bonobo44
07.07.08, 21:46
Czy galaktyki to gigantyczne dyski akrecyjne
tvnpolprw281 napisała:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=81795939&a=81796697
> Galaktyki dziela sie na galaktyki aktywne i nieaktywne.
a pomruk napisał:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=81795939&a=81798594
> supermasywne czarne dziury istnieją często w jądrach galaktyk
> eliptycznych, które wcale nie są "płaskie" lecz elipsoidalne,
> często kuliste
niedawno madcio poinformował mnie, że na poważnie
wystartowały poszukiwania ginących w eksplozji promieniowania
Hawkinga pierwotnych czarnych dziur powstałych w wielkim wybuchu
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=81607789&a=81610634
wróżę im pełne niepowodzenie... dlaczego?
otóż nie tylko dlatego, że śmiem powątpiewać w istnienie
mechanizmu Hawkinga parowania czarnych dziur...
dochodzę mianowicie do wniosku, że wszystkie bez wyjątku czarne
dziury, które wówczas powstały, znalazły zajęcie na pełny etat i to
na okrągło w charakterze... nianiek, jeśli nawet nie matek
karmiących wszystkich obserwowanych na niebie galaktyk...
innymi słowy - jeśli ktoś chce zobaczyć, w co zamieniła się
pierwotna czarna dziura, niech uważnie przyjrzy się centrum
pierwszej z brzegu galaktyki...
uważam, że to one podzieliły się całą dostępną materią
Wszechświata, ściągając grawitacyjnie w miarę równomiernie
rozłożony pierwotny gaz do siebie...
wtedy powstały prawdziwe dyski akrecyjne, wokół tych pierwotnych CD
karmiących się zagęszczającą się chmurą gazu...
pierwotny ich moment pędu "ustawiał" plaszczyznę dysku, a cała
pozostała materia albo grawitowała w jego stronę albo
trafiała wprost do potężnego wiru, który przypominał z kazdej strony
odpływ w wannie...
na tym etapie - miliardy lat temu - to były obiekty, które i dzisiaj
możemy obserwować - kwazary...
później - gdy już cała materia spoza formujących się galaktyk
została wymieciona (podzielona pomiędzy pierwotne CD),
w miarę zbliżania się do jądra była ona zapewne wleczona wraz z całą
czasoprzestrzenią wokół CD uzyskując część jej prędkości obrotowej...
a mnóstwo pierwotnych CD mogło w wielkim wybuchu uzyskać gigantyczny
moment pędu...
wokół tych, które go nie uzyskały lub uzyskały stosunkowo niewielki,
uformowały się później galaktyki sferyczne i eliptyczne...
mógł tu też odegrać swoją rolę analog wspomnianego mechanizmu
hydrodynamicznego (ten korek w wannie) - jeśli to zjawisko nie
zostało do tej pory przebadane (lub nawet zaproponowane), to warto
by mu poświęcic parę prac (jeśli LHC da fizykom jakąś szansę
kontynuowania prac w najbliższej przyszłości, rzecz jasna)
te szybkoobrotowe pierwotne CD uformowały oczywiście galaktyki
spiralne, w miarę stabilne, gdy już odkurzyły okolicę centrum dysku
akrecyjnego, a nowa materia nie miała skąd dopływać...
zadziałał tu też zapewne mechanizm kolosalnego ciśnienia
promieniowania i samych rozżarzonych gazów w pobliżu takiej CD,
mógł on nawet oddziałać na resztę galaktyki bardziej skutecznie niż
mechanizmy wleczenia...
moment pędu jaki uzyskiwał gaz w zetknięciu z CD musiał być
przekazywany dalej od obszaru dominującego wleczenia przy horyzoncie
CD aż po brzegi chmury na zasadzie już zwyczajnego tarcia
hydrodynamicznego...
po prostu rozpędzone cząstki były wyrzucane niczym sztuczne satelity
w otaczającą ją chmurę i w zderzeniach unosiły resztę...
dodatkowo generowane były turbulencje - zarodki przyszłych gwiazd i
układów planetarnych...
jeśli to wszystko prawda, to ponieważ moment pędu jest
proporcjonalny do masy obracającego się obiektu, tak powstałe
galaktyki powinny obracać się tym szybciej im bardziej masywne są
znajdujące się w nich gigantyczne CD, które je utworzyły... po
prostu były one w stanie "wyssać" ze swojej CD-matki większą ilość
momentu pędu...
podsumowując ten przydługi i zapene przynudnawy wywód: owe
gigantyczne CD, to w istocie matki naszych galaktyk karmiące je
energią swego ruchu obrotowego przekazywanego otaczającej chmurze
początkowo bezpośrednio przez wleczenie czasoprzestrzeni w
bezpośrednim sąsiedztwie początkowo szybko rotującej CD i dalej
przekazujące ją w sposób czysto hydrodynamiczny (nie mający nawet
już od tej pory nic wspólnego z hydrodynamiką czasoprzestrzeni);
energia wyzwalana przy spadaniu materii dysku na CD była tak
kolosalna, ze podgrzała całą chmurę, co nie było bez znaczenia dla
przyspieszenia procesów gwiazdotwórczych, które być może w
przeciwnym razie do chwili obecnej nie zdążyły by się jeszcze
rozwinąć na liczącą się skalę...
wszystko to nie oznacza bynajmniej, ze mikroCD z LHC okażą się dla
nas równie łaskawe, jak nasze matki... dlatego proponuję przyłączyć
się do tych: