Dodaj do ulubionych

Słabo mi....

18.05.10, 16:08
Miałam zawsze niskie ciśnienie. Miałam też sobie nadczynność GB, w
marcu jod, od miesiąca niedoczynność, od wczoraj Euthyrox 50. Jako,
że nie mam doświadczenia z niedoczynnością, chciałam spytać czy
miałyście problemy z omdleniami, a jeśli tak - to jak w danym
momencie sobie z nimi radziłyście - chodzi mi o doraźne
postępowanie, w tym konkretnym momencie.
Obserwuj wątek
    • ekatarzyna Re: Słabo mi.... 18.05.10, 21:15
      Nie wiem, czy moje omdlenia powinnam łączyć z tarczycą, w każdym razie – jeśli
      czuję, że wkrótce zemdleję (szum w głowie, czarno przed oczami, nic nie
      widzę, zmiany w biciu serca, podobno straszne zasinione usta
      ), staram się
      ukucnąć/usiąść nisko, najlepiej pochylając w dół głowę. Czekam z zamkniętymi
      oczami i pochyloną głową, aż mi przejdzie
      . Jeśli zbyt wcześnie próbuję się
      podnieść, objawy natychmiast powracają. Zazwyczaj od pierwszego „słabo mi” do
      upadku mija kilka sekund, które warto poświęcić właśnie na takie zapobiegnięcie
      przewróceniu się lub zminimalizowaniu jego skutków (np. zejście z jezdni na
      chodnik, poinformowanie towarzysza, żeby łapał wink ). Jeśli nie zemdleję, powrót
      do równowagi trwa kilka minut. Jeśli zemdleję (=upadnę, podobno natychmiast po
      zetknięciu z ziemią odzyskuję przytomność), pojawiają się zimne poty, uczucie
      wyobcowania, natomiast objawy ustępują b. szybko.

      Kiedyś zemdlałam w przychodni, od pielęgniarki dostałam coś do wypicia (roztwór
      glukozy?) + podniesienie do góry nóg, ale nie przyspieszyło to powrotu
      naturalnych reakcji. Ten rodzaj omdleń występuje przy staniu w jednym
      miejscu/dłuższym chodzeniu.


      Rozróżniam też drugi rodzaj mikro omdleń – jeśli zbyt gwałtownie wstanę,
      podniosę zbyt szybko głowę do góry
      lub stoję z podniesionymi rękoma –
      podobne objawy (ciemno/szum/utrata równowagi), zazwyczaj nie mam zbytnio czasu
      na reakcję. Tu albo objawy ustępują samoistnie w przeciągu dwóch-trzech sekund,
      z ewentualnym zatoczeniem się, ale bez upadku, albo zaliczam glebę (ostatnio
      szczęśliwie osuniecie się na łóżko).


      U mnie omdlenia występują od blisko dziesięciu lat (i co najmniej tyle samo TSH
      było podwyższone, ale leczę się dopiero od pół roku). Najpierw utrzymywano, że
      tak bywa w okresie dorastania, potem, że to może od kręgosłupa, kiedyś wyszła w
      badaniu arytmia. Neurologicznie wszystko ok. Generalnie jednak, przyczyna bliżej
      nieustalona. Z tarczycą nigdy tego nie łączono. Chyba nie za wiele pomogłam.
      Może ktoś jeszcze doradzi, sama chętnie skorzystam wink
      • lupa_87 Re: Słabo mi.... 18.05.10, 21:42
        Jedyny co próbowałam w takich sytuacjach robić to: jak gdzie to
        kładłam się na ziemi i nogi do góry póki nie przejdzie. Jak nie mam
        gdzie się położyć to siedzę i głową w dół między nogi. Do tego
        zawsze mam przy sobie Glucardiamid do ssania. Kiedyś znajoma
        poradziła mi jednen myk. Dziś poszłam do potencjalnego przedszkola
        synka na mały rekonesans. W gabinecie dyrektorki siadłam i zaczęłam
        pytać o różne rzeczy a tu nagle czuję, że nadchodzi słabość. U mnie
        to rzadko kończy się całkowitym zemdleniem, ale trwa dość długo.
        Cały czas widzę na wpół czarno, mroczki latają, szum w uszach,
        słabość ogólna, jak z zaświatów. Ale nie chciałam wyjść dzisiaj i
        nic nie mówiłam, bo albo bym musiała jej zalec tam na podłodze na
        godzinę, albo jakbym wstała z tego krzesła to bym padła jak długa.
        Gadałam z nią jakby zza światów chyba z godzinę. Uratował mnie tylko
        ten wspomniany myk. Jak się rozłoży dłoń to pomiędzy kciukiem a
        palcem wskazującym w tą skórę/ przestrzeń się wbija się z obu stron
        jednocześnie kciuka i wskazujący drugiej dłoni - tak jakby się mocno
        cały czas sczypie na wylot - nie wiem czy jasno piszę.
        Ja mam w ogóle niskie ciśnienie, do tego dzisiejsza pogoda, ale
        wydaje mi się, że do tego właśnie doszła jeszcze ta niedoczynność -
        ciągła senność, ospałość, spowolnienie akcji serca, spowolnienie
        krążenia - i omdlenie gotowe. Czy może się mylę - no właśnie dlatego
        pytałam, czy Wy przy niedoczynności miewałyście omdlenia?
        • madziulaw Re: Słabo mi.... 18.05.10, 22:17
          Tak, jestem w tym ekspertem niestety.Od jakiś 10 lat borykam się z tym problemem
          tj od momentu kiedy pojawiły się pierwsze gwałtowniejsze problemy z tarczycą.
          Niestety, mam na tym tle obecnie fioła, bo długo trwało zanim zaczęto mnie
          leczyć, a jak już zaczęto to i tak trzymano mnie w niedoczynności. Teraz
          zamierzam leczyć się sama w oparciu o rady forumowych ekspertek.

          Jak sobie próbuję radzić - najlepszy sposób to:
          1/ szybko zazyć lek na uspokojenie najlepiej rozpuszczalny w buzi, aby już tutaj
          zaczął się wchłaniać (moim faworytem jest VALIDOL)- 2 tabletki na raz. To
          uspokojenie jest potrzebne żeby nie ulec panice, bo organizm próbuje radzić
          sobie z omdleniem paniką, żeby podnieść ciśnienie + sami boimy się omdlenia.
          2/ pić dużo wody (normalizuje ciśnienie)
          3/ świeże powietrze - otworzyć okno
          4/ rozebrać się żeby się ochłodzić (zaczęłam ubierać się na cebulkę, żeby w
          każdej chwili móc się rozebrać)
          5/ głowa w dół między nogi to standard postępowania

          Na mnie dobrze jeszcze działa zjedzenie czegoś tłustego - najlepsze są frytki,
          bo ja niestety na skutek hashimoto mam niedocukrzenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka