olimka1
09.08.05, 09:16
Mam problem i już nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mamy zamiar ze swoim
chłopakiem wziąć ślub ekumeniczny. On jest protestantem, a ja katoliczką. Jak
sami rozmawialiśmy o tym jakie będzie dla nas najlepsze rozwiązanie, to
doszliśmy do wniosku, że tak jest najrozsądniej. Ja czuje się dobrze tu gdzie
jestem, ale szanuje też inne wyznania i uważam, że każdy ma prawo do swojej
drogi. On powiedział, że dla niego jedno jak i drugie wyznanie jest bez
znaczenia, bo nie odnajdujes się ani tu ani tu, ale chodzi do kościoła
protestanckiego i też jest mu tam dobrze, bo w nim się urodził i jak
stwierdził "wizualnie bardziej mu się podoba". Więc uszanowaliśmu siebie
nawzajem. Problemem jest, w którym kościele mamy wziąć ten ślub. My jeszcze
jakoś byśmy się dogadali, ale jego ojciec powiedział, że w życiu nie wejdzie
do katolickiego kościoła, bo go to brzydzi i musiałby się wstydzić przed całą
rodziną, że nie potrafił wychować dobrze syna, jego matka uznała, że wszyscy
w rodzinie ich obgadają, a dziadek jak usłyszy, że jego wnuk ma żonę
katoliczkę to dostanie zawału. Według nich najlepszym rozwiązaniem jest żebym
ja przestąpiła, bo tak należy, a katolicy wogóle są nienormalni i śmieszni.
Jego chrzestny pierwszym pytaniem jakie mi zadał to: "Ty jesteś e czy k?" A
potem powiedział, że jak naprawdę chce ze mną być, to lepiej żeby mnie już
zaczął "odpowiednio" urabiać, tak jak on swoją żonę (tylko jakoś nie
widzę,żeby byli jakąś szczęśliwą rodziną). No i teraz okazuje się, że mój
chłopak również tak zaczyna myśleć, bo nie chce się narazić rodzicom. Nie
wiem co mam już o tym wszyskich myśleć. Zawsze bałam się, że to w mojej
rodzinie pojawią sie w tej sprawie jakieś problemy, a okazała się, że u mnie
uszanują każdą moją decyzję. Wiem, że nie przestąpie, bo po prostu tego nie
czuję, nie jestem jakąś dewotką czy fanatyczką ale jest mi dobrze w kk.
Nigdy też nawet przez mysl mi nie przeszło, żeby namawiać do czegoś mojego
chłopaka. Kocham go i nie chcę go stracić, ale w momencie gdy ktoś tak mnie
atakuje w sumie bez powodu, to chyba nic dziwnego, że chcę się jakoś
bronić.Mieszkam w miejscowości gdzie praktycznie połowa to ewangelicy a
połowa to katolicy, mam mnóstwo znajmonych, koleżanek z kościoła
ewangelickiego i uważam, że to wspaniali ludzie i raczej wszyscy się na
codzień normalne dogaduja. Już od dłuższego czasu chodzę do kk i
ewangelickiego. Ale ja naprawdę czuje się dobrze w ewang., pastor jest
wartościowym człowiekiem, ale ja naprawdę tam nie czuje Boga, ale jeżeli
komus innemu jest dobrze tam to super. Więc chyba bez sensu robić coś wbrew
sobie. Nie chcę nic za wszelką cenę, ale to że jestem ochrzona w katolickim
kościele nie znaczy przecież że jestem gorsza. Wierzę w Boga całym sercem.
Nie jestem bezkrytycznie nastawiona do kk, ale nie odczułam nigdy na własnej
skórze, żeby było tam aż tak źle, żebym musiała to wszystko rzucić i nigdy
nie będę uważać, że ogólnie ewangelicy są bardziej gorliwi w swojej wierze,
bo wiem,że tak nie jest. Wszystko zależy od indywidualnego człowieka. Jestem
już tym wszystkim zrozpaczona, strasznie ranią mnie słowa, że ktoś nienawidzi
mnie bo należe do kk. Błagam pomózcie, podpowiedzcie coś.