to moje glowne przemyslenia po tym, jak spedzilam drugi dzien od rana do
wieczora z moim dzieckiem.
kajtus ma w tylku granat, zawsze chce isc w przeciwna strone, na wszystko
mowi nie, jest labilny emocjonalnie od jakiegos czsu i w momencie, kiedy nie
radzi sobie z emocjami stuka glowa w podloge. na dodatek u babci ( kajtka
prababcia) wpadl w mala histerie, ja oczywiscie nie reagowalam, a moja
szwagierka ( w pierwszej ciazy) walnela tekst: ja sobie tak nie pozwole i dam
w dupe! nie wiem jakim cudem udalo mi sie puscic te cudowana uwage mimo uszu
( jestem dzis nabuzowana, druga faza cyklu + dzisiejsze zachowanie synka), bo
po piewrsze nalezalo powiedziec:zeby nie komentowala, bo to niestosowne,
szczegolnie wtedy, kiedy o wychowaniu dziecka sie wie tyle ile powiedza na
tvn style! po drugie, nie widomo co jej sie trafi, nie?
potem babcia zrobila mojemu dziecku kanapke, maly ja zjadl ( babcia
wszystkich karmi, jak ktos nie zje, to babcia cierpi), ucieszylam sie, bo od
trzech dni prawie wcale nie jadl ( dzis knapka u babci byla pierwszym
posilkiem a bylo to po 15!). a moja boska, madra szwagierka glaszczac sie po
brzuchu: nie daje sie dzieciom posilkow o dziwnych porach, bo rozwala sie im
cykl dnia! nooooooooooooooooo! wyszlam na balkon, nie moglam po prostu dlej
sluchac. ludzie, ja jej ciazy nie wytrztymam nerwowo.
czuje sie przez jej wieczne komentarze jak zyciowy nieudacznik, ktory ma
bachora bin ladena! trudno mi zniesc uwagi na temat kajtka, bo on naprawde
jest ok. ma gorsze dni, ale jest zawsze usmiechniety, bardzo madry i
oczywiscie najkochanszy

uf. wygadalam sie. dobranoc! rano pewnie bedzie mi lepiej.