Dodaj do ulubionych

Kto zapomina...

15.04.06, 14:40
Kto zapomina to, co piękne, staje się zły. Kto zapomina to, co złe, głupieje. Erich Kastner

Bardzo mi się ten cytat podoba. Znalazłem go w tygodniku "Forum", w artykule pt. "Parcie na mózg". Starsi czytelnicy tego forum pewnie pamiętają moje skłonności do poszukiwań sensów na pograniczu nauki i filozofii. Jeszcze jedna próba... Poczytajcie. Pomyślcie. Teraz, gdy tradycje wciągają nas swym automatyzmem jest dobra pora na niezależne od nich przemyślenia.

Oba teksty pochodzą ze skanów numeru 11 tego roku.
Obserwuj wątek
    • grgkh Parcie na mózg [1] 15.04.06, 14:43
      Nasze wspomnienia kierują się dziwnymi prawami. Spacerując po ulicach, nagle czuję w nosie drażniącą woń. Staję jak wryta, bo przecież ten sam zapach wdychałam przez całe lato pracy w kibucu. Bez żadnego udziału mojej woli pamięć przywołuje obrazy minionej epoki. Było to ponad 20 lat temu. Pojechałam tam z przyjaciółką, o której od tamtej pory w ogóle nie myślałam. Teraz wszystko do mnie powraca: fabryka plastiku, w której panował właśnie ten odór, wieczorne spacery nad morze, Holender zaliczający w swym pokoju kolejne panienki, a nawet towarzysząca mi w tym czasie gruba powieść Normana Mailera. To wszystko momentalnie wdziera się do mej świadomości.
      Wspomnienia spadają jak grom z jasnego nieba. Pozornie bez żadnej przyczyny potrafią nas przenieść w świat młodości i nieoczekiwanie obezwładnić. Mogą nas uszczęśliwić lub poruszyć do łez. - Pamięć osobnicza jest naszym najbardziej intymnym towarzyszem - powiada holenderski psycholog Douwe Draaisma. Żaden inny człowiek nie ma podobnych do naszych śladów pamięci. To one tworzą materiał, w którym rzeźbimy nasze życie. Memory is life.

      CO ZNIKA NAJPIERW

      Wspomnienia mogą nienaruszone przetrwać dziesięciolecia. - Uważałam się za osobę o słabej pamięci - relacjonowała niedawno pewna starsza dama. - Ale teraz mam 93 lata i dopiero w ostatnich dwóch latach przypominam sobie wiersze, których uczyłam się w szkole 75-80 lat temu. Pamiętam każde słowo, a są to niekiedy długie utwory, jak np. „Die Bürgschaft" Fryderyka Schillera czy „Des Sängers Fluch "Fryderyka Ludwiga Uhlanda. A przez tyle lat nigdy nie myślałam o szkolnych lekturach! Moja rodzina dziwi się też, że bardzo wyraziście widzę mieszkania i okolicę z najwcześniejszego dzieciństwa. Czyżby mózg mógł tak długo nieświadomie gromadzić informacje?

      Człowiek potrafi odbywać mentalne wędrówki w przeszłość. Hans Markowitsch, profesor fizjologicznych podstaw psychologii na uniwersytecie w Bielefeld, mówi: Szympansy i ludzie mają 99 proc. wspólnych genów, ale różnią się w 100 procentach. Przyczyną tego jest ludzka pamięć osobnicza.

      Badanie mechanizmów pamięci stanowiło dla psychologów i neurobiologów nie lada problem. Doskonale wiadomo, w jaki sposób uczymy się zachowań motorycznych i zapamiętujemy fakty. Tymczasem zadziwiająco mało wiemy o mechanizmach refleksji nad własnym życiem i zapamiętywaniu osobistych losów. Badacze uznawali pamięć osobniczą za kategorię zbyt nieostrą i trudną do weryfikacji. Któż dysponuje zapiskami wydarzeń z dzieciństwa, które pozwoliłyby zweryfikować jego wspomnienia? Jednak ten punkt widzenia zaczyna się zmieniać. Od pewnego czasu badacze zmierzyli się z tym najbardziej skomplikowanym układem pamięci. Dlaczego przypominam sobie właśnie te strzępy wydarzeń? Czy są jeszcze jakieś inne? A może wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyliśmy w życiu, jest zapisane w zwojach mózgowych? Czy jeśli wybrałabym inną trasę spaceru i nie poczułabym woni plastiku, to wspomnienie o Holendrze na zawsze byłoby stracone? I wreszcie, na ile reminiscencje są dokładne i prawdziwe?

      Kiedy w powieści amerykańskiego pisarza Saula Bellowa „Bellarosa Connection" ktoś pyta jednego z bohaterów o dawno minione wydarzenie, ten odpowiada: "To jedno z miliarda zdarzeń w moim życiu. Dlaczego miałbym właśnie je pamiętać?" Istotnie, absurdalna może się wydać myśl, by całe życie było zapisane na "kopii bezpieczeństwa" w naszej głowie.

      A jednak jest to chyba mniej niedorzeczne, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Na przykład ktoś pyta nas o nazwisko kolegi z sąsiedztwa, z którym przyjaźniliśmy się jako siedmioletnie dziecko. Mimo największych wysiłków nie możemy go sobie przypomnieć. Dwa dni później, gdy stoimy na skrzyżowaniu, mija nas ciężarówka z wielkim napisem SCOTT. To nazwisko tego chłopca! A więc informacja drzemała gdzieś na dnie mózgu. Czy nie jest tak ze wszystkim, czego w życiu doświadczyliśmy?

      By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wiedzieć, jak się tworzą i znikają wspomnienia. Kiedy odkładamy w pamięci jakieś wydarzenie, wzmacniają się połączenia między komórkami nerwowymi, które uczestniczyły w jego postrzeganiu. Obraz wspomnienia, zwany fachowo engramem, zostawia w mózgu ślad pamięci. Jeśli później zetkniemy się z bodźcami wiążącymi się z pierwotnym wydarzeniem - wspomnienie może odżyć. Działa zasada, że im dokładniej pamiętamy zdarzenie, im więcej zmysłów jest zaangażowanych, im więcej dostępnych szczegółów - tym bardziej wzbudzony później w mózgu obraz pokrywa się z pierwotnym doznaniem. W idealnym wypadku wydarzenie i jego przypomnienie wywołują identyczny stan świadomości.

      To, czy wspomnienie odżyje, zależy od zewnętrznych bodźców, które pełnią rolę wyzwalaczy. Profesor Hans Markowitsch daje przykład: Byłem w Hongkongu 15 lat temu. Kiedy niedawno ponownie tam zawitałem i szedłem po ulicach, nagle wyraziście uświadomiłem sobie, że jeśli teraz skręcę w lewo, wyjdę na zieloną
      świątynię. Przez 15 lat w ogóle nie myślałem o tej budowli w Hongkongu. A jednak nagle spłynęła na mnie reminiscencja.

      Zdaniem Markowitscha zapominamy stosunkowo mało. Wiele, bardzo wiele wspomnień jest rozproszonych w naszym umyśle, ale odżywają tylko w sprzyjających warunkach. Wyjaśnia to. dlaczego spotkanie ze starymi przyjaciółmi może być tak wzruszającym przeżyciem. Nasi przyjaciele są jakby kluczami, które otwierają zasoby pamięci. Dostarczają wyzwalających bodźców, co pozwala odkrywać kolejne warstwy dawno zapomnianych wydarzeń. Bez takich bodźców trudno - a może nawet nie sposób - dotrzeć do wspomnień.

      Nigdy nie można wykluczyć, że jakiś bodziec ożywi pozornie utracone wspomnienie. - Mimo to hipotezę o "total recall" uważam za nieprawdopodobną - mówi psycholog Douwe Draaisma. - Wspomnienia tkwią bowiem w tkance mózgowej, a ta zmienia się, zachodzi w niej przemiana materii, obumiera. W każdym razie należy przyjąć, że engramy, czyli ślady pamięci, nie tylko powstają, ale także zanikają. I rzeczywiście, neurobiolodzy przekonali się niedawno, że zmiany strukturalne, które powstają w toku zapamiętywania, podlegają też dekompozycji. Badacze przypuszczają, że może to wyjaśniać zanik pewnych treści, czyli zapominanie.
      „Zamiast spierać się o to, czy wszystkie doświadczenia na zawsze zapadają w pamięć, powinniśmy się raczej zastanowić, dlaczego zapominamy" - pisze Daniel Schacter, psycholog z Uniwersytetu Harvarda. Obowiązuje tu prosta reguła: wspomnienia zanikają najszybciej, gdy dotyczą czynności często powtarzanej. Dla tych, którzy tylko raz w życiu lecieli samolotem, podróż ta pozostaje jedynym tego typu doświadczeniem. Ale im więcej ktoś lata, tym bardziej zacierają się wrażenia. Wprawdzie łatwo przywołać z pamięci widoki z kabiny samolotu, ale obrazy te trudno jednoznacznie przypisać do określonych rejsów.

      "Jeśli mieli państwo superrandkę, wypili wyśmienite wino, odbyli rewelacyjną rozmowę lub doznali uroczej przygody miłosnej, radzę nigdy nie powtarzać tych doświadczeń!" - przestrzega psycholog Draaisma. Gdy powtórzy się je w następnym tygodniu, a potem znowu i znowu, to doznania nakładają się na siebie i nie są już tak urzekające.
    • grgkh Parcie na mózg [2] 15.04.06, 14:46
      URAZY BOLĄ ZAWSZE

      Proszę jednak spróbować przywołać moment, gdy czuli się państwo poniżeni. Na pewno wam się to uda. Co więcej, przypomnicie sobie to wydarzenie z niezwykłą dokładnością. Tak jakby pamięć prowadziła własny rejestr bolesnych wspomnień. - Urazy zapisują się nieścieralnym atramentem. Nigdy nie giną. Lata mijają, a my jesteśmy nimi obarczeni. Widziałem już ludzi w podeszłym wieku, którzy czerwienili się na wspomnienie urazy sprzed 70 lat - mówi Douwe Draaisma.
      Potwierdza się to, co psychologowie wiedzą już dawno. Tylko to, co nas emocjonalnie porusza, ma szansę zapaść w pamięci na trwałe. Nie sposób zapamiętać tysięcy posiłków przy rodzinnym stole. I Ale nadal żywo wspominamy ten obiad, w którego trakcie ojciec wstał od stołu i przepędził dziecko z sąsiedztwa, które zadzwoniło do drzwi i z którymi tak bardzo chcieliśmy się bawić.

      To, że emocjonalnie nacechowane wydarzenia przechodzą do pamięci długoterminowej, jest związane z obszarami mózgu, które uczestniczą w gromadzeniu wspomnień. Dzięki zmysłom ustawicznie pobieramy informacje z otoczenia. Docierają one zrazu do pamięci krótkotrwałej, skąd wędrują do układu limbicznego - struktury mózgu, która odpowiada za życie uczuciowe. Układ limbiczny ocenia emocjonalny wymiar wydarzenia. Jeśli uzna go za ważny, kieruje dalej do kory mózgowej, gdzie informacje są gromadzone jako engramy. Czy oznacza to, że w ogóle nie mamy kontroli nad tym, co pamiętamy? - Można trenować pamięć osobniczą, tak by zwiększyć szansę, że informacja zostanie zachowana. W tym celu trzeba naznaczyć zdarzenie uczuciowo, czyli ocenić je i zadać sobie pytanie, jak się z tym czuję - tłumaczy Hans Markowitsch.

      Szczególnym rodzajem zapisu emocjonalnego jest pamięć o wyjątkowych zdarzeniach. Każdy z nas pamięta dzień 11 września 2001 r. i wie dokładnie, gdzie był, co robił lub z kim przebywał, gdy usłyszał o zamachu na World Trade Center. - Zapamiętujemy nie tylko szokujące wieści, ale także dokładnie okoliczności, w jakich do nas dotarły - wyjaśnia Douwe Draaisma. Robi to wrażenie, jakby mózg wydawał rozkaz: "Zapisz!" i wydarzenie odciska się w materii mózgowej. Możliwe jest to dzięki specjalnemu mechanizmowi fizjologicznemu: podnosi się poziom adrenaliny, co umożliwia przyswojenie w krótkim czasie znacznie większej ilości informacji niż zazwyczaj.
      Wyjątkowe wydarzenia zapadają w pamięć znacznie bardziej trwale niż zwykłe wspominki. Ich trwałość zależy od tego, na ile nas osobiście dotyczą. Jeśli coś ma dla nas duże znaczenie, jest lepiej zapamiętywane. Świadczy o tym badanie brytyjskich
      i amerykańskich studentów przeprowadzone bezpośrednio po nieoczekiwanym ustąpieniu premier Margaret Thatcher w 1990 roku. Kiedy po upływie roku zapytano studentów o ich wspomnienia, okazało się, że Amerykanom umknęło przez ten czas sporo detali. Tymczasem studenci brytyjscy pamiętali znacznie więcej. Dla nich wiadomość ta była ważniejsza niż dla kolegów z USA.
      W innym studium uczeni dali stu studentom do wypełnienia ankietę w trakcie pierwszych 24 godzin od wybuchu amerykańskiego promu kosmicznego Challenger w 1986 roku. Mieli oni podać, w jakich okolicznościach dowiedzieli się o katastrofie, gdzie wtedy przebywali i czym się zajmowali. Dokładnie te same pytania uczeni przedstawili tym samym studentom dwa i pół roku później. Pozwoliło to dokonać zaskakującego odkrycia. Nowe wspomnienia nie miały wiele wspólnego ze starymi. Nawet na proste pytanie: „Od kogo dowiedziałeś się o eksplozji?", udzielano po dwóch i pół roku innych odpowiedzi. Podczas gdy początkowo tylko niewielu uważało, że usłyszeli o tym w telewizji, to liczba takich odpowiedzi znacznie wzrosła w drugiej ankiecie. Znamienne, że studenci żywili przekonanie, że ich relacje są zgodne z prawdą. Wydaje się więc, że obiektywna wiarygodność wspomnienia i subiektywne przekonanie o jego prawdziwości wcale nie idą z sobą w parze, co prowadzi nas do kolejnej prawidłowości.

      GDZIE TA RZECZYWISTOŚĆ...

      Pamięć nie jest zwykłą kopią rzeczywistości. To, co tkwi aktualnie w naszej pamięci, niekoniecznie odpowiada temu. co istotnie przeżyliśmy. W naszym mózgu nie ma bowiem neuronu prawdy. Kilka lat temu uczeni dostarczyli na to bardzo wymownego dowodu. Wśród mężczyzn w wieku 48 lat przeprowadzili ankietę o ich życiu, rodzinie, rodzicach i innych kwestiach. Chodzi o to, że tym samym ludziom, gdy mieli 14 lat, postawiono identyczne pytania. Po 34 latach mieli nie tylko podzielić się bieżącymi wspomnieniami, ale też przypomnieć sobie, jak odpowiadali, mając 14 lat. Jedno z pytań brzmiało np.: "Kto jest ulubieńcem matki: ty czy ktoś z rodzeństwa?"

      Ankieta ujawniła ogromne różnice. W porównaniu z 14-latkami dwa razy więcej mężczyzn w wieku 48 lat uważało, że byli ukochanymi dziećmi mamusi. Czyżby upiększali wspomnienia? - W pewnym sensie na pewno tak - mówi Douwe Draaisma. Prawie 90 proc. 14-latków podawało, że od czasu do czasu dostają w skórę. Tymczasem w wieku 48 lat chciało o tym pamiętać tylko 30 proc. respondentów. Ewoluują także wspomnienia o mniejszym ładunku emocjonalnym. Większość 14-latków uważała, że decyzje w domu podejmują głównie ojcowie. Tymczasem z perspektywy 48-latków pierwsze skrzypce nagle zaczyna grać matka.

      Badanie przede wszystkim ujawnia, że 48-letni uczestnicy mają utrudniony dostęp do engramów, które odcisnęły się w ich mózgach, gdy mieli 14 lat. To kolejny dowód, że nie wszystkie wspomnienia zapadają w umyśle na zawsze. Podlegają zmianie, są przekształcane i zniekształcane pod wpływem nowych danych.
      Do wniosku tego prowadzi także badanie amerykańskie, w którym ludzie byli indagowani w pięciu ważnych kwestiach: prawo do pracy, prawa skazanych, legalizacja marihuany, pomoc społeczna dla mniejszości i równouprawnienie. Po około dziesięciu latach ponownie odpowiadali na te pytania. Poza tym mieli też podać, jakiej odpowiedzi udzielili w poprzedniej ankiecie. Cóż się okazało? Ich obecne poglądy w dużym stopniu wpływały na to, co - według siebie samych - sądzili dziesięć lat temu.

      "Uważamy, że wspomnienia są jak seria zdjęć z albumu rodzinnego" - pisze Daniel Schacter. Ale tak nie jest. Nie przechowujemy obiektywnych fragmentów dawnych doświadczeń. Ważniejsze jest dla nas ich znaczenie i związane z nimi emocje. Kolejne doznania cały czas korygują nasze myślenie o własnej przeszłości.
      Psycholog Douwe Draaisma wyciąga następujący wniosek: Wielu ludzi kojarzy pamięć z przeszłością. To błąd. Mamy laką pamięć, która umożliwia nam radzenie sobie z przyszłymi wyzwaniami. Nasza pamięć nie została stworzona po to, by była perfekcyjnym instrumentem. Po co nam kopia własnego życia? Jaką korzyść mielibyśmy z zapamiętania wszystkich autobusów i napotkanych drzew? Pamięć to nie archiwum, z którego dowolnie wyjmuje się wspominki i chowa je z powrotem. Wspomnienie zmienia się jednocześnie z tym, jak zostaje uruchomione.
      - Pamięć można przyrównać do manuskryptu, nad którym codziennie pracujemy, coś w nim zmieniamy, wykreślamy i dopisujemy - mówi Douwe Draaisma.
    • grgkh Parcie na mózg [3] 15.04.06, 14:48
      DRUGIE DZIECIŃSTWO

      Czas jest wrogiem pamięci. Im więcej czasu mija, tym bardziej zaciera się wspomnienie. Wiemy jeszcze, co jedliśmy na obiad wczoraj, przedwczoraj, a nawet przed tygodniem. Ale nie wiemy, czym raczyliśmy się przed rokiem. Zbyt wiele podobnych do siebie posiłków nastąpiło między obiadem sprzed roku i dniem dzisiejszym.

      Ale także wyjątkowe zdarzenia mogą paść ofiarą niepamięci. Dowodzi tego przeprowadzone kilka lat temu badanie 590 osób, które w roku poprzedzającym ankietę uczestniczyły w wypadku drogowym. Po trzech miesiącach prawie wszyscy o nim pamiętali. Kiedy jednak zapytano ich 12 miesięcy później o największe wydarzenia minionego roku - 27 proc. zignorowało kraksę. Generalna zasada powiada: im krótszy odstęp czasu dzieli nas od wydarzenia - ostatniej przeprowadzki, ostatnich wyborów prezydenckich, ostatnich wakacji - tym wyraźniej jest ono obecne w pamięci. Natomiast im większy jest odstęp czasowy, tym łatwiej fakty umykają.

      U ludzi starszych krzywa zapominania wygląda nieco inaczej. Od ok. 60 roku życia ujawnia się zjawisko, w fachowym żargonie zwane efektem reminiscencji. Polega ono na tym, że choć ludzie starsi także najlepiej pamiętają niedawne zdarzenia, a dawniejsze łatwiej zapominają, to - paradoksalnie - w pewnym momencie wskaźnik zapamiętywania gwałtownie się podnosi i widać zagęszczenie wspomnień z okresu 10-25 roku życia.

      Zna tę sytuację każdy, kto obcuje z ludźmi starszymi. Zamiast opowiadać o niedawnej przeszłości, wolą rozwodzić się o dawnych czasach. Niektórzy twierdzą nawet, że wyraźniej rysują im się obrazy z młodości niż wydarzenia z okresu, gdy mieli 40 lat. - Im człowiek starszy, tym bardziej powraca do dzieciństwa - powiedział Umberto Eco.

      Efekt reminiscencji nie zna wyjątków. Występuje nawet w przypadkach poważnych zaburzeń pamięci, np. u chorych na alzheimera. Wydaje się, jakby wcześniejsze wspomnienia były ze sobą lepiej zespolone niż późniejsze. Wielu ludzi pamięta jeszcze numer telefonu, który mieli w wieku 15 lat, natomiast uleciał im z pamięci numeru telefonu, z którego korzystali w wieku 40 lat. Nikt jednak dokładnie nie wie, dlaczego tak się dzieje. Może młodzieńcza pamięć jest po prostu bardziej sprawna? - Być może ma to związek z większą „lepkością" młodej pamięci - przypuszcza Draaisma. Ale to niedostateczne wyjaśnienie. - W takim razie także ludzie w wieku 40 lat powinni hołubić młodzieńcze impresje. Tymczasem efekt reminiscencji pojawia się dopiero około sześćdziesiątki, a potem jeszcze się znacznie nasila - kontynuuje profesor Draaisma.

      Inna hipoteza zakłada, że w młodości ludzie przeżywają więcej ważnych spraw. Rzeczywiście w tym okresie wiele się dzieje i to w dodatku po raz pierwszy w życiu: pierwsze samodzielne wakacje, pierwsza miłość, zakończenie szkoły, pierwsza praca zawodowa, pierwszy poród. Po tych kamieniach milowych coraz trudniej o pamiętne wydarzenia. Nie oznacza to jednak, że każdy ma taką samą biografię pamięci. Przeprowadzka za granicę, nowa miłość, imponujący awans - takie i tym podobne okoliczności mogą w wielkim stopniu stymulować pamięć. Ogólnie jednak wiadomo, że od pewnego wieku życie nie jest już tak pasjonujące - powiada Hans Markowitsch. Pojawia się powtarzalność, a poza tym człowiek przestaje być tak emocjonalny. Odpadają więc dwie ważne przesłanki odkładania wspomnień w pamięci długotrwałej.

      Nie ma jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego młodzieńcze wspomnienia torują sobie drogę dopiero na starość, czemu cytowana na wstępie kobieta w wieku 93 lat nagle przypomina sobie długie wiersze. - Moim zdaniem wynika to z luk w jej mózgu. Zapewne obumarły komórki nerwowe, które zwykle stanowią zaporę dla starych informacji, przez co na powierzchnię wylewa się wiele nieistotnych danych - utrzymuje Markowitsch. To samo pytanie absorbowało już Karola Darwina, który pisał, że "o ile starcy w stanie demencji śpiewają piosnki i snują opowieści z dzieciństwa, to bardzo wątpliwe, czy zdołaliby przypomnieć je sobie świadomym wysiłkiem woli, kiedy byli jeszcze sprawni umysłowo".

      A może to natura tak postanowiła, by starzejący się umysł zaznał jeszcze uciechy, smakując swą młodość. Rzymski filozof Seneka był - jak się zdaje - świadom ożywczej siły pamięci. "Zbytnio pomniejsza swe radości ten, kto zdaje się czerpać zadowolenie tylko z tych uroków, które aktualnie ma i dostrzega. Wnet opuści nas wszak wszelka radość. Dlatego trzeba kierować duszę ku przeszłości i przywoływać to, co nas kiedyś cieszyło, by przez takie częste nawiązania uczynić owe radości naszą prawdziwą własnością".

      THERES LÜTHl © Die Weltwoche, 3.02 2006
    • grgkh Niepotrzebne wykasować [1] 15.04.06, 14:57
      Jeśli ktoś się zatruł jedzeniem, zapamięta to na zawsze, bo
      wspomnienie jest istotne dla przeżycia - twierdzi słynny holenderski psycholog Douwe Draaisma.

      ===

      Panie profesorze, co robił pan 11 września 2003 roku?

      Douwe Draaisma: Już nie pamiętam.

      A co robił pan dwa lata wcześniej, 11 września 2001 roku?

      DD: Rano poszedłem na wykład nowego profesora psychologii społecznej tutaj, w Groningen - tematem była presja konwencji. Zaraz po tym wykładzie zaczęto mówić o tym, że wydarzyło się coś strasznego w Nowym Jorku. Pojechałem do domu, a żona powiedziała mi: To wygląda na wojnę.

      Dlaczego wydarzenia o tyle wcześniejsze zapamiętał pan dużo lepiej niż te, które działy się niedawno?

      DD: Zadziałała tutaj pamięć, którą naukowcy określają mianem pamięci reflektorowej: kiedy ludzie dowiadują się o jakimś niezwykłym wydarzeniu, zapamiętują, gdzie wtedy byli i co robili. Dotyczy to w tym samym stopniu dnia zamachu na Johna F. Kennedy'ego, co ataków terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton. Z dniem 6 maja 2002 r. z kolei wiąże się pamięć reflektorowa mieszkańców Holandii - wtedy na ulicy zastrzelono polityka Pima Fortuyna. Niemcy mają mgliste wspomnienia o tym fakcie, tymczasem większość moich rodaków potrafi dokładnie powiedzieć, gdzie byli i co robili, kiedy dotarła do nich wiadomość o morderstwie.

      Dlaczego człowiek nie zapamiętuje jedynie samego wydarzenia, ale również okoliczności, w jakich się o nim dowiedział?

      DD: Wskutek podniecenia przebiegają w mózgu inne niż zazwyczaj procesy biochemiczne. Dzięki zastrzykowi adrenaliny człowiek ma zdolność zapamiętania znacznie większej liczby faktów. Dochodzi do tego jeszcze drugi czynnik: w dniach, które następują po ważnym wydarzeniu, ludzie mają zwyczaj opowiadać sobie nawzajem o tym, co robili, kiedy dotarła do nich ta niesłychana wiadomość.

      Kiedyś badacze niegdyś porównywali ludzką pamięć do aparatu fotograficznego, potem do kamery filmowej, a jeszcze później do komputera, który zachowuje wszystko na twardym dysku. Które porównanie jest najtrafniejsze?

      DD: Wszystkie te metafory mają jedną poważną wadę - nie biorą pod uwagę tego, że ludzka pamięć działa w sposób niezwykle selektywny. Kiedy na przykład będę wracał pamięcią do tej naszej rozmowy, zapewne przypomni mi się, że choć było parno, nie chciał pan zdjąć marynarki. Nie zapamiętam natomiast pewnie przebiegu wywiadu. O tym, co zostanie zachowane, zadecyduje moja pamięć, bez udziału mojej woli.

      A więc jak to stwierdził pisarz Cees Nooteboom, pamięć jest jak pies, który kładzie się, gdzie chce...

      DD: To porównanie jest bardzo trafne. Nie można wydać żadnej komendy własnej pamięci. Można się wprawdzie nauczyć na pamięć słówek i odmiany, ale to wszystko wyląduje w pamięci semantycznej. Wspomnień z codzienności - pamięci autobiograficznej - nie można zaprogramować. Zapachy zawsze przywołują jakieś wspomnienia z przeszłości, przeżycia déja vu pojawiają się nagle, jakby z niczego... Często powtarzam sobie: to chciałbym zachować w pamięci - i nic z tego nie wychodzi. Z kolei rzeczy, które człowiek najchętniej by z pamięci wymazał, pozostają w niej. Często leżę w łóżku o czwartej nad ranem i wspomnienia nie dają mi spać.

      Co szczególnie łatwo potrafi wryć się w pamięć?

      DD: Wszystko, co napawa nas lękiem i może nas zranić. Jeśli samolot, którym pan kiedyś leciał, o mały włos nie uległ katastrofie, wspomnienie tego wydarzenia będzie pojawiać się już zawsze, podczas każdego kolejnego lotu. Albo też jeśli się strujemy, zjadłszy nieświeżą potrawę - pamięć o tym pozostaje w nas już na zawsze. Nawet jeżeli następnym razem potrawa będzie dobra, ale będzie pachniała tak samo jak poprzednio - nie ruszymy jej. Innym przykładem mogą być upokorzenia. Zostają zapisane w pamięci niezmywalnym tuszem. Kto zostaje wyśmiany i upokorzony, nie zapomni tego aż do śmierci. Z tego powodu własne wspomnienia nie dają spokoju ofiarom gwałtów i tortur.

      Dlaczego nie można jakoś wyrzucić z pamięci złych wspomnień?

      DD: Nie możemy zapominać o tym, że pamięć jest instrumentem ewolucyjnym. Dlatego ma własną wolę. Robi, co chce. Jeśli chodzi o większość historii i epizodów z naszego życia, z punktu widzenia ewolucji nie ma konieczności, by je zachowywać. Natomiast wspomnienie zatrucia pozostanie, ponieważ jest istotne dla przeżycia. Ludzie mają też niezwykłą zdolność zapamiętywania, że pozostał jeszcze łyczek piwa w kuflu. Człowiek pogrążony jest w dyskusji z przyjaciółmi, ale kiedy zbliża się kelner, nie zapomni zawołać: Proszę tego nie zabierać, ja jeszcze piję.

      Mózg ocenia zatem informacje, zanim niektóre z nich zachowa. Ale dlaczego musi to robić, czy magazyn w głowie jest zbyt mały?

      DD: Nie, istnieje wystarczająca liczba neuronów, aby zapamiętać wszystkie wspomnienia. Sądzę, że ich ocenianie i sortowanie wiąże się z tym, że wszyscy jesteśmy opowiadaczami. Zapamiętujemy wszystko w formie historii. A historie zmieniają się w zależności od tego, jak często i komu się je opowiada
      i co wydarza się potem. I na podobnej zasadzie zmienia się wciąż zawartość naszej pamięci.

      Na przykład?

      DD: Kiedy miałem 16 lat, pokłóciłem się z ojcem, ponieważ nie chciałem już chodzić do kościoła. Ze złości wychodził z siebie. Krzyczał: Na chrzcie przyrzekliśmy, że wychowamy cię w wierze katolickiej. Zaraz po awanturze byłem z siebie dumny, że tak dzielnie broniłem swojego stanowiska. Kiedy dziś przypominam sobie całą sytuację, ogarnia mnie wstyd, że zachowałem się tak opryskliwie i byłem głuchy na argumenty ojca. A więc moje wspomnienie uległo całkowitej przemianie.
    • grgkh Niepotrzebne wykasować [2] 15.04.06, 14:58
      A więc wraz z wiekiem wspomnienia nie tylko się zacierają, ale czasem także ulegają zmianie?

      DD: Dzięki temu spostrzeżeniu postanowiłem napisać książkę. Mam 50 lat i doświadczam obecnie na samym sobie, że pamięć kształtowana jest nie tylko przez to, co człowiek zapamiętał, ale także przez wszystko to, o czym zapomniał.
      Pamięć - jak pan pisze - działa według dziwnych reguł. Im ludzie stają się starsi, tym lepiej przypominają sobie własną młodość.
      To bardzo tajemnicze zjawisko. Zwykle przecież człowiek kiepsko przypomina sobie wydarzenia, od których minął szmat czasu.
      Ale około pięćdziesiątki pojawia się tak zwany efekt reminiscencji i z wiekiem staje się coraz silniejszy: dzięki niemu pojawia się wiele wspomnień z okresu, kiedy miało się 15-25 lat. Bardzo ciekawe badanie, przeprowadzone na stulatkach w Danii, ujawniło, że słabo przypominają sobie II wojnę światową, ponieważ leży ona w ich dolinie pamięci. Mają natomiast wiele do powiedzenia na temat przyłączenia północnego Szlezwiku do Danii w 1920 roku.

      Dolina pamięci?

      DD: Tak. Ja sam myślałem zawsze, że w wieku 40-50 lat przychodzi czas na zbieranie żniw z życia. Osiągnęło się już wówczas jakąś pozycję, człowiek nadał swemu życiu jakiś kierunek i robi ważne rzeczy. Jeśli jednak w wieku 70 lat spojrzeć w przeszłość, to akurat te lata znajdują się w dolinie pamięci.

      Jak pan tłumaczy to zjawisko?

      DD: Wiąże się to z faktem, że najłatwiej wryć się w pamięć wszystkim „pierwszym razom". A życie między 15 a 25 rokiem życia jest znacznie bogatsze w pierwsze razy niż życie czterdziesto-, czy pięćdziesięciolatka. W młodości przeżywa się pierwszy wyjazd bez rodziców, pierwszy seks, pierwszą pracę, pierwszą noc we własnym mieszkaniu. A im więcej pojawia się wspomnień z jakiejś fazy życia, tym bardziej zdaje się ona rozdymać. Powstają punkty orientacyjne czy też kamienie milowe w pamięci, których miejsce w czasie potrafimy określić. Wywołują one wspomnienia i sprawiają, że człowiek zaczyna zatapiać się we wspomnieniach z tamtego okresu. Proszę tylko pomyśleć o wszystkich urlopach. Nawet jeśli był to tylko jeden tydzień, którego dni szybko przeleciały, we wspomnieniach ma się wrażenie, że trwał on znacznie dłużej. Czas się rozdyma, żeby zrobić miejsce wspomnieniom z wakacji.

      Przecież nawet urlopy czasem przeradzają się w rutynę.

      DD: Przydarza się to zwłaszcza stałym klientom. Jeśli na przykład po udanym urlopie spędzonym na Krecie wracałbym tam rokrocznie, ciężko byłoby mi zachować w pamięci wspomnienie poszczególnych wyjazdów. W pamięci powstałby generalny schemat tego, jak wygląda urlop na Krecie.

      Dzieciom się wydaje, że wakacje trwają wiecznie, ich rodzicom z kolei te osiem tygodni upływa jak biczem trzasnął. Dlaczego młodsi i starsi tak różnie odczuwają upływanie czasu?

      DD: Dzieje się tak dlatego, że dla dorosłych wiele rzeczy w życiu jest powtórzeniem tego, czego już doświadczyli. Kiedy dni nie przynoszą żadnych nowych doznań, czas zdaje się kurczyć i się wydaje, że przeleciał bardzo szybko. I w ten sposób powstaje to uczucie: im staję się starszy, tym szybciej upływa życie.

      Czy to wrażenie wraz z wiekiem rzeczywiście staje się coraz silniejsze?

      DD: Obawiam się, że tak.

      I nie istnieje żaden trik, dzięki któremu można by powstrzymać proces zapominania własnej biografii?

      DD: W wieku 20 lat wierzy się, że wszystko, co się sfotografuje lub zapisze, przetrwa. Dopiero w wieku 40-50 lat człowiek przekonuje się, że łatwo zapomnieć, kim są ludzie na zdjęciu lub co oznaczają wpisy w pamiętniku.

      Co mógłby pan więc polecić?

      DD: Robić więcej notatek. Dopiero dokładny własnoręczny opis fotografii może na przykład obudzić wspomnienia związane z tym, co się na niej tak naprawdę znajduje. Bez zdjęć bardzo łatwo zapomnieć nawet to, jak wyglądały nasze własne dzieci, kiedy jeszcze leżały w pieluchach lub szły do szkoły. Dlatego odradzam fotografowanie jedynie na urodzinach, weselach, czy podczas świąt - trzeba robić jak najwięcej zdjęć z codziennego życia. Te ujęcia są znacznie bardziej przydatne do budzenia wspomnień.

      Czy są jakieś strategie pozwalające spowolnić upływanie czasu?

      DD: Po pierwsze możemy zmieniać swoje otoczenie, chociażby jeździć na urlop w coraz to nowe miejsca. Po drugie możemy zmieniać nas samych, oddając się na przykład coraz to nowemu hobby. Dla mnie na przykład wielką odmianą było odkrycie przed czterema laty opery. To otwiera okno na świat, jest przeżyciem, które wpływa na bieg czasu.

      A więc ludzie kochają zmiany dlatego, że potem wspomnienie o nich będzie czymś przyjemnym?

      DD: Prawda może być wręcz taka, że szukamy wrażeń, ponieważ dzięki temu życie wydaje nam się dłuższe.
      Neurolodzy pracują nad stworzeniem pigułek, dzięki którym pamięć funkcjonowałaby lepiej. Czy połknąłby pan taką tabletkę?
      Myślę, że tak. Niedawno oglądałem film, który widziałem, jakieś 20 lat temu i praktycznie nie poznawałem żadnej sceny. Przecież jest w tym coś nieznośnego, że wiele tak po prostu znika z naszej pamięci.

      Czy warto byłoby dążyć do posiadania pamięci perfekcyjnej?

      DD: Był pewien Rosjanin Solomon Szereszewski, który niczego nie zapominał. Pracował jako dziennikarz i - w przeciwieństwie do pana - nie potrzebował magnetofonu ani notatnika. Jednakże skończył jako smutny klaun na jarmarku, popisujący się wspaniałą pamięcią. Nie potrafił bowiem oddzielać rzeczy ważnych od mało istotnych i utonął w potopie informacji. Zabrakło mu zmysłu selekcji, który my postrzegamy niekiedy jako słabość naszej pamięci.

      R0ZM. JORG BUCH © Der Spiegel, distr. by NYT Synd., 2006

      ===

      Douwe Draaisma (ur. w 1953 r.), wykłada teorię i historię psychologii na uniwersytecie w Groningen. Autor prac o mechanizmach pamięci.
    • no_no Re: Parcie na mózg. 17.04.06, 22:55
      grgkh napisał:

      > Kto zapomina to, co piękne, staje się zły. Kto zapomina to, co złe, głupieje.
      > Erich Kastner
      >
      > Bardzo mi się ten cytat podoba. Znalazłem go w tygodniku "Forum", w artykule
      > pt. "Parcie na mózg". Starsi czytelnicy tego forum pewnie pamiętają moje
      > skłonności do poszukiwań sensów na pograniczu nauki i filozofii. Jeszcze jedna
      > próba...
      > Poczytajcie. Pomyślcie.
      ~~~~
      Poczytałem, chwilkę pomyślałem, w związku z czym nasunęło mi się kilka refleksji.
      Pierwsza to taka, że w naszym mózgu ponad wszelką wątpliwość nie ma neuronu
      prawdy. No, to jest smutne w takim razie. Znaczy się, że kłamiemysmile, często jak
      z nutsmile - co zresztą potwierdzają inne badania - dowodzące, że człowiek kłamie
      przeciętnie trzy razy dziennie. Oczywiście, są osobniki, które znacznie zawyżają
      przeciętnąsmile A jeśli tak, to wtedy gdzie jest "prawda", której tak usilnie
      szukamy? Ogromna część ludzkości twierdzi, że w Bibliismile

      Zastanówmy się więc może przy okazji, czy aby napewno tam, gdy wszelkie pisma
      święte są wytworem ludzkich mózgów nie posiadających neuronu prawdy, a dodatkowo
      obarczonych kaprysami naszej pamięci?

      Myślę, że wobec faktów, że wspomnienia podlegają zmianie, są przekształcane
      i zniekształcane pod wpływem nowych doznań, i największego wroga pamięci -
      czasu - trzeba być mocno zdesperowanym albo bardzo naiwnym, by zawierzyć twórcom
      poszczególnych Ewangelii i innych pism "świętych", pisanych dziesiątki lat po
      domniemanych wydarzeniach. A już cytowanie słów Jezusa, który nie wiadomo czy
      w ogóle istniał, a ponad wszelką wątpliwość nie pozostawił po sobie żadnych
      zapisków, zakrawa na kpinę z ludzkiego rozumu.

      Druga refleksja, to taka, że po raz kolejny dowiadujemy się na podstawie badań,
      że wolna wola, którą to jakoby człowiek otrzymał od Boga, a który to fakt tak
      chętnie podkreślają ludzie wierzący, jest fałszem, którym kapłani karmią
      ludzkość od dwóch tysięcy lat, powtarzając jak mantrę bzdety głoszone przez
      prostych rybaków i rzemieślników z Galilei.

      Musimy uzmysłowić sobie to w końcu, że nie mamy wolnej woli. Nawet nasza pamięć
      robi z nami co chce, a nie to, co my byśmy chcieli.

      W artykule czytamy:
      "O tym, co zostanie zachowane, zadecyduje moja pamięć, bez udziału mojej woli.
      A więc jak to stwierdził pisarz Cees Nooteboom, pamięć jest jak pies, który
      kładzie się, gdzie chce..."
      I dalej: "Nie możemy zapomnieć o tym, że pamięć jest instrumentem ewolucyjnym.
      Dlatego ma własną wolę. Robi co chce."

      Po raz kolejny dowiadujemy się więc, że nie mamy wolnej woli, natomiast
      od wierzących w Boga, usłyszymy po raz enty, że ją mamy. Cóż, pomimo
      upływających wieków i niezbitych naukowych dowodów, ciągle aktualnym pozostaje
      zawołanie Einsteina: "Jakże moglibyśmy dowodami obalić to, w co motłoch bez
      dowodów uwierzył?"

      no_no - zachowajcie mnie w swej pamięcismile





      • no_no Re: Parcie na mózg - errata 19.04.06, 22:42
        W swoim liście napisałem:

        >>Cóż, pomimo upływających wieków i niezbitych naukowych dowodów, ciągle
        aktualnym pozostaje zawołanie Einsteina: "Jakże moglibyśmy dowodami obalić to,
        w co motłoch bez dowodów uwierzył?"<<
        ~~
        No i jakby na zamówienie i potwierdzenie treści artykułu, szybko wyszło,
        jak ludzka pamięć jest zawodna.
        W swoim liście posłużyłem się cytatem z pamięci, przypisując jego autorstwo
        Einsteinowi. Nie dość, że pomyliłem autora, to i cytat lekkosmile przekręciłem.
        Co prawda sedno myśli oddałem, ale dla porządku i ku pamięci podaję, że treść
        cytatu powinna brzmieć:
        "W co motłoch bez dowodów uwierzył - jakżebyśmy mogli to dowodami obalić?"
        A jego autorem jest Nitzsche.

        no_no - bardzo przepraszam obu znakomitych panów i czytelników forum za swoją
        pamięć, która cytuje sobie co chce i kogo chce


        • kociak40 Re: Parcie na mózg - errata 19.04.06, 22:51
          Powiedzenie A.Eisteina to odpowiedz na wywód Nielsa Bohra,
          ktory zapytał: "Albercie, teoria kwantowa wydaje się takim
          dobrym narzędziem do zrozumienia natury elektronu.Czemu nie
          chcesz jej uznać?"
          "Nels, nie mogę uwierzyć, że Bóg gra w kości!".
          • kociak40 Re: Parcie na mózg - errata 19.04.06, 22:58
            Jeszcze wracając do A.Eisteina, to do końca życia głowił się
            nad połączeniem w jedno teorii elektryczności i grawitacji.
            Wciąż jeszcze można to zrobić.
            Co do przekonań politycznych, to w kapitaliźmie widział zło
            i oto jego część wypowiedzi:
            "Jestem przekonany, że istnieje tylko jeden sposób wyeliminowania
            tego wielkiego zła, mianowicie przez ustanowienie ekonomii socjalistycznej,
            ktorej będzie towarzyszył system wychowawczy, uwzględniający w odpowiednim
            stopniu cele społeczne" - A.Eistain
            • kociak40 Re: Parcie na mózg - errata 19.04.06, 22:59
              Oczywiście "n" zjadłem - Albert Einstein
            • no_no Re: Parcie na mózg - errata 20.04.06, 00:25
              kociak40 napisał:

              > Co do przekonań politycznych, to w kapitaliźmie widział zło
              > i oto jego część wypowiedzi:

              > "Jestem przekonany, że istnieje tylko jeden sposób wyeliminowania
              > tego wielkiego zła, mianowicie przez ustanowienie ekonomii socjalistycznej,
              > ktorej będzie towarzyszył system wychowawczy, uwzględniający w odpowiednim
              > stopniu cele społeczne" - A.Eistain
              ~~~~
              Pozwól, niech się chwilę zastanowię nad słowami A.Einsteina...

              No tak, tylko że wątek skręcimy, chociaż nie tak całkiem, albowiem chcąc
              skomentować słowa Einsteina, trzeba odwołać się do pamięci - na szczęście nie
              tak odległej. Czy nie sądzisz, że to co proponował ten znakomity umysł,
              a mianowicie ekonomię socjalistyczną, to już przerabialiśmy na własnej skórze,
              my i inne kraje demoludów, z wiadomym efektem? Jestem przekonany, że nie
              powinniśmy wchodzić drugi raz do tej samej rzeki - mając dodatkowo na uwadze
              poziom życia ludzi, gdzie takie gospodarki funkcjonują do dziś - jak chociażby
              Kubę, czy Koreę Płn.?

              Mam nadzieję, że ten znakomity naukowiec nie obrazi się na mnie, ale akurat
              z jego myśleniem w kwestii gospodarki, ośmielę się nie zgodzić. Moim zdaniem
              jego rozumowanie jest błędne, aczkolwiek - jak rozumiem - podyktowane dobrym
              i wrażliwym na ludzką krzywdę i biedę, sercem.

              Oczywiście, tak jak Einstein widzę niesprawiedliwość, szczególnie w krajach
              forsujących czysty liberalizm, absolutną wolność gospodarowania, która prowadzi
              prostą drogą do skrajnych nierówności społecznych, ale - zdaję sobie również
              sprawę - że narzucanie absolutnej równości, jaką proponują ustroje
              socjalistyczne, prowadzi z kolei do totalitaryzmu.

              I tak źle, i tak niedobrze...Hmmm, wydaje się więc, że najwłaściwszą drogą -
              będzie ta trzecia. No tak, ale póki co, to jesteśmy jeszcze daleko w polu
              w poszukiwaniu drogi do raju. Nie traćmy jednak nadzieji, że ludzkość kiedyś
              dojdzie do wymarzonego Edenu.

              A jeśli chodzi o zło, o którym wspomina Einstein, to nie da się go całkowicie
              wyeliminować; ono jest częścią nas, podobnie jak dobro. Ha! Powiedziałbym
              więcej: istnienie przeciwieństw, jest podstawą wszelkiego życia.

              • kociak40 Re: Parcie na mózg - errata 21.04.06, 02:08
                Ja tylko przytoczyłem wypowiedzi A.Einsteina. Był człowiekiem niezwykle
                spostrzegawczym. Powstanie jego słynnej Teorii Względności (tz. Szczególnej)
                było spowodowane pytaniem jakie sobie zadał widząc swoje odbicie w lusterku
                (pewno przy goleniu), a któż z nas nie widział takiego odbicia?
                Pytanie było, "czy poruszając się z prędkością światła i trzymając lusterko
                w ręku, będę widział swoje odbicie czy nie?" Przez 10 lat myslał o tej
                odpowiedzi, i nie tylko on, także Bohr, Maxwell, Planck itd. i nie było
                człowieka na świecie, który by na to odpowiedział, gdyż każda odpowiedz - "tak"
                lub "nie" była sprzeczna z prawami fizyki poznanej czyli zasadą względności
                Galileusza lub z prawem Dopplera, a te były potwierdzone jednoznacznie. Te 10-
                cio letnie rozmyślanie nad tym odbiciem w lusterku, przyprawiło go niemal do
                załamania nerwowego. Dopiero teoria względności jaką ogłosił jest rozwiązaniem
                tego z pozoru niemożliwego do spełnienia wymogu, czyli odpowiedzi na to pytanie.
                Kto by pomyślał, takie "sobie" odbicie w lusterku!
                • no_no Re: Parcie na mózg - errata 21.04.06, 14:26
                  kociak40 napisał:

                  > Ja tylko przytoczyłem wypowiedzi A.Einsteina.
                  ~~~~
                  A ja tylko ośmieliłem się skomentować jedną z nich.
                  ~~~~
                  >> Był człowiekiem niezwykle spostrzegawczym. Powstanie jego słynnej Teorii
                  Względności (tzw. Szczególnej) było spowodowane pytaniem jakie sobie zadał
                  widząc swoje odbicie w lusterku (pewno przy goleniu), a któż z nas nie widział
                  takiego odbicia?<<
                  ~~~~
                  Nie będę ukrywał, że również widziałem swoje odbicie w lusterku, i to nie raz!
                  Przy okazji oglądania odbicia swojej facjaty - poza konstatacją, że nie muszę
                  się jej wstydzić:, i poza stwierdzeniem, że wraz z upływem czasu, niestety -
                  starzeję się - nigdy nie wpadłem na nic bardziej odkrywczego. No, czasami
                  patrząc w lustro, zadaję sobie jakieś bardziej ambitne pytania, np. takie:
                  Kim Ty jesteś gościu?smile Jak da sich por, nie udało mi się jednak wyjść poza
                  stwierdzenie, że jestem tylko jednym z miliardów zawodników uczestniczących
                  w sztafecie pokoleń. Pałeczkę zdążyłem już przekazać, a teraz czekam już chyba
                  tylko na jedno - aż główny reżyser zawodów zepchnie mnie z arenysmile Cóż, mówi się
                  trudno. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, nie mając innego wyjścia, udam
                  się pokornie do "szatni."smile Nowi zawodnicy już czekają w blokach startowych...
                  Do biegu! Gotowi? Start!
                  ~~~~
                  >> i nie było człowieka na świecie, który by na to odpowiedział, gdyż każda
                  odpowiedz - "tak" lub "nie" była sprzeczna z prawami fizyki poznanej czyli
                  zasadą względności<<
                  ~~~~
                  I nie ma się co dziwić, że tak długo nie było człowieka, który odważyłby się
                  odpowiedzieć "tak" lub "nie", bo jak to słusznie zauważył Pitagoras, te dwa
                  najkrótsze wyrazy wymagają najdłuższego zastanowienia, albowiem - można by dodać
                  - tylko głupcy nie mają wątpliwości, natomiast mędrcy głoszą, że prawda,
                  to powątpiewanie.
                  ~~~~
                  >>Te 10-cio letnie rozmyślanie nad tym odbiciem w lusterku, przyprawiło go
                  niemal do załamania nerwowego. Dopiero teoria względności jaką ogłosił jest
                  rozwiązaniem tego z pozoru niemożliwego do spełnienia wymogu, czyli odpowiedzi
                  na to pytanie.
                  Kto by pomyślał, takie "sobie" odbicie w lusterku!<<
                  ~~~~
                  W tym momencie chciałbym jeszcze dodać, że z kolei mnie tak zwane "złote myśli",
                  nieomalże olśnienia, nachodza najczęściej wtedy, gdy oddaję moczsmile
                  Mówię to całkiem poważnie! Niestety, jak dotychczas żadna z tych myśli nie
                  okzała się odkryciem na miarę ludzkości. Natura niestety nie obdarzyła mnie
                  jakimś wybitnym umysłem ścisłym. Nie załamuję się jednak tym. Na duchu bowiem
                  podtrzymują mnie słowa samego Einsteina, który po latach doszedł do wniosku,
                  że od wiedzy ważniejsza jest wyobraźnia.

                  no_no - tylko nie wyobrażajcie sobie za wielesmile

      • kamajkore Re: Parcie na mózg. 24.04.06, 12:35
        > Musimy uzmysłowić sobie to w końcu, że nie mamy wolnej woli. Nawet nasza pamięć
        > robi z nami co chce, a nie to, co my byśmy chcieli.
        nie na temat dopiszę, ale... smile
        Jak zwykle podczas czytania takich zdań nachodzi mnie następujące pytanie:
        'nasza pamięć' robi 'z nami' - to znaczy, że moja pamięć nie jest częścią mnie?
        kiedy zaakceptujemy w pełni fakt, że nie składamy się z samych świadomych
        decyzji na tyle, że wejdzie to do naszego języka?
        to temat na osobny wątek, a moja mózgownica jest na założenie takiegoż wątku za
        słaba - może Ty kiedyś spróbujesz? smile
    • mimbla.londyn DO GRGKH: 21.04.06, 16:02

      Dziekuje Ci za ten artykul,wydrukowalam go sobie.Dzieki GRGKH.
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      NIE MA ROZPUSTY WIEKSZEJ NIZ MYSLENIE.
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    • halszka.abstrakcyjna Re: Kto zapomina... 24.04.06, 12:05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka