Dzisiaj odebrałam nowe wyniki badań i byłam na ponownym USG

I co ciekawe
lekarz, który badał moją tarczycę, uznał, że "właściwie to nie ma znaczenia
czy mam Graves-Basedowa, czy Hashimoto, bo i tak moja tarczyca w końcu się
zniszczy, a tak w ogóle to bywają przypadki niesklasyfikowane itp".
No to sorry, ale dla mnie to jednak "ma znaczenie" i jakoś nie przemawia do
mnie leczenie typu "zobaczymy co się będzie dziać".
Ale po kolei, czyli zaczynam "od końca" i swoich dzisiejszych wyników badań:
20.12.2006
TSH 11,6 co daje 311%
Norma: 0,4 - 4,0
FT4 0,7 co daje -9%
Norma: 0,8 - 1,9
aTPO: 385
Norma: do 35
I dzisiejsze badanie USG:
"Prawy płat tarczycy o wym 27 x 29 x 65 mm (27 ml)
Lewy płat tarczycy o wym 28 x 27 x 63 mm (25 ml)
Głębokość cieśni 9 mm
Echogeniczność miąższu tarczycy nieco obniżona, nieznacznie niejednorodna, bez
zmian guzkowych. W badaniu power doppler wyraźne przekrwienie miąższu.
Nie stwierdzono powiększonych węzłów chłonnych w otoczeniu."
Na moje pytania po USG lekarz odpowiadał bardzo zdawkowo, jedyne co
potwierdził, to, że wygląda mu na to na długą chorobę, powyżej 5 lat. Na
pytanie czy to choroba hashimoto, odpowiedział: "Ma Pani zapalenie tarczycy na
tle autoimmunologicznym" a na pytanie dlaczego padła diagnoza Graves-Basedowa
usłyszałam "w sumie to nie ma znaczenia na co Pani choruje i tak Pani tarczyca
w końcu się zniszczy".
Może nie jestem ekspertem, ale na podstawie tego wszystkiego co mnie spotkało,
to ja wnioskuję, że:
- prawdopodobnie gdzieś od dawna choruję na chorobę Hashimoto, obstawiam, że
mniej więcej od 1998-2000 roku, jakoś tak. W tym mniej więcej okresie zaczęły
się różne objawy, które mogłyby wskazywać na lekką niedoczynność. Na to, że
gdzieś tu się "plączę" hashi wskazują aTPO, zwłóknienia na tarczycy (na
pierwszym opisie USG), opinia lekarza, że "tarczyca jest w całości zmieniona,
choroba trwa długo", objawy niedoczynności (okresowe), zyskanie wagi podczas
"nadczynności", nietypowa reakcja na tyreostatyki podczas leczenia
Graves-Basedowa (szybki spadek w niedoczynność i pogłębianie się
niedoczynności mimo pomniejszania dawek, nie obeszło się bez podania
równolegle hormonu), moją "bezpłodność" przez długie lata
- do tego w jakimś momencie przypałętały się przeciwciała TRAB i choroba
Graves-Basedowa, może na skutek porodu dała o sobie mocniej znać w postaci
lekkiego "wola"? Graves-Basedowa może mieć okresy nasilenia i remisji, być
może w okresach remisji dawało o sobie mocniej znać Hashi? Stąd np moje złe
znoszenie zarówno pory letniej jak i zimowej, depresje, nadpobudliwość,
miesiączki raz obfite raz mniejsze, regularne i nie. A samo GB bardzo nasiliło
się w czasie ciąży.
Faktycznie za 20 lat bez względu na to na co będę się teraz leczyć, wyląduje w
niedoczynności z dawką hormonu codziennie rano. Ale dla mnie ma znaczenie jak
ja te 20 lat przeżyję, czy moje przeciwciała TRAB uderzą na oczy? Czy podadzą
mi jod 131, czy mnie operują? A może jednak ze względu na hashi obejdzie się
bez operacji/jodu?
Poza tym skoro plącze się tu jednak hashi, typowe leczenie samymi
tyreostatykami nie wchodzi w grę, bo prawdopodobnie zbyt łatwo będę wpadać w
niedoczynność (co właśnie przechodzę) I to, że któregoś dnia lekarka mi powie
"w takiej sytuacji, skoro tak Pani reaguje na leki trzeba podać jod" to dla
mnie żadne wytłumaczenie.
Pewnie ostatecznie zwycięży hashi, Basedowa pozbędę się albo lekami (może
akurat tu ten mechanizm autozniszczenia tarczycy okaże się przydatny?), albo
operacyjnie/jodem 131. Wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy, ze wględu
chociażby na to, że objawy nadczynności i choroby GB były u mnie bardzo silne,
nie mogę "nie leczyć" nadczynności, tzn równie mocno powinnam pilnować
wpadania w niedoczynność jak i w nadczynność, bo sama tarczyca wcale nie musi
jeszcze "ciągnąć mnie w jedną stronę". A w ostateczności bezpieczniej jednak,
żebym oscylowała na dolnej granicy normy, bliżej niedoczynności. (chociaż
pewnie będę starała się to maksymalnie nagiąć

)
Ciekawi mnie co się będzie działo z przeciwciałami aTPO i TRAB podczas tego
leczenia, mam zamiar je badać

Dostałam też "orzeszki z selenem" i właśnie
się nimi zajadam, pyszne
A na marginesie.. myślę, że nie jestem jedyna, że wiele z nas tak ma, tylko
mało kto tak próbuję zgłębić temat. Potem tylko wyskakują różne kwiatki i
nieporozumienia a my zmieniamy lekarzy. Jutro mam wizytę u kolejnego endo, ale
raczej nie wydaje mi się, żebym gdzieś w tym co napisałam popełniła jakiś
błąd. Takie sytuacje są częste, tylko zwykle opieramy się o to co jest teraz,
a nie patrzymy na całokształt. Bo faktycznie "teraz" mam GB, a że w tle od
dawna przewija się niszczenie tarczycy (powolne) to już inna bajka.
Jak znajdzie się jakiś inny powód tego ci mi dolega, to chętnie zmienię
zdanie, ale już mi się pomysły skończyły.
Do zgłębiania tematu natchnęły mnie wypowiedzi kilku osób z tego forum i forum
Hashimoto, które najpierw leczyły się na GB, potem na Hashi etc.