,
          że go nie znam, nie jest mi potrzebny do niczego. Ma rację, jemu nie jest
          potrzebny i nie ma co tłumaczyć, on nie ma takiej potrzeby. Dyskusja jest
          zbyteczna. W życiu różnie bywa, zakładamy, że spotka się z problemem dokładnego
          wyliczenia powierzchni ograniczonej funkcją (np. krzywą drugiego stopnia) i nie
          będzie mógł tego policzyć, a będzie to dla niego ważne z jakichś względów. To
          dopiero wtedy pojawi się u niego potrzeba, żeby to poznać, bo całka oznaczona z
          tej funkcji to właśnie pole powierzchni pod tą funkcją i to umożliwi mu jakąś
          np. działalność (może produkuje blachę karoseryjną i znając funkcję opisującą
          zarys błotnika, będzie znał powierzchnię itd.). Wracając do tematu, aby
          duskutować o religii, trzeba czuć potrzebę wiary, a jak jej nie ma, to wiara
          nie jest potrzebna i nie ma co dyskutować. Niestety, chciałem to jakoś
          wytłumaczyć ale widzę, że zbyt słaby jestem w filozofii i właściwie nie
          potrafię, choć rozumiem to.
          • adam81w Re: stszymon uciekł? 10.04.06, 00:50
            kociak mysle ze troche jednak jestes nie fair . otoz mowisz " Potrzebę wiary
            nie rozpatruje
            się na drodze "zimnej" logiki tylko w aspekcie potrzeb duchowych człowieka. To
            sam człowiek musi wewnętrznie poczuć taką potrzebę " .

            fakt zgadzam sie tyle ze wcale nie musi poczuc potrzeby posiadania uczuc
            religijnych czy tez wiary religijnej . wcale nie jest powiedziane ze
            czlowiekowi cos takiego jak wiara religijna jest potrzebne do zycia . ja jestem
            zdania ze nie jest . Prosze tez bys nie porownywal matematyki , rownania
            calkowego z religia , uczuciami religijnymi .
            Otoz nad wszelka maire zgodze sie ze rownanie calkowe dzis nie jest mi do
            niczego potrzebne , zgodze sie tez ze moze zajsc taka sytuacja ze bede
            potrzebowal uzyc tego rownania zeby cos obliczyc czyli uzyskac jakis konkretny
            wynik . i wiec jakkolwiek jestem w stanie zgodzic sie co do uzytecznosci dla
            czlowieka tego rownania calkowego ( np procenty z jakichs liczb czasami
            obliczam smile to nie jestem w stanie zgodzic sie z uzytecznoscia dla czlowieka
            wiary religijnej . w dwoch slowach wg mnie ateisty : matematyka , rownaie
            calkowe - cos daje ; religia , wiara religijna - nic nie daje . to porownanie
            do rownaia calkowego odebralem troche tak jakbys chcial wmowic niewierzacym ze
            kiedys to napewno poczuja potrzebe wiary choc na razie sa tacy glupi ze jej nie
            czuja .
            • kociak40 Re: stszymon uciekł? 10.04.06, 01:13
              Chciałem tylko wytłumaczyć - "potrzebę" i użyłem do tego co mi przyszło przy
              pisaniu do głowy. Uczucia religijne to są wyłącznie u ludzi wierzących.
              Wracam do tej - "potrzeby". Jeśli w naszym życiu takiego czegoś nie ma, do
              jakiegoś tematu, to nie ma co przekonywać kogoś. Może inny przykład, już nie z
              matematyki. Ktoś ma potrzebę słuchania muzyki poważnej i robi to, bo przeżycia
              duchowe jakie ona w nim wywołuje są dla niego wielki. Ja natomiast nie mam
              potrzeby słuchania muzyki poważnej bo mam odczucia nieprzyjemne. Ktoś da bardzo
              dużo pieniędzy za bilet aby wysłuchać w filharmonii - "Raj utracony" -
              Pendereckiego. Ja natomiast dam duże pieniądze aby tego nie słuchać jakby mnie
              tam siłą zaprowadzili. Jak wyglądałaby dyskusja między nami? Ten słuchacz
              muzyki poważnej, mogłby godzinami, nawet latami, przekonywać mnie, że taka
              muzyka jest piękna, wzniosła, czarująca itd. Ja nie mając potrzeby słuchania
              takiej muzyki nigdy nie zrozumię jego wywodów, ale nie mam prawa powiedzieć, że
              to bezsensowna muzyka. Mogę tylko powiedzieć, że nie rozumię tej muzyki i jest
              mi ona niepotrzebna. Nie wykluczam, że może kiedyś, moje uduchowienie się
              zmnieni, może jakieś przeżycia osobiste to sprawią, że zrozumię taką muzykę,
              posiądę potrzebę jej słuchania. Tak samo jest z wiarą w Boga. Na drodze
              logicznej nic nie można dowieść, tak jak z tą muzyką poważną, musi być w nas
              potrzeba do tego abyśmy mogli odczuwać chęć wiary. Można tak bez końca.
              • adam81w Re: stszymon uciekł? 10.04.06, 01:42
                ja rozumiem kociak . wszystko w porzadku ale mimo wszystko muzyka powazna to
                nie to samo co religia i uczucia religijne . uwazam ze w kazdym czlowieku jest
                potrzeba sluchania muzyki powaznej bo jest to po prostu piekne i napewno kazdy
                zachwycilby sie chocby niektorymi z dziel wielkich kompozytorow . dalej uwazam
                ze czlowiek jako czlowiek nie ma potrzeby posiadania uczuc religijnych ale
                szanuje ze wg ciebie ma taka potrzebe .
              • kociak40 Re: do adam81w 10.04.06, 01:51
                Teraz do głowy przyszedł mi inny przykład, autentyczny z mojego życia. Nie
                dotyczy on religii ale właśnie pewnego zrozumienia "tematu" i jak on może
                zmienić nasze odczucia. Otóż, mam niewielkie, bardzo małe, pewne zdolności
                rysowniczo-malarskie, takie na poziomie rysowania gazetek ściennych (robiłem to
                w podstawówce, w liceum, zawsze gazetki). Lubiłem malarstwo i zachwycałem się
                malarstwem statycznym, czym wierniej namalowane, tym piękniej. Na obrazy
                impresjoniztow nawet spojrzeć nie chciałem, uważałem, że to wycieranie pędzla o
                płótno. Pewnego razu, będąc w sanatorium, poznałem panią, panią, ktora
                skończyła ASP i znała się na malarstwie. Wytłumaczyła mi, że impresjoniści nie
                mogli malować statycznie, gdyż chcieli oddać światło i kolory jakie są w danej
                chwili. Musieli malować szybko, bo oświetlenie słońca jest zmienne, rysynek to
                drugorzędna sprawa, liczy się nastrój, światło, powietrze i chwila. Chodziła ze
                mną po księgarniach, oglądaliśmy reprodukcje impresjonistów i omawiała je.
                Wywołała u mnie pewne zrozumienie i potrzebę oglądania właśnie takich obrazów.
                Więcej, zacząłem cenić obrazy Moneta, Maneta, Pissarro, Sisley itd. i właśnie
                malarstwo impresjonistów uznaję obecnie za największe. Zapragnąłem sam
                sprobować tak malować, wykosztowałem się na sztalugi, farby, blejtramy itd. i
                namalowałem około 30 obrazów (i 27 sprzedałem wśrod znajomych i ich znajomych,
                sami chcieli je nabyć, te 3 żona mi zabroniła sprzedać, bo zna mnie i wie, że
                więcej malowł nie będę). Dałem tu przykład, że jak taka potrzeba w nas samych
                zaistnieje, to dopiero wtedy rozumiemy "temat". Coś takiego.
                • adam81w Re: do adam81w 10.04.06, 02:55
                  ciagle nic big_grin

                  nie na serio . ciagle ustaje przy swoim ze czlowiekowi nie jest wiara
                  potrzebna . Religii nie moge postrzegac jako czegos wiecej poza tym co mam na
                  codzien lub dotej pory co mialem .
    • watanabe.miharu cierpienie nie uszlachetnia 10.04.06, 17:23
      stszymon napisał:

      > Święty Aleksy, Hiob, oni cierpią z woli Boga. Nasuwa się więc może
      > paradoksalna myśl że ludzie szczęśliwi są pokrzywdzenie przez Stwórcę. Z woli
      > Bożej rodzą się w dobrych domach, zakładają szczęśliwe rodzinny i w szczęściu
      > umierają. A więc Ci ludzie już w chwili narodzin pozbawiani są szczęścia
      > wiecznego?

      Cierpienie bynajmniej nie uszlachetnia, jak zdajesz się sugerować. O to Ci
      przecież z grubsza chodzi? Zastanów się uczciwie, gdy Ciebie coś boli, to nie
      masz na nic ochoty, ani rozmawiać, ani jeść, chcesz tylko położyć się gdzieś w
      ustronnym miejscu i żeby Ci dano spokój. I żeby ból ustąpił jak najszybciej. Gdy
      ból jest szczególnie mocny, w ogóle o niczym się nie myśli, jedyne, co
      odczuwasz, to ból, ból.. Przewlekłe cierpienie tez potrafi dobić, nawet
      psychicznie. I gdzie tu jest miejsce na myślenie "zęby mnie bolą jak cholera,
      ale to nic, zniosę to, bo Bogu jest to miłe"? Przecież to nienormalne!
      Cierpienie nie uszlachetnia, tylko degraduje człowieka. Skrajne sprowadza go do
      prymitywnego stanu, w którym tylko się odczuwa, i o niczym nie myśli. Co za
      bzdury twierdzić, że bogu (zakładajac oczywiście jego istnienie) sie to podoba.
      No chyba, że jest sadystą, jak tu wcześniej wspomnianosmile

      A tłumaczenie przypadku tego człowieka, tak jak Ty to robisz, jest niegodziwe.
      Należy mu współczuc, a nie wciskać religijne pierdoły, że bóg go tak doświadcza
      dla jego własnego dobra! Zazdrościsz temu choremu jego "świętości"? A
      zamieniłbyś się z nim? Nie? To po co wypisujesz te pierdoły.

      W każdym razie takie jest moje zdanie na ten temat.
      • szymonstanczyk Re: cierpienie nie uszlachetnia 10.04.06, 18:42
        watanabe.miharu napisała:

        > stszymon napisał:
        >
        > > Święty Aleksy, Hiob, oni cierpią z woli Boga. Nasuwa się więc może
        > > paradoksalna myśl że ludzie szczęśliwi są pokrzywdzenie przez Stwórcę. Z
        > woli
        > > Bożej rodzą się w dobrych domach, zakładają szczęśliwe rodzinny i w szczę
        > ściu
        > > umierają. A więc Ci ludzie już w chwili narodzin pozbawiani są szczęścia
        > > wiecznego?
        >
        > Cierpienie bynajmniej nie uszlachetnia, jak zdajesz się sugerować. O to Ci
        > przecież z grubsza chodzi? Zastanów się uczciwie, gdy Ciebie coś boli, to nie
        > masz na nic ochoty, ani rozmawiać, ani jeść, chcesz tylko położyć się gdzieś w
        > ustronnym miejscu i żeby Ci dano spokój. I żeby ból ustąpił jak najszybciej.

        Watenabu – widocznie wiedziesz żywot bananowego dziecka. Wszakże nawet w
        religiach wschodu , chyba wszystkim znana maksyma mówi , że co Cię nie zabije to
        cię wzmocni.
        Każde cierpienie ma sens , każde cierpienie uszlachetnia , daje dystans do tego
        co nie ważne , a wskazuje na najważniejsze sprawy w życiu.

        • watanabe.miharu do Szymona o religiach Wschodu 11.04.06, 13:14
          szymonstanczyk napisał:

          > Watenabu – widocznie wiedziesz żywot bananowego dziecka. Wszakże nawet w
          > religiach wschodu , chyba wszystkim znana maksyma mówi , że co Cię nie zabije
          to cię wzmocni.
          > Każde cierpienie ma sens , każde cierpienie uszlachetnia , daje dystans do tego
          > co nie ważne , a wskazuje na najważniejsze sprawy w życiu.

          To tylko przysłowie, a nie element religii, śmieszne, że opierasz swoje
          wypowiedzi na teleturniejowej wiedzy odnosnie religii Wschodu. To tak, jakbyś
          przekonywał, że przysłowie "baba z wozu koniom lżej" ma coś wspólnego z
          katolicyzmem. Natomiast buddyzm, skoro już zahaczasz o te klimaty, za główny cel
          uznaje uniknięcie cierpienia i osiagniecie nirwany. I w ogóle w filozofii
          Wschodu ceni się "ścieżkę środka" - umiar we wszystkim, a nie przesadzanie w
          którąkolwiek stronę, co jest charakterystyczne raczej dla chrześcijan. Budda,
          zanim zaczął głosić swoje posłanie, doświadczył zarówno luksusów życia w pałacu,
          jak dobrowolnego i kilkuletniego umartwiania się. Po czym stwierdził, że obie te
          drogi są fałszywe.
          Tak wiec jak widzisz, problem "cierpienia" można widzieć różnie, i zanim się
          wypowiesz na jakiś temat, miej trochę pojecia i szacunku do czyichś pogladów.
          BTW, nic o mnie nie wiesz, i zachowaj sobie osobiste wycieczki i "bananowe"
          określenia dla siebie, OK? Komentuj tylko moje wypowiedzi, i odczep się od
          mojego życia prywatnego.
          • kociak40 Re: do Szymona o religiach Wschodu 11.04.06, 13:49
            ""...każde cierpienie uszlachetnia... ""- szymonstanczyk

            To jest prawda, zgadzam się z tym, tak jak praca też uszlachetnia.
            Najszybciej praca uszlachetnia tych, dla ktorych pracujemy. To fakt.
            • noemip Re: do Szymona o religiach Wschodu 11.04.06, 14:03
              Hmmmm... mnie cierpienie (jeśli można to nazwać cierpieniem, bo zdaję sobie
              sprawę, że są dużo gorsze męki) właśnie oddaliło od religii, a
              właściwie "rozwiązało" (re-ligio to związanie, opętanie), więc może jednak
              uszlachetniało? wink
            • adam81w Re: do Szymona o religiach Wschodu 11.04.06, 14:49
              To jest prawda, zgadzam się z tym, tak jak praca też uszlachetnia.
              > Najszybciej praca uszlachetnia tych, dla ktorych pracujemy. To fakt.

              ja bym powiedzial ze ubogaca .

              tzn powstawiajcie zamiast uszlachetnia ubogaca big_grin
        • the_dzidka Re: cierpienie nie uszlachetnia 11.04.06, 14:45
          > Każde cierpienie ma sens , każde cierpienie uszlachetnia , daje dystans do
          tego
          > co nie ważne , a wskazuje na najważniejsze sprawy w życiu.

          Powiedz to człowiekowi, który umiera na raka jelita grubego, smierdząc na cały
          dom i wyjąc z bólu, a który wie, że zanim umrze, to będzie jeszcze gorzej.
          Powiedz mu to, na pewno się bardzo ucieszy.
          Gdyby Bóg był taki, jak nam tu wmawiasz, brzydziłabym się nim do potęgi.
          Nienormalny, zwyrodniały sadysta - a nie miłosierny i sprawiedliwy stworzyciel!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka