To chyba ta choroba. Mam cukrzycę T1 od 14 lat insulinozależną spowodowaną
autoagresją. 12 lat temu zgłosiłam lekarzom dolegliwość - że w szyi mi tak
jakoś szeroko, że ślinę ciężko przełykam. Zrobiono tylko usg tarczycy i
powiedziano, że nic mi nie jest. Potem przez lata dokuczały mi czasem te
uczucia pełnego gardła. Zaciskałm je chustką, żeby mi się tak "to" nie
rozlewało w tej szyi. Dokuczały mi ataki gorąca, ale cukrzyca to tłumaczyła. W
ostatnich latach nasiliły się stany lękowe. Urodziłam dwoje dzieci, ale obie
ciąże były zagrożone - nie wiem czy to tarczyca coś psuła czy nie. Rok temu
powiedziałam znowu kilku lekarzom, że zaciska mnie w gardle. Dostałam
hydroksyzynę, bo podejrzewali, że to na tle nerwowym. Ale wczoraj mnie tak
zacisnęło i hydroksyzyna nie pomogła. Dziś znowu to uczucie szerokiej szyi.
Zaciskam ją chustką i wtedy łatwiej mi się przełyka. Jakbym sobie podnosiła
jakiś ciężar z przełyku. W środę mam badania krwi. Czy to ta choroba? Czy jest
tu ktoś z tym i z cukrzycą? Czy da się wyrównywać cukry przy tej chorobie?
Dodam, że jestem dwa dni po powrocie z dwutygodniowego pobytu nad morzem-
jeśli to ma znaczenie. Co mogę zrobić, żeby mnie tak nie dusiło? Boję się
zasnać, że się uduszę (może to głupie), a im intensywniej o tym myślę tym
bardziej mi się zaciska gardło

)). Dziękuję wytrwałym za doczytanie postu do
końca i za odpowiedzi... Boję się, że mi się cukrzyca rozwali i te duszności
mnie stresują