kol32
29.05.06, 01:24
Jak dzisiaj a właściwie wczoraj bo to już noc późna...
Kiedy bezsilnie patrzę na chorobę Taty (rak prostaty) i strasznie się boję
jak rozlege przerzuty wykażą wyniki scyntygrafii...
Kiedy cierpiaca na depresję Mama (kilkumiesięczne leczenie - na razie bez
rezultatu) mówi o kwiatach, które przyniosłam jej na Dzień Matki: po co mi
one, nie mam ich gdzie trzymać, nie mam siły ich podlewać - a za chwilę - po
co ja żyję, kiedy wreszcie Bóg pozwoli mi umrzeć...
Kiedy mam kolejną 'aferę' z moim zaburzonym Synkiem...
Kiedy tak trudno pamiętać, że rak Taty jest 'tylko' umiarkowanie a nie wysoce
złośliwy, że z depresji można wyjśc, że zaburzenia mojego malucha to
tylko 'muśnięcie' pewnej bardzo powaznej choroby a nie jej pełna wersja...
Kiedy tak trudno przekonać siebie samą, że jutro będzie lepiej...
Ale przecież musi być... Prawda?