krzysztof.k.g
25.05.09, 13:02
Za najwieksze osiagniecie Jezusa, za sedno Jego przeslania uwaza sie
zmartwychwstanie. On to zrobil i nam rowniez obiecal, ze bedziemy
zyc na wieki. Wypelnial on przy tym wole Boga.
Tak to wyglada w wielkim uproszczeniu.
W biblijnym Raju istnialy dwa tajemnicze drzewa. Pierwszym bylo
drzewo, z ktorego zjedlismy owoc i poznalismy czym jest dobro i zlo.
Za to zostalismy rzekomo wydaleni z Raju.
Drugie drzewo rodzilo owoce dajace zycie wieczne. Gdy Bog juz
deportowal nas, to powiedzial:
"Oto czlowiek stal sie taki jak my: zna dobro i zlo; niechaj teraz
nie wyciagnie przypadkiem reki, aby zerwac owoc takze z drzewa
zycia, zjesc go i zyc na wieki."(Rdz.3.22)
Dalej mozemy przeczytac:
"Dlatego Pan Bog wydalil go z ogrodu Eden..." (Rdz.3.23)
Zostalismy wiec wywaleni, nie za zjedzenie jednego jablka, lecz z
obawy, ze zjemy rowniez gruszke.
Bog i ktos do kogo mowil nie chcieli by ludzie zyli wiecznie.
Kim byl ten rozmowca?
Czyja wole zrealizowal wiec Jezus dajac nam wiecznosc?
Moze tak jak Adam i Ewa sprzeciwil sie Jego woli i postawil na swoim?
Komu stalismy sie zatem rowni, gdy zdobylismy sposob na zycie
wieczne?