satina
01.07.03, 09:21
Puściłam wątek na FK, ale oprócz pasemek u mężczyzn i innych ciekawych
historii, niczego się nie dowiedziałam... wiec przyszłam tutaj, skruszona.:)
Bo naprawdę jestem ciekawa, jak to wygląda w praniu, na dłuższą metę.
A sprawa wygląda tak:
Czy można z takim mężczyzną żyć na dłuższą metę,
bez frustracji i wiecznych pretensji
Poznałam go miesiąc temu, wybuch uczucia, wzajemna fascynacja. On jest bardzo
czuły, kochany, jestem dla niego najważniejsza, itepe. On dla mnie też jest
ogromnie ważny, uwielbiam z nim przebywać, sunujemy plany na przyszłość.
Nie chodzi o to, że jest nierobem. Po prostu jest niezaradny. Obecnie umowa
na czas określony wygasła a on czeka aż jeden znajomy do niego zadzwoni. I
tyle... mówię Mu, żeby cos jeszcze zrobił, ale wymówka jest taka, że rynek
pracy jaki jest, każdy wie. Takie zainteresowanie rynkiem pracy bez zacięcia.
Trudno się z tym nie zgodzić. Jednocześnie snuje plany kształcenia się w dość
specyficznym kierunku, po którym może także pracy nie mieć. Na te
wykształcenie musi pieniądze pożyczyć.
Nie naciąga mnie na kasę, nic z tych rzeczy. Jest dumnym facetem i to
wszystko też go dusi. Ma 30 lat, mieszka z rodzicami (to nie typ maminsynka,
jestem wyczulona), chce się od nich uwolnić, tylko jak to zrobić, kiedy brak
pracy, perspektyw na własne lokum... no i tak to się kręci. Mówi, że jak
zrealizuje to co chce, odbije się, zaczniemy działać cos wspólnie, by razem
żyć.
Czy któraś z Was to przerabiała? Jaka może być moja w tym rola? Nie chcę mu
matkować, by spod opiekuńczych skrzydełek mamusi wpadł w pod moją spódnicę.
Chciałabym mu jednak jakoś pomóc, zmotywować, dać nadzieję. Zależy mi bardzo
na nim a jednocześnie obraz jego życiowej postawy zasnuwa mi nieco obraz
obecnej sielanki.
I jak to się ma do skrzeczącej rzeczywistości?