januszek96
24.04.06, 11:23
To jest materiał z poznańskiej strony DDA. POZNAŃ ! Dzięki ! Ładne
zestawienie ...podoba mi się... :-) > > > Jako Dorosłe Dzieci Alkoholików mamy
wiele wspólnych cech. Choć każdy z nas jest inny, to dorastanie w rodzinie
alkoholowej pozostawiło w nas trwały ślad. Zewnętrznie jesteśmy dorośli, a
wewnątrz wciąż kwili skrzywdzone, bezbronne dziecko. Bardzo często nie radzimy
sobie ze swoimi emocjami, czujemy się samotni i wyizolowani, często się
wstydzimy, jesteśmy niepewni i zakłopotani. Bardzo często się obwiniamy za
wszystko i przepraszamy, że żyjemy. Wciąż staramy się zadowolić innych,
najczęściej kosztem siebie. Żebramy o akceptację, a każda krytyka jest dla nas
druzgocząca. Najczęściej nie lubimy siebie. Myślimy, że nie nam się od życia
nie należy. Ponieważ nie rozumiemy, co się dzieje w naszym życiu często sami
sięgamy po różnego rodzaju używki i „zagłuszacze”. A w związku z tym, że wg
badań uzależniamy się czterokrotnie szybciej od innych, sami często zostajemy
alkoholikami, pracoholikami lub wpadamy w inne uzależnienia. Nasze związki
zawsze bywają zaburzone, bo paradoksalnie czujemy się bezpiecznie z osobami o
podobnych zaburzeniach.
Najczęściej przeżywamy swoje życie przyjmując pozycję ofiary. Pozwalamy się
krzywdzić, bo boimy się wchodzić w konflikty, boimy się odrzucenia, poza tym
każdy konflikt kojarzy nam się z katastrofą i końcem. Więc godzimy się na
wszystko i ustępujemy kosztem własnej tożsamości. Tracimy tożsamość, popadamy
w depresję, cierpimy. Pozwalamy ludziom na przekraczanie naszych granic, bo
nie wiemy, że wolno nam je mieć. Związki stanowiące dla nas zagrożenie, są nam
najbliższe, bo wydają się znane, jak stare rozchodzone buty, podobne do
naszych dziecięcych relacji z alkoholowymi lub dysfunkcyjnymi rodzicami.
Najczęściej myliliśmy miłość z litością, mając skłonność do kochania tych,
których mogliśmy ratować z zagrożenia.
Nie przyglądamy się swoim uczuciom, bo jest to dla nas zbyt przerażające. Nie
zatrzymujemy się nad sobą, nie myślimy, tylko wciąż uciekamy. Nauczono nas nie
czuć, nie mówić, nie ufać. Lęk i niepokój, oczekiwanie na katastrofę jest
naszą codziennością.
Tymczasem nie jesteśmy już dziećmi! I nie musimy żyć wg tych złych schematów
wyniesionych z naszych domów. Jest taka opowieść:
Mały słonik został przywiązany grubym łańcuchem do pala. Szarpał się bidulka
miesiącami, cierpiał i było mu bardzo źle. Ale nie mógł się wyrwać, był
skazany na to cierpienie i na ten pal. Tymczasem rósł, stał się ogromnym
słoniem, a pal i łańcuch zostały takie same. Teraz wystarczyłoby jedno
pociągnięcie i mógłby się zerwać z tej niewoli, ale już nie próbował. Miał
zakodowane w głowie, że nie warto, że mu się nie uda. Nie zauważył, że już nie
jest mały i słaby, że jest silnym, wielkim słoniem, że może już żyć sam, bez
tego pala i tego przywiązana, że da radę!
Dla nas też jest nadzieja! Możemy zmieniać swoje życie. Możemy przestać być
dziećmi. Możemy zaadoptować samych siebie, stać się dla siebie kochającymi
rodzicami, możemy wewnętrznie dojrzeć, przestać być dziećmi. Możemy odciąć
przeszłość i żyć bez jej piętna. Możemy pokochać siebie, uwierzyć w siebie,
zaufać sobie. Możemy nauczyć się stawiać granice, możemy przestać tak
obsesyjnie zabiegać o akceptację, nauczyć się mówić „nie”.
Trzeba tylko powalczyć trochę o siebie! Bardzo pomocna jest terapia
indywidualna i grupa wsparcia pracująca na 12 krokach. Sami nie damy rady!