jadwiga1350
12.06.09, 19:38
Wczoraj odświeżyąłm sobie "Wymarzony dom Ani".
Jest tam fragment, gdy Ania skarżąc się kapitanowi na niechęć i
rezerwę Ewy, mówi, że nie jest przyzwyczajona do tego żeby ludzie ją
nie lubili.Uderzyło mnie ile w tym zdaniu egoizmu i zarozumialstwa.
Ania jest tak wyjątkową osobą,że każdy, na którego łaskawie zwróci
uwagę musi ją lubić. Ci którzy nie padają przed nią plackiem, to
ludzie źli, nudni, albo osoby poranione przez los, zgorzkniałe, typu
Ewy, czy Julianny.
Kapitan Jim też tłumaczy powściągliwość Ewy wobec Ani jej cięzkim
życiem. Ani samej Ani, ani żadnej innej postaci nie przyjdzie do
głowy, że ktoś może jej nie lubić ot tak sobie,nie będąc przy okazji
łajdakiem, czy kimś nieszczęsliwym.
W Ani jest dużo egocentryzmu.
Jeśli prześledzimy dzieje przyszłej pani Blythe, to widać że ludzie
których spotyka na swojej drodze, zabiegają o jej przyjaźń, czy
miłość, dopasowują się do niej, wielbią skrycie czy całkiem
otwarcie. Tak jest z Dianą, Stellą,Priscillą,Izą,Gilbertem, Karoliną
Czwartą.A Ania nie musi o ich uczucia zabiegać, wystarczy że jest.
Wyjątkiem jest przyjaźń z Ewą. Tutaj to pani doktorowa musi się
starać, zabiegać, dopasowywać. Może właśnie dlatego Anię tak
fascynuje Ewa, bo to ktoś,kto nie pada jej od razu w ramiona, ktoś
kogo trudno zdobyć.