kociak40
25.10.06, 01:08
Byłem w niedzielę na wypadzie na grzyby. To tak się mówi - "na grzyby", była
tylko taka chęć ale wstać rano się nie chciało, jak zajechałem do kolegi,
który mieszka na wsi koło Wyszkowa, była już prawie 12 w południe. O tej
godzinie iść z koszem do lasu na grzyby, to przesada, grzyby już pouciekały
te, które ocalały, a po innych tylko korzenie poucinane zostały. Pogadaliśmy
sobie i dowiedziałem się o pewnej sprawie, która jakoś powtarza się często w
innych parafiach. W kosciele pojawił się nowy ksiądz, nie wiadomo skąd
przyszedł (i po co? - mój komentarz). Po dwóch miesiącach pobytu, ogłosił, że
obchodzi 25-lecie pracy duszpasterskiej (własnie teraz) i będą z tego tytułu
uroczystosci w kosciele. Został wyznaczony termin i wcześniej pojawił się
laikat, który zbierał pieniądze na prezenty dla księdza. Komentarz był taki,
że nowy ksiądz, trzeba "dobrze" dać, niech się zadomowi, niech ma dobrą
opinię o wiernych itd. Jak kolega opowiadał, duże sumy ludzie dawali, a także
później dodatkowo na tacę podczas uroczystej mszy w intencji tego księdza,
też nie żałowali, aby msza miała wyższą rangę. Jest to coś w podobie, jak
kiedyś w pracy były pieniężne nagrody za 25 lat pracy, 35, 40 itd. W tamtych
wypadkach kadry sprawdzały okresy prac, "lipy" nie było. W wypadku tego
księdza, choć był tylko 2 miesiące, nikt nie sprawdzał tylko dawał. Jakoś tak
się dziwnie składa, że już 3 raz to słyszę i to z róznych okolic. Pojawia się
ksiądz, ni z tego ni z owego, ogłasza sobie 25, a nawet więcej, lat pracy i
zbiera pieniądze. Dobry sposób, skuteczny, niedługo zniknie, pojawi się w
innej parafii (w innym rejonie kraju) i znowu 25 lat. Samochody drogie,
benzyna drożeje, kochanka też się domaga, coś trzeba robić. Kolega wierzący,
on wierzy w te 25 lat, też dał. Boi się, że po kolędzie do niego nie
przyjdzie. Jak już tą "kolędę" wspominał, to skarżył się, że dawniejszy
ksiądz (był 5 lat i też 25 lat obchodził) oszukiwał, jak święcił mieszkanie.
Miał kropidło tz. podróżne, czyli blaszany pojemnik w kształcie latarki, jest
tam trochę wody święconej (jak wychodził z kościoła to nalał) i tego używał.
Wody mało, wieś duża, nie wszyscy mają wodę święconą, "robić" na poczekaniu
nie wypada, więc machał tym pustym kropidłem, udawał, że woda jest. kolega
miał do tego obiekcje, krępował się zwrócić księdzu na to uwagę i teraz mnie
spytał, co ja o tym sądzę, czy takie święcenie jest w pełni ważne?
Oczywiście, odpowiedziałem mu i doradziłem, że jak powtórzy się to z nowym
księdzem, jak machnie pustym kropidłem w jego stronę, udając, że woda jest,
to on powinien natychmiast wyjąć chusteczkę i wycierać sobie twarz, udając,
że krople padły. Konsternacja będzie dwustronna. Ksiądz też się zdziwi,
pomyśli, że jakiś cud, wody dawno nie było i nagle jest i to w takiej ilości,
że aż klient musi się wycierać. Dobrze byłoby, jakby też miał banknot
fałszywy dużego nominału (np. 100 lub 200 zł, były takie fałszywki) i takim
banknotem zapłacić księdzu, przy kiepskim oświetleniu świec, ksiądz nie
pozna. Widząc tak duży nominał będzie chętniej machał tym pustym kropidłem.
Na plebani dopiero się zorientuje, reklamować nie będzie, wie przecież, że te
jego święcenie jest tyle warte co i ten fałszywy banknot. Po prosu "fifti -
fifti". Z tymi podejrzanymi rocznicami tylko trzeba przestrzegać.