Dodaj do ulubionych

Pewnej niedzieli śmierć nas rozdzieli

05.07.08, 12:24
"Najlepszym antidotum na tę spirytualistyczną pokusę jest wyciągnięcie
wniosków z epistemologii Donalda Rumsfelda. Mam oczywiście na myśli znaną
wypowiedź z marca 2003 roku, kiedy ówczesny sekretarz obrony wdał się w
amatorskie rozważania filozoficzne na temat relacji między znanym i nieznanym.
"Są znane znane, czyli rzeczy, o których wiemy, że o nich wiemy. Są znane
nieznane, czyli rzeczy, o których wiemy, że o nich nie wiemy. Ale są też
nieznane nieznane, czyli rzeczy, o których nie wiemy, że o nich nie wiemy".
Rumsfeld zapomniał o niezwykle istotnej czwartej kategorii: nieznanych
znanych, czyli rzeczach, o których nie wiemy, że o nich wiemy, a mianowicie
wszystkich podświadomych poglądach i uprzedzeniach, które kształtują nasze
postrzeganie rzeczywistości i reakcje na nią. Rumsfeld uważał, że w wojnie
irackiej najbardziej niebezpieczne są "nieznane nieznane" - zagrożenia ze
strony Saddama, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Jak teraz
widzimy, najbardziej niebezpieczne były "nieznane znane", czyli podświadome
poglądy i uprzedzenia, które legły u podstaw wszystkich błędów popełnionych
przez armię amerykańską."

Całość:
www.dziennik.pl/dziennik/europa/article203038/Rumsfeld_w_ulu.html
Obserwuj wątek
    • poloeschatolo Re: Pewnej niedzieli śmierć nas rozdzieli 05.07.08, 17:17
      napoj.chmielowy napisał:

      > "Najlepszym antidotum na tę spirytualistyczną pokusę jest
      > wyciągnięcie wniosków z epistemologii Donalda Rumsfelda...

      myślałem, że chodziło o miód i pszczoły ;-(
    • poloeschatolo behaviour management 05.07.08, 19:43
      Celem polityki społecznej w tej chwili nie jest już zapewnienie ludziom tego, co
      nazwano „państwem opiekuńczym”. Zmierza ona w kierunku zarządzania ludzkimi
      zachowaniami (behaviour management). To wynika z kilku powodów. Po pierwsze,
      politycy stali się bardzo cyniczni i po prostu przestali zajmować się takimi
      konwencjonalnymi zadaniami jak poprawa edukacji, służby zdrowia. To jest bardzo
      trudne i kosztowne, długo trwa i skutki nie są w pełni przewidywalne. Zamiast
      tego państwo jawi się ludziom jako strażnik ich życia rodzinnego. Pojęcie
      bezpieczeństwa, które kiedyś państwo rozumiało jako opiekę zdrowotną,
      zapewnienie pracy i emerytury, dziś zostaje wprowadzone do życia rodzinnego.

      www.rp.pl/artykul/158455.html
    • poloeschatolo byli jak granat rzucony na bukiet kwiatów 07.07.08, 20:44
      "Współczesna demokracja - pisał Norman Mailer w "The Presidential Papers" - jest tyranią o niezdefiniowanych granicach. Istnieje tylko jeden sposób na to, żeby sprawdzić, jak daleko możemy się posunąć: podróżować po linii prostej, aż nas zatrzymają". W latach 70. granice europejskich demokracji sprawdzali uzbrojeni partyzanci: Czerwone Brygady we Włoszech, Baader-Meinhof w Niemczech, OWP na każdym lotnisku, IRA i Angry Brigades w Anglii. W "The Family Arsenal" Paul Theroux przedstawił wielkomiejskich terrorystów, którzy anonimowo wędrują przez apokaliptyczny Londyn.

      Przez moment można było odnieść wrażenie, że Sex Pistols też są wielkomiejskimi partyzantami: nieprzewidywalni, głęboko destrukcyjni, wszechobecni. Ich próba wyrobienia sobie marki na rynku muzycznym oraz znalezienia miejsca dla nowego pokolenia muzyków pop szybko przerodziła się w atak na przemysł muzyczny, potem na media i wreszcie na symbol całego angielskiego systemu.

      Atak Sex Pistols na status quo początkowo był bardzo przekonujący. "Największą siłę oddziaływania mieliśmy przez pierwsze sześć miesięcy - mówi Jamie Reid, autor oprawy graficznej wydawnictw zespołu. - Ludzie nie wiedzieli, kim jesteśmy i skąd przychodzimy. W ciągu jednego tygodnia padały najzupełniej poważne oskarżenia o to, że jesteśmy członkami Frontu Narodowego, komunistami i anarchistami. To charakterystyczna cecha brytyjskiej polityki: chcą cię jak najszybciej zaszufladkować, a coś, czego nie da się zaszufladkować, uchodzi za niebezpieczne".

      W atmosferze jubileuszowej histerii użyte w pierwszym wersie piosenki sformułowanie "faszystowski reżim" nie wyglądało na pozerstwo szarpidrutów - w świetle reakcji na tę piosenkę wydawało się, że Sex Pistols poruszyli istotną kwestię. "Skoro nasz kraj nie jest faszystowski - stwierdził wtedy dziennikarz i filmowiec Al Clark - a większość ludzi najwyraźniej go za taki nie uważa, to zespół powinien mieć prawo śpiewać tę piosenkę w radiu i telewizji, bo to jest jedna z najważniejszych zasad demokracji". Prawo to mu odebrano, a zatem... (...)

      www.dziennik.pl/kultura/article202868/Sex_Pistols_wielkomiejscy_partyzanci.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka