Zrzuciłam z siebie ubranie w sztuk 6 (z czego się składa przemilczę

) i rozrzuciłam je w pokoju, przedpokoju, łazience i kuchni. Do tego nie wyniosłam szklanki po mięcie i zostawiłam ja na stole oraz aparat fotograficzny z kablem który powinien zostac schowany a także zostawiłam kilka drobiazgów w nieładzie.
Policzylismy z Robertem czas ze stoperem w ręku (!!!) ile po woli chodząc i zbierając i odkładając na miejsce zajęło nam uprzątnięcie tego.
I? Wyszło 2:47:13 (dwie minuty, czterdzieści siedem sekund, 13 setnych)

))))
By nie wyszło że ja leń zakręcilam tubkę po paście i zdjęłam pranie ze sznurków oraz poukładałam je do szaf. Zajęło mi to 10:32:07 czyli w sumie jakieś 15 minut. Niecałe. Zmywarki dalej mi sie opróżnić nie chce więc se eksperyment z garami daruję (Robert czasami rozładowuje zmyware rano przed pracą może mnie ominie

) .
Eksperyment nie wyszedł mi na zdrowie bo mąż stwierdził, ze jego dzisiejsze placków smażenie zajęło godzinę (ponad) więc jutro muszę zrobić coś co wyrówna naszą pracę na rzecz domu i rodziny.
I serio jeszcze raz zadam pytanie: ile koszul i ciuchów rozrzuca mąż że to większa praca niż jego gotowanie i zakupy ? No chyba, że on przychodzi do domu, wywala te ciuchy z szafy na kupę i zona musi je sprzątać i codziennie na nowo w szafie układac. Wtedy to wielki złosliwiec i ja bym mu za to popędziła kota. Nad sposobem udupienia takiego złosliwca jeszcze pomysle.
Niestety zostałam oskarżona, że leniwa jestem bo w weekend spałam do południa prawie, przeczytałam cała, grubą książkę Jo Nesbo (polecam, raz że ciekawa a poza tym może zainspirowac do bolesnego uśmiercenia jakiegoś bałaganiącego nam w domu pasożyta

) , z dzieciem obejrzałysmy dwa filmy i generalnie przewracałam sie z boku na bok. Inne żony cięzko pracują a ja co? Leń
No dobra tak chciałam dla rozluźnienia, ale zabawa w mierzenie czasu była przednia