Dodaj do ulubionych

Niezaradny męzczyzna

01.07.03, 09:21
Puściłam wątek na FK, ale oprócz pasemek u mężczyzn i innych ciekawych
historii, niczego się nie dowiedziałam... wiec przyszłam tutaj, skruszona.:)
Bo naprawdę jestem ciekawa, jak to wygląda w praniu, na dłuższą metę.
A sprawa wygląda tak:
Czy można z takim mężczyzną żyć na dłuższą metę,
bez frustracji i wiecznych pretensji
Poznałam go miesiąc temu, wybuch uczucia, wzajemna fascynacja. On jest bardzo
czuły, kochany, jestem dla niego najważniejsza, itepe. On dla mnie też jest
ogromnie ważny, uwielbiam z nim przebywać, sunujemy plany na przyszłość.

Nie chodzi o to, że jest nierobem. Po prostu jest niezaradny. Obecnie umowa
na czas określony wygasła a on czeka aż jeden znajomy do niego zadzwoni. I
tyle... mówię Mu, żeby cos jeszcze zrobił, ale wymówka jest taka, że rynek
pracy jaki jest, każdy wie. Takie zainteresowanie rynkiem pracy bez zacięcia.
Trudno się z tym nie zgodzić. Jednocześnie snuje plany kształcenia się w dość
specyficznym kierunku, po którym może także pracy nie mieć. Na te
wykształcenie musi pieniądze pożyczyć.
Nie naciąga mnie na kasę, nic z tych rzeczy. Jest dumnym facetem i to
wszystko też go dusi. Ma 30 lat, mieszka z rodzicami (to nie typ maminsynka,
jestem wyczulona), chce się od nich uwolnić, tylko jak to zrobić, kiedy brak
pracy, perspektyw na własne lokum... no i tak to się kręci. Mówi, że jak
zrealizuje to co chce, odbije się, zaczniemy działać cos wspólnie, by razem
żyć.
Czy któraś z Was to przerabiała? Jaka może być moja w tym rola? Nie chcę mu
matkować, by spod opiekuńczych skrzydełek mamusi wpadł w pod moją spódnicę.
Chciałabym mu jednak jakoś pomóc, zmotywować, dać nadzieję. Zależy mi bardzo
na nim a jednocześnie obraz jego życiowej postawy zasnuwa mi nieco obraz
obecnej sielanki.

I jak to się ma do skrzeczącej rzeczywistości?



Obserwuj wątek
    • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 10:13
      mam dosc przykra wiadomosc - ale chyba musisz mu matkowac
      • Gość: rupert Re: Niezaradny męzczyzna IP: 217.96.29.* 01.07.03, 10:36
        Cyba musisz matkować...to prawda...współczesny świat nie wychowuje męzczyzn
        zaradnych i odpowiedzialnych, gotowych do podejmowania trudu i przyjmowania
        odpowiedzialności za innych...nie mała w tym rola kobiet, które powtarzaja damy
        sobie rade same...
    • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 10:46
      no wlasnie - kobiety zyskuja cechy uwazane przez wieki (a w wiekszosci rejonow
      swiata poza Zachodem rowniez obecnie) za meskie, wiec mezczyznie je traca - to
      dosc logiczne - i nie chodzi mi tu tylko o umiejetnosc znalezienia pracy - ale
      ogolnie o umiejetnosc podejmowania decyzji, a przede wszystkim
      ODPOWIEDZIALNOSC, w tym odpowiedzialnosc za druga osobe
      • satina Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 11:17
        Jeśli matkowanie ma polegać na podejmowaniu za niego decyzji w priorytetowych
        sprawach, takich jak praca, to dziękuję... naprawdę dziękuję!
        Moją wadą jest postawa mało roszczeniowa w detalach życiowych. Przejmuje
        inicjatywę szybko i bezboleśnie, licząc po cichu na partnerstwo. A czasem każdy
        lubi być noszony na rączkach, czyż nie? Problem z tym, że ja na te rączki sama
        muszę wejść.
        Problem w tym, jak przekształcić sie z matkującej kobiety w rolę umiarkowanie
        biernej obserwatorki? Nie jest to takie proste.
        Nie chcę walczyć o wszystko za dwoje, kiedy łatwiej tylko za siebie.
        • Gość: zula Re: Niezaradny męzczyzna IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 11:34
          Oglądałas w ostatni piątek sex and the city;-)?
          • satina Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 11:48
            nie... rozumiem, że moje rozważania pokrywaja sie z mysla przewodnią odcinka:)
            • Gość: zula Re: Niezaradny męzczyzna IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 12:23
              tak, carey (ta dziennikarka) chodziła z twórcą komiksów, który mieszkał z
              rodzicami, a poza tym był b. fajny. cały czas przewijała się myśl, że ten
              związek jest taki jak pomiędzy 13-latkami, np. ten rysownik został u niej na
              noc, a mama bombardowała ją telefonami, czy syn dał lekarstwo psu itp:-) gdy
              nie było jego rodziców, palili marihuanę, i polewali się wodą ze szlaufa
              (szlauha? nie wiem jak to się pisze), gdy nagle przyjechali rodzice. mama
              spytała: czy paliliście marihuanę? na co rysownik powiedział: to carey ją
              przyniosła. wtedy słyszymy myśli bohaterki: mam 34 lata, dlaczego mam się
              zachowywać jak 13-latka? bohater jego komiksu - super chlopak, nigdy by się tak
              nie zachował! i carey mówi: tak proszę pani, to ja ją przyniosłam, a teraz
              zabiorę ją wychodząc:-)

              Ps. szczerze mówiąc nie wiem, co ci doradzić...

              pozdrawiam w kazdym raziea:-)
        • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 11:41
          Moze w takim razie sprobuj go troche "podkrecic" - wejsc mu na tzw. "meska"
          ambicje. Wiem, ze to moze byc propozycja dla Ciebie drazliwa, ale kiedys (a i
          obecnie w wiekszosci rejonow swiata) tak wlasnie kobiety wplywaly na swoich
          mezczyzn.
          • satina Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 11:51
            Rob, możesz mi wyjaśnić, co rozumiesz pod pojęciem "męska ambicja"? Rozumiem ją
            dość szeroko, więc nakreśl mi precyzyjnie, bede miała lepszy obraz, tego co mi
            chcesz powiedzieć.
            • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 11:59
              W zasadzie tylko tyle, ze czasami facetem trzeba potrzasnac - to pomaga. Nie
              chodzi mi o nic konkretnego tylko o apel do rzeczonej ambicji, jako czegos
              abstrakcyjnego, pewnego - brakuje mi polskiego slowa - archetypu. Po prostu
              powiedzenie facetowi: "zrob cos, nie zachowuj sie jak baba". Przepraszam, ale
              tak mowi nawet moja zona okreslajaca sie jako feministka (czasami jest nam
              trudno - to tak na marginesie :)))
              • satina Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 12:50
                Czyli powinnam Mu przedstawić obraz, jaki widzę i dać mu do zrozumienia, że
                oczekuję czegoś innego?? Ultimata jakieśtam to nie moja domena, zresztą,
                stawiane po miesiącu brzmią conajmniej dziwnie...

                • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 13:15
                  Nie, absolutnie nie - ani wizja, ani ultimatum. Mam raczej na
                  mysli "podkrecanie", by wzial sie w garsc itd - tylko trzeba uwazac, bo jesli
                  gosc wrazliwy, to moze sie zniechecic. Mysle, ze pomogloby raczej dzialanie z
                  dwoch stron:

                  1. mowienie, ze powinien byc bardziej zdecydowany, twardy, konsekwentny

                  2. podkreslanie, ze jest meski, komplementowanie zachowan, w ktorych przejawia
                  inicjatywe

                  Kobiety maja ogromna sile dzialania - tylko nie wprost, bo to odstrasza -
                  raczej "pociaganie za sznurki"
                  • satina Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 13:19
                    O to mi własnie chodziło.:) Dziękuję.:)
                    • rob_i Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 13:31
                      powodzenia i pozdrawiam :)))
      • Gość: zula tak chłopcy IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 11:43
        jak zawsze to nasza wina. jeśli ktoś jest homoseksualistą - to dlatego, że miał
        nadopiekuńczą matkę. jeśli ktoś jest macho - to dlatego, że kobiety, nawet gdy
        się do tego nie przyznają, lubią macho ("nie" znaczy "tak", krótka spódniczka
        oznacza chęć spółkowania, itepe). jesli ktoś jest mało zaradny - to,
        oczywiście, również wina kobiet, tym razem zbyt zaradnych:-)no questions.

        to się w psychologii nazywa postawa relacyjna - oznacza, że nie ma się własnej
        tożsamości, jest się jakby kameleonem ściśle uzaleznionym od otoczenia (vide:
        Zelig).

        skoro chcecie być Zeligami - bądzcie. ja wam nie wróg.

        PS> to forum zamiast "feminizm" powinno nazywać się: TO WSZYSTKO WASZA (kobiet)
        WINA:-)

        miłego dnia.

        PS.2> btw: ostatnio w dziekanacie mojej uczelni pewien student powtarzający
        semestr rozpaczając, że nie zdązył zebrać wszystkich wpisów powiedział do
        sekretarki: "bo pani mi NIE KAZAŁA wziąć indeksu!" :-)
        • rob_i Re: tak chłopcy 01.07.03, 11:52
          Przykro mi, ale nie za bardzo rozumiem - czy to bylo skierowane m.in. do mnie?
          czy ja pisalem cos o homoseksualizmie czy o macho?

          To chyba oczywiste, ze jesli swiat, czy spoleczenstwo wymuszaja na mezczyznach
          akceptacje sytuacji, w ktorej kobiety podejmuja decyzje (czesc decyzji) i
          przekreslenie tradycyjnej roli mezczyzny, to mezczyzni dostosuja sie do tego. A
          wynikiem takiej sytuacji jest ograniczenie ich inicjatywy, ktora moze byc
          upatrywana jako chec meskiej dominacji.

          Ot i tyle - bez wartosciowania i ocen takiego stanu rzczy - jeszcze raz
          powtorze, ze nie rozumiem tak emocjonalej reakcji z Twojej strony.
          • Gość: zula Re: tak chłopcy IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 12:10
            drogi robi,

            po pierwsze: ja żartuję:-)

            po drugie: z moich wygłupów wylania się tylko jedna idea: powinniśmy się starać
            sami decydować o swoim zyciu, jeśli coś/ktoś nam w tym przeszkadza, to
            powinnismy się starać to zmienić, a nie tylko zwalać winę.

            przypusćmy, że lubię zaradnych, wesołych, pomysłowych ludzi:-) myślisz, że moja
            postawa może komuś poprzewracać w głowie? zazwyczaj każdy tak bardzo lubi
            siebie (tzn nie chodzi o egoizm, raczej o takie zdrowe podejście i zaufanie dla
            własnych wyborów i własnej percepcji), że trudno mu się zmienić, nawet z
            największej miłości, zwłaszcza, kiedy jest się już dorosłym.
            • rob_i Re: tak chłopcy 01.07.03, 12:28
              droga zulo,

              po pierwsze:

              jesli chodzi o ludzkie uczucia, to ja zartach sie nie znam

              a po drugie, to nie z jednostkowych zachowan wynikaja takie postawy tylko z
              trendow spolecznych; w spoleczenstwie, w ktorym mezczyznasma pracowac i
              zarabiac takie sytuacje nie sa tolerowane i na rzeczonego osobnika wywierana
              jest silna presja bla, bla bla, moge tak dlugo :)))
        • Gość: Rupert Zula daj spokój IP: 217.96.29.* 01.07.03, 11:56
          To co piszesz to jakas ideologia...mozna by Ci odpisac, że dla kobiet
          (feministek) wszystkiemu winni sa meższczyżni, paternalizm itp. itd. ale to
          nigdzie nie zaprowadzi. a ta dziewczyna ma konkretny problem. Z doświadczenia
          wiem, że ten facet raczej sie nie zmieni...a przyczyny, ze jest taki? może brak
          przykładu ojca, może kultura i brak przykładu w mediach... nie baw sie
          ideologia gdy chodzi o ludzi...
          • Gość: zula żartuję, chłopcy, żartuję!!!(n/txt) IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 12:14
            • Gość: zula rozumiem, że nie musiało was to rozbawić, ale.. IP: diak:* / 10.2.12.* 01.07.03, 12:17
              takiego oburzenia się nie spodziewałam:-)
              • rob_i nie znam sie na takich zartach 01.07.03, 12:37
                powtorze, co wyzej:

                droga zulo,

                po pierwsze:

                jesli chodzi o ludzkie uczucia, to ja zartach sie nie znam

                a po drugie, to nie z jednostkowych zachowan wynikaja takie postawy tylko z
                trendow spolecznych; w spoleczenstwie, w ktorym mezczyznasma pracowac i
                zarabiac takie sytuacje nie sa tolerowane i na rzeczonego osobnika wywierana
                jest silna presja bla, bla bla, moge tak dlugo :)))
          • satina Re: Zula daj spokój 01.07.03, 12:16
            Dzięki, Rupert.
            Tak jeszcze na marginesie problemu: nie wymagam od niego bóg wie czego. Chcę,
            by miał pracę, umiał ją utrzymać, a przynajmniej bym widziała,że to robi.
            Wiadomo, nie ma się nigdy gwarancji zupełnej. Umiem zarobić na własne
            przyjemności, ale nie uważam, żeby to zwalniało meżczyzne od równego starania
            się o jakość życia.
      • Gość: miłka A co to, naczynia połaczone? IP: *.chello.pl 01.07.03, 14:38
        rob_i napisał:

        > kobiety zyskuja cechy uwazane przez wieki ... za meskie, wiec mezczyznie je
        traca - to
        > dosc logiczne

        Nie widzę w tym nic logicznego i uważam, że na usamodzielnieniu się kobiet obie
        strony mogą tylko zyskać. Męzczyźni czują się w dzisiejszym świecie często
        zagubieni, bo świat mocno się zmienił. Nie jest już tak jednoznaczny jak
        kiedyś. Dotyczy to tak samo kobiet. A ludzka psychika nie zawsze nadąża za
        szybkimi zmianami.
        • rob_i czasami polaczone :))) 01.07.03, 14:50
          pewnie, ze obie zyskuja - ja juz jestem zonaty i za bardzo z tego nie
          korzystam - ale przez dlugo korzystalem z wyzwolenia kobiet :)))

          a teraz sie ustatkowalem i jestem przykladnym malzonkiem
    • Gość: chudyy Satina odpuść IP: 195.94.203.* 01.07.03, 12:08
      Koleżanko,
      facet ma 30 lat i mieszka z mamusią??? Pracy nie ma??? Jak zrobi to i to to
      będzie super???
      Jesteś z nim tylko miesiąc więc nie patyczkuj się z nim, pomyśl jak będzie
      bolało rozstanie za rok, albo jak będziecie mieli dzieci. Ja bym Ci radział (na
      podstawie skromnych acz znaczących informacji) olej go. Moim zdaniem jeśli do
      30. się nie postarał to niech inna naiwna się z nim męczy.
      pozdrawiam,
      Edward
      • satina Re: Satina odpuść 01.07.03, 12:41
        Chudyy, czytuję Twój zdroworozsądkowy głos tu i ówdzie. W duchu Ci przyznaję
        rację... ale sam wiesz jak jest z terią, ktora nas dotyczy.
        • Gość: chudyy Re: Satina odpuść IP: 195.94.203.* 01.07.03, 13:07
          satina napisała:
          > Chudyy, czytuję Twój zdroworozsądkowy głos tu i ówdzie. W duchu Ci przyznaję
          > rację... ale sam wiesz jak jest z terią, ktora nas dotyczy.

          wiem dlatego myśl o tym co będzie za parę lat. Na krótką metę człowiek więcej
          wytrzymuje. Niektórzy radzą, żeby mu przemówić... Ale czy to nie absurd żeby
          uczyć podstawowych rzeczy 30. letniego faceta? Uważam, że ludzi nie da się
          zmienić, a jeśli już to bardzo niewiele. Im później tym mniej. Jestem po
          związku gdzie musiałem wszystko ciągnąć, a żona uważała, że jest najbadziej
          pokrzywdzonym człowiek na świecie. Uważałem, że jak zobaczy, że dobrze sobie
          radzimy to się zmieni. Szło coraz lepiej, a ona coraz bardziej narzekała. Sama
          nigdy nie pracowała, a do mnie miała pretensje, że ja mam wielokrotnie większą
          pensję niż jej stypendium doktoranckie. I efekt jest taki, że z dzieckiem
          widuję się 2 razy w tygodniu i muszę walczyć o utrzymanie więzi z córką - na
          szczęście źle mi nie idzie.

          pozdrawiam,
          Edward
          • satina Re: Satina odpuść 01.07.03, 13:26
            Myślę, co będzie za parę lat. I to sprawia własnie, że mój entuzjazm obecny nie
            jest taki, jakbym chciała. Lecz z drugiej strony poddać się tak łatwo - to nie
            ja... chcę mieć pewność, że moja decyzja jest słuszna, jakakolwiek będzie.
            Odrzucić na wejściu każdego jest niesłychanie prosta sprawą. Nie wiem, co
            przede mną ale na pewno wiem, że czułabym sie jak idiotka, jakby facet odbił
            się z dołka, kiedy ja go spisałam na straty.
            • Gość: miłka Słusznie, masz jeszcze czas. IP: *.chello.pl 01.07.03, 14:58
              satina napisała:

              > Odrzucić na wejściu każdego jest niesłychanie prosta sprawą. Nie wiem, co
              > przede mną ale na pewno wiem, że czułabym sie jak idiotka, jakby facet odbił
              > się z dołka, kiedy ja go spisałam na straty.

              Czytając twój post odniosłam wrażenie, że nie jest tak źle. Warto popracować
              nad związkiem. Bardzo trudno jest znaleźć kogoś, kto odpowiadałby nam w stu
              procentach. Człowiek zawsze może zmienić swoje postępowanie, czasem wystarczy
              niewielka zachęta.
    • Gość: . Re: Niezaradny męzczyzna IP: 217.96.29.* 01.07.03, 12:10
      l
      • malenka7 Re: Niezaradny męzczyzna 09.07.03, 14:49
        Gość portalu: . napisał(a):

        > l
        2
    • v.venus Re: Niezaradny męzczyzna 01.07.03, 17:12
      Satina, moja droga!
      Niezaradność mężczyzn dzielimy na kilka rodzajów;
      a) Geniusz (bez urazy: a’la Penderecki) – jest wybitnie utalentowany w swojej
      dziedzinie, najczęściej „artystycznej”, i ma spore osiągnięcia na tym polu.
      Jednak obce są mu wszystkie sprawy przyziemne. Kobieta, która chce się z nim
      związać powinna być jednocześnie jego menedżerem i osobistą asystentką (w
      przypadku Geniusza w dziedzinie ekonomii raczej wystarcza rola asystentki:),
      zadbać nie tylko o prozaiczne obowiązki domowe, ale również stworzyć mu
      właściwe warunki do doskonalenia talentu, jak i zatroszczyć się o przebieg
      kariery: negocjować kontrakty, ustalać trasy koncertów/odczytów, decydować,
      kogo powinien poznać itp., itd. W zamian otrzymuje pełen nadzór nad tzw. sferą
      finansową, dostatnie, „busy” życie i pośrednio prestiż.
      b) Zdolny ale ... – mniej utalentowany niż typ I, lub specjalizuje się w
      mniej "intratnej" dziedzinie, lub nie ma szczęścia/głowy do
      interesów/znajomości itp. Jednym słowem ma pomysł, ale gorzej z jego
      realizacją. Kobieta, która się w nim zakocha i zapragnie spędzić z nim resztę
      życia lub przynajmniej jakąś jego część powinna dodawać mu otuchy, zachęcać do
      większego wysiłku, delikatnie nakierować na "lepszy" tor w obszarze jego
      specjalizacji, który dałby niespełnionemu Utalentowanemu jego 5 minut i więcej
      (np. zamiast uczyć w biologii w podstawówce, niech nasz Zdolny postara się
      zainteresować jakąś prywatną firmę swoimi badaniami, niech wystartuje w
      konkursie o stypendium itp.). Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przy
      odpowiednim wsparciu Zdolny stanie się młodszym bratem Geniusza – pozostaje
      tylko kwestia czasu i wiary czyli jaką ich ilość dana kobieta jest w stanie w
      Zdolnego zainwestować.... Niestety jest jeszcze ryzyko, że przy niepomyślnym
      zbiegu okoliczności szansa rozwinięcia skrzydeł nie nadejdzie i Zdolny
      przekształci się w typ III, czyli
      c) Anty-zaradny albo prościej D..a wołowa– niestety typ ten nie ma nawet
      pomysłu na życie/pracę, nie mówiąc już o zdolnościach. Dodatkowo jest
      ulubieńcem wszystkich złych duchów, kataklizmów życia i natury oraz
      przeciwności losu, które odnajdują go bezbłędnie w ciągu 5 sekund. Często
      maskuję swoją niezaradność uduchowioną naturą lub anty postawą wobec pieniądza,
      wyścigu szczurów i materializmowi otaczającego świata. Kobieta, która zechce
      się z nim związać powinna preferować skrajnie hippisowski styl bycia i życia,
      albo być wybiórczo głuchą (na jego narzekania, ale nie np. na jego poezję:)
      sowicie uposażoną rentierką, albo zawczasu palnąć sobie w łeb!
      __
      luv&kisses
      VVenus
      • Gość: miłka Ubawiłam się szczerze. Trzeba uwazać,... IP: *.chello.pl 01.07.03, 19:59
        ...szczególnie że nigdy do końca nie wiadomo z którym typem mamy do czynienia.
        Potrzeba dłuższych badań, żeby się upewnić. Bardzo brzemienna może być w
        skutkach pomyłka między typem drugim i trzecim. Myślę też co ma zrobić kobieta,
        która jest np. typem pierwszym, kiedy spotka któregoś z geniuszy. To już będzie
        klops.
    • koneserka_meskich_posladkow czy on ma konkretny zawod??? 01.07.03, 20:38
      no wlasnie, jesli ma zawod to nie jest zle.
      • satina Re: czy on ma konkretny zawod??? 01.07.03, 21:45
        Oczywiście. Taki, z którego wszyscy się przekwalifikowują.:)
    • Gość: doku Niezaradne małżeństwo IP: *.chello.pl 01.07.03, 21:31
      Bardzo dobrze wybrałaś forum, bo to jest problem z dziedziny seksizmu/feminizmu.

      W klasycznym patriarchacie kobieta opuszcza dom rodzinny i przenosi się do
      męża. Ortodoksyjna feministka oczywiście żeni się tylko warunkiem, że to jej
      mąż opuści dom rodzinny i zamieszka u niej.

      Światła para nie ma pod tym względem uprzedzeń. Wybierają miejsce zamieszkania
      tak, aby było im wygodniej żyć razem. Jeżeli ona mieszka w lepszym mieście lub
      ma lepsze mieszkanie, to zamieszkują u niej, jeśli jest na odwrót, to u niego.
      Ludzie światli bez kompleksów nie mają z tym problemu. Oczywiście wybór czasem
      nie jest prosty. Czasem w większym domu mieszka ojciec-pijak i para zamieszkuje
      u drugich rodziców w mniejszym mieszkaniu, ale za to w miłej rodzinnej
      atmosferze.

      Opisałeś swój problem tak, jakby to był jego problem. Nie napisałaś nic o tym,
      jak Ty mieszkasz, tak jakbyś Wasz związek z góry traktowała jako pozbawiony
      szans na związek partnerski. Ale skoro piszesz na to forum, to znaczy, że
      jesteś otwarta. A więc spróbuj spojrzeć na wasz związek jako na coś waszego
      wspólnego. Macie jakieś potencjalnie wspólne zasoby, gdzieś mieszkacie,
      obydwoje macie jakieś perspektywy i plany. Spójrz na całość problemu, zastanów
      się, gdzie (ewentualnie) z kim będzie się Wam lepiej mieszkać, gdzie macie
      większe perspektywy (np. którzy rodzice dłużej pociągną), gdzie łatwiej o dobrą
      pracę itd.

      Zaradność jest także pewnym wspólnym zasobem, liczy się suma zaradności
      obydwojga. Poza tym zaradność nie jest najważniejszą z zalet.
      • satina Re: Niezaradne małżeństwo 01.07.03, 22:00
        Opisałam to tak, jak ja to widzę starając się od tego zdystansować, mieć lepszą
        perspektywę. Tak, to jego problem w tym sensie, że przecież ja mam pracę i to
        nie ja mam jej szukać. Nie chodzi o olewanie typu "a rób sobie co chcesz", mi i
        tak nic złego się nie stanie.

        Może w każdej chwili szukać pracy u mnie w mieście, choć będzie mu trudniej,
        ale jestem w stanie mu pomóc, mam swoje lokum i to nie byle jakie. Byłoby
        nieźle. On chce najpierw zrobić coś sam. Ok, poczekam. Zobaczę.
        Nie jesteśmy małżeństwem. To co napisałaś o sumowaniu potencjałów byłe niezłe i
        moge tylko przytaknąć. Daj mi jednak nieco refleksji nad tym, czy to co
        przyjdzie mi zsumować nie wyjdzie mi bokiem za jakiś czas...
      • rob_i Re: Niezaradne małżeństwo 02.07.03, 08:15
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > W klasycznym patriarchacie kobieta opuszcza dom rodzinny i przenosi się do
        > męża. Ortodoksyjna feministka oczywiście żeni się tylko warunkiem, że to jej
        > mąż opuści dom rodzinny i zamieszka u niej.

        nie zgodze sie:

        „Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją
        i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem”

        to z ksiegi patriarchatu :))

        :)))))))))))))
    • Gość: Zły Wilk odpowiedź feministyczna ;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 00:52
      satina napisała:

      > Czy można z takim mężczyzną żyć na dłuższą metę,
      > bez frustracji i wiecznych pretensji (...)
      > Nie chodzi o to, że jest nierobem. Po prostu jest niezaradny.

      Droga Satino,
      feminizm daje kobietom (ale, niechcący - także mężczyznom) wolność wyboru.
      Odkąd nastało nam równouprawnienie, mężczyzna nie musi już czuć się
      odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Może zadowalać się zasiłkiem lub nisko
      płatną pracą i realizować się jako zbieracz znaczków lub obserwator pociągów.
      Kobieta nie ma już prawa niczego wymagać - jeśli chce pieniędzy, może je sobie
      zarobić sama. Jeśli obawia się, że mężczyzna nie utrzyma rodziny, gdy ona
      urodzi dzieci - może nie rodzić dzieci, albo iść do pracy, a dzieci zostawić
      jemu pod opieką. A jeśli np. on nie chce dzieci (bo tak korzysta ze swojej
      wolności wyboru), to kobieta może radośnie, w pełni realizować się zawodowo,
      pozostając bezdzietna. Kobieta może też wychowywać dzieci sama lub w związku
      lesbijskim.

      Ostatecznie może też poszukać innego męża. Najlepiej patriarchalnego samca,
      który utrzymanie rodziny będzie uważał za swój punkt honoru.
      Pozdrawiam -
      • v.venus Re: niby racja, ale ... 02.07.03, 10:47
        Patriarchalny samiec nie tylko utrzymanie rodziny będzie uważał za punkt
        honoru. Będzie również oczekiwał, że nie/pracująca żona wywiąże się koncertowo
        z następujących obowiązków:

        a) wiernej, oddanej, pomysłowej i bezpruderyjnej kochanki (ale z umiarem, w
        końcu to żona, a nie panienka z agencji towarzyskiej!:),

        b) super-matki, której przychówek bez względu na ilość jest zawsze czysty,
        nakarmiony i ma odrobione lekcje, jak również sprawia zero kłopotów
        wychowawczych,

        c) nadzwyczajnej pani domu, której dom jest zawsze idealnie posprzątany i
        wypucowany (łącznie z umytymi oknami i wytrzepanymi dywanami), zakupy zawsze
        zrobione, wszystkie koszule mężowskie i spodnie uprane i wyprasowane, posiłki
        przygotowywane są smacznie i domowymi sposobami (żadnych tam półproduktów czy
        mrożonek!:), a także która zawsze ochoczo przygotuje przyjęcie dla
        znajomych/rodziny męża, na którym wszyscy zostaną olśnieni jej figura, urodą,
        strojem, talentem kulinarnym i umiejętnością prowadzenia konwersacji o pogodzie.

        Pozostaje pytanie do Satiny, czy ten układ będzie jej odpowiadał. Oczywiście
        Satina zawsze może postawić SOBIE za punkt honoru utrzymywanie rodziny, czyli
        wejść w rolę ”patriarchalnej samicy”, ale wtedy jej mąż/narzeczony powinien
        uważać za punkt honoru spełnienie powyżej wymienionych skromnych wymagań:).
        __
        luv&kises
        VVenus
        • rob_i Re: niby racja, ale ... 02.07.03, 10:54
          c'mon - to przeciez taki sam stereotyp jak te dotyczace feministek - nie
          dyskutujmy na tym poziomie
          • v.venus Re: niby racja, ale ... 02.07.03, 11:07
            Stereotyp, mówisz? Jasne, że trochę przerysowałam, ale ...
            Jeśli mąż/partner kobiety nie pracuje, a ona zarabia na utrzymanie ich obojga
            plus ewentualnie dzieci, co zajmuje jej większość część dnia, to chyba może
            oczekiwać, że facet odciąży ją przynajmniej w części z obowiązków związanych z
            domem i dziećmi. Skoro mężczyzna nie uważa takiego układu za krzywdzący, gdy to
            właśnie kobieta nie pracuje, to zgodnie z równouprawnieniem nie powinien się
            sprzeciwiać, gdy jemu przypadnie rola niepracującego.
            __
            pozdrawiam
            VVenus
            • rob_i Re: niby racja, ale ... 02.07.03, 11:34
              hmmm

              mam taki przyklad z mojej bliskiej rodziny - zona jest dyrektorem w duzej
              prywatnej firmie, maz siedzi w domu i opiekuje sie dziecmi - obydwoje uwazaja
              feminizm za zlo i co tydzien chodza do kosciola

              no i o czym to swiadczy? o niczym - bo to po prostu dowod na to, ze nie mozna
              stosowac uproszczonych schematow dotyczacych feminizmu, patriarchatu itd

              powiem wiecej - zalezy to od wyksztalcenia i od kultury osobistej. pisalem o
              tym jakis czas temu na tym forum, ale jakos nikt nie podchwycil tematu

              i nieprawda jest, ze to, ze wspomniani czlonkowie mojej rodziny dobrze
              funkcjonuja, to zdobycz feminizmu - bo gdyby nie zona, to pracowalby maz

              to, ze jest, jak jest, spowodowane jest warunkami (czyli fakt, iz we
              wspolczesnym swiecie kobiety pracuja), do ktorych sie przystosowali - zreszta
              zona mowi, ze nie mialaby nic przeciwko siedzeniu w domu

              a ona nie jest feministka bo uwaza, ze to co osiagnela zawdziecza wylacznie
              sobie - swojej ciezkiej pracy, a nie jakims dzialaczkom
              • Gość: miłka rob_i, czy ty w ogóle myślisz? IP: *.chello.pl 02.07.03, 12:56
                rob_i napisał:

                > i nieprawda jest, ze to, ze wspomniani czlonkowie mojej rodziny dobrze
                > funkcjonuja, to zdobycz feminizmu - bo gdyby nie zona, to pracowalby maz
                >
                > to, ze jest, jak jest, spowodowane jest warunkami (czyli fakt, iz we
                > wspolczesnym swiecie kobiety pracuja), do ktorych sie przystosowali - zreszta
                > zona mowi, ze nie mialaby nic przeciwko siedzeniu w domu
                >
                > a ona nie jest feministka bo uwaza, ze to co osiagnela zawdziecza wylacznie
                > sobie - swojej ciezkiej pracy, a nie jakims dzialaczkom

                Przeciez jeszcze sto lat temu ta żona nie mogłaby zarobić na rodzinę, a jeszcze
                wcześniej w ogóle nie mogłaby zarobić. Myślisz, że świat wygladał dwieście lat
                temu tak jak dziś? Ta wspaniała pani z twojej rodziny nie musi mieć
                świadomości, że to właśnie ruch feministyczny doprowadził do tego, że ona dziś
                może zarobić na rodzinę (dzięki wysokiemu stanowisku i co za tym idzie dobrej
                pensji), ale to nie zmienia faktu, że dzięki niemu właśnie, kobiety mogą
                pracować.
                • rob_i Milka, czy Ty myslisz? 02.07.03, 13:02
                  Gość portalu: miłka napisał(a):
                  > Przeciez jeszcze sto lat temu ta żona nie mogłaby zarobić na rodzinę, a
                  jeszcze
                  >
                  > wcześniej w ogóle nie mogłaby zarobić. Myślisz, że świat wygladał dwieście
                  lat
                  > temu tak jak dziś? Ta wspaniała pani z twojej rodziny nie musi mieć
                  > świadomości, że to właśnie ruch feministyczny doprowadził do tego, że ona
                  dziś
                  > może zarobić na rodzinę (dzięki wysokiemu stanowisku i co za tym idzie dobrej
                  > pensji), ale to nie zmienia faktu, że dzięki niemu właśnie, kobiety mogą
                  > pracować.
                  --------------------

                  probowalem Ci wytlumaczyc, ze ta pani ma w nosie to, ze moze pracowac - wcale
                  jej na tym nie zalezy

                  rownie dobrze moglaby siedziec w domu

                  traf chcial, ze urodzila sie teraz, wiec wspolczesna cywilizacja zmusila ja do
                  studiow, pracy, a ze jest dobra, to szybko poszla w gore

                  nie mialaby jednak nic przeciwko temu, zeby panowal - jak to nazywacie
                  patriarchat - uczylaby sie wyszywac, grac na pianinie i jezyka francuskiego

                  ot i tyle
                  • Gość: miłka Przepraszam rob_i, miałam słabszą chwilę i... IP: *.chello.pl 02.07.03, 15:32
                    ...nie zrozumiałam dobrze twojego postu. Nie mniej jednak mam poważne obawy czy
                    wspamniana pani byłaby wtedy zadowolona, (chociaż oczywiście nie można tego
                    wykluczyć), bo widzisz co innego jest myśleć, że byłoby się zadowolonym z
                    siedzenia w domu, kiedy doświadczyło się już czego innego (może to nawet
                    zbrzydło), a co innego siedzieć w domu ze świadomoscią, że nigdy niczego innego
                    się nie doświadczy choćby i się chciało. Najważniejsza jest możliwość wyboru.
                    Ja osobiście szanuję każdy wybór jakiego dokonają ludzie. Dla mnie prawdziwy
                    feminizm szanuje tak samo matkę lub ojca siedzących w domu z dziećmi, jak i
                    ludzi, którzy wybiorą karierę czy co innego. Chciałabym tylko, żebyscie panowie
                    zrozumieli, że my kobiety tak się wcale od was nie różnimy. Większości kobiet
                    poprostu nie wystarcza wspomniana gra na pianinie, lekcje francuskiego i
                    dzieci. I o ich swobodny wybór właśnie chodzi. Te które chcą się zajmować
                    tradycyjnie tylko domem i dziećmi cały czas mogą to robić. Oczywiście różnie w
                    życiu bywa i czasem jest jak u twoich krewnych. Ale zauważ, że dzięki
                    dostępności pracy dla kobiet oni mogli wybrać korzystniejszy wariant. Gdyby ww.
                    pani nie mogła zarabiać, to mąż musiałby wziąć jkąkolwiek robotę, żeby
                    utzrzymać rodzinę, a tak mają wybór.
                    • rob_i juz tlumacze 02.07.03, 15:56
                      Gość portalu: miłka napisał(a):

                      > ...nie zrozumiałam dobrze twojego postu. Nie mniej jednak mam poważne obawy
                      czy
                      >
                      > wspamniana pani byłaby wtedy zadowolona, (chociaż oczywiście nie można tego
                      > wykluczyć), bo widzisz co innego jest myśleć, że byłoby się zadowolonym z
                      > siedzenia w domu, kiedy doświadczyło się już czego innego (może to nawet
                      > zbrzydło), a co innego siedzieć w domu ze świadomoscią, że nigdy niczego
                      innego
                      >
                      > się nie doświadczy choćby i się chciało. Najważniejsza jest możliwość wyboru.
                      > Ja osobiście szanuję każdy wybór jakiego dokonają ludzie. Dla mnie prawdziwy
                      > feminizm szanuje tak samo matkę lub ojca siedzących w domu z dziećmi, jak i
                      > ludzi, którzy wybiorą karierę czy co innego. Chciałabym tylko, żebyscie
                      panowie
                      >
                      > zrozumieli, że my kobiety tak się wcale od was nie różnimy. Większości kobiet
                      > poprostu nie wystarcza wspomniana gra na pianinie, lekcje francuskiego i
                      > dzieci. I o ich swobodny wybór właśnie chodzi. Te które chcą się zajmować
                      > tradycyjnie tylko domem i dziećmi cały czas mogą to robić. Oczywiście różnie
                      w
                      > życiu bywa i czasem jest jak u twoich krewnych. Ale zauważ, że dzięki
                      > dostępności pracy dla kobiet oni mogli wybrać korzystniejszy wariant. Gdyby
                      ww.
                      >
                      > pani nie mogła zarabiać, to mąż musiałby wziąć jkąkolwiek robotę, żeby
                      > utzrzymać rodzinę, a tak mają wybór.

                      Z wyborem sie zgadzam - jest to niezaprzeczalnie roznica. Ja mam problem z czym
                      innym. Mianowicie z tym, ze w odroznieniu od krajow Zachodu Polska jest krajem
                      o dosc swiezej demokracji, przynajmniej, jesli chodzi o ostatnie lata. Do tego
                      nasz biedny kraj zostal okropnie spustoszony przez komunizm, co szczegolnie
                      dobrze widze w momencie, gdy od jakiegos czasu mieszkam za granica. Nie wdajac
                      sie w jakies ogolne rozwazania na temat jakosci zycia politycznego i istnieniu
                      formacji rzadzacej, do tego popieranej przez duza czesc spoleczenstwa, ktora na
                      Wyspach Brytyjskich bylaby po wybuchu sprawy Rywina skompromitowana, przejde do
                      rzeczy.

                      Niedlugo wracam do kraju i obawiam sie zasciankowosci. Tylko nie takiej
                      zasciankowosci, o jakiej pewnie pomyslisz. Ja sie obawiam zasciankowosci
                      nowoczesnej, o ile sformulowanie to jest wystarczajaco jasne. Jesli nie, to juz
                      tlumacze. Po odzyskaniu wolnosci i zobaczeniu kawalka swiata w Polsce pojawil
                      sie wstyd, wstyd, ze jestesmy gorsi, nie dosc nowoczesni, postepowi. I tu rodzi
                      sie nowoczesna zasciankowosc. Ludzie boja sie przyznac do wielu najprostszych
                      rzeczy bojac sie oskarzen o zacofanie itp. I tu jest miejsce na nasze rodzime
                      wydanie feminizmu.

                      Moze sie myle, ale z wiekszosci wypowiedzi znanych polskich feministek wynika,
                      ze kobiety dziela sie na te wyzwolone oraz kury domowe, albo glupie gesi, ktore
                      nie wiedza, co mowia. Do tej drugiej kategorii zaliczane sa zarowno zony, ktore
                      siedza w domu, jak i te, ktore mowia, ze wolalyby w domu siedziec, gdyby maz
                      zarabial wystarczajaco duzo pieniedzy. Oczywiscie przekreslone sa takze te
                      kobiety, ktore sprzeciwiaja sie aborcji, chodza do kosciola, maja duzo dzieci
                      (powyzej trojki) itd. I to jest wlasnie ta brzydka geba polskiego feminizmu.

                      Pomijam oczywiscie fakt, ze emancypancja de facto pozostawila kobiety bez
                      wyboru. Bo poza nielicznymi wyjatkami pokaz mi kobiete, ktora moze pozwolic
                      sobie siedzenie w domu. Czy nie pracujaca kobieta moze spokojnie wychowywac
                      dzieci? Nie - bo obecna struktura spoleczna zostala stworzona przy zalozeniu,
                      ze kobiety pracuja. Gdyby nie pracowaly, to automatycznie mezczyzni musieliby
                      wiecej zarabiac, podatki bylyby rozkladane na dzieci itp. A tak jest niestety
                      nie tylko w Polsce, ale tez na Zachodzie, a przynajmniej w Londynie.
                      • Gość: miłka Re: juz tlumacze IP: *.chello.pl 02.07.03, 19:29
                        rob_i napisał:

                        > Moze sie myle, ale z wiekszosci wypowiedzi znanych polskich feministek
                        wynika, ze kobiety dziela sie na te wyzwolone oraz kury domowe, albo glupie
                        gesi, ktore nie wiedza, co mowia. Do tej drugiej kategorii zaliczane sa zarowno
                        zony, ktore siedza w domu, jak i te, ktore mowia, ze wolalyby w domu siedziec,
                        gdyby maz zarabial wystarczajaco duzo pieniedzy. Oczywiscie przekreslone sa
                        takze te kobiety, ktore sprzeciwiaja sie aborcji, chodza do kosciola, maja duzo
                        dzieci (powyzej trojki) itd. I to jest wlasnie ta brzydka geba polskiego
                        feminizmu.

                        Takie traktowanie sprawy i mnie się nie podoba. Czy jednak taka postawa ujawnia
                        się w wiekszości wypowiedzi znanych polskich feministek? Nie odniosłam takiego
                        wrażenia. Wydaje mi się, że to należy do przeszłości i było mylną ścieżką.
                        Kobiety to też ludzie i mają prawo do błędów. Na pewno nie ma wiele takich
                        postaw na tym forum, ja się w ogóle z tym tu nie zetknąłam.

                        > Pomijam oczywiscie fakt, ze emancypancja de facto pozostawila kobiety bez
                        > wyboru. Bo poza nielicznymi wyjatkami pokaz mi kobiete, ktora moze pozwolic
                        > sobie siedzenie w domu. Czy nie pracujaca kobieta moze spokojnie wychowywac
                        > dzieci? Nie - bo obecna struktura spoleczna zostala stworzona przy zalozeniu,
                        > ze kobiety pracuja. Gdyby nie pracowaly, to automatycznie mezczyzni musieliby
                        > wiecej zarabiac, podatki bylyby rozkladane na dzieci itp. A tak jest niestety
                        > nie tylko w Polsce, ale tez na Zachodzie, a przynajmniej w Londynie.

                        Wiele rzeczy jest jeszcze niedopracowanych to pewne, ale nie jest to powód,
                        żeby cofać się do archaicznych rozwiazań. Trzeba obmyślać nowe i ulepszać to co
                        jest, żeby życie dla wszystkich stawało się coraz lepsze. Powrót do
                        śreniowiecza nie rozwiąże przecież naszych dzisiejszych problemów.

                        PS. Co do twoich obaw, to nie mogę cię uspokoić patrząc na to wszystko od
                        środka (Polski). Niemniej jednak wracaj zdrowo. Jakoś to będzie.

                        Pozdrowienia.

                • Gość: Zły Wilk praca domowa dla Miłki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 20:41
                  Gość portalu: miłka napisał(a):


                  > Przeciez jeszcze sto lat temu ta żona nie mogłaby zarobić na rodzinę, a
                  jeszcze
                  >
                  > wcześniej w ogóle nie mogłaby zarobić. Myślisz, że świat wygladał dwieście
                  lat
                  > temu tak jak dziś? Ta wspaniała pani z twojej rodziny nie musi mieć
                  > świadomości, że to właśnie ruch feministyczny doprowadził do tego, że ona
                  dziś
                  > może zarobić na rodzinę (dzięki wysokiemu stanowisku i co za tym idzie dobrej
                  > pensji), ale to nie zmienia faktu, że dzięki niemu właśnie, kobiety mogą
                  > pracować.

                  To jest kolejny feministyczny mit. Feministki nigdy niczego nie wywalczyły. Mam
                  dla Ciebie Miłka pracę domową - zapoznać się z wątkiem Tada "Sufrażystki..." .
                  W skrócie tylko: możliwość pracy kobiet pojawiła się wyłącznie dzięki rewolucji
                  przemysłowej (a więc dzięki mężczyznom), a nie dzięki feministkom. Prawa
                  wyborcze kobiety dotały na fali demokratyzacji, a nie dzięki feministkom.

                  Pozdrawiam -
                  • Gość: miłka Lepiej sam odrób tą pracę domową, choćby na ... IP: *.chello.pl 03.07.03, 12:05
                    ...tym forum temat był juz maglowany i nie zamierzam tego wszystkiego
                    przerabiać z toba na nowo. Na Tada rzdzę ci się nie powoływać. Jego główny
                    celem jest polemika sama dla siebie i dlatego jest gotów pisać dowolne bzdury,
                    w które sam nie wierzy, byleby tylko podtrzymać temat.

                    Nikt jeszcze nie oddał władzy z własnej woli. To tyle co do tematu, że
                    feminizm niczego nie wywalczył.
                    • Gość: KR$ Re: Lepiej sam odrób tą pracę domową, choćby na . IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 03.07.03, 17:20
                      No nie calkiem tyle ale dyskusja z kims kto ma wyrobiony punkt widzenia i nie
                      slucha argumentow nie ma sensu.

                      Pzdr
            • Gość: Zły Wilk Re: niby racja, ale ... - do Venus IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 20:56
              v.venus napisała:

              > Jeśli mąż/partner kobiety nie pracuje, a ona zarabia na utrzymanie ich obojga
              > plus ewentualnie dzieci, co zajmuje jej większość część dnia, to chyba może
              > oczekiwać, że facet odciąży ją przynajmniej w części z obowiązków związanych
              z
              > domem i dziećmi.

              To co piszesz, opiera się na założeniu, że on chce mieć dzieci. A może woli
              zbierać znaczki, a dzieci go nie interesują? A jeśli chodzi o sprzątanie domu -
              to może on ma inne standardy czystości... I co wtedy? Ma przecież wolny wybór,
              nieprawdaż?
              Patriarchat wyznaczał pewne role kobiecie i mężczyźnie, ale zarazem dawał
              każdej płci prawo do stawiania określonych oczekiwań od drugiej strony. Ba,
              nawet żądań. Wten sposób kobieta znajdowała oparcie w społeczeństwie dla
              stawiania swoich oczekiwań, jeśłi mężczyzna nie chciał ich spełniać. Drogie
              feministki skupione na patriarchalnym ucisku kobiet nie zauważyły, że mężczyzna
              nie wywiązujący się ze swoich obowiązków (np. niepracujący) również jest przez
              patriarchalne społeczeństwo potępiany jako życiowy nieudacznik.

              Odrzucając patriarchat feministki wylały dziecko z kąpielą. Teraz mężczyzna,
              tak jak kobieta, może wybrać sobie taką rolę w małżeństwie, jaka mu będzie
              akurat wygodniejsza, a tradycyjne oczekiwania kobiety stają się tylko... jej
              problemem. Co więcej, może on w ogóle się nie żenić (gdyż małżeństwo, jak
              wiadomo, jest współczesną formą niewolnictwa kobiet), zadowalając się
              konkubinatem. Uroda kobiet przemija szybciej i za kilka kilka lat łatwo może
              sobie wziąć nową, młodszą feministkę.
              Pozdrawiam -
              • v.venus Re: niby racja, ale ... - do Venus 03.07.03, 15:21
                Nie, to co napisałam, oparte było na założeniu, że jedno ze
                współmałżonków/partnerów utrzymuje finansowo drugie. Pomińmy kwestię dzieci (to
                bardziej złożony temat i "większego kalibru"), załóżmy, że oboje nie chcą ich
                mieć. Piszesz: "co jeśli on ma inne standardy czystości?". Wg mnie w tym
                temacie i w podobnych (np: co rozumiemy pod pojęciem obiad? Może być z
                półproduktów, podgrzany w mikrofali czy obowiązkowo domowej roboty i
                trójdaniowy?) łatwiej jest się dogadać. Poza tym takie "różnice" w pojmowaniu
                pewnych rzeczy to różnice bardziej drugorzędne, różnice wynikające często z
                cech charakterów i takie istnieją w związkach międzyludzkich, ale są one do
                pogodzenia. Dopiero gdy tych różnic jest zbyt wiele, do związku najczęściej nie
                dochodzi.

                Nie zgadzam się, ze zdaniem:
                > Patriarchat wyznaczał pewne role kobiecie i mężczyźnie, ale zarazem dawał
                > każdej płci prawo do stawiania określonych oczekiwań od drugiej strony. Ba,
                > nawet żądań. Wten sposób kobieta znajdowała oparcie w społeczeństwie dla
                > stawiania swoich oczekiwań, jeśłi mężczyzna nie chciał ich spełniać.
                Jakie to oparcie w patriarchalym społeczeństwie miała kobieta, której mąż nie
                był w stanie zapewnić jej i jej dzieciom utrzymania? Mogła chyba co najwyżej
                poskarżyć się rodzinie lub sąsiadkom. W jaki sposób kobieta mogła wymusić na
                mężczyźnie podjęcie pracy? Patriarchalne społeczeństwo dawało jej jedynie
                wątpliwe współczucie, o ile oczywiście kobieta trzymała się wyznaczonych reguł.
                Opuszczenie niepracującego czy niewiernego małżonka nie spotykało się chyba ze
                wsparciem czy choćby zrozumieniem, nieprawdaż?
                __
                Pozdrawiam
                VVenus
                • Gość: Maciej Re: niby racja, ale ... - do Venus IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 00:57
                  v.venus napisała:

                  > Jakie to oparcie w patriarchalym społeczeństwie miała kobieta, której mąż nie
                  > był w stanie zapewnić jej i jej dzieciom utrzymania? Mogła chyba co najwyżej
                  > poskarżyć się rodzinie lub sąsiadkom. W jaki sposób kobieta mogła wymusić na
                  > mężczyźnie podjęcie pracy? Patriarchalne społeczeństwo dawało jej jedynie
                  > wątpliwe współczucie, o ile oczywiście kobieta trzymała się wyznaczonych
                  reguł.
                  >
                  > Opuszczenie niepracującego czy niewiernego małżonka nie spotykało się chyba
                  ze
                  > wsparciem czy choćby zrozumieniem, nieprawdaż?

                  Mylisz się. W patriarchalnym społeczeństwie niepracująca kobieta dostaje rentę
                  po zmarłym mężu. Alimenty na siebie, gdy mąż jest winien rozpadu małżeństwa i
                  na dzieci, gdy je mają. A winą może być np. zdrada lub "nie przyczynianie się
                  do zaspokojenia potrzeb rodziny", wg. Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego.
                  Patriarchalne społeczeństwo wywierało nacisk na mężczyznę, by wziął ślub z
                  kobietą, która zaszła z nim w ciążę.

                  Feminizm natomiast popiera wolne związki, traktując małżeństwo jak
                  niewolnictwo. W rezultacie kobieta wyrzeka się wielu prawnych zabezpieczeń, ku
                  wygodzie mężczyzny, dla którego konkubinat jest bardziej korzystny niż dla
                  niej. W konkubienacie nie ma żadnej kary finansowej za zdradę. Konkubent może
                  opuscić konkubinę w każdej chwili bez żadnych konsekwencji. Jeśli mają wspólne
                  dzieci, może się do nich nie przyznać, a w tedy to na kobiecie spoczywa ciężar
                  dowodu, że ma je z nim.
                  Pozdrawiam -
                  • Gość: Zły Wilk cele małżeństwa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 01:05
                    Zapomniałem o najważniejszym - o celach małżeństwa w patriarchalnym
                    społeczeństwie. Tu facet nie może powiedzieć proboszczowi, że w małżeństwie
                    zamierza się realizować w filatelistyce, bo usłyszy, że celem małżeństwa jest
                    wychowanie dzieci, a jego zadaniem - utrzymanie rodziny.

                    Feminizm daje obojgu wolny wybór, jeśli chodzi o cele ich związku. Stwarza
                    złudzenie, że ludzie wiążą się w pary w jakimś innym celu niż prokreacja i
                    tenże cel mogą sobie dowolnie definiować, gdyż ewentualna skłonność w stronę
                    posiadania dzieci jest tylko zdeterminowana kulturowo ("patrialchalne
                    społeczeństwo wmawia kobietom, że mają instynk macierzyński"). Wydaje im się
                    zatem, że mają jakiś "wolny wybór"... Dlaczego więc facet nie miałby wybrać
                    niskich dochodów i filatelistyki?
                    Pozdrawiam -
                  • v.venus Re: Macieju, ja się pytałam: 04.07.03, 12:24
                    >W jaki sposób kobieta (w domyśle - w patriarchalnym społeczeństwie) mogła
                    wymusić na mężczyźnie podjęcie pracy?

                    A ty mi piszesz o rencie po zmarłym mężu! Czyli rozwiązaniem problemu jest
                    zamordowanie małżonka?;) A co gdy ten małżonek nie daje uśmiercić i pracować
                    też mu nie chce (lub marnie zarabia) i jednocześnie nie zgadza się by jego
                    kobieta poszła do pracy, bo wtedy kto będzie zajmował się domem i dziećmi (to
                    przecież główne kobiece prace w patriarchalnym społeczeństwie)? Nie zapominaj,
                    że wysokość renty/alimentów zależy od dochodów męża - czyli jeśli małżonek
                    był "niskodochodowy" to i świadczenia po nim też są niewysokie.

                    Jeszcze jedna kwestia: wydaje mi się - popraw mnie jeśli się mylę - że twoim
                    zdaniem feministki przede wszystkim żyją w konkubinatach. Czy feministka nie
                    może być mężatką? Albo nawet mężatką w małżeństwie partnerskim? Oczywiście może
                    wybrać wolny związek, ale uważam, że jeśli na taki się zdecyduje, to będzie
                    szukała partnera, który będzie poczuwał się do odpowiedzialności za dzieci,
                    czyli w razie rozstania nadal będzie partycypował w ponoszeniu kosztów
                    związanych z ich wychowaniem, wykształceniem itp. Odpowiedzialność za potomstwo
                    lub wierność to cechy, które przynależne są danemu człowiekowi, a nie
                    przypisane jakiemuś konkretnego rodzajowi związku między ludźmi.

                    Aha, i nie wiem jaką karę finansową za zdradę ponosi "małżonek patriarchalny"?
                    Bo alimenty za taką nie uważam.
                    __
                    Pozdrawiam
                    VVenus
        • Gość: chudyy gadki szmatki, ale IP: 195.94.203.* 02.07.03, 11:01
          tak sobie plujemy na ten model patriarchalny, ale odeszliśmy od niego i nie
          doszliśmy na razie nigdzie. Jesteśmy gdzieś w drodze i nie wiadomo czy w
          połowie, ćwierci, czy dalej? Wszystko to fajnie wygląda z tym równym podziałem,
          ale tylko póki nie ma dzieci. Facet choćby nie wiem jak dobry był i troskliwy
          to nie urodzi i nie nakarmi dziecko piersią. Tak więc jakiś czas dobrze jest
          dla dziecka jak matka będzie z nim wyraźnie częściej. Jedno dziecko... a
          drugie, trzecie? Mam jedno dziecko i to jest stanowczo za mało, abosolutnie za
          mało. Nie dość, że dużo lepiej mieć rodzeństwo to także "lepiej" mieć więcej
          dzieci. W poniedziałek w nocy zginęła w wypadku przyjaciółka mojej dziewczyny.
          Miała 28 lat. Rodzice strasznie dostali w łeb od życia... ale pomimo bólu mają
          jeszcze jedno dziecko i wnuki. Zagnieżdżenie w rodzinie jest ogromnie ważne,
          szczególnie dobrze widać to jak spotykają nas rzeczy najgorsze. Obecny model
          społczeństwa staje się coraz bardziej zimny, wykalkulowany. Coraz mniej się
          liczą wartości, a coraz bardziej interesy. Nie wiem jak mi to pójdzie ale ja
          teraz świadomie chcę rodziny bliższej tzw. brzydkiem patriarchatowi niż
          nowoczesnej. Chcę żony, która nie będzie uważać macierzyństwa za odbieranie lat
          życia, która nie będzie się bać drugiej i trzeciej ciąży, która będzie się
          cieszyć moją miłością dzieci, a nie odbierać jej jako zagrożenia miłości dla
          niej, która będzie się cieszyć moimi sukcesami, które są wtedy sukcesami całej
          rodziny, która spokojnie będzie robić to co sama lubi...

          Tyle tu słów o równości, ale nic nie mówicie i miłości...
          tak to widzę,
          z patriarchalnym pozdrowieniem,
          Edward
          • Gość: soso no, Edward, ales przywalil IP: 195.41.66.* 02.07.03, 12:35

            Z grubej rury oczywiscie. Tragedia na drodze, ginie dziweczyna a my tu o
            pierdolach. Ale mimo to napisze, ze dziewczyna powinna chlopa wykorzystac na
            tyle, na ile sprawia to jej przyjemnosc a reszta niech nalezy juz do niego. Nie
            wiem dlaczego ma go dopingowac do czegos, potrzasac, naprowadzac, stawiac
            jakies ultimatum, myslec o przyszlosci i tak dalej. Stop!! Facet ma zapewne
            jakies walory skoro jej jakos tam na nim zalezy. No to trzeba z niech korzystac
            a reszta niech nalezy do niego (problemy). Wszystko na ten temat. Drazni mnie
            nieco myslenie w kategoriach dozywotnich, nigdy, zawsze, itp. Zycie jest
            prozaiczne a skomplikowane dla niektorych bo komplikacje akceptuja. Pewnien
            znakomity aktor powiedzial kiedys - chcesz miec problemy to zajmij sie kobieta
            z problemami. W sumie i vice versa. Czyz nie?

            pzdrw

            soso
            • Gość: chudyy Re: no, Edward, ales przywalil IP: 195.94.203.* 02.07.03, 12:42
              Gość portalu: soso napisał(a):
              > Z grubej rury oczywiscie. Tragedia na drodze, ginie dziweczyna a my tu o
              > pierdolach.

              taki life bracie... nastrój mam rzeczywiście nie najlepszy,

              a tym aktorem pierwsza klasa,

              pozdrawiam,
              Edward
            • Gość: KR$ Re: no, Edward, ales przywalil IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 03.07.03, 17:12
              Gość portalu: soso napisał(a):

              >
              > Z grubej rury oczywiscie. Tragedia na drodze, ginie dziweczyna a my tu o
              > pierdolach. Ale mimo to napisze, ze dziewczyna powinna chlopa wykorzystac na
              > tyle, na ile sprawia to jej przyjemnosc a reszta niech nalezy juz do niego.
              Nie
              >
              > wiem dlaczego ma go dopingowac do czegos, potrzasac, naprowadzac, stawiac
              > jakies ultimatum, myslec o przyszlosci i tak dalej. Stop!! Facet ma zapewne
              > jakies walory skoro jej jakos tam na nim zalezy. No to trzeba z niech
              korzystac
              >
              > a reszta niech nalezy do niego (problemy). Wszystko na ten temat. Drazni mnie
              > nieco myslenie w kategoriach dozywotnich, nigdy, zawsze, itp. Zycie jest
              > prozaiczne a skomplikowane dla niektorych bo komplikacje akceptuja. Pewnien
              > znakomity aktor powiedzial kiedys - chcesz miec problemy to zajmij sie
              kobieta
              > z problemami. W sumie i vice versa. Czyz nie?
              >
              > pzdrw
              >
              > soso

              No wlasnie o ta postawe kobiet chodzi - 'facet ma walory to trzeba go
              wykorzystac' (na tyle na ile sprawia jej to przyjemnosc) - a reszta niech
              nalezy do niego (problemy).
              No wiec na skutek takiego podejscia wielu facetow po jakims czasie stwierdza,
              ze nie ma ochoty zajmowac sie nie swoimi problemami i mowi good bye... A potem
              niejednokrotnie kobieta zostaje sama z decyzja do podjecia (usunac, nie usunac -
              wychowywac samotnie)... Czy to jest az tak trudne do zrozumienia?
    • Gość: gunia Re: Niezaradny męzczyzna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.03, 20:28
      pusc go w cholere, to strata czasu
      • Gość: Jołasia Re: Niezaradny męzczyzna IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.07.03, 22:56
        święte słowa!!!poczatkowo moze nie bolec ,ale on nic nie pomoże Ci w
        zyciu ,uwiesi isę i nic ztego nie bedzie..bardzo go "znielubisz"jesli tak
        bardzio sie róznicie..to nie do przejścia..
    • kryniagr Re: Niezaradny męzczyzna 05.07.03, 01:34
      Dziewczyno nie zawracaj sobie glowy takim facetem.NORMALNEGO ZYCIA TO TY z nim
      nie bedziesz miala. A kto wie czy wprzyszlosci nie bedziesz musiala go
      utrzymywa. Uciekaj od takiego faceta jak najdalej.Niestety nastaly takie czasy
      faceci sa nieopowiedzialni, malo zaradni, nawet na mysl im nie przychodzi ,ze
      to oni powinni byc podpora dobrego zwiazku. dobrego malzensta.no.......pomarzyc
      mozna .LEPIEJ BYC SAMEJ.
      • Gość: KR$ Re: Niezaradny męzczyzna IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 05.07.03, 19:26
        kryniagr napisała:

        > Dziewczyno nie zawracaj sobie glowy takim facetem.NORMALNEGO ZYCIA TO TY z
        nim
        > nie bedziesz miala. A kto wie czy wprzyszlosci nie bedziesz musiala go
        > utrzymywa.

        -----> pelne rownouprawnienie, prawda? Tylko facet nadaje sie do utrzymywania
        kobiety - natomiast kobieta nie moze podjac ryzyka ze byc moze kiedys bedzie
        musiala go utrzymywac gdy mu sie nie bedzie udawac... To mi partnerski zwiazek
        i podejscie.


        Uciekaj od takiego faceta jak najdalej.Niestety nastaly takie czasy
        >
        > faceci sa nieopowiedzialni, malo zaradni,

        -----> Jakbym czytal o wiekszosci kobiet... Nieodpowiedzialne, niezaradne,
        wszystko im trzeba zalatwic, uczyc sie nie chca... hmmm... A jak zaradne to
        jeszcze przy okazji zaradnosci gacha sobie zalatwia...


        nawet na mysl im nie przychodzi ,ze
        > to oni powinni byc podpora dobrego zwiazku. dobrego
        malzensta.no.......pomarzyc

        ---------> hmmm widze tutaj pelne rownouprawnienie, jednak podpora ma byc
        facet... Hmmm Smierdzi mi twoje podejscie do zycia...

        >
        > mozna .LEPIEJ BYC SAMEJ.

        -------> czy chcialas przez to powiedziec ze lepiej byc samą?


        Boze chron nas od takich charpii
    • Gość: Marika Re: Niezaradny męzczyzna IP: *.gliwice.pik-net.pl 29.07.03, 13:20
      Miałam podobnie z moim facetem. Ale już Go nauczyłam, podejmowania za siebie
      decyzji. Na początku wszystko ja organizowałam i załatwiałam. Ale jak
      zamieszkaliśmy razem to dopiero zobaczyłam jaki On potrafi być "nie zaradny". A
      braku tej zaradności nauczyła Go mamusia. Do pracy przygotowane śniadanko, po
      pracy od razu obiadek pod nosek, karteczka z zakupami, bo sam nie wie czego
      brakuje w domu (tak trudno otworzyć lodówkę!), zbieranie po mieszkaniu brudnych
      ubrań, pranie je oczywiście. No, bo On tak ciężko pracuje. Hmmm, ja też pracuję
      i w końcu dałam mu wycisk. Śniadanko do pracy, proszę bardzo, wystarczy wstać
      5min wcześniej i sobie zrobić. Ja potrafię sama to Ty też. Nie robił i
      przychodził do domu głodny jak wilk a tu nie ma obiadu, bo nikt nie pomyślał o
      zakupach! Nie ma wody mineralnej nawet!!! Oooo, i skarpetek brak czystych,
      tylko walają się brudne. W sobote sprzątanie, ja wychodzę, mam pilną sprawę do
      załatwienia. Wracałam, nic nie posprzątane. No trudno, będziemy siedzieli
      wieczorem sami, bo przecież nie zaprosimy znajomych jak jest "syf" w domu. Tak
      pociągnęłam z 2 tyg. W końcu się wkurzył i przeprowadziliśmy poważną rozmowę. I
      od tej pory wszystko się zmieniło. Zakupy robię np. w sobotę ja a On za to
      sprząta. Nauczył się obsługiwać pralkę! Przy obiedzie pyta czy pomóc. Sniadanie
      robimy na zmianę. I jest GIT! Samo tłumaczenie nic nie da. Trzeba chłopu
      pokazać, że ty mimo, że wracasz z pracy 3godz. wcześniej to i tak dalej
      pracujesz. Ale się kurde rozpisałam.
      Pozdrawiam!!!
      • Gość: Jołasia Re: Niezaradny męzczyzna IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.07.03, 12:54
        no ,ale chyba mowimy o stanie niezaradności po wszelkich rozmowach?A moze byc
        z kims ale nie brac na sibei odpowiedzialności za niego?juz sama nie wiemno ta
        tez mozna ,ale to straszny syf..jak sobie pomyślę o facecie ,ktory na
        propozycje pojścia do kina po raz 1000 mowi .."no wiesz jak bardzo chciałbym
        pojśc ,ale nie mam pieniedzy...",albo robi z tego swoja obronę"No przciez
        wiesz ,ze nie mam pieniedzy nawet na bilet!"np jesli prosi się go o
        podjechanie np na poczte..." albo "oj gdybym miał możliwości to bym pracował
        od rana do nocy..ale nie mam"..i dalej gra w strzelanego na komp,"..lenistwo
        niezaradnośc...sa straszne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka