12.01.04, 21:59
Hugo Wiktor Strona 57/496

Nędznicy, T.II

gilares, wielki nóż i — rzecz bardzo podejrzana — kilka peruk różnego koloru.
Każda kieszeń była swego rodzaju składem przedmiotów na wszelki wypadek.
Tak mieszkańcy rudery doczekali się ostatnich dni zimy.
ROZDZIAŁ V
MONETA PIĘCIOFRANKOWA SPADA Z BRZĘKIEM NA ZIEMIĄ
Pod kościołem Św. Medarda, na ocembrowaniu starej zasypanej studni, siadywał
zwykle żebrak, któremu Jan Valjean chętnie dawał jałmużnę. Nigdy nie
przeszedł tędy, nie wsunąwszy biedakowi parę groszy. Nieraz nawet zagadał do
niego. Zazdrośni o niego żebracy mówili, że „jest z policji". Był to dawny
kościelny, miał lat siedemdziesiąt pięć i bez przerwy mruczał pacierze.
Pewnego wieczoru przechodząc tamtędy, tym razem bez Kozety, Jan Valjean
zobaczył żebraka siedzącego na zwykłym miejscu pod latarnią, którą właśnie
zapalono. Człowiek ten siedział skulony swoim zwyczajem, wydawał się
pogrążony w modlitwie Jan Valjean podszedł i dał mu jak zwykle jałmużnę.
Żebrak podniósł nagle oczy, spojrzał badawczo na Jana Valjean, po czym szybko
spuścił głowę. Trwało to mgnienie oka, lecz Jan Valjean się wzdrygnął. Wydało
mu się, że w świetle latarni dojrzał nie spokojną i obłudną twarz kościelnego
dziada, lecz inną, groźną i dobrze mu znaną. Poczuł się jak ktoś, kto w
ciemnościach spotka się nagle, oko w oko, z tygrysem. Cofnął się skamieniały
z przerażenia nie śmiąc ani odetchnąć, ani przemówić, ani zostać, ani uciec,
wpatrzony w żebraka, który schylił głowę okrytą jakimś łachem i zdawał się
nie wiedzieć, że Valjean stoi jeszcze obok niego. W tej oso-
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka