bene_gesserit
20.05.18, 01:44
Nieprzyjemy artykuł w 'Weekendzie' - opowieści studentów i pracowników naukowych niższego szczebla o seksistowskich komentarzach wykładowców.
Polecam cały artykuł, poniżej wybrane cytaty:
"Masz apetyczny dekolt",
"Fajne spodnie, aż chce się klepnąć"
"Panie studentki zaliczają (tu pojawiał się głupi rechot) egzamin w innych godzinach i w innych strojach"
"Proszę nie wchodzić bez uprzedzenia do mojego gabinetu, bo państwa koleżanki mogą być wtedy w środku, roznegliżowane".
Pamiętam też, że gdy jakieś znajome pewnego dnia machały nam zza okien w trakcie zajęć, prowadzący skomentował: "Ach tak, znam te panie, różne pozycje mam z nimi przećwiczone".
I takie tam, przykładów jest więcej - również o mniej seksualnym, a bardziej seksistowskim charakterze, np o brakach w budowie mózgu kobiet, które uniemożliwiają odniesienie sukcesu na 'męskiej' niwie zawodowej. Warto poczytać.
I nie mam zamiaru się tu oburzać, szukać lekarstwa czy czego tam, chociaż jak kto ma ochotę, to proszę bardzo.
Natomiast kiedy to czytałam, uporczywie powracało mi do głowy pytanie, czemu ci ludzie (większość mężczyzn, ale parę kobiet też było opisanych) tak się zachowują. Myślą, że są dowcipni? Pokazują, jakie to z nich ogiery? To werbalne odpowiedniki wciągnięcia brzucha i podkręcenia wąsa przy kobietach w wieku wnuczki?
Czy można być tak bardzo poza epoką, żeby nie rozumieć, że takie zachowania są ultramegaobciachowe?