szkoła dla orłów?

10.11.06, 09:19
Dwa dni temu byłam na zebraniu rodziców w klasie mojej córki ( II klasa LO ).
Chodzi do dobrego liceum, ale do najsłabszej klasy w swoim roczniku. Stopnie
ma takie sobie, chociaż widzę, że stara się przykładać.
Przez godzinę słuchałam oracji pani wychowawczyni, jaka to młodzież w tej
klasie jest mało ambitna, jak brak tu "atmosfery naukowej", uczniowie, to
przeciętniacy do kwadratu.
Pod koniec pierwszej klasy, wychowawczyni namawiała uczniów, aby kto tylko ma
trochę oleju w głowie, przeniósł się do innej klasy, bo w tej to tylko się
zmarnuje.
Drodzy nauczyciele, chyba coś się wam pomyliło. Wy nie jesteście od obrażania
swoich uczniów ani od uczenia wyłącznie orłów. Orły, to elita. Nie każdy ma
predyspozycje żeby do niej należeć. A uczyć musi się każdy, nawet średnio
zdolny.
Ja czuję się obrażona.
    • tigger8 Re: szkoła dla orłów? 10.11.06, 12:43
      Mogę tylko powiedzieć, że wychowawczyni ma wygórowane ambicje. Pewnie wcześniej
      uczyła klasę, w której miała "mocnych" uczniów. No ale to jej nie
      usprawiedliwia. Nie chcę nadawać na "koleżankę po fachu" ale żaden z niej
      pedagog, skoro takie rzeczy opowiada. Sam uczę dzieciaki o bardzo zróżnicowanych
      możliwościach. Nie wszyscy będą prezesami, nie wszyscy się może wybiją. Ale
      wszyscy mają prawo do nauki. Pracują w swoim tempie, starają się mniej lub
      bardziej. I tyle. Każdy człowiek jest nam potrzebny, a jeśli już za młodu będzie
      się ich zniechęcać, to na efekt nie trzeba będzie długo czekać.
    • gobi03 aspiracje 10.11.06, 13:47
      Aspiracje zwykle wiążą się z pewnymi wskaźnikami. Nauczyciele są rozliczani za wyniki nauczania, z naciskiem na konkursy i olimpiady. Dla szkoły pożądaną przyszłością ucznia są studia, najlepiej na archeologii albo socjologii.
      Nie czuj się obrażona, tylko pamiętaj, że rodzice mają dłuższą perspektywę, jeśli chodzi o ich dzieci - chodzi o życie. Jakość przyszłego życia człowieka nie zależy od jego zdolności intelektualnych (szkolnych), ale od wyborów. Powiem więcej - większość uczniół nie zostaje naukowcami, co nie znaczy że zmarnowali swoje życie.
      • chilly Re: aspiracje 10.11.06, 19:09
        Powiem więcej: nieliczni zostają naukowcami, a wielu z nich myśli sobie potem,
        że zmarnowali życie.
        • mamosz Re: aspiracje 10.11.06, 19:38
          otoz to.Nie przejmuj sie ta pania widocznie zbiera jakies papiery do kolejnej
          teczki awansu.
          • unsatisfied6 widzę , że nie masz zielonego pojęcia 10.11.06, 21:57
            mamosz napisała:

            > otoz to.Nie przejmuj sie ta pania widocznie zbiera jakies papiery do kolejnej
            > teczki awansu.

            widzę , że nie masz zielonego pojęcia co się w polskiej szkole dzieje .
            awans pani mamosz , oznacza przyznanie komuś autorytetu za jego/jej wkład
            w lepsze standardy . skoro ewidentnym jest dla ciebie , że "ta pania widocznie
            zbiera jakies papiery do kolejnej teczki awansu" , to powinnaś rozumieć
            na czym polega patologia polskiej szkoły i zdawać sobie sprawę , że
            opisany incydent nie jest wyjątkiem , ale regułą w polskiej szkole ,
            skoro decyduje o awnasie nauczyciela .

            zauważyłem i słyszałem o wielu podobnych incydentach i śmiem twierdzić ,
            że szkoła polska zaniża poczucie wartości ucznia , stwarza bodźce
            dla nauczycieli dla zabużania ich synergii myślenia i skutezności
            wdrażania wiedzy i umiejętności .
            • bambolina1 Re: widzę , że nie masz zielonego pojęcia 10.11.06, 22:24
              Wybacz, ale już samo robienie teczek do awansu jest patologią. Po piersze mało
              kto je czyta (moją egzaminujący zobaczył po raz pierwszy na oczy 5 min przed
              egzaminem i tylko ją przejrzał). Po drugie, robienie takich teczek to strata
              czasu. Ja musiałam robić teczkę na kontraktowego i zajmowało mi to cholernie
              dużo czasu. Zamiast przygotowywać lekcje musiałam tworzyć papierologię.
              Po trzecie, nie rozumiem co ma poziom klasy do awansu;/ Jeżeli ta klasa była
              wyjątkowo 'nienaukowa' to pani mogłaby wybrać sobie inną 'genialną'.
              Po czwarte, to prawda, że są klasy, w których czasami człowiek dziwnie się
              czuje i uważam, że mam do tego prawo, jeżeli uczeń po 9 latach nie wie co to
              bezokolicznik czy samogłoska o innych rzeczach nie wspominając.

              Oczywiście Pani nie miała prawa mówić tak jak powiedziała, mogła jednak
              wspomnieć, że poziom klasy jeśli chodzi o wiedzę jest niski za to chyba nie ma
              co się obrażać.
    • unsatisfied6 mało ambitni 11.11.06, 10:14
      vitaaga napisała:

      > Dwa dni temu byłam na zebraniu rodziców w klasie mojej córki ( II klasa LO ).
      > Chodzi do dobrego liceum, ale do najsłabszej klasy w swoim roczniku. Stopnie
      > ma takie sobie, chociaż widzę, że stara się przykładać.
      > Przez godzinę słuchałam oracji pani wychowawczyni, jaka to młodzież w tej
      > klasie jest mało ambitna, jak brak tu "atmosfery naukowej", uczniowie, to
      > przeciętniacy do kwadratu.
      > Pod koniec pierwszej klasy, wychowawczyni namawiała uczniów, aby kto tylko ma
      > trochę oleju w głowie, przeniósł się do innej klasy, bo w tej to tylko się
      > zmarnuje.
      > Drodzy nauczyciele, chyba coś się wam pomyliło. Wy nie jesteście od obrażania
      > swoich uczniów ani od uczenia wyłącznie orłów. Orły, to elita. Nie każdy ma
      > predyspozycje żeby do niej należeć. A uczyć musi się każdy, nawet średnio
      > zdolny.
      > Ja czuję się obrażona.

      żeby przejść do tematu muszę wstępnie wyjaśnić pewne zjawiska występujące
      w dyskusji nad naszą edukacją . budujemy szkołę na swojej ocenie tego , co
      sami doświadczyliśmy i co wiemy na teamt innych szkół w świecie .

      krytykuje się na forum jakiekolwiek porównanie naszej szkoły do realiów innych
      szkół . termin "amerykańska szkoła" działa na większości jak płachta na byka .
      jak za czasów komuny , przeciętny obywatel jest przeładowany informacją
      o patologiach poza granicami naszego kraju i głęboko przekonany , że
      nasze realia , o ile nie są zdecydowanie gorsze , nie są różne od pragmatyki
      nauczania w innych krajach . nawet nauczyciele uczący poza granicami naszego
      kraju ( przykład pani mamosz ) są tak mocno przeładowani kłamstwami o naszej
      doskonałej edukacji . "polska" szkoła jest "doskonała" wg ich oceny bo
      zakodowano w ich umysłach , że gdzie indziej jest gorzej . takie odkodowanie
      może trwać kilka lat , gdy ktoś tam korzysta zusług oświaty , a
      gdy ktoś nie ma żadnej styczności z edukacją poza granicami naszego kraju ,
      najczęściej jest do końca życia głęboko przekonany , że edukacja poza
      granicami naszego kraju jest zdecydowanie gorsza i że to nasi polscy naukowcy,
      inżynierzy i lekarze są fundamentem potenjału gospodarczego w USA . realia są
      inne - statystycznie rzecz biorąc wyjątki polskich emigrantów z polskim wyższym
      wykształceniem robią w innych krajach karierę w swoim zawodzie , żadnych jednak
      wiarygodnch statystyk na ten temat nie znajdziemy a z tak ukształtowaną oceną
      naszego szkolnictwa jakimi bombardują nas media , gdy ewentualnie dowiemy się
      o takiej wyjątkowej karierze naukowca/inzyniera/ucznia w USA , przypisujemy
      jego zasługi naszej "polskiej" szkole .

      sam , będąc w USA około sześciu lat , przez ponad pewnie cztery lata byłem
      święcie przekonany , że nasza szkoła jest zdecydowanie lepsza - nie docierało
      do mnie długo , że na mojej uczelni nie było studenta z polskich emigrantów
      i że był tylko jeden profesor pochodzenia polskiego . nie rozumiałem , przez
      pierwsze lata , co mnie trzyma na amerykańskiej uczelni , a co mnie zniechęciło
      do "polskiej" szkoły . dopiero pod koniec studiowania zauważyłem , że to
      student z USA był zdecydowanie najlepszym matematykiem na uczelni . pod koniec
      edukacji zacząłem dostrzegać walory poznawcze i estetykę studentki z Francji -
      trudno mi było przekonać się do innych wartości i lepszych standardów , choć
      z przyjemnością brałem udział w czymś , co było dla mnie prawdziwą przygodą
      i przyjemnością w poznawaniu .

      nauczyciel amerykański zupełnie inaczej ocenia charakter swojej pracy .
      to co nauczyciel polski pomyśli lub nawet zwerbalizuje wobec rodziców ,
      nie znajduje miejsca w ocenie problemu nauczyciela z USA . nawet mu
      przez myśl nie przejdzie , że ma do czynienia "z mało ambitną młodzieżą" ,
      lub "przeciętniakami do kwasratu" - to on jest zobowiązany do motywowania
      tych uczniów i ambicje i postępy jego uczniów są oceną jego pracy .

      nauczyciel amerykański pracuje w trudniejszych warunkach od nauczyciela
      polskiego . ma do czynienia z brakami w języku angielskim u emigrantów ,
      z różnicami rasowymi w klasach , wpływami różnych religii na świadomość
      uczniów , które on musi ( i chce , bo tak jest wychowany ) uszanować .
      zdarza się np uczeń w klasie , ktory twierdzi , że ziemia ma 60 000 lat ,
      a nuczyciel nie wyśmieje go za jego opinię ale musi mu w jakiś delikatny sposób
      przekazać wiedzę o dinozaurach czy innych zjawiskach na ziemi sprzed 60 000
      lat . w całokształcie , mimo tak wielkich różnic wśród młodzieży w USA ,
      ogólnie rzecz biorąc edukacja w USA doskonale przygotowuje potencjał
      ludzki do twórczego procesu tworzenia ich gospodarki . my natomiast najchętniej
      podajemy przykłady świadczące na korzyść naszej szkoły uporczywie odwodząc
      naszą tezę o lepszej jakosci naszej szkoły - sam fakt , że amerykański
      nauczyciel i polski nauczyciel mają inne podejście do ucznia i do swoich
      obowiązków wydaje się nie mieć dla nas żadnego znaczenia . nauczyciel
      ameyrkański ,który by coś takiego powidział na spotkaniu rodziców ,
      musiałby natychmiast zakończyć swoją karierę w edukacji . szybko by
      ją zkończył , gdyby nawet coś takiego pomyślał , bo to młodzież
      i rodzice też wyczują w miernej jakości jego nauczania skoncentrowanego
      na "ambitnego ucznia" , których motywacji taka szkoła zbudować i nie potrafi
      z zdarza się , że je niszczy i ekspksploatuje w budowaniu swojego image ambicje
      które młodzież wynosi z domu .
      • vitaaga Re: mało ambitni 11.11.06, 10:40
        Dziękuje za odpowiedzi podtrzymujące na duchu:)
        Tak analizując sobie, co ta kobieta - "wychowawczyni", chciała nam - rodzicom
        powiedzieć, doszłam do wniosku, że była to z jej strony asekuracja.
        Za rok matura, a ona nie ma pewności czy wszyscy uczniowie z tej klasy sobie
        poradzą. Więc na wszelki wypadek nam to wyjaśniła. Otóż, to nasze dzieci są
        niezdolne, nieambitne i szkoła nic z takimi nie może zrobić. Jeżeli nie zdadzą
        matury albo nie dostaną się na studia, to my mamy mieć jasną świadomość, że to
        nasze dzieci są do niczego, a nie szkoła.
        Ja tam do tej szkoły nie mam nic( poza nieszczęsną wychowawczynią ). Wiem, że
        to dobra szkoła. Ma stuprocentową "zdawalność" matury. Nauczycielka chyba nie
        wytrzymuje niepewności, czy w tej klasie nie zdarzy się wyjątek od zasady.
        Ja mogę ją zapewnić, że umiem ocenić możliwości mojego dziecka i możliwości
        szkoły.
        Przykro tylko, kiedy się widzi, że nauczyciel nie lubi uczniów.
        To chyba niemożliwe, żeby o tych dzieciach nie dało się powiedzieć ani jednego
        miłego słowa.
        • ajala1 Selektywne słuchanie 11.11.06, 14:00
          Dotyczy zarówno rodziców, jak i uczniów.
          Może za bardzo skupiłaś się na negatywach, a nie dostrzegłaś troski
          nauczycielki o przyszłość uczniów. A może to Ty masz rację i nauczycielka
          czując swoją bezradność, zrzuca cały ciężar odpowiedzialności na rodziców.
          Inna sprawa, że bywają klasy, w których "ręce opadają". Nie ma się co obrażać,
          życie zweryfikuje, kto miał rację. A najlepiej by było, gdyby obydwie strony
          zaangażowały się nie we wzajemną krytykę, bądź asekurację, tylko zastanowiły
          się co realnie można w kwestii "małej ambicji uczniów" i "braku naukowej
          atmosfery" zrobić.
          Ps. - o inne klasy, pełne orłów to raczej nie można prosić, bo każdy by chciał
          takie uczyć. A o ile mi wiadomo przydział klas to nie jest koncert życzeń
          nauczycieli i rodziców, tylko /przynajmniej w teorii/ przemyślana decyzja
          dyrekcji uwzględniająca specyfikę klasy i predyspozycje nauczyciela.
          • unsatisfied6 selektywna interpretacja 11.11.06, 16:29
            ajala1 napisała:

            > Dotyczy zarówno rodziców, jak i uczniów.
            > Może za bardzo skupiłaś się na negatywach, a nie dostrzegłaś troski
            > nauczycielki o przyszłość uczniów. A może to Ty masz rację i nauczycielka
            > czując swoją bezradność, zrzuca cały ciężar odpowiedzialności na rodziców.
            > Inna sprawa, że bywają klasy, w których "ręce opadają". Nie ma się co
            obrażać,
            > życie zweryfikuje, kto miał rację. A najlepiej by było, gdyby obydwie strony
            > zaangażowały się nie we wzajemną krytykę, bądź asekurację, tylko zastanowiły
            > się co realnie można w kwestii "małej ambicji uczniów" i "braku naukowej
            > atmosfery" zrobić.
            > Ps. - o inne klasy, pełne orłów to raczej nie można prosić, bo każdy by
            chciał
            > takie uczyć. A o ile mi wiadomo przydział klas to nie jest koncert życzeń
            > nauczycieli i rodziców, tylko /przynajmniej w teorii/ przemyślana decyzja
            > dyrekcji uwzględniająca specyfikę klasy i predyspozycje nauczyciela.

            potrafisz wyśmienicie intepretować wszelkie zjawiska w naszym szkolnictwie .
            starasz się bardzo o swój autorytet "doradcy" i "eksperta oświaty" .
            z każdej dyskusji chcesz uzyskać jakiś kredyt . na bazie tego kretytu
            zdobywasz zaufanie stawiając fundamenty w dyskusji nad "polską edukacją" ,
            która ewidentnie z powodu takich animatorów tej edukacji jest w coraz gorszej
            kondycji .
Pełna wersja