ganabika
01.04.14, 22:57
Sytuacja jest taka, że nic mi już nie przychodzi na myśl tylko rozpłakać się, z bezsilności. Moja córka przygarnęła kilka lat temu kota - małego, zagłodzonego. Odkarmiła i dala dom. Tydzień temu kota potracił samochód. Znalazła go niedaleko domu zziębniętego. Zawiozła do kliniki weterynaryjnej. Tam go opatrzono, prześwietlono i stwierdzono złamanie stawu biodrowego. Leczenie około 4000. Pierwsza wplata za dokonane badania i opiekę 750, reszta za operację i opiekę pooperacyjną. I w tym momencie zaczyna rozwijać się sytuacja patowa. Córka płaci kartą, transakcja zostaje dwa razy odrzucona w końcu za trzecim razem przechodzi. Następnego dnia przy płatności w sklepie okazuje się, że karta jest zablokowana. Wyjaśnienia w banku i informacja, ze kwota została pobrana trzy razy. Następnie po kilku godzinach ktoś powtórnie próbuje pobrać pieniądze z konta ale nie udało się bo bank zablokował transakcję. Kilka dni trwa interwencja w banku i w klinice weterynaryjnej. Obie instytucje twierdzą, że nie mają pieniędzy i każda czeka aż sprawa się wyjaśni. Mają na to 14 dni. Klinika mogłaby zawiadomić bank, że kwota powinna być zdjęta z konta tylko jeden raz - nie robi tego. Właściciel kliniki miał ustalić termin operacji kota - nie odpowiada na telefony. Właściciel kliniki jest lekarzem ale nie obchodzi go los kota. W innej klinice nie można zrobić operacji z prozaicznego powodu – nie ma pieniędzy, są zablokowane. Dziś cały dzień minął na interwencjach w najróżniejszych instytucjach – bez rezultatu. Nikt nawet się nie zdziwił, nie oburzył. Rzecz ma miejsce w Londynie a ceny leczenia podane są w funtach.
Gdzie się podział humanitaryzm i zwykła, ludzka przyzwoitość? Lekarza nie obchodzi pacjent, banku nie interesuje klient a instytucje powołane do ochrony różnorakich praw nie reagują no bo może narażą się na śmieszność - wszak rzecz dotyczy tylko kota.