Dodaj do ulubionych

Imperatyw Kanta

30.06.07, 11:55
Niektórzy filozofowie - najsłynniejszy z nich to oczywiście Kant - usiłowali wyprowadzić absolutną moralność ze źródeł niereligijnych. Immanuel Kant, jakkolwiek sam był człowiekiem wierzącym (co w jego czasach było pratycznie nieuniknione), próbował oprzeć moralność na poczuciu obowiązku. Sławny imperatyw kategoryczny Kanta mówi tyle: "Postępuj zawsze według takiej maksymy, abyś mógł zarazem chcieć, by stała się ona podstawą powszechnego prawodawstwa".

-=-=-=-

Cytat z "Boga urojonego" R. Dawkinsa
Obserwuj wątek
    • sinobrody_zbuk Re: Imperatyw Kanta 30.06.07, 20:01
      grgkh napisał:

      > Niektórzy filozofowie - najsłynniejszy z nich to oczywiście Kant - usiłowali wy
      > prowadzić absolutną moralność ze źródeł niereligijnych. Immanuel Kant, jakkolwi
      > ek sam był człowiekiem wierzącym (co w jego czasach było pratycznie nieuniknion
      > e), próbował oprzeć moralność na poczuciu obowiązku. Sławny imperatyw kategoryc
      > zny Kanta mówi tyle: "Postępuj zawsze według takiej maksymy, abyś mógł zarazem
      > chcieć, by stała się ona podstawą powszechnego prawodawstwa".
      >
      > -=-=-=-
      >
      > Cytat z "Boga urojonego" R. Dawkinsa





      I.Kant był człowiekiem wierzącym? Był agnostykiem.Podaj mi źródła z jakich
      korzystałeś,żeby stwierdzić,że I.Kant był człowiekiem wierzącym.W co wierzył
      I.Kant?Co właściwie wiesz na jego temat?


      • grgkh Re: Imperatyw Kanta 30.06.07, 22:22
        Źródło? wink Przecież napisałem, że to powyżej to cytat z książki. Ale z wiarą
        Kanta to masz rację. W dalszym ciągu tekstu była dodana taka informacja, ale
        nie miałem czasu by ją także przepisać.

        A co możesz powiedzieć o samym imperatywie? Jak Ci się podoba? Liczyłem, że
        ktoś się na ten temat odezwie.
        • truten.zenobi Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 00:05
          "nie czyń drugiemu co tobie nie miło"
          "traktuj ludzi tak jak bys sam chciał byc traktowany"
          "granicą wolnosci twoich pięści jest nos twojego sasiada"

          Ja mysle że tak naprawdę tym co rzadzi naszym zachowaniem jest "dylemat więźnia"
          Współpracując z innymi (z partnerem, w grupie, w społecznosci,..) możemy
          osiągnąć najwięcej jednakże łamiąc zasady możemy osiągnąć nieproporcjonmalnie
          więcej dla siebie ale gdy wszyscy/wiekszośc łamie zasady wtedy nic nie osiągają
          albo osiągają najmniej...

          wybór w zasadzie wydaje się prosty ale tak naprawdę nie zależy nam na jak
          największym wyniku ale na tym by nasz osobisty wynik był lepszy od innych, by
          dominować w stadzie itp
          ale jak zabardzo bedziemy łamać zasadzy do zostaniemy wykluczeni na margines
          społeczności.

          wybór nie jest prosty... ale na pewno warto wmówić innym ze się przestrzega
          zasad, że wartości są najważniejsze , że honor, że ojczyzna/wiara/organizacja,
          że pracowitość, że prawdomówność...i wymagać od innych.... ale nie od siebie
          Czyż nie jest to Ci dobrze znane?

          ja wszystkie dyskusje o wartościach, moralnosci, traktuje w tych kategoriach -
          tj. szukania frajerów do ciężkiej pracy, poswieceń, nadstawiania dupy...
        • sinobrody_zbuk Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 01:04
          grgkh napisał:

          > Źródło? wink Przecież napisałem, że to powyżej to cytat z książki. Ale z wiarą
          > Kanta to masz rację. W dalszym ciągu tekstu była dodana taka informacja, ale
          > nie miałem czasu by ją także przepisać.



          To już poker? Bo widzę,że zagrałeś w ciemno-ja,zaś nie przebijałem tylko Cię
          sprawdziłem.No,ale też nie zauważyłem,że podałeś źródło.
          Nie zdążyłem jeszcze przeczytać książki "Bóg urojony" R.Dawkinsa.Czytałem
          jednak trochę takich filozofów jak J.Locke,D.Hume.I.Kant,Nietzschego,Hegla,
          etc.Co mogę powiedzieć o imperatywie Kanta?

          To nie jest kwestia czy się podoba czy nie.Zdaniem Kanta wszelkie normy
          można wywieźć z imperatywu kategorycznego.Ten pogląd stał sie potem obiektem
          krytyki,ponieważ imperatyw kategoryczny nie rozstrzygał co należy robić
          w sytuacji konfliktu interesów.(imperatyw kategoryczny a konflikt interesów)

          Nie sposób to opisać w paru słowach,proponuję poczytać coś o Kancie,choćby
          z internetu.
          Natomiast ciekawsze jest to co ujął Kant w tzw."ideach spekulatywnych"
          i co powiedział na temat "dowodu na istnienie Boga"
          To, co powiedział Kant można krótko streścić:Nie sposób dowieść istnienia
          Boga ale i nie sposób wykazać, że On nie istnieje.

          Ty,zaś w wątku"boga nie ma" twierdzisz,że istnieje logiczny dowód na
          nieistnienie Boga.Zapoznaj się dokładnie z tym co na ten temat powiedział
          słynny samotnik z Królestwa I.Kant.Czy miał rację? ja,sądzę że tak.


          • grgkh Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 04:25
            > To już poker? Bo widzę,że zagrałeś w ciemno-ja,zaś nie przebijałem tylko Cię
            > sprawdziłem.

            Mylisz się. Moją zasadą życiową jest NIGDY nie grać w ciemno. I tak staram się
            myśleć i mówić.

            > Co mogę powiedzieć o imperatywie Kanta?
            >
            > To nie jest kwestia czy się podoba czy nie.Zdaniem Kanta wszelkie normy
            > można wywieźć z imperatywu kategorycznego.Ten pogląd stał sie potem obiektem
            > krytyki,ponieważ imperatyw kategoryczny nie rozstrzygał co należy robić
            > w sytuacji konfliktu interesów.(imperatyw kategoryczny a konflikt interesów)

            Konflikt interesów jest zawsze, bo zawsze jesteśmy my i reszta świata - albo
            uszczegóławiana, albo jako jedność. Jednak my posługujemy się arytmetyką
            rozmytą. Nadajemy interesom obu stron różne wartości. A w naszych głowach też
            tworzymy wielopoziomowe zależności typu: (1) liczę się z tym, że nie jestem
            sam, (2) liczę się z tym, że nie jestem sam i inni się z tym liczą, (3) liczę
            się z tym, że nie jestem sam i inni się z tym liczą, a ja też liczę się z tym,
            ze innni liczę się z tym, że ja się liczę... itd. Od pogłębiania tego błędnego
            koła zależy, na którym poziomie się zatrzymamy. Z reguły nie wchodzimy w
            swej "intuicji" zbyt głęboko, bo potem w ogóle zaczyna się zacierać sens tej
            kalkulacji, a jednak podskórnie powinniśmy ją czuć. I o tym w teorii gier mówił
            John Nash. I są różne społeczności: takie bardziej prawdomówne i takie bardziej
            zakłamane. Właśnie o tym czytam u Dawkinsa. Ale wszystkie one są niestabilne i
            zawsze jakieś zakłócenie może je wytrącić z równowagi.

            Dzieje się tak, gdy pojawia się autorytet, guru, który narzuca swoją wolę i
            upraszcza zbyt zawiłe kalkulacje na temat moralności do prostych sloganów,
            albo - i teraz doświadczamy tego na naszej własnej polskiej skórze - guru sięga
            do metod nieuczciwej manipulacji na psychice tłumów: oczerniając, kłamiąc,
            uciekając od odpowiedzi na zadawane pytania itp, czyli stosując zestaw
            erystyczny numer jeden Schopenhauera. Na tym opierają się także wszystkie
            mitologie i teologie - na kłamstwie i ucieczce od logiki. Są nimi przesiąknięte.

            > Natomiast ciekawsze jest to co ujął Kant w tzw."ideach spekulatywnych"
            > i co powiedział na temat "dowodu na istnienie Boga"
            > To, co powiedział Kant można krótko streścić:Nie sposób dowieść istnienia
            > Boga ale i nie sposób wykazać, że On nie istnieje.

            > Ty,zaś w wątku"boga nie ma" twierdzisz,że istnieje logiczny dowód na
            > nieistnienie Boga.Zapoznaj się dokładnie z tym co na ten temat powiedział
            > słynny samotnik z Królestwa I.Kant.Czy miał rację? ja,sądzę że tak.

            I nie miał racji. wink Według niego istnieją zapewne także krasnale i bździągwy.
            To nie jest istnienie. Istnienia MUSIMY dowodzić. Rezygnując z niego - z
            jakiegokolwiek powodu - poddajemy istnienie w wątpliwość. A istnienie NIE MOŻE
            jednocześnie być i nie być lub być częściowe. Istnienie jest kategorią
            czarnobiałą, jak decyzja, czy coś jest prawdą, czy fałszem, ponieważ gdy
            podchodzimy do tego pytania, to TEGO WŁAŚNIE chcemy się dowiedzieć. Zawsze. I
            dlatego Kant się mylił.

            Nikt nie powiedział, że już wszystko zostało odkryte i niczego nowego
            powiedzieć się nie da. Mam odwagę podważać to, co mi się podoba, ale nie robię
            tego głupio, a także i Tobie nie zabraniam podważania moich tez. Zrób to. Ale
            mądrze, a nie krzykiem, że nie mam racji i już, albo - bo ktoś powiedział. smile

            Nie traktuj tego jako próbę przebicia mądrości wszystkich filozofów przez
            jakiegoś szaraczka, któremu woda sodowa do głowy uderzyła, ale jako moje prawo
            do zabrania głosu w dyskusji.

            Boga nie ma. Nie ma go WEWNĄTRZ żadnej tezy, a ponieważ poza tezami nie mamy w
            swoim opisie świata niczego, to Boga nie ma w ogóle.

            I pamiętaj, że obowiązuje - Ciebie także - zasada: precyzyjna definicja czym
            jest obiekt i dowodzenie, że taki właśnie obiekt istnieje. Istnienia dowodzi
            się w ściśle określonym kontekście, a nie poza wszystkimi możliwymi. Poza
            kontekstami jest nicość. Nieistnienie.
            • sinobrody_zbuk Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 12:37
              grgkh napisał:

              > Nikt nie powiedział, że już wszystko zostało odkryte i niczego nowego
              > powiedzieć się nie da. Mam odwagę podważać to, co mi się podoba, ale nie robię
              > tego głupio, a także i Tobie nie zabraniam podważania moich tez. Zrób to. Ale
              > mądrze, a nie krzykiem, że nie mam racji i już, albo - bo ktoś powiedział. :


              Ja,krzyczałem,że nie masz racji? powiedziałem Ci bardzo spokojnie,że Kant
              nie był wierzący tylko agnostykiem oraz zapytałem się co właściwie wiesz
              o filozofii Kanta.
              Wklejasz jakiś tekst bez zastanowienia-myślę,że po to, aby tylko coś napisać
              lub wkleić.Mnie zarzucasz,że posługuję się tym co ktoś powiedział a sam to
              właśnie dokładnie robisz.Przykład z imperatywem Kanta.
              Proponuję Ci jednak zapoznać się z filozofią Kanta,chyba się nie myliłem,że
              za dużo o nim nie wiesz.

              I pamiętaj, że obowiązuje - Ciebie także - zasada: precyzyjna definicja czym
              > jest obiekt i dowodzenie, że taki właśnie obiekt istnieje. Istnienia dowodzi
              > się w ściśle określonym kontekście, a nie poza wszystkimi możliwymi. Poza
              > kontekstami jest nicość. Nieistnienie


              Zastanów sie dobrze nad tym co napisałeś.Co Ty,chcesz udowodnić? i co na ten
              temat powiedział właśnie Kant.Mając do wyboru rozumowanie Kanta i Twoje
              przychylam się do poglądu Kanta.Jestem agnostykiem stąd bliższy mi jest dowód
              Kanta.

              Agnostycyzm jednak nie zakłada, że nie jest możliwe sprawdzenie, czy Bóg
              istnieje. Zakłada natomiast, że aby coś zbadać, trzeba mieć ścisłą definicję
              tego, co się bada - dopiero wtedy możliwe jest stworzenie odpowiedniej metody i
              przyrządu badawczego. Ponieważ jednak wg agnostyków nikt nie jest w stanie
              jednoznacznie zdefiniować Boga, odrzucając definicje w innych religiach,
              agnostycy rezygnują z rozważań nad Bogiem, nie mając możliwości opracowania
              metody i przyrządu badawczego.pl.wikipedia.org/wiki/Agnostycyzm


              Wydaje mi się również,że dogmat o Twojej nieomylności w każdej dziedzinie
              wiedzy,nie jest jeszcze obowiązującym dogmatem-również na tym forum.


              • grgkh Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 21:01
                sinobrody_zbuk napisał:

                > grgkh napisał:
                >
                > > Nikt nie powiedział, że już wszystko zostało odkryte i niczego nowego
                > > powiedzieć się nie da. Mam odwagę podważać to, co mi się podoba,
                > > ale nie robię tego głupio, a także i Tobie nie zabraniam podważania
                > > moich tez. Zrób to. Ale mądrze, a nie krzykiem, że nie mam racji i już,
                > > albo - bo ktoś powiedział. :

                > Ja,krzyczałem,że nie masz racji?

                "Krzyczysz" teraz właśnie. Uprzedłem Cię jakiego rodzaju rozmowy oczekuję i nie pomuliłem się. Zaczynasz nie od sedna sprawy, ale od wycieczek osobistych. Wczytaj sie w to, co tu powyżej mojego sam cytujesz.

                > powiedziałem Ci bardzo spokojnie,że Kant nie był wierzący tylko
                > agnostykiem oraz zapytałem się co właściwie wiesz o filozofii Kanta.

                I odpowiedziałem Ci tyle, że uważałem, że dalej nie ma sensu o tym rozmawiać. Interesuje mnie rozmowa między nami na temat, który podałem w wątku. Nie będę z Tobą rywalizował w ilości wiedzy o filozofii Kanta, bo rzeczywiście nie wiem o niej najwięcej. Ale to nie ma nic do rzeczy. Podważam pewne założenie Kanta i teraz Ty, a nie Kant, którego tu nie ma, spróbuj wystąpić z krytyką.

                > Wklejasz jakiś tekst bez zastanowienia-myślę,że po to, aby tylko coś napisać
                > lub wkleić.

                Obrażasz mnie. Dajesz świadectwo swoich prawdziwych intencji.

                > Mnie zarzucasz,że posługuję się tym co ktoś powiedział a sam to
                > właśnie dokładnie robisz.Przykład z imperatywem Kanta.

                Imperatyw Kanta jest czymś, co natchnęło mnie do rozmyślań na ten temat. Mam pewne wnioski - wydaje mi się, że słuszne - ale dopiero w dyskusji może się to potwierdzić lub nie.

                > Proponuję Ci jednak zapoznać się z filozofią Kanta,chyba się nie myliłem,że
                > za dużo o nim nie wiesz.

                Nie myliłeś się. Z filozofią zetknąłem się dość późno, ale dzięki temu mam przemyślenia, które traktuję bardziej jako swoje, a nie wyuczone. Nie będę niczyim wyznawcą. Posługuję się logiką i staram się podważać wszystko, co jest z nią na bakier. To moje hobby. I... nie jestem głupi, więc nie trudź się i nie staraj się osłabić mojej pewności siebie. Dla Ciebie jestem zdaniami, które przeczytasz w okienku przeglądarki internetowej i nie pretenduję do żadnej wyższej roli. Jestem nikim. Ale nie lekceważ tego głosu wykrzykiwaniem, ilu filozofów przeczytałeś. Musisz myśleć, a nie być biernym odtwórcą tekstów i tego od Ciebie wymagam.

                Na solidne zapoznawanie się z Kantem teraz nie mam czasu, ale z wyrywkami jego twórczości bardzo chętnie się przy jakiejś okazji zapoznam.

                > > I pamiętaj, że obowiązuje - Ciebie także - zasada:
                > > precyzyjna definicja czym jest obiekt i dowodzenie,
                > > że taki właśnie obiekt istnieje. Istnienia dowodzi się
                > > w ściśle określonym kontekście, a nie poza wszystkimi możliwymi.
                > > Poza kontekstami jest nicość. Nieistnienie

                > Zastanów sie dobrze nad tym co napisałeś.Co Ty,chcesz udowodnić? i co na ten
                > temat powiedział właśnie Kant.Mając do wyboru rozumowanie Kanta i Twoje
                > przychylam się do poglądu Kanta.Jestem agnostykiem stąd bliższy mi jest dowód
                > Kanta.

                Wiem, co piszę. Odpowiedz na moje pytanie, jeśli nie przerasta Twoich możliwości zrozumienie, oczym mówię.

                Istnienie dotyczy obiektu i kontekstu, czyli określonych założeń, które NAJPIERW muszą się pojawić. Świat jest jeden. To jest WSZYSTKO, co jest na zewnątrz nas. Absolutnie wszystko. Bóg nie może jednocześnioe być jego częścią (czyli wpływać nań) oraz być poza nim. Istnienie Boga można rozpatrywać wyłącznie w tak rozumianym świecie. I wtedy definiujmy, czym-kim jest Bóg. Po jakimkolwiek zdefiniowaniu okazuje się, że Jego istnienie jest niemożliwe. A więc Boga nie ma. To jest naprawdę dowód na nieistnienie.

                > Agnostycyzm jednak [...]

                Ja idę o krok dalej. Nie ma definicji, to i nie ma obiektu. Czy Ty dopuszczasz istnienie krasnali na takiej samej zasadzie jak bogów?

                Agnostycyzm w takiej definicji jest niepotrzebnym ukłonem w kierunku wierzących, by ich nie ranić lub konformizmem, by nie być posądzonym o nadmierną inność od religijnej większości, przed którą się człowiek płaszczy.

                Ja mam odwagę otwarcie wybrać jedną z dwóch możliwości: Bóg jest lub Go nie ma. Trzeciej możliwości naprawdę nie ma. To ułuda. Zakłamanie wewnętrzne.

                > Wydaje mi się również,że dogmat o Twojej nieomylności w każdej dziedzinie
                > wiedzy,nie jest jeszcze obowiązującym dogmatem-również na tym forum.

                Testuję tutaj swoją wiedzę, którą wciąż poszerzam. A przede wszystkim bardzo, naprawdę bardzo dbam, żeby nie mówić tego, czego nie jestem pewien, co nie jest solidnie udokumentowane. Część z tego, co tu mówię, powtarzam po tych, którzy właśnie tutaj to mówili przede mną. A więc nie jestem wynalazcą, odkrywcą, ale - powtórzę to - nie jestem głupi. Lubię tematy kontrowersyjne i leżące na pograniczu wiedzy ogólnie dostępnej. Teza o nieistnieniu Boga wydała mi się pociągająca i intuicja mi podpowiadała, że warto się nią zająć. Przemyślałem sprawę i próbuję się wypowiedzieć. Ale - co dziwne - nikt krytycznie nie chce ze mną o tym rozmawiać. Nieliczne głosy, jak Twój tutaj, ograniczją się do ataków personalnych i gadania nie na temat. Czyżbym naprawdę ukuł dobre rozumowanie? Niepodważalne? Czy to takie niemożliwe?

                A Tobie kto uniemożliwia wypowiadanie się?
                • sinobrody_zbuk Re: Imperatyw Kanta 01.07.07, 22:39
                  grgkh napisał:

                  Podważam pewne założenie Kanta i t
                  > eraz Ty, a nie Kant, którego tu nie ma, spróbuj wystąpić z krytyką.

                  Kant już prawdopodobnie sam się nie obroni-ja,zaś nie czuję się uprawniony
                  do obrony jego tez,ponieważ nie mam zamiaru powtarzać tego co on wymyślił.
                  Nie będę po prostu ubijał "piany".Prócz dowodu Kanta odsyłam Cię jeszcze do
                  tzw. "wymogu Hume"a odnośnie dowodu na istnienie Boga.

                  Tu masz linka www.ateista.pl/articles.php?id=79


                  Ale nie lekceważ tego głosu wykrzykiwaniem, ilu filozofów przeczy
                  > tałeś. Musisz myśleć, a nie być biernym odtwórcą tekstów i tego od Ciebie wymag
                  > am.



                  Słyszysz żebym krzyczał? Przeczytałem dużo więcej z filozofii i więcej
                  filozofów niż wymieniłem.Podałem celowo wymienionych z prostej przyczyny.
                  Jakiej? to już zadanie dla Ciebie.
                  Bardzo Cię proszę nie wymagaj odemnie za dużo.Zawsze wymagaj więcej od siebie.


                  > Wiem, co piszę. Odpowiedz na moje pytanie, jeśli nie przerasta Twoich możliwośc
                  > i zrozumienie, oczym mówię


                  Ja natomiast widzę,że to, co ja mówię,przerasta chyba Twoje możliwości,choć
                  mówię bardzo prostym językiem,nie siląc się na wyszukane zwroty czy pojęcia.



                  > Ja idę o krok dalej. Nie ma definicji, to i nie ma obiektu. Czy Ty dopuszczasz
                  > istnienie krasnali na takiej samej zasadzie jak bogów?



                  Widzę,że nie wiesz co oznacza termin agnostycyzm,gdybyś wiedział nie zadawałbyś
                  mi pytania o istnieniu krasnali czy bogów.



                  > Agnostycyzm w takiej definicji jest niepotrzebnym ukłonem w kierunku wierzących
                  > , by ich nie ranić lub konformizmem, by nie być posądzonym o nadmierną inność o
                  > d religijnej większości, przed którą się człowiek płaszczy


                  To Twoja subiektywna opinia.Pozwolisz mi jednak zostać agnostykiem?
                  Ja,zaś pozwolę Ci zostać ateistą- Ok?
                  W innym wątku przedstawiłem się kim jestem,więc nie odniosę się do
                  Twoich zarzutów,które są po prostu chybione.


                  Ja mam odwagę otwarcie wybrać jedną z dwóch możliwości: Bóg jest lub Go nie ma.
                  > Trzeciej możliwości naprawdę nie ma. To ułuda. Zakłamanie wewnętrzne.



                  Wrzuć sobie w adres wyszukiwarki słowo agnostycyzm-przeczytaj,wyciągnij
                  wnioski.Nie będę Cię w tym wyręczał.


                  Teza o nieistnieniu Boga wydała mi się pociągają
                  > ca i intuicja mi podpowiadała, że warto się nią zająć. Przemyślałem sprawę i pr
                  > óbuję się wypowiedzieć. Ale - co dziwne - nikt krytycznie nie chce ze mną o tym
                  > rozmawiać. Nieliczne głosy, jak Twój tutaj, ograniczją się do ataków personaln
                  > ych i gadania nie na temat. Czyżbym naprawdę ukuł dobre rozumowanie? Niepodważa
                  > lne? Czy to takie niemożliwe?


                  Ja,się ograniczam do ataków personalnych? Ty,oczywiście tego nie robisz.
                  Podałem Ci dowód Kanta a teraz jeszcze wymóg Hume'a żeby Ci pokazać,że
                  chcesz zaprzeczać istnienia czegoś co jest niefalsyfikowane?
                  Nie można opierać dowodu na czymś, czego nie ma lub prawdopopodobnie nie ma. W
                  naukach przyrodniczych mówimy, że Bóg jest niefalsyfikowany, niemożliwy do
                  udowodnienia - dlatego nie jest brany pod uwagę w jakichkolwiek teoretycznych
                  rozważaniach.

                  Dlatego dziwię się czemu Ty właściwie zaprzeczasz.Czy rozumiesz dlaczego
                  Twój dowód jest nieprawdziwy?


                  Wiem,że to wątek o imperatywie kategorycznym Kanta,napisałem Ci,że spotkał
                  się on również z krytyką.Dyskusja na ten temat na forum, jest może i możliwa
                  ale,wymaga pisania bardzo długich postów,na co niestety nie mam czasu.
                  Przy okazji niejako wypowiedziałem się na temat podjęty w innym wątku
                  "boga nie ma" a to właśnie z powodu Kanta.



                  • grgkh Ateizm semiotyczny (Boga nie ma) 02.07.07, 00:22
                    Przeczytałem. I nic ten tekst nie zmienia w sensowności tego, co wcześniej
                    mówiłem. I niczego nadal nie podważa.

                    Na początek powtórzę moją tezę w wersji z ostatniego postu, choć wcześniej
                    zdarzało mi się ją zapisywać za każdym razem od nowa, a więc w nieco innym
                    brzmieniu. Sens jest zawsze ten sam. Kopiuję_to_stąd

                    Istnienie dotyczy obiektu i kontekstu, czyli określonych założeń, które
                    NAJPIERW muszą się pojawić. Świat jest jeden. To jest WSZYSTKO, co jest na
                    zewnątrz nas. Absolutnie wszystko. Bóg nie może jednocześnie być jego częścią
                    (czyli wpływać nań) oraz być poza nim. Istnienie Boga można rozpatrywać
                    wyłącznie w tak rozumianym świecie. I wtedy definiujmy, czym-kim jest Bóg. Po
                    jakimkolwiek zdefiniowaniu okazuje się, że Jego istnienie jest niemożliwe. A
                    więc Boga nie ma.

                    Kopia jest potrzebna, byśmy dokładnie widzieli, do czego się odwołujemy.

                    Wymóg Hume'a jest dla mnie jasny. Będę wracał do niego wtedy, gdy będzie taka
                    potrzeba, w dalszej części wywodu.

                    Fragment z "Ateizmu semiotycznego""

                    "Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów na obronę pozaempirycznego
                    kryterium sensowności wyrażeń jest doktryna dwóch pni poznania. Od początku
                    dziejów filozofii, zawsze istniało rozróżnienie na poznanie a posteriori, a
                    więc założenie, iż całą nasza wiedza bierze się z doświadczenia, jak również
                    poznanie a priori, a więc przed doświadczeniem – wiedza człowieka jest już w
                    jego umyśle od czasu narodzin. Jeśli więc okaże się, iż rzeczywiście człowiek
                    poznaje na oba sposoby, to wymóg Hume’a zostaje poważnie ograniczony – zawsze
                    można powiedzieć, iż bóg to byt aprioryczny, a więc słowo określające ten byt
                    jak najbardziej ma sens. Zdają się być na to przekonujące argumenty – przecież
                    właśnie matematyka to omawianie czystego abstraktu, gdzie nie ma ani grosza
                    słów wziętych z doświadczenia."

                    Matematyka jest obszarem, który istnieje poza naszą rzeczywistością. Składa się
                    ona z odrębnych zbiorów założeń i reguł, spełnia więc warunek, którego obecność
                    ja postawiłem (obiekt i kontekst). Wewnątrz systemu, który niezależnie od
                    siebie tworzą zbiory założeń jest pustka uniemożliwiająca łączenie ze sobą tych
                    systemów. Można by tu zaproponować - przez analogię - dwa wszechświaty, jeden,
                    w którym obowiązuje względność i jakiś drugi, hipotetyczny, w którym ta zasada
                    nie jest spełniana. Jest absolutnie wykluczone, by można było w najmniejszym
                    nawet stopniu uzyskać połączenie tych światów, gdyż na ich styku nie mogą
                    obowiązywać wykluczjące się reguły. A podstawą ich odrębności są odmienne
                    założenia: konteksty, w których istnieją ICH obiekty.

                    To samo dotyczy świata realnego czyli tego, który mamy na zewnątrz nas
                    (wspólnego dla nas) oraz wymyślonego przez religie świata nierealnego, w którym
                    miałby egzystować Bóg. Na styku muszą istnieć wspólne reguły. A to skutkuje
                    takimi samymi zbiorami założeń dla obu światów, wiąże je w jedność, czyni świat
                    jednym Wszechświatem. Wszelkie reguły wszech...mocy stają się regułami mocy
                    jedynie. A każdy obiekt wewnątrz tego systemu, jakkolwiek oddziałuje, musi być
                    poprzez to odziaływanie identyfikowalny. I wtedy, w informacji pośredniej,
                    która od niego przychodzi można mu przypisać istnienie. Jest dla nas oczywiste,
                    że miliardom, a może i nieskończonej ilości wersji krasnali różnych typów nie
                    przypisujemy istnienia, dopóki nie określimy, ze doświadczyliśmy ich
                    oddziaływania. A wtedy, właśnie poprzez charakter tego oddziaływania
                    odnajdujemy własności tych krasnali, ich cechy, atrybuty. A bogowie? Ich
                    żadnych cech nie da się określić. Nie ma więc ich "posiadaczy".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka